Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Karpacz jest dla wielu idealnym miejscem wypoczynku. Niestety, niektórym w tym wymarzonym wypoczynku przeszkadza ich własny pies...

Tym razem taki okrutny los spotkał kilkunastoletnią jamniczkę miniaturową, która przyszła w pewien ciepły, sierpniowy wieczór do restauracji moich Przyjaciół. Pola - bo takie imię ostatecznie nosi dziewczynka weszła do lokalu, dała się nakarmić, wypiła wodę i... po prostu nie wiedziała gdzie pójść dalej.

Na początku znajomi myśleli, że może się zgubiła, że może jako starsza sunia ma po prostu zaniki pamięci i nie wie gdzie jest jej dom, jednak my, tzn ja i Maksymilian101, mając już dwa psy z podobnym losem widzieliśmy w jej oczkach ten rodzaj zagubienia i szczególnego smutku jaki towarzyszy porzuconym czworonogom. Pewności nabraliśmy po dokładniejszym zapoznaniu się z Sunią...


Na brzuszku miała olbrzymich rozmiarów guza - zdjęcia nie w pełni oddają to co zobaczyliśmy ale uwierzcie mi - wyglądał strasznie. Tylne łapki ma prawie, że zniekształcone przez olbrzymie, bolące modzele, którymi ewidentnie nikt się nie zajmował. Duży guz nie był niestety jedynym posiadanym przez Polę - parę mniejszych ma na grzbiecie, jeden został w okolicach pachwiny... Ząbki pokryte grubą warstwą kamienia, zapalenie skóry, które sprawiało, że Sunia drapała się nieustannie po - i tak bolących - miejscach, zadając sobie jeszcze większy ból...


Nie mogliśmy jej tak zostawić, do domu, po naszych przejściach z teściami i aktualnie przechodzoną cieczką naszej Holly też nie mogliśmy wziąć dlatego Maleństwo zostało na dwie noce u naszych Przyjaciół.
Wcześniej oczywiście odwiedziliśmy klinikę weterynaryjną - pani doktor na nocnym dyżurze obejrzała Sunię i - nie licząc oczywiście widocznych zdrowotnych ubytków - była zadowolona z jej stanu ogólnego. Jamniczka jest bardzo żywotna, pozytywnie nastawiona do ludzi - między innymi to, a także zupełnie nie starte pazurki - potwierdziły fakt, że ewidentnie wcześniej była wśród ludzi, w "domu"... Ten "dom" jednak, nie dość że nie był jej prawdziwym schronieniem, pozbył się jej jak tylko przestała być reprezentacyjnym pieskiem, bo w to, że kiedykolwiek była pełnoprawnym członkiem rodziny - sądząc po jej stanie - śmiem wątpić...

Za wszelką cenę nie chcieliśmy żeby trafiła do schroniska - w jej sytuacji byłaby to zapewne ostatnia doba życia. Na szczęście udało mi się skontaktować z Kikou, która zgodziła się żebyśmy przywieźli Sunię do niej. Dlatego też następnego dnia, z samego rana, po szybkim sikanku ;) - zwróćcie uwagę na jej pomarszczone tylne łapki...


Zapakowaliśmy Jamniorkę do autka (co oczywiście świetnie zniosła - nic dziwnego, samochód wywołał w niej znajome emocje, w końcu tym środkiem lokomocji dotarła do Karpacza)


i pojechaliśmy do Kikou. Tam Sunia zapoznała się z kilkonastoma innymi współlokatorami i kamień spadł nam z serca... Podeszła do tego bardzo spokojnie i pozytywnie, zresztą podopieczni Kasi również stanęli na wysokości zadania ;)

Z bólem serca (bo Sunia naprawdę jest idealną towarzyszką) ale też z wielką ulgą (bo wiedzieliśmy, że może liczyć na dobrą opiekę) zostawiliśmy Maleństwo w hoteliku u Kasi. Teraz była w naprawdę dobrych rękach :)


Kikou świetnie zajęła się Malutką - tam też od razu została ochrzczona Polą. Dwa dni później Dziewczyny wybrały się do weta - zresztą do tej samej kliniki, w której Pola już była i zrobiły badania pozwalające orzec czy Pola przetrwa zabieg usunięcia guza. Ten na szczęście okazał się być dość mocno oddzielony od ciałka i co najważniejsze nie spowodował przerzutów na płuca. Termin operacji został ustalony na następny dzień i Poleczka bardzo dzielnie ją zniosła - w trakcie zabiegu oczyszczone zostały też ząbki - co niestety skutkowało wypadnięciem dużej części ale przynajmniej z reszty pozbyła się tego okropnego kamienia.

Teraz Pola dochodzi do siebie - niestety nie mam jej aktualnych fotek, ale Kikou nazwała ją "lewkiem w jamniczej skórze" co jest dość obrazowym określeniem jej wielkiego serduszka i charakteru równie pokaźnych rozmiarów.

Na teraz sytuacja finansowa Poli nie wygląda najgorzej - opłacone są jeszcze niecałe dwa miesiące pobytu - zakładając oczywiście, że nie wyjdą jakieś dodatkowe zdrowotne "kwiatki" - oby nie...

Gdyby ktoś jednak chciał pomóc i wesprzeć maleńką jamniczkę, a jeszcze lepiej zaproponować jej na stare latka cudowny dom - proponuję skontaktować się ze mną tu na wątku lub przez PM.

Mam też nadzieję, że Kikou, oczywiście w miarę posiadania wolnego czasu, co w jej przypadku jest pojęciem czysto iluzorycznym będzie zaglądać na ten wątek i informować nas o jamniczych sprawkach :) Z góry za to dziękuję.

Liczę też na to, że niedługo odwiedzimy Maleństwo i zrobimy kilka świeżych zdjęć.

  • Replies 395
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

bardzo wyczerpujący opis "Poli niedoli", niemal nie mam co dodać...

to powiem tylko, że maleńka ładnie dochodzi do zdrowia, po usunięciu 2 najwiekszych guzów ma bardzo rozległy szef prawie od szyjki aż końca brzusia...ale blizna goi sie bez paprania, Pola jest niezwykle bystra, towarzyska i rezolutna...aż za bardzo przy jedzeniu potrafi nawarczeć na 20kilowego oraz 35kilowego pieska i wpychać mordke do jego miski....(a one stoją jak wryte, zaskoczone, że "coś" tak małego, "czego" niemal nie widać od ziemi tak mocno je oszczekało i owarczało i wsadziło mordke do ich miski:crazyeye::evil_lol:)

25go sierpnia zdięcie szwów oraz dopiero wtedy rozpocznie sie tak naprawde leczenie skóry, przed zabiegiem było to niekorzystne z racji leków, ktore mogłyby wchodzić w interakcje z tymi podanymi po zabiegu.

Posted

Kochane zrobię to ale dopiero jutro z rana, bo net mi odmawia współpracy.

No Kikou, w końcu to mała lwica jest - musi rządzić miskami :)

a jak miłość pomiędzy nią a Chojrakiem, kwitnie?

Posted

holly101 napisał(a):
....a jak miłość pomiędzy nią a Chojrakiem, kwitnie?


...nie bardzo, to właśnie Chojraka chciała obeżreć...a on stał z otwartą mordką jak krowa przed malowanymi wrotami ;)

Posted

Już jest :)

Przepraszam za zwłokę ale zaliczyłam nieplanowaną wizytę w szpitalu - na szczęście już z powrotem :)

A jak tam nasza księżniczka? Czy może raczej Królowa Matka ;) ?

Posted

danka1234 napisał(a):
Polcia umiwszczona na jamnikach,potrzebuje wsparcia na leczenie?


Dziękujemy :)

Każde wsparcie się przyda - w tej chwili Pola ma opłacony jeszcze wrzesień u Kikou, w przyszłym tygodniu zrobię dla niej bazarek to też coś wpadnie. Ne wiadomo jak drogie będzie to leczenie skóry - dowiemy się po 25 sierpnia.

Bardzo, bardzo doceniam każdą chęć pomocy...

:happy1::happy1::happy1:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...