Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Agula99 napisał(a):
Ja też jestem za tym, żeby zmienić mu imię, pies powinien mieć swoje psie imię, nawet dziwnie to brzmi jakbym miała zadzwonić i powiedzieć, dzwonię w sprawie Pawełka...malutki trzymaj się...

Prosiłam o zmianę na "jamnikach do adopcji " imienia z Pawełek na Toffi oraz poprawienie, że nie kastrowany. Jako Pawełek domu nie znajdzie, bo kto chce mieć psa Pawełka? Jak widać, to nie tylko moje zdanie.

  • Replies 689
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

tym bardziej jest to uzasadnione, że Toffi reaguje na swoje imię, bo się do niego przez prawie 8 m-cy przyzwyczaił. Więc nie ma sensu trwać przy "Pawełku", tylko zmienić na "Toffi".

Posted

ASTRA 126 napisał(a):
tym bardziej jest to uzasadnione, że Toffi reaguje na swoje imię, bo się do niego przez prawie 8 m-cy przyzwyczaił. Więc nie ma sensu trwać przy "Pawełku", tylko zmienić na "Toffi".

zmieniłam na Toffi i że kastracja jest warunkiem adopcji.

Posted

mari23 napisał(a):
z tym domkiem po stracie jamniczki ( pan chętny, pani płacze i nie chce) to też byłby taki problem - oboje pracują, pan to nawet od 6.00 do 18.00 jest poza domem, pani od 7.00 do 15. pracuje, więc od 6.30 do 15.30 psiaczek byłby sam w domu ( z dwiema koteczkami ;))

Spokojnie Toffi da radę 9 godzin w domu pod nieobecność Pani, a tym bardziej w towarzystwie dwóch koteczek. Do kotów jest o.k. Podczas mojego pobytu w szpitalu zostawał sam i nic nie zniszczył ani nie nabrudził.
P.S. Mari23 Skąd taka ilość psich zejść w tak krótkim czasie? Aż nieprawdopodobne! Jakieś zbiorowe samobójstwo czy co?

Posted

ASTRA 126 napisał(a):
Spokojnie Toffi da radę 9 godzin w domu pod nieobecność Pani, a tym bardziej w towarzystwie dwóch koteczek. Do kotów jest o.k. Podczas mojego pobytu w szpitalu zostawał sam i nic nie zniszczył ani nie nabrudził.
P.S. Mari23 Skąd taka ilość psich zejść w tak krótkim czasie? Aż nieprawdopodobne! Jakieś zbiorowe samobójstwo czy co?


rozmawiałam dzisiaj z panią.... strasznie płacze, na samo wspomnienie Czikuni tak bardzo płacze, że i ja z nią ryczałam....
mąż ją prosi,chce wziąć psa, a ona jest na lekach i widok każdego psa jest dla niej dramatem....
potrafię ją zrozumieć.... wiem, co czuje......ja wciąż biorę leki...
dlatego nie namawiam "na siłę"

Posted

Witam na wątku Toffika. Widzę, że panuje tu kompletna cisza. Jeszcze raz przypominam, że Toffi musi znaleźć stały dom i to jak najprędzej. Ponieważ ja zupełnie nie mam pojęcia, jak się robi psu ogłoszenia, jeszcze raz gorąco proszę o ogłaszanie go, gdzie to jest możliwe. Jeśli są to ogłoszenia płatne, zobowiązuję się do pokrycia kosztów z tym związanych. Ponadto 26 kwietnia jadę na 2-tygodniowy turnus rehabilitacyjny i chciałabym, aby Toffi do tego czasu znalazł DS.

Posted

[quote name='mari23']rozmawiałam dzisiaj z panią.... strasznie płacze, na samo wspomnienie Czikuni tak bardzo płacze, że i ja z nią ryczałam....
mąż ją prosi,chce wziąć psa, a ona jest na lekach i widok każdego psa jest dla niej dramatem....
potrafię ją zrozumieć.... wiem, co czuje......ja wciąż biorę leki...
dlatego nie namawiam "na siłę"[/QUOTE]
Oczywiście nic na siłę. Też przeżyłam taki dramat dwukrotnie. Pierwsza jamniczka zupełnie zdrowa 11-letnia odeszła w nocy w swoim koszyczku. Po trzech miesiącach sprowadziłam do domu następną (szczeniorkę). Kiedy w wieku 6 lat zachorowała na wczasach w Szklarskiej Porębie, dzięki wetom z Jeleniej Góry wróciła do Poznania w stanie agonalnym i nic się nie dało już zrobić. Odeszła w nocy w klinice wet. W moim przypadku wzięcie następnego psiaka po odejściu poprzedniego było w pewnym sensie lekarstwem dla zbolałej duszy. Obie sunie już nie żyją, ale nadal są w moim sercu.

Posted

Nie, bo najpierw miałam sie wstrzymać aż opiekunka wyjdzie ze szpitala, potem sie jakos tu nie doszukałam co dalej a ostatnio dostaje znalezione colaki, ktore nie moga zostać tam gdzie są. I grozi im schronisko. Ale ok jak mam robić to zrobię dziś i jutro.

Posted

Potrzeba jest matką wynalazków. Obsługi komputera nauczyłam sie jak zwolniono mnie z pracy. Robienia ogloszeń nauczyłam się jak mojej siostrze zaginęła adoptowana suczka collie. Ja jestem z pokolenia gdzie maszynka do liczenia w pracy była na korbkę i pamiętam Odrę, która była wielka jak szafa.

Posted

[quote name='ala56']Potrzeba jest matką wynalazków. Obsługi komputera nauczyłam sie jak zwolniono mnie z pracy. Robienia ogloszeń nauczyłam się jak mojej siostrze zaginęła adoptowana suczka collie. Ja jestem z pokolenia gdzie maszynka do liczenia w pracy była na korbkę i pamiętam Odrę, która była wielka jak szafa.[/QUOTE]
Jestem z tego samego pokolenia, a moja pamięć sięga jeszcze trochę dalej - w mojej pierwszej pracy musiałam się nauczyć liczyć na tzw. "szczotach", czyli dużych liczydłach.
Potem przyszedł czas na "kręciołek", czyli sumator na korbkę,"Odrę", a w końcu na komputer. Nauczyłam się obsługi programów księgowych, kadrowo - płacowych itp, ale dogo to dla mnie zbyt duże wyzwanie. Pozdrawiam.

Posted

Liczydła znam ze szkoły średniej. Teraz to sie wierzyc nie chce,że takie zacofanie bylo. Gdyby nie zaginięcie colinki to dalej bym powtarzala, że to trudne, że nie dam rady. Pozdrawiam .

Posted

[quote name='ala56']Liczydła znam ze szkoły średniej. Teraz to sie wierzyc nie chce,że takie zacofanie bylo. Gdyby nie zaginięcie colinki to dalej bym powtarzala, że to trudne, że nie dam rady. Pozdrawiam .[/QUOTE]
Liczydła do pracy były dużo większe, niż te w szkole. Ja pewnie też bym się nauczyła obsługi dogo, gdyby mi ktoś pokazał jak to się robi.Ale nikogo takiego nie mam.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...