Ekiana Posted September 21, 2010 Author Posted September 21, 2010 To super, bardzo się cieszę. W takim razie zapraszam w środę lub w czwartek bo w piątek jedziemy do Legnicy, a dziś pierwszy raz od lipca mogę pójść do centrum na zakupy! :) (najpierw dół po odejściu Stasi, a potem konieczność siedzenia ze szczawikiem) P.S. Ta kobieta od nawoływania dziś znów to robiła!! Dziś krócej, było widać, że ewidentnie nie ma czasu i idzie szybkim krokiem, ale wołała go z imienia. Na szczęście używa tej wersji na którą on nie reaguje i była na tyle daleko, że udało mi się go zainteresować czymś innym. No przecież czego ona oczekuje, to nie dziecko. Czy on ma do niej podlecieć i dziko się cieszyć, może na nią skoczyć, ciekawe czy była by taka zadowolona zwł. za kilka miesięcy hehe ;) Quote
ludwa Posted September 21, 2010 Posted September 21, 2010 W końcu skoczy, odrze rajstopu, ubrudzi kieckę i kobita jeszcze focha strzeli. Ehhh, ludzie... Odnośnie kup. U mnie różnie to było. Mieszkaliśmy w bloku i wiadomo, kupę pies gdzieś zrobić musi. Przez jakiś czas nawet SM chodziła i próbowała egzekwować nakaz sprzątania. Niestety, nie wszystko zależy od dobrej woli właściciela psa. U nas na całej ulicy nie ma ANI JEDNEGO (do tej pory a nie mieszkam tam już ponad 3 lata) kosza na śmieci. Śmietniki są zamykane na klucz, który z reguły zostaje w domu jak nie wynosi się śmieci. No i tutaj jest problem, bo ja torebkę zabrać mogę, kupę do niej zebrać również mogę (robię to na codzień na swojej posesji;)) ale nie będę chodziła z siatką z ową zawartością na spacer... Niestety nałożono kolejny martwy paragraf, bo władze gminy, administracje i inne instytucje nie robia nic, żeby sprostać temu nakazowi. Błędne koło. Zresztą to nie tylko problem psich kup ale nawet zasmarkanych chusteczek i petów. Chusteczka pół biedy, do kieszeni można ale pet i kupa... Quote
Ekiana Posted September 21, 2010 Author Posted September 21, 2010 Dokładnie! Już nie wiadomo czasem co gorsze. O ile Michaś cudzych kup już nie jada, to chusteczki uwielbia. Są prawdziwą plagą, albo torebki po zestawach z McDonalda. Tak to prawda, że istotny problem to brak śmietników. Lecz akurat w Warszawie przy moim bloku są aż dwa i generalnie w bardzo bliskich odległościach często są tu poustawiane. Kompletnie inaczej jest w Legnicy. Rozumiem też, że ciężko jest posprzątać "sraczkę", też tego nie robiłam bo nie umiem. Ale rażą mnie kupy w miejscu w którym naprawdę nie ma problemu z ich usunięciem. A co do tej kobiety to naprawdę jestem zdeterminowana jednak wytłumaczyć jej bolesną prawdę. Quote
Elentia Posted September 21, 2010 Posted September 21, 2010 Co do kobiety, no niestety ludzie nam nie pomagaja dobrze wychować pieska, no bo my staramy się z całych sił oduczyć skakania po ludziach, a tutaj co.. ktoś woła psiaka, on podbiega wskakuje na spodnie, a obcy ktoś jeszcze nam go na dodatek za to nagradza głaskaniem. Zachowanie samonagradzajace sie jest bardzo silnie zapamietywane przez szczeniaka. Pozostaje tylko pouczac ludzi, tłumaczyć żeby nie pozwalali po sobie skakać i dawać smaka za spokojny siad. No ale jeśli Michas nie reaguje na nawoływania obcych to super, jak nic nagradzać za to :) dobry pies ! Quote
Ekiana Posted September 21, 2010 Author Posted September 21, 2010 Reaguje, tylko, że ta baba głośno się drze naprawdę z daleka. Właśnie wróciłam ze spaceru... :) Michaś o ile zabawkę jest w stanie oddać w zamian za smakołyk, o tyle znalezionej dziś na dworze kurzej kości warczeniem i uciekaniem udowadniał, że nie :) Chciałam mu ją odebrać na miło, na przekupstwo, na czułe słówka ale nic to. Ucieczka i pośpieszne rozgryzanie żeby prędzej zjeść niż ja zechcę zareagować bardziej - a jaka mina przy tym takiego zaciętego bachora :) Wcześniej dopadł niedopitą plastikową butelkę z herbatą Nesti to "na miło" się udało odebrać. Ale w przypadku kurzej kości już nie. No to trudno, wzięłam go między nogi, rozdziabiłam paszczę (bałam się trochę żeby mnie nie użarł) ale jak zobaczyłam kość to od razu opuściłam mu pysk i na szczęście wypadła, a ja zdążyłam ją capnąć nim się obejrzał :) A jakie dźwięki przy tym były, na szczęście szybko to udało się załatwić i on wiedział, że jak zacznie gryźć to kość mu wypadnie :) Jakiś czas potem zadzwonił do mnie telefon, Michaś sobie leżał na trawce niby nic ją z lekka podskubując. Uwielbia wyrywać trawę i kopać doły, niemal orać w tym trawniku (kolejna szansa na mandat... ech). Staram się go wtedy zabawiać, koncentrować zainteresowanie na gumowej gości do której mam przywiązany koniec linki trenerskiej. No,ale nie zawsze to skutkuje. Wykorzystał moment, że rozmawiam i dość mocno się zaangażował. Patrzę, a tu już nie ma trawy tylko świeżo rozkopana ziemia. Mówię, proszę, zabawiam - nic, no to odciągam smyczą. Konsekwencje identyczne jak z wymiocinami, tyle, że na smycz się rzucił. A potem położył się tyłem do dziury (bo ja nie ciągnęłam go jakoś mocno, tylko mówiłam "nie" żeby nie kopał) i minę taką obrażoną jak by chciał powiedzieć "no co? tylko sobie tutaj poleżę", a w duchu " już ja ci pokażę!" :):) Koniec świata :) Quote
bros Posted September 22, 2010 Posted September 22, 2010 jesoooooooo napisałam taki elaborat i mnie wywaliło !!!!!!!!!!!!!!!!!!:angryy::angryy::angryy: EDIT: teraz się napisałam w Word-zie i kopiuję :evil_lol: Charakterny szczylek ! Cudowne że z nim pracujecie! To się ceni J Dziś jest malutki i łatwo go okiełznać ale co było by bez takiej pracy jak dorośnie ? Tutaj natychmiast zabrałabym się za nauczenie Michasia zapinania, odpinania, przepinania smyczy w komendzie siad, bez żadnego protestu. Komenda siad, zapinam smyczkę , jeśli podczas są awantury , zajmuje psa na moment czym innym i po chwili wracam do próby. Potem, po odpięciu/zapięciu komenda zwalniająca np. na szaleństwa ( ja wchodząc do parku odpinam w siadzie, zwalniam komendą biegaj co znaczy „czas wolny” ) wychodząc z parku w siadzie zapinam smycz i komendą „idziemy” ( znaczy tyle co idziesz ładnie przy nodze) ruszam . Nie możesz pozwolić żeby tak „histeryzował” i rzucał się na smycz/linkę. Jeśli chodzi o panią, która zaczepia i nawołuje Michasia , najzwyczajniej podeszłabym do niej i wyjaśniła sprawę. Powiedziałabym ze usiłuję malca nauczyć dobrych manier, wobec czego kłopotliwe jest jak ktoś go rozprasza, bo to jeszcze nie ten etap :diabloti: powiedziałabym, że nie mam nic przeciw temu, aby się z maluszkiem pobawiła, i chętnie zrobię przerwę. A może zapytaj panią , czy sama nie miałaby ochoty ofiarować jakiejś bidzie domku, może ona z samotności tak Was zaczepia ? Może chciałaby mieć swojego przyjaciela :razz: Szukałam na owczarku tematu miskowego , bo jest ogromnie pomocny przy nauczeniu piesa grzecznego oddawania znalezionych „cudów” zanim właściciel przyuważy i wyda komendę „zostaw” ( to też wymaga pracy) . Poleciłabym bardzo gorąco od początku pracę przy miskach, zacytuję teraz swoją koleżankę, która w wychowaniu psów jest dla mnie guru wiedzy praktycznej: Stawiamy dwie takie same miski, robimy jedzenie, stawiamy pustą miskę psu a jak pies się zdziwi z pełnej dokładamy do pustej po troszkę. Karmimy też z ręki, jak psiak skończy jeść to dokładamy do miski jakiś wyjątkowo dobry kąsek, jeśli jeszcze nie warczy ( to w przypadku warkolenia przy miskach) to po kilku takich lekcjach będzie można mu grzebać w misce w czasie jedzenia i to będzie dla niego normalne tylko - nie zostawiamy psu jedzenia w misce, jeśli odejdzie nie zainteresowany czekamy 5 minut i miska znika, na następne karmienie dostaje mniej. Takie ćwiczenie , wyrabia w psu poczucie, ze pan zawsze coś do tej miseczki dobrego DAJE nie odbiera , dlatego miski nie trzeba bronić a cierpliwie czekać co dziś pysznego do niej wpadnie. To tak w dobrych intencjach, bo skoro maluszek już dziś z warkotem ucieka ze znaleziskiem , szybciutko trzeba mu pokazać ze to nieopłacalne zupełnie dla niego ze pancia jest znacznie milsza ciekawsza i ma jeszcze lepsze smaczki niż to „fuj” coś :evil_lol: Trzeba wyrobić w tej milusiej główce poczucie ze pancia to istota najważniejsza a co mówi trzeba cudnie i ślicznie i bez protestu wykonać :multi: a za takie grzeczne zachowanie będzie adekwatna nagroda. A tutaj ciekawy link http://www.owczarek.pl/forum/forum_posts.asp?TID=16372 Pamiętaj też ze taki mały, szczylek szybciutko się nudzi i chłonie każdą nowość, sesje ćwiczeń powinny być króciutkie, i częstsze, np. na jednym godzinnym spacerku 3-góra 4 po dosłownie kilka minut. Również Święta prawda , zmęczony psychicznie pies jest psem znacznie bardziej zmeczonym niż pies który pół dnia biega jak wariatuncio. Ależ się namądrowałam :eviltong: Quote
ludwa Posted September 22, 2010 Posted September 22, 2010 No....namądrowałaś;), szkoda, że nie 4 lata temu;), moze bym mogła pochwalić się ułożonymi psami a nie biczami dziadowskimi;) Ale na szczęście łagodne gadziny są, to mogą sobie być nieco rozpuszczone;) (usprawiedliwiam się sama;)) Quote
bros Posted September 22, 2010 Posted September 22, 2010 ludwa, 4 lata temu to moja wiedza była zerowa :) nabylam ją (znaczy się liznełam czubek góry lodowej) wraz z nabyciem swojego urwisa 3 lata nazad :) wciaż się uczę , a Ekianę podziwiam !!!! za wyobrażnię i za mądrosć :) do Takich ludzi pisze się z przyjemnościa :) Quote
ludwa Posted September 22, 2010 Posted September 22, 2010 Wiem;), poznałam ją i sama podziwiam cierpliwość, wnikliwość i w ogóle. W przypadku Staśki, to głównie kombinacje żywieniowe miały znaczenie ale teraz cała wiedza się przyda i zgłęboć ją trzeba:) Quote
Ekiana Posted September 22, 2010 Author Posted September 22, 2010 Oj przyda się przyda, dziękuję Wam bardzo za te wypowiedzi. Kończy się dzień był w ostateczności bardzo męczący chociaż się zaczął przeprzyjemnie bo odwiedziła nas ciocia Elentia. Opowiem jutro szczegóły bo jestem padnięta. P.S. Michaś waży 9 kilo! Quote
Ekiana Posted September 25, 2010 Author Posted September 25, 2010 Przepraszam, że nie odpisałam wczoraj, ale dzień był zbyt krótki. A mam dużo do opowiadania, będzie długo... nie wiem czy to regulaminowe... :) Jesteśmy już w Legnicy. Kubuś ze mną, a Michaś z Łukaszem. Odpoczywam nieco od Michasia i mogę troszkę popisać. Przyjechaliśmy w nocy - dlatego na razie pierwsza część, wyśpię się i napiszę resztę - dokleję do tego posta. Oby jutro :) Dziękuję Bros za Twoją wypowiedź - ja też często piszę pierw w notatniku :) Ćwiczenie z pustą i pełną miseczką wcieliłam w życie już następnego dnia podczas podawania kleiku ryżowego z kurczakiem. Bardzo intensywnie też biorę nacisk na podawanie mu wszelakiej karmy z ręki. Czasem to bywa bolesne bo nie jest delikatny. Kiedy jest głodny bywa żarłoczny i myli ciało z jedzeniem, zdarza się, że omyłkowo podgryza rękę. Ale nie tak często i to jest omyłkowo. Chciałabym jednak nauczyć go delikatności - nie wiem jak? Może jeszcze częstsze karmienie papkami? On breji nie lubi, ale kiedy jest głodny wchłania wszystko jak orka na polowaniu. W środę była u nas ciocia Elentia. Było super. Byliśmy na spacerze, wiele się od Elenetii nowych fajnych rzeczy nauczyłam, wyobserwowałam, dowiedziałam. Michaś bardzo pozytywnie się zmęczył bo doszedł aż do parku i przez ulicę, której się wcześniej bał. Generalnie w parku był na pierwszym ze mną spacerze, a potem jeszcze tego samego dnia razem wspólnie wybraliśmy się tam jeszcze z Łukaszem. Za pierwszym razem Michaś był zaciekawiony i wszędzie szedł zachwycony. Wracając musiał być już zmęczony no i ruch samochodowy się zwiększył. Bał się tych samochodów, pokładał się po drodze. Wiem, że ryzykowałam, jednak nie chciałam go ciągnąć, czułam, że wynoszeniem go na rękach z tej sytuacji nie nauczę go niczego pozytywnego - tak więc (kontrolując sytuację) puściłam smycz i odeszłam kilka kroków i zaczęłam go przywoływać. Ze Stasią się udawało. Z Michasiem też się udało. Popełniam mnóstwo błędów i wiem o tym i ciągle mam różne myśli z tym związane, nie jestem z siebie zadowolona. Cały czas myślę, że różne rzeczy, ktoś inny zrobiłby lepiej. Pies byłby szczęśliwszy i lepiej wychowany. Ale cóż - ja to tylko ja. Staram się naprawdę na maxa bo wiem, że nawet to, to nie jest jakiś szczyt, ale jak odpuszczę to już w ogóle będzie klęska. Drugi spacer w parku tego samego dnia był z Łukaszem, znów lęk samochodowy. I oczywiście nasze błędy :) No bo dla Łukasza to nie problem pieska przenieść, a prędzej będziemy się bawić w parku no to tak właśnie zrobiliśmy. Lepiej byłoby jednak cierpliwie ćwiczyć przechodzenie przez ulicę. W parku rzeczywiście zabawa była przednia - Michaś w deszczu aportował piłeczki Łukaszowi, ja obserwowałam sącząc piwko pod parasolkami :) Wszyscy bawili się wyjątkowo dobrze :) Na kolejne spacery już nie wybieraliśmy się do parku, spacerowaliśmy w pobliżu bloku ścieżkami. Koncentrowałam się na wyszukiwaniu dzieci, dobrej socjalizacji. Jednak Michaś za bardzo nam brykał. Nie wiedzieliśmy jak z nim chodzić na tej smyczy. Robiliśmy wszystko aby smycz nie była napięta. Generalnie oczywiście staraliśmy się go zabawiać aby nadać kierunek, ale często było tak, że w ogóle na nas nie reagował, a my chodziliśmy tam gdzie on chce. Raz mnie wywiódł w krzak kolczastych róż :) Tak więc zaczęliśmy go jednak wyprowadzać na najbliższy trawnik na lince trenerskiej do, której końca przywiązana jest gumowa kość :) Identycznie jak w blogu - zgapiłam - patent rewelacyjny. Z Elentią byliśmy więc pierwszy raz w parku od tamtego czasu o którym pisałam wyżej, czyli chyba od półtora tygodnia. Pokazała mi jak zrobić żeby nie ciągnął na smyczy. Wystarczy się zatrzymywać kiedy smycz jest napięta, a iść z hasłem "idziemy" kiedy Michaś zwalnia smycz (tzn. zatrzymuje się, kładzie, czy cokolwiek, ale nie ciągnie). "Idziemy" samo w sobie ma być nagrodą. Czasochłonne to może, ale dla mnie rewelacja, zero agresji, tak naprawdę bardzo łatwo to wykonać. O wiele łatwiej niż próby doganiania go i kuszenia smakołykami. On jest jednak jeszcze dość niski, zatrzymywał się czasem wtedy plątał między nogami, smakołyk upadał - a przecież nie chcę go uczyć aby jadł z ziemi. Kiedy smakołyk upada zawsze go staram się podnieść aby Michaś uczył się jeść z ręki, a nie "podłogi". Na dworze to trudne. Dlatego sposób uczenia chodzić na luźnej smyczy przekazany przez Elentię bardzo, ale to bardzo mi się spodobał. Praktykuję kiedy tylko jest okazja. Tych okazji ostatnio nie było zbyt wiele - ale o tym jeszcze chwilka i zaraz napiszę. Druga rzecz w moim rankingu naj naj, która - niby prosta, a urzekająca w swojej prostocie i pac głowę, że sama nie wpadłam na to - to taka, że "puść" warto ćwiczyć na zabawkach, na luzie, a nie w sytuacji kryzysowej. To dlatego, że lubię kiedy Michaś bawi się zabaweczkami, to słodkie, cieszę się kiedy on się cieszy (i sam sobą zajmuje! :):) ) - dlatego mi to do głowy nie przyszło aby przeszkadzać mu wtedy komendami "puść". Ale to żadne przeszkadzanie dla niego, wręcz dodatkowa forma zapracowania na smaczki, które tak uwielbia. Elentia na luzie z nim tak przećwiczyła jakiś dłuższy czas raz po raz, że Michaś cudownie puszczał tego dnia. On naprawdę jest niesamowity bystrzak - to my często zupełnie niechcący uczymy go też złych zachowań :/ Uświadomienie sobie tego jest okropne - ale już lepiej mieć tą świadomość niż nie mieć jej w ogóle. Ogólnie wizyta i spacer bardzo były udane - mam nadzieję, że Elentia podziela nasze wrażenia :) Fajna ciocia jesteś. Prosimy o kolejne wizyty, zwł. że Łukasz nie miał okazji nam towarzyszyć w akacji, a szkoda bo naprawdę wiele by na tym skorzystał. Taka obserwacja wiele daje. Ja mu mówię jak ma postępować i on się ze mną zgadza i chce, a wychodzi różnie. Ja mam wrażenie, że Michaś bardziej Łukasza lubi - Łukasz więcej się z nim bawi i jest dla niego łagodniejszy - ja jestem surowa i dyscyplinuję go, ale za to często karmię (zawsze za coś). Efekt jest taki, że jeszcze nie zostałam ugryziona, moja krew się jeszcze nie polała. Wiadomo, że nie zliczam takich lekkich dziabnięć niechcący czy na próbę sprawdzania czy zareaguję. Pisząc o krwi mam na myśli ugryzienia po których trzeba nakładać plaster. Zabawne to jest bo mówię "nie", Michaś przestaje, ale zaraz znów bierze lekko do paszczy moją nogę/buta/spodnie, ponawiam surowym tonem "nie", on przestaje, patrzy z ukosa i znów dziabie i taka seria z 7 razy :) aż w końcu kładzie się koło tego buta czy nóg z pyszczkiem bardzo blisko, że niby w gotowości go ugryzienia ale jednak tego nie robi. Uparciuch :) Nie wiem co to wszystko oznacza, ale zabawny jest, a ja z kolei nieugięta :) On ma bardzo wyrazistą mowę ciała i mimikę, ale ja nie umiem jeszcze tego rozczytać. Zakupiłam 4 książki. Jedną z polecenia pani z Kakadu - chociaż Pani bardzo fajna, to książkę odradzam. Drugą poleciła mi Elentia (super) . A dwie pozostałe dobrałam pod wpływem sugestii pani z tej księgarni. Są całkiem dobre i warto się z nimi zapoznać. Tytuły i autorów podam tutaj niebawem. Będziemy studiować psichologię W każdym razie, często myślę sobie w nocy pełna wyrzutów sumienia na temat swoich metod wychowawczych (stosowanych nie raz z intuicji i po omacku, co zawsze mnie wkurza bo lubię być pewna czegoś jak coś robię), ale myślę też o sukcesach, o tym co się udało osiągnąć. Upłynęło 3 tygodnie, a pozytywne zmiany są naprawdę duże mimo znaczących "niedoskonałości". Kiedy miałam Stasię podśmiewywałam się z ludzi co unie umieją się z psem zaprzyjaźnić, wypracować chodzenia ładnego na smyczy albo z tego, że mam psa grzeczniejszego niż wiele osób dzieci. Teraz łapię się na tym, że patrzę na ludzi wyprowadzających swoje dorosłe psy i myślę sobie - Boże, skoro oni mają takie grzeczne psy, to może i mnie się to uda? Chyba nie jestem taka najgorsza z najgorszych? W każdym razie piszę o tym, o tych dwóch postawach - może nie skrajnie, ale jednak nieco różnych między mną, a Łukaszem dlatego, że trzeba stwierdzić fakt, że Łukasz został już dwa razy przez Michasia pogryziony do krwi - a ja nie. Miałam szczęście, fuksa, może on się mnie boi, może to, że go karmię, a może to dlatego, że w dzieciństwie obcowałam z psem, który gryzł i miałam niezbyt dobre doświadczenia ze szczeniętami i być może robię coś o czym nawet nie wiem w inny sposób niż Łukasz, który żadnych złych doświadczeń nie ma. Z pewnością jest we mnie więcej zdystansowania, nie spoufalam się z Michasiem, wycofuję się kiedy w zabawie chce podgryzać, piszczę (Łukasz nie, twierdzi, że przeszedł mutacje i nie umie), właściwie robię wszystko aby się obronić bez dotykowo, ewentualnie jak mi wpadał w histerię o czym pisałam to radziłam sobie dokładnie jak u Super Niani w przypadku agresywnych dzieci. Może mi to procentuje, a może miałam fuksa. Nie chciałabym mieć pogryzionych rąk jak Łukasz... Do pogryzień doszło zawsze kiedy Łukasz usiłował Michasiowi coś wyciągnąć z buzi na spacerze. Nauki Elentii szlak trafił - może nie do końca bo mnie się udało kilka sukcesów uzyskiwać. Jednak Łukasz musi mocniej popracować. (CDN) Quote
Ekiana Posted September 26, 2010 Author Posted September 26, 2010 (... CD) Im więcej czytam i … obliczam ;) wiek Michasia uspakajam się. W dostępnych mi publikacjach opisywane jest zachowanie szczeniąt młodszych i pochodzących z hodowli. Moi sąsiedzi zapytani o zachowanie ich psów w podobnym wieku również opowiadali, że właściwie nie mieli podobnych problemów, ale także i oni mają psy rasowe od hodowcy lub na tyle dorosłe, że moim zdaniem wyidealizowywanie jest bardzo prawdopodobne. Tak więc ich obcowanie ze swoim szczenięciem rozpoczęło się wcześniej niż nasze z Michasiem. Wyliczyłam, że trafiliśmy na początek dorastania, hmm takiej młodzikowatości. Nazwałam to sobie „fazą głupa” ;) W wilczej rodzinie szczenięta w tym okresie pierwszy raz zostają pozostawiane same pod opieką najniższego w hierarchii osobnika Omega. Szczynki poznają świat, polują na myszki, są podekscytowane, toczą zabawowe walki, ustalają hierarchię w miocie, ich sposób chodzenia staje się co raz bardziej precyzyjny, a hormony zaczynają szaleć bo układ hormonalny dopiero się rozbudzać i dostraja aby zaczął się proces dojrzewania Suczki dojrzewają szybciej, samczyki wolniej, stąd „faza głupa” trwać będzie pewnie dłużej ;). Wygląda to tak, że jest pierwsza faza – nazwę ją sobie „pierwszej gryzakowatości” – szczenię jest z matką i w okolicach końca tej fazy – czyli 8 tygodnia życia szczenię od hodowcy przenosi się do nowego domu. W nowym domu szczylek jeszcze troszkę podgryza, ale wchodzi w drugą fazę – nazwę ją sobie „zależności”. Nie ma mamy, nie ma rodzeństwa – jest nowy dom, nowy opiekun i szczeniak łatwo ku niemu podąża. Czyli już rozumiem dlaczego u mnie tego nie ma ;) Dostaliśmy Michasia w trzeciej fazie – „fazie głupa”, gdzie znów wraca gryzakowatość, zębów trzeba się pozbyć, do tego te hormony, do tego ten cały interesujący świat! Wyczytałam wiele pocieszających słów dla właścicieli aby się nie martwili, że szczeniak nagle przestaje reagować na imię, może ni z tego ni z owego obszczekiwać przestawione krzesło, nagle nie wykonuje poleceń, zaczyna ignorować właściciela, że nie jest jak wcześniej. To normalne. Cieszę się i rozumiem już dlaczego tak ciężko nam wiele rzeczy wyegzekwować. Tzn. ciężko w porównaniu do różnych opisów – teraz już wiem, że czytałam o szczeniaczkach w innej fazie życia. No i teraz już rozumiem czemu on mi się kojarzył od początku z dzieckiem autystycznym :cool3: Jeśli chodzi więc o Michasia obserwowanego z tej perspektywy myślę, że jest całkiem posłuszny i całkiem niekłopotliwy. Również z tego co wyczytałam to te metody ujarzmiania go, które stosowałam nie są przemocą, są czymś normalnym. Bardzo mnie to uspokoiło ponieważ naprawdę nie byłam pewna. Ze Stasią nie musiałam robić niczego takiego – wystarczyły słowa, ewentualnie przysiadałam koło niej i głaskałam żeby miała motywację do pozostania na miejscu i czuła, że mi naprawdę na tym zależy. Albo w przypadku ochrony Kubusia, którym bardzo się interesowała od samego początku – w celach żywieniowych ;) to po prostu zabraliśmy jej pokusę z pola widzenia. Co innego z Michasiem. Też oczywiście szliśmy podobnym trybem, ale to nie wystarczało. Złapałam się nawet na tym, że unikałam chodzenia po domu – aby nie kusić go do gryzienia. Dwutygodniowy czas kwarantanny był dla nas niemal koszmarem, chociaż po zastosowaniu się do raz Marysi było o niebo lepiej. Dzięki spacerom jest okazja aby Michaś wytracił trochę energii no i zastosowałam coś odwrotnego. Staram się nie zabierać nóg żeby mnie nie gryzł, ale reagować jak próbuje, to samo z zawiązywaniem butów. Wcześniej na paluszkach szłam do toalety zabierając po drodze po cichutku buty i niby się załatwiałam, a tak naprawdę w odosobnieniu zawiązywałam buty i dopiero gotowa brałam go na spacer. Teraz staram się go zająć zabawką i ubierać buty na jego oczach. Pewnie, że sznurówki go kuszą, ale staram się wiązać jak najmniej zamaszyście oraz mówię „nie”. Powoli zaczyna to przynosić efekty. Michaś uwielbia podgryzać moje kapcie dlatego zawsze stawiałam je na biurku, krześle lub gdzieś indziej, byle nie miał możliwości dopaść. Teraz wypatruję momentu jak jest zaspany, albo zainteresowany czymś innym i stawiam wcale nie daleko niego te kapcie i przyzwyczajam go do ich obecności przy jednoczesnym braku reakcji z jego strony. Jasne, że wpadki się zdarzają, ale coraz mniej. Kiedy Michaś przyszedł do nas miałam takie nadrzędne priorytety i strasznie się dołowałam jak mi nie wychodziło. Po pierwsze nie może być to pies agresywny, po drugie jego dzieciństwo ma być jak najlepsze, najmilsze bo to jest kluczowy okres dla wykształcenia pozytywnych postaw wobec świata. No, ale jak on nas gryzie to jak ma być miło? Teraz jest łatwiej bo są spacery. Nie wiedzieliśmy też o możemy robić, a co nie. Z jednej strony powinnam odbierać mu kontakt z sobą kiedy mnie gryzie, a z drugiej strony powinnam go nauczyć gmerania w buzi aby w przyszłości nie było problemów z oglądaniem stanu ząbków. Przyznam szczerze, że od samego początku (jak się dało) jeśli ssał, delikatnie pogryzał moje palce, raczej dziamdziolił i nie czułam w tym agresji to pozwalałam mu na to jednocześnie masując jego dziąsła. Nie było to jakoś wielce często bo nie byłam pewna czy nie prowokuję go do czegoś złego, Łukasz mówił, że robię źle. Ja myślę, że to nic złego jeśli się czuje, że pies jest wyluzowany i ja wycofuję się kiedy on przekroczy granicę po której już nie jest to dla mnie miłe. Fajne efekty daje też mówienie do niego :lol: Odkryłam to kiedy bardzo chciałam opowiedzieć Łukaszowi pewien przepis na kurczaka, który właśnie obejrzałam w TV. Nie słuchał mnie! Za to słuchał mnie pies :cool1: No to dołączyłam do tego gestykulację i opowiedziałam mu ze szczegółami jak się kroi tego kurczaka, wrzuca do woreczka, potrząsa i potem wykłada na blaszkę na której jest pergamin itd… :loveu: Było fajnie ;) Podobnie też kiedy pakowaliśmy się na wyjazd, robiłam kanapki, nie mogłam się pobawić z Miśkiem, a zabawki były spakowane. Zabawiałam go rozmową :multi: No więc co udało nam się osiągnąć przez te minione trzy tygodnie: 1. Nie tolerował dotyku – przychodzi się pogłaskać, zwł. na przywitanie. Przełom nastąpił w środę drugiego tygodnia pobytu u nas. (Podczas wizyty u weterynarza pogadałam troszkę z opiekunami 7-miesiecznej Nowofundlandki i okazało się, ze oni dają mleko swojej pannie. Ja czytałam, że lepiej tego nie robić, że kłopoty z trawieniem laktozy itp. No, ale Stasia piła – jednak bałam się podać Michasiowi. Postanowiłam tej środy zaryzykować. Efekt? Pierwsza „Magiczna chwila” – tak to zaczęliśmy nazywać. Michaś wypił z bez przesady rozkoszą to mleczko, a potem podszedł do mnie, usiadł i popatrzył, pozwolił ująć delikatnie w dłonie swoją główkę i dać sobie buzi w czółko. Jeszcze dzień, czy godzinę wcześniej było by to nie do pomyślenia. Taki gest! Ta chwila była naprawdę magiczna. Szukamy takich chwil.) 2. Gryzł jak upiór przy każdej okazji – gryzie jak broni super cennej jego zdaniem rzeczy (znaleziona kość, kapsel itp.) Nie umiał nic. 3. Teraz robi „siad”, „waruj”, „łapa” w różnych sekwencjach, rozumie „nie”, na pstryknięcie palcami daje głos. Zdarza się, że robi „ kąpciu kąpciu” :lol: Przyuważyłam, że sam chętnie chlapie łapą wodę w misce, a to zabawne, więc zaczęłam go chwalić i nazywać to co robi :lol: Od czasu do czasu pozwalam mu na „kąpciu kąpciu”, chcę aby się cieszył z kontaktu z wodą, wyniosłam mu też miskę na balkon i zachęcałam do chlapania właśnie tam. Czeka w siadzie aż się rozbiorę i zacznę z nim witać kiedy wracam do domu. Nie chodzi idealnie na smyczy, ale w sumie rzadko ciągnie, musimy nad tym mocno popracować. Nie umie chodzić przy nodze, popracujemy może już z trenerem bo nie mam pomysłu na takiego smyka. Koniecznie natychmiast musimy popracować nad komendą „stój”, reakcją na imię oraz bezkrwawym oddawaniem skarbów. Chciałam przetrenować sposób jaki poradziła mi Elentia… No i teraz przechodzę do najważniejszych przyczyn dla których nie mogłam pisać na bieżąco. Sposób taki, że mam przygotowane dwie cenne rzeczy, z których jedna jest mega cenna. I najpierw podaję mu cenną, komenda „puść” i wymieniam na tą mega najcenniejsza. Aby szczylek wiedział, że ode mnie to zawsze dostanie lepsze. Sposób rewelacyjny. Jeszcze tego samego dnia kupiłam mięsko cielęce, ugotowałam i postanowiłam rozpocząć naukę handlu wymiennego Michaś mało się nie zsikał od zapachów dolatujących z kuchni, skakał wysoko jak mógł, ale musiał czekać aż się wszystko zrobi. Najpierw zabawkę wymieniłam na suchą psią kiełbaskę (tą co tak warczał ostatnio broniąc zaciekle). Puścił nawet się nie zastanawiając zabawkę, chwycił kiełbasę. Poszłam do kuchni (dając mu trochę czasu aby się nią nacieszył) i wracam z gotowaną kostką cielęcą obrośniętą średnią ilością mięska. Puścił kiełbasę nawet nie patrząc na żadne komendy. No dobra – niech sobie poobgryza chwilę, poszłam do kuchni i wzięłam nie mały kawałek samego mięska – czyli mega lepszy skarb (tylko moim zdaniem niestety). Chciałam wymienić, a Michaś zamiast puścić połknął kość i capnął mi z ręki mięsko i zaczął wtrężalać i jeszcze powarkiwał jak zaprotestowałam! Masakra! Połknął kość :/ :[ Doszliśmy w domu do wniosku, że skoro połknął to zwymiotuje ją albo wykupka. Było około 21, a my bez samochodu. Postanowiłam pomóc podając mu sałatkę warzywną (zresztą jak co wieczór, tyle, że bez karmy tym razem, a sam pokrojony ogórek i pomidorek z serem białym). Około 2 w nocy obudził mnie fatalny zapach :crazyeye: Pomyślałam, że od jednej kupy świat się nie zawali – rano się posprząta :cool3: Ale zapach motywował do czystości natychmiast :shake: Jak wstaliśmy i zobaczyliśmy co jest przyczyną tego smrodu to byliśmy w szoku. Dwa wybuchy sraczki storpedowały nam pokój rozbryzgując się nawet po ścianie. Były w niej jakieś kawałki niepogryzione. Trochę mnie uspokoiło bo liczyłam, że w ten sposób pozbędzie się tego co zeżarł. Rano Michaś był w nastroju wyśmienitym, skorym do zabawy i pogryzania. Był sobą – jednak stwierdziliśmy, że pojedziemy dla pewności do weterynarza. Najlepiej taksówką, nie ma co czekać. Nakryłam go tez jak po kryjomu obgryzał kość, którą w tajemnicy zwymiotował, zjadł „towarzystwo”, a kostkę jak gdyby nigdy nic oblizywał Oczywiście zaraz zabrałam mu tą kość. Nawet nie protestował. Nie wyglądał na chorego dlatego postanowiliśmy pojechać komunikacją aby przy okazji go socjalizować. Po drodze spotkaliśmy bardzo fajnych państwa, w tym pani była na wózku. Super bo okazja żeby się z czymś takim zapoznał. Państwo bardzo mili, też psiarze i też wracali z Białobrzeskiej. Pod kliniką jeszcze Michaś polował na super pionowe patyki za które uznał kule jakiegoś starszego pana :cool3: W klinice został bardzo gruntownie przebadany. Wykonano mu RTG dwukrotnie – za pierwszym razem okazało się, że klisza była zagrana i trzeba było powtórzyć. Za pierwszym razem histeryzował bardzo, trzymała go pani i Łukasz, ale Pani głośnym stanowczym tonem uspokoiła sytuację. Dobrze, że RTG został powtórzony bo Michaś już wiedział co będzie i nie histeryzował, była między tym też przerwa w czasie której miał okazję się odstresować. Zresztą zauważyłam, że za pierwszym razem zawsze jeśli mu się coś nie podoba to atakuje, warkoli i onomatopejuje, a za drugim razem jest zawsze o wiele lepiej, jak by rozumiał, że to co się dzieje to nie krzywda, że warto być spokojnym. Dostał kroplówkę, różne osłonowe leki i na ból brzucha i antybiotyki do domu o smaku bananowym :multi: (żebyście widzieli jak on strasznie chciał na ten lek zapracować, łapy obie, siadał, warował, lekarstwo było wielką nagrodą:multi:). No i oczywiście tego dnia dieta. tzn. głodówka, a w ostateczności kleik ryżowy z kurczakiem. RTG wykazał, że coś tam jakieś resztki kości są, ale przewód pokarmowy jest drożny. Zwłaszcza zachowanie Michasia wskazywało na to, że raczej się źle nie czuje. No więc właśnie na tym kleiku dietetycznym praktykowałam technikę opisaną przez Bros. Podstawiłam mu pustą miskę, a sama miałam garnek z papką. Ręką wygrzebywałam i dawałam sobie ją zlizywać, albo paciałam porcje do miski. To ćwiczenie udało nam się fajnie. Tylko trzeba je częściej powtarzać bo on się myli i łapie za ciało, a to bolesne. Ten dzień był ogromnie intensywny, a następnego dnia z samego rana wizyta kontrolna u lekarza, a potem spakowanie majdanu i jazda do Legnicy. Oba nasze szczęścia podróże znoszą bardzo dobrze – to mnie bardzo cieszy. Tylko problem jest, z tym, że Michaś węszy niemal maniakalnie i tylko szuka co by tu pożreć. Podczas tej podróży na spacerkach w trakcie przerw – wyciągałam już uszczelki, metalowe kapsle, małe kamienie i żwirki itp. Już pod moim domem Łukasz się z nim przeszedł – noc – w zasadzie ciężko wyprzedzić zagrożenie bardziej widać, że już coś dziamdzioli w buzi, przy próbie wyciągnięcia mu tego z paszczy został pogryziony w dwóch miejscach. Po pierwsze myślę, że warto kupić Michasiowi kaganiec – w końcu i tak powinien się do niego przyzwyczajać, a nam by to pomogło uchronić go przed podjadaniem niebezpiecznych rzeczy. Po drugie Łukasz i Michaś koniecznie muszą zacieśnić relacje. No i tak robią bo w czasie pobytu w L-cy, ja opiekuje się Kubusiem, a Łukasz Michasiem. Martwiłam się bardzo, że zostawiam orkę jej ofierze. Okazuje się jednak, że jest dużo magicznych chwil między nimi. Bardzo się cieszę. Quote
aganela Posted September 26, 2010 Posted September 26, 2010 oj to się rozpisałaś:) Widzać ,że MichAŚ fajnie trafił. Quote
Ekiana Posted September 26, 2010 Author Posted September 26, 2010 No, rozpisałam się bo każdy dzień intensywny, a miałam zaległości :) Mam nadzieję, że on też uważa, że dobrze trafił, ale wiadomo - jak to nastolatek :) może uważa, że nie :) Dziś widziałam się z Miśkiem, poszliśmy do razem do knajpki obok domu. Michaś zachowywał się super. Najpierw trochę szalał, z 10 min z zabawką, potem jak przyszła Ali9 (od Ryśka) - musiał przywitać i poszaleć z szalikiem i wszystkim co można w niej pogryźć, ale też krótko, a potem... nie ma psa. Położył się i zasnął. Będziemy częściej praktykować publiczne wyjścia. A tak poza tym, to widać kolejny progres. Michaś dawał się głaskać i morusać po całej długości ciała. Był miły! Cały czas był miły! Szok :) Quote
Ekiana Posted September 27, 2010 Author Posted September 27, 2010 Michaś poznał całą rodzinę. W ogóle wraz z Łukaszem mocno się wybujał po różnych domach i ludziach. Generalnie jeśli trafiało na osobę znającą Stasię to padały zawsze te same słowa... "oo to nie Stasia..." I tu nie chodziło o to, że ktoś nie widział, że zmarła, ale o jego temperament ;) A potem życzono szczęścia i ostrożności :) Quote
Pliszka Posted September 27, 2010 Posted September 27, 2010 Ekiana, my teraz próbujemy "wychować" małego kociaka. Kochany jest i słodki jak się zmęczy, a wyspany bryka jak pijany zając ;) Ponieważ to mój koci debiut, to czytam literaturę fachową i znalazłam tam taką cenną informację, że kociątko grzeczne to kociątko chore ;) jak rozrabia to się trzeba cieszyć ;) Podobnie chyba ze szczeniaczkiem :) Teraz sieje głupotkę, ale Wasz wysiłek na pewni nie pójdzie na marne. Sama piszesz, że z niego bystrzak :) Będzie super psiakiem, zobaczysz :) Mocno trzymam kciuki :) Quote
ludwa Posted September 27, 2010 Posted September 27, 2010 No...............do dostojności Stasinej to temu brzdącowi na pewno daleko;) Jakieś 10 lat;) Quote
Ekiana Posted September 27, 2010 Author Posted September 27, 2010 Stasia nie miała 10 lat :) Stasia była po prostu jak człowiek :) Strasznie mi brakuje przytulania się do niej. A ten maluch to rzeczywiście, już się mniej boje o jego agresję, poczytałam trochę i potrenowałam odbieranie skarbów. Nie jest idealnie,ale znacząco lepiej. Miłe jest, że kiedy wychodzę ja albo Łukasz z pokoju to on tęskni, ale jak mu się powie aby został, to nie marudzi, siada, zostaje, czeka. Fajnie, że nie jest zbyt głośny, nie szczeka bez powodu. I od niedawna nauczył się wdrapywać na kanapę, mało tego dziś dwa razy sam wskoczył do samochodu! A to naprawdę dla niego coś! Ale przy wychodzeniu jeszcze trzeba pomagać :) Byliśmy też dziś w sklepie po nowe szelki bo stare przegryzł, wybrał sobie gryzaka (sam!) i zaniósł prawie do kasy. Nie miał pieniążkow, to my zapłaciliśmy :) A potem szalał z jadalnym krokodylkiem i podrzucał go sobie jak Stasia :) Ja miałam kiedyś małego kociaka - porównując było łatwiej i o wiele zabawniej :) A książki dobre są i wypowiedzi innych doświadczonych już "rodziców" bo upewniają, że to młodzikowatość, a nie choroba psychiczna :) Quote
ludwa Posted September 28, 2010 Posted September 28, 2010 Wiem, że nie miała ale to mały szaleniec, więc zanim on osiągnie spokój i opanowanie Stasi, to tyle się zejdzie;) Co nie znaczy, ze nie będzie super przyjacielem:), tylko trochę bardziej szalonym przyjacielem:) Quote
Ekiana Posted September 28, 2010 Author Posted September 28, 2010 Ojej, to myślisz, że on się musi zestarzeć aby "zmądrzeć"?:) Myślę, że aż tak to nie będzie. Na pewno pozostanie mu swoisty temperamencik, ale my się z nim nie bawimy jakoś drażniąco i korygujemy przesadne ekscesy. Ciągle musimy zwracać uwagę znajomym czy rodzinie żeby się z nim nie bawiono w "typowy" sposób - tzn. drażnienie i zabawa w pogryzanie. Ale wszyscy rozumieją o co chodzi i zaraz zabawa zaczyna być normalna. A tu troszkę fotek z szaleństw, znów urwał nam kolejną pionową żaluzję :) są też zabawy balkonowe i zapoznawanie z Kubusiem :) Quote
ludwa Posted September 28, 2010 Posted September 28, 2010 Nie to miałam na myśli. Zmądrzeje wcześniej na pewno ale spokój i opanowanie Stasi, to daaaaaleko:) Quote
Nutusia Posted September 28, 2010 Posted September 28, 2010 Co taka krótka ta rolka papieru? :eviltong: Nasza Kreśka uwielbia zabawy papierem - łapie koniec rolki i leci dookoła komina. Jak już zaplącze całą rolkę, leci do drugiej łazienki po przeciwległej stronie domu i oplątuje w drugą stronę!:evil_lol: Fajnie jest też ściąć całą rolkę zębkami jak szczurek.:diabloti: Quote
Ekiana Posted September 28, 2010 Author Posted September 28, 2010 Nutusiu, to nie rolka - to zerwana pionowa żaluzja :) Ludwa - tak, zgadzam się z Tobą. Rozumiem. Quote
Nutusia Posted September 28, 2010 Posted September 28, 2010 Ekiana napisał(a):Nutusiu, to nie rolka - to zerwana pionowa żaluzja :) Ups... widocznie Michaś lubi światło (i ja go rozumiem! :)) Quote
Ekiana Posted September 30, 2010 Author Posted September 30, 2010 Michaś znów u weterynarza... Od dwóch dni miał rozwolnienie. Był bardzo żywotny, więc myśleliśmy, że to może jakieś chwilowe zatrucie, ale jednak chyba nie. To się zaczęło po odstawieniu antybiotyków, a już będąc na nowej karmie. Zapomniałam napisać, że przestawiłam go na Acanę z Brita bo podgryzał ziemię i oblizywał ściany, więc pomyślałam, że nafutruję go czymś lepszym i skompletowanym. No,ale zalecenie jest takie, że dziś głodówka, a jutro wraca Brit. Zobaczymy. Dostał kroplówkę, antybiotyk i jutro następna wizyta. Michaś pojechał do lekarza z Pańciem. Z relacji wiem, że nie był zbyt grzeczny :) A ja dziś miałam z nim parę magicznych chwil :) Fantastycznie bawił się ze swoim kumplem - rocznym Huskim - Dżamalem :) Poza tym Michaś nie ma już pchełek! :) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.