chounapa Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 I czy to powodowało, że te szczury na 100% miały na zawsze dom? Bo u psów nie jest to żadna weryfikacja. Ludzie są wspaniałymi aktorami tak naprawdę. Nie wiem jak jest w przypadku psów. W przypadku szczurów, pozwalało to zweryfikować warunki: - szczur potrzebuje dużej klatki, wiele osób uważa że za dużej by im się chciało ją kupować. - potrzebuje wybiegów poza klatką, warto zerknąć na pokój gdzie ma biegać, podpowiedzieć jak zabezpieczyć. - towarzystwa. Nie mogą być same, jak ktoś chce jednego, powinien mieć już jakieś swoje. W takim wypadku można ocenić wizualnie czy są zadbane. Wizyta też może ujawnić obecność ukrywanego pod łóżkiem węża, który docelowo miał szczury zjeść. W praktyce jest raczej tak, że wyłudzacze-terraryści nie interesują się szczurami gdzie ktoś wymaga wizyty. Kiedyś ktoś uznał że to świetny żart wyłudzić szczura na karmę udając dobry dom, niestety żart został podchwycony przez innych równie mądrych... Ponieważ są dość skomplikowane, o czym większość początkujących nie myśli, podczas wizyty zazwyczaj przekazywana jest skrócona instrukcja obsługi szczura. Jeśli oddawałam szczury bliżej, brałam je ze sobą na wizytę i zostawały w nowym domu już tego samego dnia. Jeśli to było gdzieś dalej, prosiłam znajomych, zaszczurzonych o zweryfikowanie warunków i rozmowę z chętnym. Po przeprowadzonej wizycie, szczury jechały do domu pierwszym transportem ;). Poza jedną nieudaną adopcją, nie miałam więcej problemów. A ta jedna akurat nie wiązała się ani z wizytą, ani z warunkami. Quote
Majkowska Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 [quote name='Ty$ka']Natomiast oprócz zakazu oddawania psów (tzn. oprócz ochrony przed porzuceniem psa), trzymania go na łańcuchu i zakazie rozmnażania, reszta warunków jest często zbędna. ;) Nie do końca, bo np dla mnie też dość istotne jest to czy ktoś będzie się z psem ruszał, tak jak np od domu dla haszcza wymagałabym choć trochę jakiegoś roweru, psich sportów itd, jak go będzie karmił itd. Tylko w granicach rozsądku - o obrożę bym się np nie czepiała. I czy to powodowało, że te szczury na 100% miały na zawsze dom? Bo u psów nie jest to żadna weryfikacja. Ludzie są wspaniałymi aktorami tak naprawdę. Ale wielu osobom jak mówisz że mają podpisać dokument to przerasta ich odpowiedzialność. Mam nadzieję, że nie pijesz do mnie, bo naprawdę interesuję się losem tej suki, telefony mam stałe z domkiem i obiecałam im pomóc w razie jakikolwiek problemów. Mnie nie obchodzi czy sucz będzie wysterylizowana, ważne by nie była rozmnażana. Nie piję. To co robisz jest ok. Podkreślam jedynie to co uważam za słuszne ;) Dla mnie wizyta jest po prostu czymś zbędnym, zamiast tego wolałabym właśni wspólny spacer, podczas którego zobaczą zachowanie psa. Z kolei spotkałam się w niektórych fundacjach, że specjalnie nie zabierają psa do adopcji na wizytę przed/a do zainteresowanego, zupełnie tego pojąć nie umiem... Spacer jak najbardziej, jak najbardziej zobaczyć psa , sprawdzić czy właściciel sprosta czy np wywali sie przy jego pierwszym pociągnięciu. Tyle że działa to też w dwie strony - znam conajmniej kilka chorych akcji kiedy ktoś zobaczył psa i amen, nie każdy potraktuje takie spotkanie jako bardziej oficjalne, ludzie czują się już zobowiązani do wzięcia tego psa, niektórzy dostają histerii bo oni psa widzieli, kochają, a tu co, nie dostaną bo nie nadają się... Całkiem niedawno byłam ze znajomą na takim spacerze z psem do adopcji, pani chciała sprawdzić czy jej pies i ten się zaakceptują, zobaczyć jak się psa prowadzi itd, po całej ceremoni zabrała smycz i oznajmiła że ona psa już zabiera i koniec... Oj długo trwało przekonanie żeby pieska jednak oddała bo przekazanie go nastąpi dopiero po podpisaniu dokumentów itd :lol: Nie bierz tego zbyt do siebie, niestety to co się dzieje jest jakie jest i nie przewidzimy wszystkiego. Trzeba działać max tyle ile można. Ja też jestem dość zielona w adopcjach i gdyby to mnie przyszło szukać psu domu to chyba bym...go sobie zostawiła , bo nie potrafiłabym go wydać z czystym sumieniem:lol: Quote
Baski_Kropka Posted May 27, 2014 Posted May 27, 2014 [quote name='rashelek']No niestety, ale teraz już nic nie poradzisz, pilnuj DS jak tam się małą zajmują, tylko im nie wejdź na głowę :eviltong: Sporo fundacji ma chore warunku adopcji psów. Ja np. nigdy w życiu nie zgodzę się na wizyty przed- i poadopcyjne, co w 90% wyklucza mnie z tego typu adopcji ;) Tak samo nie rozumiem tego ingerowania we wszystko, że pies ma nie być spuszczany, musi dostawać wodę w ceramicznej miseczce i robić dwie kupy dziennie :shake: Liczę, że będą jakieś fotki z borderkiem! :grins: To zapisuj się szybko do tego fryzjera, ciekawe jak Morus będzie wyglądał :D A ja nie mam nic do wizyt przed i po adopcyjnych :) I powiem Wam, że jestem szczęśliwa, poniekąd,że mam psa z Korabiewic. Wizytyprzedadopcyjnej nie miałam, bo tak wypełniłam obszernie ankietę, że pytań nie było a dodatkowo, byliśmy przed świętami w schronisku poznać Dexa i ewentualnie inne psy które by do naszego"profilu" pasowały gdyby zDexem nie zaiskrzyło. Wizyta adopcyjna odbyła się w dniu adopcji, kiedy to zabraliśmy Dexa ze schronu do domu. Przyjechała z nami Gosia (koordynator adopcji) Spędziła z nami kilka godzin, poobserwowała psa, powiedziała na co zwracać uwagę i jak zachowywać się w razie takich a nie innych sytuacji. I muszę przyznać, że pomogło mi to. Zawsze z każdym problemem mogę się do nich zwrócić i starają się wesprzec i pomóc. Wolontariusze są super! Byłam przeszczęśliwa, że mogłam porozmawiać z wolo którzy zajmowali się oswajaniem dzikusa, że powiezieli mi jaki jest co lubi i, że mogłam zobaczyć jak on się cieszy do swoich ludzi. Zaowocowało to fajną znajomością i z chęciom zapraszam ich do nas jeśli są przejazdem. Teoretycznie można by powiedzieć, że też nei nadaje się do adopcji bo mam wynajmowane mieszkanie, wcale nie za wielkie bo nieco ponad 40m, żyje z chłopakiem "na kocią łapę" że tak to nazwę wię cmoja sytuacja nei jest do końca pewnie do tego studiuje i pracuje a jednak zaufali mi i powierzyli psa. Więc to kwestia fundacji, pracowników i adoptujących. No i oczywiście pomimo wszystko Dex (uważam) ma się z nami wspaniale i nigdzie nie był by bardziej kochany :) [quote name='Ty$ka']Wybaczcie, że potraktuję Was jednakowo i odpowiem wszystkim na raz. Jeśli chodzi o umowę adopcyjną. Nie zdążyłam jej zrobić i to mnie gryzie najbardziej. Miały mi dziewczyny podesłać, ale nie zdążyły. Jednak zawiązaliśmy umowę ustną - mamy świadków z dwóch stron. Oni przyjechali w tym celu właśnie z bratem od strony dziewczyny, która ma mieć psa oraz TŻem właścicielki, ode mnie wyszła cała rodzina plus sąsiedzi jako strona neutralna. Wiem, że w razie "w" ciężko jest dowodzić w sądzie swoje racje, bo każdy świadek stoi po stronie swoich, ale to działo się tak szybko - i jedyne to to, że uspokajają mnie sąsiedzi plus moja druhenka z drużyny, która przyszła do mnie w trakcie zawiązania umowy ustnej, są oni neutralni w tej całej sprawie i w razie (tfu, tfu) czegoś tam mamy przewagę. No i w adopcji pomagał nasz komendant policji, także i on śledzi całą tę sprawę. Ja poszłam w sobotę (w sumie w niedzielę już) grubo po 2 w nocy, bo ciągle szperałam czy czasem komuś sucz nie zaginęła. Potem ledwo wstałam, dostałam telefon, że przyjadą, zdążyłam jedynie naszykować sucz i pogadać z ludźmi jak się przygotować i przyjechali... Umowy nie spisaliśmy. To jest podstawa, pewnie ja o tym wiem, zawsze o tym mówię, ale no cóż. Nie byłąm przygotowana na tą sytuację, swego czasu trzymałam na swoim lapku takie rzeczy jak umowy, ale odkąd wrócił z naprawy nie zdążyłam, w sumie nie pomyślałam, że taka sytuacja będzie miała miejsce. Co do sterylki - podpowiedziałam im to, ale szczerze? Gdyby mi ktoś narzucił sterylkę to bym suczki np. nie wzięła. Po prostu w przypadku husky często się zdarza, że potem podsikują pod siebie czy mają problem ze stawami... Może nie jest to nagminne, ale jest. Ludzie nie wyglądają na rozmnażaczy, pies jest u brata, z rozmowy wynika, że wcześniej mieli sukę i ją pilnowali mocno. Sama cieczka była dla nich kłopotliwa, więc myślę, że moją propozycję przyjmą i suczkę wysterylizują. Mam ich często odwiedzać i pilnować. Jeśli się okaże, że dopuszczą suczkę (a to jest do zweryfikowania i to dość prosto) to ostrzegłam, że im psa odbiorę. Wyglądali na przejętych, zobaczymy jak będzie naprawdę. Tak poważnie to cała ta adopcja mnie gryzie, brak spisanej umowy, załatwienie wszystko na wariackich papierach... już teraz mam pobraną umowę i zrobioną "pod siebie", no ale to jest po czasie. Na razie dobrze mói kontakt z właścicielami. Nie chcę być z tych upierdliwych, więc nie będę często dzwonić, obiecałam że zadzwonię (jak oni tego pierwsi nie zrobią) za miesiąc, ale pewnie nie wytrzymał i w niedzielę się z nimi skontaktuję :evil_lol: A, i podsunę im przy najbliższej okazji forum haszcze, myślę że tam wejdą, bo mieli kilka pytań w sprawie psa... Ja sama do całej tej adopcji podchodzę z ogromnym dystansem, nie tak sobie wszystko wyobrażałam. Mocno pilnuję nowych właścicieli i będę ciągle trzymała rękę na pulsie. Zwłaszcza, że też nie ufam ludziom, tyle razy byłam świadkiem interwencji w domach, które 2lata wcześniej były super extra i miały nawet kilka psów z jednej fundacji, a nagle klops - z wizyty poadopcyjnej którejś tam z kolei robi się interwencja, choć wcześniejsze były takie wspaniałe, tylko formalnością. Jednak takie rzeczy wychodzą też w genialnych domach. Trzymam rękę na pulsie i nie przestanę. Suka nie mieszka jakiś szmat drogi ode mnie, mam zamiar za jakieś 3-4miesiące ją nawiedzić. Chyba, że urwie się kontakt - wtedy zrobię im nalot, pewnie z zaprzyjaźnionym komendantem policji. Powiem tak, przez telefon naprawdę ten nowy- niedoszły dom wydaje się całkiem sensowny. Podesłałam im kilka psów, zobaczymy co z tego wyniknie. Poza tym dowiedziałam się, że Stefan błąka się po mieście i dostałam rano telefon, że pałęta się od X czasu kolejny haszczak. Eeeeh.... chyba nigdy się to nie skończy. Jak psa znajdę to podeślę temu domkowi. Nawiążę też do tego, o czym już wspomniano - faktycznie fundacje mają swoje różne widzimisię. Nie znam ani jednej fundacji, która nie miałaby jakiejś swojej polityki. Aczkolwiek zaskoczyłaś mnie, baski tym, o czym mówisz - do tej pory bez problemów wyadoptywane były do kojca z tych konkretnych organizacji :crazyeye: Przynajmniej ta stara ekipa nie robiła problemów. Dla mnie chorym warunkiem akurat w każdej z tych fundacji jest zakaz spuszczania psa ze smyczy - z góy zakładanie, że rasa ta jest uciekającą... niby ma to jakiś sens, ale ja nie lubię jak ktoś mnie ogranicza. Bo czemu mam nie spuszczać psa odwoływalnego? Zwłaszcza, że nikt poważny od razu psa nie spuszcza, tylko z nim ćwiczy. Jeśli ktoś psa spuści, od razu chcą mu odebrać psa... Albo kolejne - porządny płot wysoki, z podmurówką. Pewnie, husky to uciekinierzy, ale nie znowu tak rzadko wiele z nich ma gdzieś płot, zwłaszcza jeśli ogród traktują jako przedłużenie domu, dlaczego więc ja - osoba o płocie z podmurówką, ale niskim (1,6m, ale żaden pies tego jeszce nie pokonał, bo są to pionowe sztachety zakończone ostro i pies nie est głupi, nie pcha się na ostre) miałabym nie dostać psa nieinteresującego się ogrodzeniem tylko ze względu na wysokość płotu? Znajdzie się jeszcze parę kruczków. Faktycznie ostatnio jest moda na to, by nie wydawać psy na podwórek, do budy - nonsens. Mówię tu akurat ogólnie, nie o tej czy tamtej organizacji. Tak czy inaczej, uważam że SOS odwala porządną robotę. Husky Adopcje też, choć bardziej trzymam z tymi pierwszymi, wydaje mi się, że są mniej radykalne w swych poglądach, po prostu normalne, idzie się z nimi dogadać z racji starej ekipy. Tak btw. to wieje już hipokryzją, ale sama będąc wolontariuszką w stowarzyszeniu wiedziałam, że jak już będę adoptować psa to bez żadnych pośredników, spoza jakiekolwiek fundacji. Po prostu nie lubię jak ktoś mi narzuca warunki jak mam żyć i co z tym psem robić (albo nie robić), nie życzę sobie by ktoś dyktował mi czy mam psa wykastrować czy nie, czy spuszczać czy nie, czy podawać mu żarcie miski porcelanowej czy ze szklanki, czy BARF czy karmę :eviltong: I choć wiele rzeczy często nie jest w umowie, to potem wychodzi, że aby popaść w łaski danej fundacji i by Ci nie odebrali psa, musisz robić to co ona uważa za słuszne: np. obroże zakładać na spacery, szelki tylko na trening czy chodzić do wskazanej lecznicy weterynarii... Jak nie zrobisz to niby nie mają podstaw, by odebrać Ci psa (choć niektrózy mogą już coś wymyślić i spotkałam się już nieraz, że komuś odebrali lub nie wydali psa właśnie z błahych powodów), ale potem, po kolejnej wizycie poadop. czytasz o sobie w internecie, że jesteś zły i w ogóle zastanawiają się czy czasem nie odebrać Ci psa. Ja chcę tego uniknąć tego wszystkiego z racji, że jestem wolnym duchem. Chcę mieć psa bez strachu, że ktoś mi go odbierze tylko dlatego, że chodzi na spacer w szelkach, a nie w obroży :eviltong: A przed adopcją - zobaczyć go na żywo, móc z nim pochodzić, poczekać czy zaiskrzy i wybrać tego właściwego bez obaw, w razie rezygnacji z osobnika, że zostanę okrzyknięta materialistką i zrównana z ziemią, bo wybieram psa na podstawie własnego widzi-mi-się, przecież powinnam się cieszyć, że w ogóle mam przywilej wziąć psa z danej fundacji. Niestety, przypadki tak rzeczowego traktowania ludzi przez fundacje są częste... :shake: Dlatego rozumiem ludzi, którzy mają podobne podejście i wolą nawet podjechać te 200km, by zobaczyć psa (co dobrze świadczy o ludziach) i tyle. Ewentualnie podjąć decyzję o adopcji, podpisać umowę i mieć spokój od kochanych ciotek adopcyjnych niż potem całe życie się użerać z ich widzi-mi-się. Zwłaszcza, że wg wielu fundacji posiadanie małych dzieci wyklucza posiadanie psa. Myślę, że mogli spotkać się z odmową właśnie. Jednak nie oceniam żadnej ze stron, myślę że jak naprawdę tym ludziom zależy na idealnie dobranym psie to poczekają cierpliwie. Obiecaliśmy ze sobą utrzymać kontakt, więc myślę, że się pochwalą swoim "nabytkiem". To się wygadałam. Liczę na hejty. :roll: Żadnych hejtów nie będzie :D Masz poniekąd rację. Czasami wymagania są chore.. zresztą wiele wątków tutaj na dogo przeistoczyło się w jakąś debilną dyskusje przepychankę i nagonkę... A co do fundacji to ja mówie o jednej z tych wymienionych. No już nie ważna... A chłopak cóż... sprawił sobie psa z pseudo, chciał zaadoptować, ale ze schroniska też się nie dało, bo nad wszystkimi okolicznymi sprawowała piecze owa fundacja.... Pies ma się świetnie jest aktywny zadbany i niedługo kończy rok ^^ Po prostu ostro go zniechęcili... być może mieli jakieś zastrzeżenia.. ale on był gotowy nawet płot podnosić w razie czego :D No cóż, może problemem był fakt,że mieszka jesczze z rodzicami, ma młodszego brata.. nie wiem.. ale mnie ta sytuacja też dała do myślenia... [quote name='chounapa']Byleby osoby którym fundacja odmówi z powodu płotu, nie kupiły psa z pseudo :roll: Z tym niespuszczaniem to faktycznie głupota. Według mnie, ciężko wybiegać psa, trzymając go ciągle na smyczy, a długa linka w wielu miejscach jest kłopotliwa. Sama już dość często puszczam Lilo w miejscach gdzie wiem, że nawet jeśli nie wróci od razu zawołana, to jest bezpieczna. Lilo nie ucieka, czasem jedynie zawiesza się na moment i kalkuluje czy opłaca się przybiec już, czy jeszcze chwile się na mnie popatrzeć jak głupek. Pod pracą wychodzimy już właściwie bez smyczy. Smycz i smaczki biorę w rękę. Idziemy od razu za budynek, gdzie mała załatwia potrzeby i właściwie od razu wracamy. Nie odchodzi ode mnie dalej niż na metr nigdzie gdzie jeżdżą samochody (np. parking przed budynkiem gdzie pracuje, zanim dojdziemy za budynek ), a jak jest bez smyczy i widzi obcego psa, zawsze przybiega do mnie i czeka aż ją zapnę. Wtedy albo czekamy aż sobie pójdzie, albo podchodzimy, witamy się i spuszczam ją ponownie by mogły się pobawić. Nie wyobrażam sobie, prowadzania jej tylko zapiętej, skoro nie robi żadnych problemów kiedy nie jest ograniczana przez smycz. Przymus kastracji, akurat mi nie przeszkadza. Osobiście wykastrowałabym najchętniej wszystko co się rusza, z ludzkimi samcami włącznie ;). Lilo prawdopodobnie też zostanie ciachnięta w odpowiednim wieku, mimo że nikt tego ode mnie nie wymaga ;). Ale karmienie ( zakładając że nie są to resztki z obiadu ), wychowanie ( jeśli opiekun nie krzywdzi zwierzaka ) czy wybór miejsca do spania, powinny jednak leżeć w kwestii osoby, która wzięła psa. Dla mnie nie spuszczanie psa ze smyczy jako warunek to też głupota...chociaż, wiem, że ludzie pomimo szczerych intencji nie zdają sobie sprawy z tego jak ważne jes nauczenie psa poprawnego przywołania i puszczają psa ot tak a potem szukaj człowieku wiatru w polu :) Przymus kastracji/sterylizacji dla mnie jest akurat sensowny obojetnie od tego czy lu dzietwierdzą i chcą upilnować czy nie... Jedynie przy przeciwwskazaniach zdrowotnych wiadomo, że przymus ten nie powinien obowiązywać :) Tak BTW to się gubię tyle mam nasranych cytatów :D [quote name='Ty$ka']Nie no, kontakt mamy mieć zapewniony. Podesłałał im forum haszcze, więc myślę, że zajrzą. O toto. Dla mnie wizyty przed adopcyjne są bez sensu, zwłaszcza jeśli je robi ktoś bez psa, którego chcę adoptować albo go na oczy nie widziała :p. Równie dobrze mogę sobie porozmawiać z kimś przez telefon. Co do poadopcyjnych - jestem na tak, o ile robione są rzadko i nie na zasadzie wchodzenia komuś w dupę, a tylko sprawdzenia czy dalej jest OK, ale właśnie w miłej atmosferze: najlepiej wspólny spacer zakończony pójściem na kawkę i ciastko do domu DS. Natomiast oprócz zakazu oddawania psów (tzn. oprócz ochrony przed porzuceniem psa), trzymania go na łańcuchu i zakazie rozmnażania, reszta warunków jest często zbędna. ;) Też na to liczę ;p Zapisujemy, zapisujemy. Na razie boję się, że źle trafię, więc dopytuję psiarzy, ale mam dwóch fryzjerów, których biore pod uwagę ;p I czy to powodowało, że te szczury na 100% miały na zawsze dom? Bo u psów nie jest to żadna weryfikacja. Ludzie są wspaniałymi aktorami tak naprawdę. No ok, mogę się zdecydować na pewne warunki, ale bez przesady. Ja adoptuję samego psa, a nie psa z nadopiekuńczymi cioteczkami... Mam nadzieję, że nie pijesz do mnie, bo naprawdę interesuję się losem tej suki, telefony mam stałe z domkiem i obiecałam im pomóc w razie jakikolwiek problemów. Mnie nie obchodzi czy sucz będzie wysterylizowana, ważne by nie była rozmnażana. Pewnie, że ciachnięcie da mi tutaj 100% pewności, że nie zajdzie w niechcianą ciążę, ale bez przesady - gdyby upilnowanie suki byłoby problemem, to by hodowle nie miały racji bytu. Nie wykluczam też głupich pomysłów, ale co jak co, nigdy się nie jest pewnym czego można się spodziewać po ludziach. Na razie jesteśmy w dobrych stosunkach ze sobą i mamy obiecane wspólne wypady gdzieś, obiecali czasem wpaść do nas. I uważam to za ok. Moja intuicja podpowiada, że będzie dobrze, a ona akurat mnie jeszcze nigdy nie zmyliła ;) Widzisz, taki przykład pokazuje, że wizyty nie są odnośnikiem tego, że pies dobrze trafi. Ludzie są cwańsi niż wszystkie restrykcyjne zasady fundacji. Nieraz byłam świadkiem różnych takich sytuacji: ktoś na wizycie był cudowny och i ach, a potem nagle bach! coś się odmieniło i pies na ulicę. Co więcej - umowa spisana też nie uchroniła przed tym. Tak naprawdę można by takich ludzi ukarać, ale wiele osób do tego nie dąży, bo wtedy pies jest dowodem w sprawie i jest zupełnie nieadopcyjny. Dlatego umowa w pewien sposób chroni, ale nie do końca. Jeśli ktoś chce dostać psa, to go dostanie. A jeśli chce się go pozbyć - zrobi to. Tak naprawdę przyszłe DS są bezkarne, bo nikomu nie chce się bawić w chodzenie po sądach skoro zazwyczaj wynik jest ten sam: niska szkodliwość społeczna i pies bez domu przed długie, długie miesiące jako ten nieszczęsny dowód w sprawie. Nie mówię, że teraz w ogóle oddajmy bez żadnej kontroli psy, nie! Pierwsza weryfikacja to przez telefon. Potem rozmowa w 4 oczy z domkiem, ustalenie warunków no i kontrola przez telefon, wizyty. Umowa też może wystraszyć i jest podstawą prawną, by psa odebrać, ale prawda jest taka, że nie ma jedynej skutecznej metody na ustrzenie się przed debilami. Ja też kiedyś wy adoptowałam psa bez umowy adopcyjnej, to był raz jeden jedyny, ale pies ma wspaniały dom i wspaniałych ludzi o wielkich sercach :) A przypadek tragiczny bo z syndromem kennelowym. Fakt że dużo udało mi się naprawić ze szkoleniowcem no i miałam swoją prawą rękę, Baskiego. No ale pies dalej sprawia wiele kłopotów :P A mimo to kochany jest jak żaden inny :) Quote
marta1624 Posted May 28, 2014 Posted May 28, 2014 Tak temat na 2 fronty ;) Studiuję zaocznie ;) Quote
rashelek Posted May 28, 2014 Posted May 28, 2014 (edited) Mnie się wizyty przed- i po- kojarzą z takimi starymi, nawiedzonymi dewotkami, które mi będą mówić, że legowisko stoi w złym miejscu a pieseczek jest nieszczęśliwy, bo nad nim nie titam 24/7. Jakiś wspólny spacer, żeby wolontariusz przyjechał i zobaczył psiaka, relacje - zdjęcia czy telefoniczne, jak najbardziej. Ale do domu nikt mi nie będzie właził i mówił, czy się dobrze psem opiekuję ;) W drugą stronę teraz chcąc adoptować psa muszę brać pod uwagę, że już dwa są i jakiś spacer my + pies, oraz my + nasze psy + pies muszą być, więc z wolontariuszami trzeba mieć dobry kontakt. Ale bez włażenia komuś z butami w życie :P A co do fryzjera, no to nie wiem jakich Ty masz tam u siebie i jakie krążą opinie o nich. Ja chciałam iść do zaprzyjaźnionego sklepu, ale Pani mi dużo powiedziała za tą przyjemność, więc poszłam do siebie na osiedlu - wyszło mi taniej, pies miał strzyżenie->kąpiel->strzyżenie, nie zraziło ich początkowe fatalne zachowanie i w końcu wyszło na dobre, że poszłam "po kosztach" :lol: Edited May 28, 2014 by rashelek Quote
Baski_Kropka Posted May 28, 2014 Posted May 28, 2014 Macie jakiś skrzywiony obraz tych wizyt, albo ja mam po prostu niesamowite szczęście. Domyślam się, że zdarzają się pewnie coraz częściej nawiedzone dogociotki, ale na prawdę nie demonizujmy tych adopcji :D Nie wiem no ja tam mam dobre zdanie. I nawet się cieszę,bo w każdej chwili mogę liczyć na pomoc i wsparcie.. ale Korabki to jest inny świat :) Quote
Ty$ka Posted May 28, 2014 Author Posted May 28, 2014 chounapa, to faktycznie w przypadku szczurów ma to sens. To nie jest tak, że ja neguję wizyty, bo sam ich cel, zamiar rozumiem i szanuję, ale sama nie zdecydowałabym się, by ktoś mi wszedł do domu. Zaraz by wyszło, że się nie nadaję, bo mam złe warunki. Za brudno/za czysto, są dywany/nie ma ich, nie dałam dobrego ciastka, więc nie umiem piec ani gotować, bo za biednie... Wiem, że zdarzają się normalni wyadoptywujący, ale często nie wiesz na kogo trafisz. Poza tym nie lubię mieć obcych u siebie w domu i czułabym się spięta, sprawdzana, lałabym w gacie czy egzamin na właściciela zdam. :eviltong: Majka, uprościłam - moja wina. Napisałam, że zazwyczaj są zbyteczne, nie zawsze. Aczkolwiek w żaden sposób nie zweryfikujesz czy ktoś psa wprowadza na długie czy krótkie spacery, to tak samo jak z tym łańcuchem na max 12h - punkt martwy. Pewnie, że wraz z szukaniem domku ostrzegasz, że pies potrzebuje tyle i tyle ruchu... ale nie sprawdzisz czy ktoś się dostosował do zaleceń, zwłaszcza jak pies zamieszka sto km od Ciebie - bo jak? To też prawda. Zobaczymy jak zareaguje mój domek... No ja nie mam czystego sumienia, biję się w pierś... no ale nic już nie zrobię. Umowa już utworzona na takie sytuacje wg mojego widzi-mi-się, leży na zaś. Dexowa bo wizyty są ok o ile trafisz na normalnych, równych sobie ludzi. A często jest tak, że patrzą na Ciebie spode łba i czujesz się osaczona. Wizyta powinna być przeprowadzona w miłej atmosferze a nie na zasadzie przesłuchania na policji :eviltong:. Są fundacje i fundacje. A psa z dogo nigdy nie chcę, o nie. Nawet gdyby mi dawali :diabloti: Mam nadzieję, że mała też trafiła do takich ludzi. Więcej nie będzie adopcji na raz-dwa-trzy. Już nawet brata zaangażuję do tego, by podpisał umowę zanim nie osiągnę tych tajemniczych 18lat życia i nie będę mogła, z prawnego punktu widzenia, jeszcze zajmować się adopcjami psów. marta1624, o proszę. Też myślałach o studiach zaocznych,a to dlatego, że od razu musze iść do pracy. Nadal nie wiem jak pogodzę studia, pracę i psa... ale nie mam chyba wyjścia ;] rashelek, mam podobne podejście do tego wszystkiego. U nas nie ma fryzjerów, jest jedna babka u weta, ale podobno kilka psów zacięła i choć niektózy zadowoleni, to podobno brzydko opitala :shake:. Zdania są o niej podzielone, więc jak nie znajdę do końca tego tygodnia kogoś z maszynką to wybiorę się do groomera w Zamościu, ale krzyczą sobie sporo. No i ten dojazd liczący 40km :shake: dOglOv, nagadane no nagadane... zaraz też będzie, bo przyszłam się wyżalić... Quote
łamAga Posted May 28, 2014 Posted May 28, 2014 ja tam podczytuje ale się nie udzielam ;) przebojam sie zawsze w poszukiwaniu fot ;) Quote
Ty$ka Posted May 28, 2014 Author Posted May 28, 2014 Jak pewnie większość osób już wie, odnalazła Stefana. Właściwie Stefę. I jak każdy pewnie już wie, bo fejs mówi wszystko suczka jest moim spełnieniem marzeń. Po prostu to C U D O. Rzecz jasna wziąć jej nie mogę :placz: Jest mega kontaktowa (ona przez połowę spaceru szła przy mnie na kontakcie! co u Morusa nawet nie jest tak wyrobione!), otwarta, pojętna i inteligenta. A i aportująca. Pocieszna, gadatliwa, upiorna, ale jednocześnie słodka. Matko, pies moich marzeń, dalej nie wymieniam ich cech :placz: Sucz nie ma domu, lata po ulicach i jeśli nie trafi jak naleśnik pod kołami samochodu, to trafi na łańcuch lub do schrona, marna przyszłość. :roll: Co więcej - właśnie dotarłam do jej siostry. Jakiś czas temu mówiłam Wam o ogłoszeniu, że do oddania są dwa pieski z jednego miotu. Właśnie. Pewnie nikt się nie zgłosił, bo teraz podrostki latają po ulicy. Co prawda sis Stefy jest u kogoś, ale z rozmowy z ADT [Awaryjnym DT] wynika, że długo zostać nie może. Podobno jest tak samo zajebista jak Stefani. Matko... idę się zabić... :shake: Sis: I "moja" Steeef :loveu: Quote
marta1624 Posted May 28, 2014 Posted May 28, 2014 Ja na zaocznych ale pracę tylko u siebie na budowie ;) Czyli psy cały dzień ze mną ;) Ale niebawem mam nadzieję coś załapać ;) Quote
Ty$ka Posted May 28, 2014 Author Posted May 28, 2014 Morus chodził za mną i mówił całym sobą "mamo zabierz to gówno ode mnie...", bo przecież 3miesięcznemu scylowi i to suczce nic nie zrobi... a ta szczekała, atakowała go z ukrycia i go wepchnęła w wodę :evil_lol: Kiedy małą szkoliłam, duży poszedł się paść :eviltong: Szukała kontaktu z moim braciszkiem Quote
Ty$ka Posted May 28, 2014 Author Posted May 28, 2014 [quote name='magdabroy']No i co teraz ze Stefką?? Szczerze NIE WIEM. Będę rodzinie marudzić, by ją przechować (już jej nie oddam :eviltong:) no i ogłoszę... Myślę nad wydarzeniem na fejsie, ale żeby znów nie było tak, że mieszkańcy miasta mojego "dla żartów" jak znajdzie się nowy dom ją gdzieś wywieźli lub ukryli... jak było swego czasu z jednym psem... Znów cholera skacze na M. :evil_lol: Boska jest. Po parku... można odnieść wrażenie, że się lubią. :diabloti: :mdleje: Adoptujcie mnie z nią... Quote
Ty$ka Posted May 28, 2014 Author Posted May 28, 2014 [quote name='marta1624']Ja na zaocznych ale pracę tylko u siebie na budowie ;) Czyli psy cały dzień ze mną ;) Ale niebawem mam nadzieję coś załapać ;) Trzymam kciuki za pracę. Tylko nie daj się wykorzystać ;) KONIEC. Quote
Majkowska Posted May 28, 2014 Posted May 28, 2014 ale się dzieje u was... Mała jest piękna. Sama bym ją porwała ;) Quote
Ty$ka Posted May 28, 2014 Author Posted May 28, 2014 Majkowska napisał(a):ale się dzieje u was... Mała jest piękna. Sama bym ją porwała ;) No tragedia, a był czas, jakiś rok czy dwa, że nie widziałam błąkających się psów. Zbliżają się wakacje... eh... :( Quote
chounapa Posted May 28, 2014 Posted May 28, 2014 Cudo. Również moje marzenie, ale jak pokazywałam dla m. czarnego psa to od razu mówił, że brzydki ... :roll: ... zgodził się na adopcje, byle nie całe czarne :roll: To tak samo jak z Lilo, nie rozumiem jak je można wywalić ot tak ;( ... przecież odrobina cierpliwości, ładnie sklecone ogłoszenie i takie cuda domy zawsze znajdują! Quote
marta1624 Posted May 28, 2014 Posted May 28, 2014 Wakacje, będzie gorzej :shake: A Stefka śliczna jest :loveu: Wiem gdzie powinna zostać :lol: Quote
Ty$ka Posted May 28, 2014 Author Posted May 28, 2014 dOgLoV napisał(a):śliczna jest :loveu: Wiem :loveu: chounapa napisał(a):Cudo. Również moje marzenie, ale jak pokazywałam dla m. czarnego psa to od razu mówił, że brzydki ... :roll: ... zgodził się na adopcje, byle nie całe czarne :roll: To tak samo jak z Lilo, nie rozumiem jak je można wywalić ot tak ;( ... przecież odrobina cierpliwości, ładnie sklecone ogłoszenie i takie cuda domy zawsze znajdują! Nie zna się i tyle ;p Czarne jest najpiękniejsze i nie mówię to jako osoba ubierająca się z reguły na czarno :D I ogłoszenie już skleciłam, oby ktoś zadzwonił w sprawie jej adopcji, bo nie mam co z nią zrobić, naprawdę. A siedzi w mojej głowie od samego początku jak tylko ją pierwszym razem zobaczyłam :( marta1624 napisał(a):Wakacje, będzie gorzej :shake: A Stefka śliczna jest :loveu: Wiem gdzie powinna zostać :lol: Weź nie strasz... ubiegłe przebiegły spokojnie w naszym regionie, wiele psów nie zostało wywalonych... Aj, ja też. I mój brat, który z nami był na spacerze też. Obydwoje się zachwycaliśmy. Jednak nikt nie podziela naszego zdania w domu :< Quote
marta1624 Posted May 28, 2014 Posted May 28, 2014 No u mnie do teraz wyrzucono 2 kundelki razem, potem 1, szczeniaka, 1 sumie mix Onka. A to dopiero początek :shake: W tamtym rok było mniej. Quote
Ty$ka Posted May 28, 2014 Author Posted May 28, 2014 Proszę, udostępnijcie ją... https://www.facebook.com/pages/Gamonius-pospolitus/449061291893009 Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.