Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='Sonka95']Super filmik :) Morusowi się ta sztuczka spodobała :loveu: :loveu:[/QUOTE]
Dziękujemy.
Bo kiedyś robiliśmy to "na sucho", czyli bez miski :) Zresztą też mam z tego filmik i Wam nawet pokazywałam. Jednak wczoraj pomyślałam sobie, że a co tam spróbujemy z miską. A że też smaki były genialne, za - tak naprawdę - za to, co już piesek zna, ale w innej formie, to mu sie spodobało :) Oby tak mu zostało, hyhy.

[quote name='Aleksandra95']Bardzo ładnie Morus ćwiczy :cool3:[/QUOTE]
Dziękujemy :D I ten jego ogon :loveu:

Posted

[quote name='dOgLoV']hejka ;)[/QUOTE]

[quote name='Sonka95']Cześć :loveu: :loveu:[/QUOTE]
Hej Dziewczyny :loveu:

[quote name='zmierzchnica']Morus jaki chętny do pracy, praktycznie się nie rozprasza, super :loveu: Zdrówka dla koteczki![/QUOTE]
Z jego ostatnich sukcesów jestem zachwycona, oby tak dalej nam się pracowało :)

Kotka chyba zapomniała, że coś miała w piątek z sobą robione :P Ściąga z siebie kołnierze i ubranka, więc daliśmy sobie spokój - bardzo się szwów nie czepia, trochę się liże, ale na nasze "ej!" przestaje... Nie podoba mi się tylko coś, co zaczęło jej wystawać, wygląda tak jakby chciał powstać ropień :/ Na razie to obserwujemy. A Milce próbujemy wytłumaczyć, że naprawdę nie może się bawić, skakać, widzieć z Endusiem, wyjść na trawkę, tego już pojąć nie może =(

Ale... ale... zaobserwowałam też jedną rzecz. To znaczy już wiem kiedy Milka załatwia się poza kuwetą. ;) Dzisiaj jak była zamknięta w jednym pokoju (od piątku tak ma), to wykupkała się do kuwety. I wtedy mnie olśniło! Przecież przez pierwszy miesiąc pobytu załatwiała się jak Bóg przykazał, ale przecież wtedy była ograniczona tylko do mojego pokoju! Kiedy została wypuszczona na cały dom, wtedy zaczęły się te jej problemy. I faktycznie wczoraj przez nieuwagę przemknęła mi się i po chwili wróciła do pokoju... nie muszę chyba mówić, że w kuchni zostawiła po sobie ślad w postaci ... :) Czyli już wiemy, że jak Milka ma za dużą przestrzeń, to robi poza kuwetą (co ciekawe ogranicza się w toalecie do jednego pomieszczenia, czyli wygląda to tak, jakby jedno pomieszczenie... kuchnię właśnie... potraktowała jako wychodek). Natomiast, gdy mieszka sobie w jednym pokoju, to ładnie załatwia się do kuwety. Tak! Właśnie tego elementu zabrakło mi do tej zagadki. :) Tak czy inaczej to nie rozwiązuje problemu. Bo nie ograniczymy jej do jednego pokoju. Po pierwsze to bardzo niefajnie jest mieć taki smrodek w swoim pokoju, a po drugie to to, że to jest niemożliwe - nawet teraz ciężko jest logicznie ogarnąć wyjście z pokoju bez Milki i bez wpuszczenia Endusia - pchają się oboje do siebie.

Posted

[quote name='magdabroy']A jakby kuweta stała w kuchni, to będzie się do niej załatwiać??[/QUOTE]
Myślisz, że nie stoi? :P Swego czasu stało nawet kilka, ale młoda i tak wolała obok kuwet się załatwiać.

Posted

[quote name='magdabroy']To dziwne, że nie robi do piasku, skoro kuchnia jest dla niej kuwetą :roll:[/QUOTE]
Prawda? Rozgryźć tego nie potrafię.

Posted

[quote name='Ty$ka']Nawet nie wiesz jak jestem dumna :) W końcu nam kształtowanie zaczęło iść, ba nawet sprawia nam to przyjemność :lol:

Wy to naprawdę macie pracowicie :D. Znając Ciebie to pewnie znajdziesz mimo wszystko czas na trening ;) Powodzenia.[/QUOTE]
Nie dziwie sie kazdy sukces cieszy :)

Ha dwa krotkie torki ulozylam pierwszy poszedl nam lepiej niz drugi dzisiaj ale to tez wiem czemu tak. teraz do wtorku wieczorem odpoczynek potem spotkanie z jedna trenerka i nam podpowie cos mam nadzieje. do tego wykorzystuje rozne miejsca jak akurat idziemy na spacer na pochwalenie i nagrodzenie kontaktu czy jakiegos momentu np 360 lewo

Posted

No to faktycznie dziwne z tą Milką jest :hmmmm: To musisz coś teraz pomyśleć z tą kuchnią, jakby to rozwiązać, żeby robiła do kuwety. Ale pomysłu nie mam, może jej wyklikaj? :lol:

Posted

Ciesz się, że Milkę rozgryzłaś! Moja znajoma ma kocurka, który się za nic w świecie do kuwety nie załatwi BO NIE :diabloti: Leje na łóżko, załatwia się na podłodze. Ma naprawdę wspaniałych właścicieli, bo ja takiego kota to bym wyeksmitowała w tempie natychmiastowym...

Posted

[quote name='deer_1987']Nie dziwie sie kazdy sukces cieszy :)

Ha dwa krotkie torki ulozylam pierwszy poszedl nam lepiej niz drugi dzisiaj ale to tez wiem czemu tak. teraz do wtorku wieczorem odpoczynek potem spotkanie z jedna trenerka i nam podpowie cos mam nadzieje. do tego wykorzystuje rozne miejsca jak akurat idziemy na spacer na pochwalenie i nagrodzenie kontaktu czy jakiegos momentu np 360 lewo[/QUOTE]
Jednak sukces w takiej dziedzinie, w której do tej pory mielismy problem, cieszy bardziej :lol:

Trzymam kciuki, aby podpowiedziała Wam trenerka co trz4eba :). No tak - każda okazja jest dobra, by z psem ćwiczyć :D

[quote name='rashelek']No to faktycznie dziwne z tą Milką jest :hmmmm: To musisz coś teraz pomyśleć z tą kuchnią, jakby to rozwiązać, żeby robiła do kuwety. Ale pomysłu nie mam, może jej wyklikaj? :lol:[/QUOTE]
Milka nie jest normalna, powtarzam to od początku ;).
Wyklikać powiadasz? A jak to widzisz? 8)
Dzisiaj darła ryja, że chce na dwór i to tak głośno, że na drugim końcu podwórka słyszałam jak się drze :lol:


[quote name='zmierzchnica']Ciesz się, że Milkę rozgryzłaś! Moja znajoma ma kocurka, który się za nic w świecie do kuwety nie załatwi BO NIE :diabloti: Leje na łóżko, załatwia się na podłodze. Ma naprawdę wspaniałych właścicieli, bo ja takiego kota to bym wyeksmitowała w tempie natychmiastowym...[/QUOTE]
Koty pod tym względem są okropne... a mówią, że kooty to czyste zwierzęta :hmmmm:, taa, bardzo zabawne... ;p Jak już mruczki leja czy s.ają poza kuwetą to jest ciężko odgadnąć dlaczego, naprawdę niektóre powody są tak wymyślne, że tylko geniusz potrafi na nie wpaść. Pewnie tamten kocur też tak ma, umyślił sobie, że potwory zasiadają w kuwecie i nap pewno jak wejdzie tam to porwie go ufo :lol:, więc robi gdziekolwiek.


No, ale moi drodzy. Nie chcę chwalić dnia przed zachodem słońca, aleee.... dzisiaj jak Milka chodziła po całym domu, nagle poleciała do mojego pokoju, by... najpierw się wysikac do kuwety. Wysła z niej i znów weszła.... i zrobiła kupę do kuwety! Nie wiem tylko na ile to faktycznie przemiana, a na ile fakt, że stałam nad nią i sę gapiłam, gdzie będzie robić :siara:

Posted

To tak jak mnie cieszy wlasnie to 360 lewo :diabloti:

Im wiecej sie cwiczyc w "dziwnych" miejscach tym latwiej za kazdym razem psu zalapac o co chodzi :)

Haha widzisz czarujesz Milke :D

Posted

Dzień jak każdy. No może nie do końca, bo cudownie leje i wiem, że ze spacerku nici. Niezmącony relaks przed lapkiem przerywa tylko od czasu do czasu stukanie o klawiaturę. Myślę sobie: "Jak cudownie, że Milka tak mnie kocha, że nie opuszcza mnie na krok, przynajmniej nie muszę się o nią martwić, że gdzieś pójdzie albo ktoś przypadkiem ją wypuści na dwór w takim stanie..." Od pół godziny zmagam się z żarłostwem, mój żołądek upomina się o drugą porcję zapiekanki z pieczarkami i serem. W końću czuję, że to bez sensu. Idę do kuchni. I tu kończy się sielankowa opowieść.
Nie.
Nie.
NIE!
Śpi Endy na krześle. Obok okna. Dodajmy - otwartego na oścież okna.
Blednę.
Z trzęsącymi się rękoma idę do pokoju, jednocześnie wołając Milki. [B]Nie ma jej [/B]tu. Ani nigdzie.
Nie, to nie może być prawda.
Blednę jeszcze bardziej, choć myślałam, że się bardziej nie da. A jednak.
Lecę z alarmem na I piętro do rodziny, niczym z katapulty szybko oznajmiam "Otwarte okno. Milki w domu nie ma." I wybiegam.
Na dworze leje. Jak na złość leje. Na ciele od razu robi mi się zimno i mokro. W oczach mam strach. Po policzkach płyną łzy. Głos mi się załamuje. Ręce się trzęsą, nogi jak z waty. Wołam Milkę. Wołam. Boże, Milkuś, odnajdź się! Czemu poszłaś! Miiiilaaa. Błagam Cię....
Do moich poszukiwań dołączył Brat i Tato. Morus lata między moimi nogami, czuje, że coś jest niedobrego, próbuje mnie wesprzeć, ale nie wie jak...
Młodszy Braciszek szuka w razie "w" w domu. Bez rezultatów.
Nadzieja prysła, Milki jednak nie przeoczyłam w domu...
Boże, pada... ona ma szwy... jak poszła to sobie coś zrobi... a Psotka przecież wiadomo jak skończyła... jeszcze wet przestrzegał, że może przez pierwsze dni (4-5) nie mieć orientacji w terenie. Zgubi się, przpeadnie, szwy pękną, potrąci samochód... Wciąż błądzę myślami i wciąż błądzę po podwórku. Panicznie jej szukam, wszyscy szukają. Kilka razy odwiedzamy jeden zakątek podwórka. MILKI NIE MA!
- To bez sensu, jak poszła dalej, to nie wiadomo gdzie szukać. Teraz leje, a my w krótkim rękawku. Później poszukamy - po tych słowach wypowiedzianych cicho i z lękiem Brat i Tato idą do domu. Są smętni, bladzi niemal jak ja zanim zaczęłam płakać, martwią sie równie jak ja.
Ja jednak zostaję. Tylko na moment czmycham do domu po smakole w nadziei, że jak młoda usłyszy szelest jej znajomy, przyleci na żarcie. Już dawno nie kontroluję emocji. Ryczę, łzy lecą ciurkiem, moje wołanie przemienia się w krzyk z prośbą, żeby wróciła. Jestem pewna, że sąsiedzi na mnie patrzą, ale co mnie to obchodzi. Czuję się jak matka, której ktoś porwał dziecko. Albo zabił. Czuję się przegrana. Milka, wróć do cholery. Milkuś... Milkuś... łapią mnie drgawki. Chce mi się tylko wyć. Wic tor obię. I dalej szukam kota. Zaczynam modlić się do Boga o cud, najpierw cicho, potem moją modlitwę słychać już w całej okolicy - jestem tego pewna.
Babcia wróciła. Extra, odpowiedni moment, nie ma co. Zacznie się awantura, że nie umiemy kota upilnować, ja już ledwie się trzymam, nie trzeba mnie jeszcze dręczyć. Czuję, że jak się TERAZ nie odnajdzie to ja psychicznie nie wytrzymam... Koszmar. Czemu dzisiaj tyle nieszczęść? Czemu koszmary lubią się powtarzać? (patrz: Psotka). DLACZEGO?!
Siadam bezsilnie. Milka się nie odnajdzie. Boję się tego.
Naglę słyszę:
-Justyna! Choć odnalazła się.
Upadam. Nie mam sił. Mam dość tych przeżyć. Nie wierzę tym słowom. Mam wrażenie, że to tylko mój mózg broni się przed zawałem. Jednak głos nie cichnie, nasila się, ktoś ciągle mnie woła. Powoli sie podnoszę. Idę, nie zwracając uwagi nawet na pogodne twarze rodziców. Nie witam się z babcią. Lecę do kota. Zobaczyłam ją. Śpi słodko na werandzie. Bożże, to cud. Cud, że miala otwarte drzwi na ukochaną werandę. Cud, że poszła do niej ZANIM ktoś zapomniał zakmnąć okno... gdyby... gdyby było inaczej... Łzy okrywają moją twarz. Łzy nie wiem czy wzruszenia, czy z tylu przeżyć. Uspokajam się jeszcze przez dobry kwadrans, moje serce drży, ale powoli, stopniowo się uspokajam. Przytulam do piersi swój największy skarb i wiem, że ją kocham. Boże, jak dobrze, że ona nie poszła WTEDY do kuchni! Nie chcę nawet myśleć, co by było gdyby... I nie, nie chcę tego przeżywać drugi raz... naprawdę... bo jesszcze jak to piszę, moje serce wali jak opętane. I łzy same w oku się kręcą. Jednak jedno spojrzenie w stronę Milki i wiem, że jest dobrze. Że to był koszmar, ale na szczęście sie skońćzył.

[quote name='deer_1987']To tak jak mnie cieszy wlasnie to 360 lewo :diabloti:

Im wiecej sie cwiczyc w "dziwnych" miejscach tym latwiej za kazdym razem psu zalapac o co chodzi :)

Haha widzisz czarujesz Milke :D[/QUOTE]
I rozumie Cię doskonale ;)

Dokładnie :D

Taaa, dzisiaj to przez nią omal na zawał nie zeszłam...

[quote name='334maja']Świetny filmik, widać, że pies wesoły i sprawia mu radość :) P.S. Ja ja bym chciała żeby mój pies miał taki ogon...[/QUOTE]
Dziękujemy :) Ja ten jego ogon też kocham :) Mam nadzieję, że drugi mój pies też taki będzie miał, hehe :P

[quote name='unikatowydiament']hej,hej :) :)[/QUOTE]
hej

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...