Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Istar19 napisał(a):
Morusek jak zawsze piękny :D

o moje psiaki gdy pada to najchętniej by z domu nie wychodziły ..a wyrodna mamusia je wyciąga na spacer :evil_lol:

Morusek ma tym razem mało zdjęć, bo było więcej, ale usunęłam - wszystkie niewyraźne :D
Morusława też kiedyś nawet siłą nie można było wyciągnąć, gdy padał deszcz... teraz wręcz przeciwnie :). Gdy tylko mnie widzi zaczyna jęczeć, by pójść na spacer. Gorzej natomiast jest, kiedy temperatura przekracza 10*C - dla niego jest już za gorąco i spacery - tak, ale z postojami na wodopój, no i piesio szybciej się męczy ;).

Posted

[quote name='Jean']Enduś to kot guma a nie superman :P
Pewnie masz rację :lol:. Wiesz, kot nie z rodowodem, więc nie wiem kogo miał w przodkach - może kota-gumę :cool3: :lol:

[quote name='ewes']jak to zrobiłaś, że Morus jest taki chętny na deszczowe spacery? ;-)
Dobre pytanie... Nawet się nad tym nie zastanawiałam nigdy dłużej.
Przede wszystkim: nie cackałam się z nim - spacer to ma być spacer, nie uciekanie pod drzewa byle nie zmoknąć (jak to miewał w zwyczaju :evil_lol:), specjalnie chodziłam na pola, by nie miał gdzie się skryć :evil_lol:; spacery zawsze były atrakcyjne i to właśnie te deszczowe były świetną okazją na ćwiczenie sztuczek w rozproszeniach (a pies lubi niewiele się męczyć <bo deszcz> i dostawać taaaaakie pyszne nagrody od pańci :razz: <bo deszcz>). Użyłam jeszcze jednego tricku - spacery słoneczne są beee, bo krótkie, nieciekawe i na smyczy, zaś te deszczowe długie, ciekawe, oryginalne, nietypowe i bezsmyczowe . Poza tym odwrażliwiałam go w między czasie na wodę, np. wyklikałam mu wchodzenie łapkami do kałuży (a wody on omijał jak ognia) - po prostu odwrażliwiałam, przeciwwarunkowałam jego 'widzi mi się' i spacery w deszczu traktowałam jako najwyśmienitszą zabawę, a nie jako karę :p (a wiemy, że psy doskonale wyczuwają nasze nastroje). I ta dam - po kilku dniach buntowania się, strajkowania (pies), męczenia się z psimi humorami i zmienianiem ich na pozytywne emocje (to ja :P) ktoś podmienił mi psa :p.

Posted

stokrotka.af napisał(a):
witanko, troche nas nie było, ale to przez Dogo
a tu takie smutne wieści :(


Jakie wieści? Nie doczytałam gdzieś/coś?

Posted

Tysia_z_Ejmi napisał(a):
Ty$ka skąd ten pomysł na nazwę? Pytam, bo ja zawsze mam taki nick. :diabloti:

Strzelam, że mój nick wziął się z imienia :cool3:

stokrotka.af napisał(a):
witanko, troche nas nie było, ale to przez Dogo
a tu takie smutne wieści :(

Po burzy zawsze musi wstać słońce, więc już się tak nie smućcie. Dajemy radę, choć szczerze mówiąc Enduś teraz zachowuje się jak sierotka, aż serce się mi łamie. No, ale trzeba żyć dalej, życie bywa brutalne.

Jean napisał(a):
Jakie wieści? Nie doczytałam gdzieś/coś?


Tysia_z_Ejmi napisał(a):
Co się stało? :shake:

Weźcie ciotki przestańcie, bo zaraz mi coś wykraczecie albo jeszcze uwierzę, że faktycznie coś się stało :diabloti:. Na szczęście na razie jest u nas OK, zgaduję, że stokrotce chodzi o Szamana i Demona
  • oraz o chorobę Morusława. Choć wróć, stało się! Dzisiaj omal własnoręcznie nie pozbawiłam psa jajek :evil_lol:

    Dzisiaj mam strasznie melancholijny dzień, wiele przemyśleń nt swojego zwierzyńca i wnioski, które są rozsądne, acz mnie nie zadowalają. I czeka mnie znowu przeprawa z rodzicami pt. "Dlaczego jestem za kastracją psa". No, ale dosyć tego marudzenia :cool3:.

  • Posted

    A dzisiaj w lesie mieliśmy niespodziewane spotkanie z psem bezdomnym, a dodatkowo Morus uczył się, że "nie" znaczy NIE i należy ignorować psa jak nie chce kontaktów... Nie można się narzucać, bo inaczej skutkiem tego będzie rzucenie się na natręta tego nękającego ;). No, ale do rzeczy.
    Idząc sobie do lasu, Morus nagle zobaczył psa. Ja zresztą też go zauważyłam. Z tym, że Niuniek na jego widok świrował, a mi go żal było. Przed oczami bowiem miałam psa starszego (nie, no bez przesady: po obserwacjach moich późniejszych wynika, że suka mająca coś w sobie może z jamnika długowłosego standardowego ma 5-6lat, kuśtyka i boi się wszystkiego). Po półgodzinie wysyłania do niej CSów (nie miałam innego wyjścia, M. zapierał się wszystkimi łapami, by nie ruszyć się z miejsca, by nie zaprzyjaźnić się z nowym pieskiem), sucz pozwoliła do siebie podejść mnie... Mnie, bo na tego Wiecznego Przyjaciela Innych Stworzeń (czyt. Rusiak) się rzuciła. Z czasem, w trakcie naszej godzinnej wyprawie leśnej towarzyszyła mi non stop, przyzwyczaiła się do psa (już na niego nie warczała, nawet jak do niej podchodził, ba! sama łapała z nim kontakt) i wciąż była spragniona kontaktu z człowiekiem. Sura, bo tak ją nazwałam roboczo ma wyciągnięte, pełne mleka sutki co wskazuje na to, że musiała niedawno urodzić. Nie wiem ile się błąkała, ale śmiem twierdzić, że została porzucona w lesie, gdy się oszczeniła... albo gdy była w ciąży... Nie wiem co stało się ze szczeniakami, ale nie mam dobrych przeczuć :shake: Nie miałam przy sobie nic do jedzenia (tylko woda, którą nota bene Sura wypiła) to się dowiedziałam przynajmniej czym musiała się częstować: na moich oczach odgryzała patyki i je jadła... nie żuła, ale jadła... Kilkanaście razy podczas wypadu leśnego przystawaliśmy na odpoczynek, bo Sura nie dawała rady, Morus zresztą też ;). Cóż, ciepło dzisiaj jest. Morus także powoli załapywał, że suki nie wolno ruszać, że jak chce to może podchodzić i z minuty na minutę stawał się mniej natarczywy ;).
    Sura jest kompletnie zagubiona w tym świecie, uwielbia kontakt z człowiekiem, aż żal było patrzeć jak przede mną stał smutny, zawiedziony życiem pies, a po prawej stronie siedzi wesoły kundliszon - i mam to na zdjęciach uwiecznione... Niestety, po spacerze Sura nas opuściła, więc jutro po południu pójdę jej szukać i spróbuję przyprowadzić ją do siebie. No, ale nijak mogę pomóc skoro nawet dla niej lokum nie mam. Nawet tymczasowego. Macie pomysł jak pomóc Suri?

    Przepraszam za chaotyczny post, ale jeszcze jestem pełna emocji. Przede wszystkim żalu (że nie udało mi się jej pomóc), smutku (że Sura cierpi przez zwyrodnialca), gniewu (że są tacy ludzie jak właściciel Suri) i bezradności (że chcę jej pomóc, ale nie wiem jak).

    Bądź co bądź, spacer należy do udanych. Zdjęcia mam, niewiele i niewyraźne, ale zawsze jakieś ;). Na pewno ten wypad do lasu utkwi nam na długo w pamięci. Mi, Morusowi i Suri...

    Tak wygląda Suri po 15min wysyłania przeze mnie CSów


    A tak Morusław ;)


    Idzie za nami? Nie idzie?


    Skoro nie idzie...


    ... to poczekamy :)


    cdn.

    Posted

    A tak się Morusław siłował ze mną, by poczekać na Suri ;) Normalnie pies pociągowy :P



    I w końcu Suri się przełamała, i po jakimś czasie zauważyłam, że idzie za nami :) Morus też ją zauważył.


    I bacznie ją obserwował ;)


    Zawołana... przybiegła (delikatnie omijając Morusa)


    Chciała podejść do mnie, ale nie mogła... przy mnie stał kundliszon.



    cdn.

    Posted

    Bo zmęczony pies to szczęśliwy pies ;)


    Niestety nie każdy :(





    Talk czy siak Głupol się cieszy


    Suri zmęczona chciałaby spać...



    cdn.

    Posted

    A Głupol chciał iść...


    Więc wąchnie sobie, gdzie była Suri - a co :p


    I tutaj mamy przełom! Suri podeszła do Tłuściocha :multi:


    Koniec odpoczynku :loveu:


    Z serii: ładne oczy masz, komu je dasz? :cool3:



    cdn. [już kończę =)]

    Posted

    Śmiejoszek ;]


    Suri zgłodniała...


    Jakiś szmer!


    ...więc dokładnie nasłuchuje ;)


    A tu Świr biegnie pod zachodzące słońce :loveu:



    cdn.

    Posted

    Dupki razem :loveu: No, prawie :P


    Kopanie po podlaniu trawki :cool3:


    I Suri... dalej smutna :shake:


    Suri filozof :p


    Aż się z tej myślicielki Gamoń śmieje... ;)



    cdn. (już następny post będzie ostatnim)

    Posted

    Nawet pod koniec spaceru Suri była smutawa...
    (ostrość fotek ucieka, ale robiłam na wielkim powiększeniu)







    Taka... zagubiona jest...



    I to tyle.
    Pozdrawiamy

    Posted

    anorektyczna.nerka napisał(a):
    Bardzo ładny :d taka morda puchata.

    Witamy cioteczkę w galerii głupola :multi:
    I dziękujemy za komplementy ;] - fakt, jest puchaty. Jeszcze nie do końca zrzucił zimowe kudły. ;)

    Posted

    Na szczęście siedzi na psie, ale tylko do czasu aż się go nie ruszy... Wtedy to już sypie się jak opętane. Kundliszon ma podwójną okrywę włosową, jak wymienia ją to jest po prostu jedna wielka tragedia: sierść lata wszędzie, po 5min czesania mam już wiaderko ubitej sierści... Na pewno linieję mniej intensywnie niż północniaki, ale myślę, że tak wiele mu do nich nie brakuje ;). Na szczęście M. lubi czesanie, sam ustawia się do czesania, po czym powoli, powoli zasypia... I mogę z nim robić dosłownie co chcę :D Gdybym jednak chciała go wyczesać aż do chwili, gdy sierść przestanie mu wyłazić to myślę, że nie zdołałabym tego zrobić w ciągu jednego dnia. Jak nie mam czasu czeszemy się tylko kwadrans, czasem 0,5h, ale i bywa, że dobijamy do godziny, a sierść jak wyłaziła tak wyłazi dalej... No, ale cóż musimy to przetrwać :)

    Join the conversation

    You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

    Guest
    Reply to this topic...

    ×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

      Only 75 emoji are allowed.

    ×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

    ×   Your previous content has been restored.   Clear editor

    ×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


    ×
    ×
    • Create New...