Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 503
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Doszła wpłata od Katarzyny09 - 30 zł

Czyli łącznie Portos ma na chwilę obecną na swoim koncie 80 zł.

Serdecznie dziękujemy wszystkim, którym jego los nie jest obojętny :loveu:

Posted

Portosek przesyła pozdrowienia z zasypanego grajdołka ;)

Dziś jestem tak zasypana, że nie wiem, jak pojadę po zakupy. Liczę, że przejedzie spych i odśnieży drogę...
Portosek ma się nieźle. Łapa daje radę. Kupiłam dziadkom Canicox-Gr na stawy i efekty podawania tego specyfiku po kilku dniach są takie, że: Portos się szwęda w poszukiwaniu zaczepki tudzież leży w zaspie śnieżnej i udaje bohatera, a Aron nie dość, że leży w zaspie śnieżnej udając bohatera, to jeszcze jako jedyny jajcyn chłop wyje pod kojcem do Carmen i siedzi przed nim z nadzieją na romans. Nie ma jednak, że boli. Sucz pod kluczem. :mad:

Wczoraj panowie znów się kładli na bary - Portos Arona. Ja stałam obok i czekałam, kiedy się runda skończy, bo przejście potrzebne. Portos stoi zazwyczaj nad Aronem i warczy, a Aron zmarszczony jak harmonijka odwarkuje jakieś kwestie. Potem wstają, otrzepują się i idą. Jeden za drugim ;)

Biedaczysko Aron miał też paskudną przygodę, otarł się prawie, że o śmierć. Wszystko przrz swój gorący temperament.:mad: Nikt tak panny nie pożąda, jak ten biedny staruch. Tupał więc wokół kojca i zawodził. Ileż można słuchać dziadzich śpiewów? Portos nerwowo nie wytrzymał i dalejże Arona pogonić. Zaczął za nim łazić i podwarkiwać, Aron bokami, zły jak osa, zmarszczony jak wczorajsza skarpeta. A tu zrobiło się szaro i w sumie poza kolacją dla psów, którą serwuję w godzinach późnowieczornych nie miałam powodu wychylać nosa na zaśnieżony świat.
Nie wiem jakim cudem usłyszałam rozpaczliwy płacz Arona. Wychodzę prosto w mrok i słyszę z kierunku oczka wodnego żałosne płacze. Biedak tak uchodził, tak kluczył, aż zaplątał się w krzak i osunął do zamarzniętego oczka, a że łapy ma z tyłu sztywne i wrażliwe na zimno, to nie był w stanie się odepchnąć i wyjść. Wisiał zaczepiony pazurami i wołał pomocy. Nad min psia mać heros w postawie zwycięzcy, a mianowicie Portos. :mad:
Wyciągnęłam Arona , który zaraz oblodzoną kitę podniósł w górę i wyszczerzył kły na Portosa. Za łeb go i do szopy. Wytarłam wysuszyłam, rozłożyłam koc i chciałam, żeby się dogrzał, ale ten już bokiem wyszedł i przy kojcu się pręży. Ciągnę więc tym razem do budy jego i wielki koc, ciężko mi idzie, ale życie ratuję dziadowi jednemu myśląc, że przecież musi czuć chłód i w budzie się z rozkoszą ułoży. Przy budzie jednak na wejściu w rozkroku predatora stoi Portos i chyba tylko spycharką możnaby go było ruszyć, bo wejść Aronowi nie da mimo iż sam śpi w garażu z Rafim podklejonym pod bok. Znów więc warczącego Arona za łeb, koc ciężki jak diabli i wlokę nazad do szopy, rozkładam legowisko na dykcie między dyniami, układam Arona siłą i każę spać! Rozmasowałam mu łapy i stawy, nakryłam derką i poszłam. Do kolacji grzecznie leżał, a po kolacji przespał nockę w cieple, chociaż narżnął 2 qoopy. Nad ranem lewdo na świat boży wyszedł już pod kojec i zawodzi....

Posted

A niby taki spokojny żywot się wiedzie na starość. A tu proszę , ciągle coś się dzieje, atrakcje, zwroty akcji, niczym film. Jak widać masz dwa samce aspirujące do bycia alfą i większych zmartwień najwidoczniej nie mają :)

Posted

Czarodziejka napisał(a):
Cantadorro, czytaj i zachowyj w pamięciu. Niew wiadomo, co tobie do głowy na starość uderzy :D


Mi jak mi, ale mojemu mężowi, to wolę nie myśleć :) Gdybyś wiedziała, jak blisko się otarłaś o samo życie to pisząc :)
A ty Kasia nie rechocz :) Wiem, wiem, co ci się przypomniało....:)

Posted

Dziś rano zastałam świat totalnie zasypany. Ledwo drzwi od domu otworzyłam. Droga na pół metra w śniegu. Samochodem nie mogłam się ruszyć, więc dziecko na nogach do szkółki prowadziłam. Aron spał w szopie, bo go wczoraj Portos tak asekurował, żeby do kojca nie dochodził, że z rozpaczy na futrze miał sople zgryzoty. Zczesałam i zamknęłam. Portosek w tych zaspach jakoś odżył, dziś widziałam jak BIEGIEM pędzi do Arona, żeby nie podlał przed nim krawędzi kojca z piękną Carminą ;) Kulaiwje, sztywnieje i tetryczeje tylko w momencie, kiedy mu się klaps w doopę zbiera za nękanie. Wtedy obie łapy robią się krzywe, łeb się trzęsie, tył gdzieś opada i jedna łapa trzyma "heil hitler" wysoko, tuż przed moim nosem, a nos mam jakieś półtora metra nad ziemią ;) Dziś to już tak mnie obaj od rana dobijali, bo nie dość, że kilkadziesiąt metrów drogi musiałam odśnieżyć, to jeszcze Kaja pruła papę pod drzewem, bo kocica siedziała, Rafi z Bejem myśleli, że ja się z tą łopatą to do zabawy wybrałam, więc biegali naokoło szczekając i podgryzając to łopatę, to moje rękawy, żebym nużej nią machała, bo faktycznie niemrawo mi to szło. Portos natomias poganiał zmarszczonego Arona po odśnieżonych dróżkach, a że odśnieżone na początku było tylko wokół mnie samej, to załe towarzystwo miałam pod nosem. Daszeńka wyszła się poprzytulać, więc szła między moimi nogami, Miśka darła papę, bo miała chęć, a nie mogła i takie tam...Rzeczywistość :-?

Posted

Kolega Portoska Atosek /pojechał do Niemiec/

Oto wieści:
[FONT=Arial][FONT=Arial]Atos był dzis na nagraniu w telewizji, naszej lokalnej WDR.[/FONT][/FONT]
[FONT=Arial][FONT=Arial]Ma być pokazywane przed samymi swietami.[/FONT][/FONT]
[FONT=Arial][FONT=Arial]Troche było problemow bo nie chciał wsiąść do auta, dziewczyny musiały mu założyć kaganiec.[/FONT][/FONT]
[FONT=Arial][FONT=Arial]A to mu się bardzo nie podobalo, oj bardzo! cala droge rozrabial.[/FONT][/FONT]
[FONT=Arial][FONT=Arial]Na szczescie jak wysiadl i pospacerowal to się odprężył i w czasie nagrania( a trzeba je było powtarzac 3x) zachowywal się wzorowo.[/FONT][/FONT]
[FONT=Arial][FONT=Arial]Zostal przedstawiony jako pies popowodziowy z duza ilosca szczegółów z tego okresu , o tym jak wielkiego dziela wy tam dokonałyście i o tym jak ludzie w takich sytuacjach potrafia być egoistyczni.[/FONT][/FONT]
[FONT=Arial][FONT=Arial]Jego łagodne zachowanie w telewizji, wzruszajaca historia i czas przedświąteczny robia nam wielkie nadzieje.[/FONT][/FONT]
[FONT=Arial][FONT=Arial]Atos to fajny pies , ale ma swoje za uszami.[/FONT][/FONT]
[FONT=Arial][FONT=Arial]Może był gdzies dobrym strozem i dalej by tak chciał… tak się czasem zachowuje i nie rozumie, ze już czas na rentę.
[/FONT]
[/FONT]

Posted

bela51 napisał(a):
Ja tez nie zrozumiałam tej informacji. Pojechał do Niemiec, czy szuka domu ?


Pojechał do Niemiec do jakiejś Fundacji ( nie znam nazwy ) i tam cały czas szuka domu.

Posted

Dziewczyny, z Portosem bardzo źle. Nie miałam dostępu do netu, ale drugi dzień walczę o niego. Ma jakiś stan zapalny przyzębia i to tak agresywny, że spuchł mu pysk, a wczoraj wydzielina ropna zalała oko. Nie jadł, nie wstawał dwa dni. Ja w weekend byłam poza domem w pracy. Dostałam telefon, że Portosowi puchnie łeb z prawej strony, ale wciąż chodzi, wieczorem, że oko zniknęło pod opuchliuzną i przestał się podnosić, nie chce jeść. Byłam w domu następnego dnia wieczorem. Biedaczysko cały w jakiejść dziwnej wydzielinie, oka nie było widać. Nie chciał wstawać, jeść i wpadł w totalną apatię. Zaniosłam go na rękach prowdząc między nogami do gospodarczego i położyłam w ciepłym miejscu, przytkryłam, rozmasowałam. Oczyściłam mu oko, zakropiłam gentamycyną - akurat miałam na stanie, zdezynfekowałam mu pysk, podałam środki przeciwbólowe i to na siłę, bo nioe zamierzał nic połknąć. Kolacji nie zjadł, nie chciał pić, pysk mu się dosłownie zatrzasnął na amen. Stan zapalny jest gdzieś w kości, bo w najcieńszym miejscu pyska zauważyłam maleńką dziurkę, z której wypływa ropna wydzielina. Wymacałam, że źródło zapalenia jest w pysku w okolicach górnej szczęki pod okiem. Byłam u weta. To może być jakiś ropny stan zapalny, co u starych wyniszczonych psów czasem się zdarza. Nie wiem, na jakim podłożu. Rano opuchlizna się zmniejszyła, Portos zaczął jeść. Daję mu po troszku, bo je bardzo łapczywie. Łeb nadal opuchnięty, w pysku też wciąż czuć zgrubienie i wciąż wycieka z niego ropna wydzielina. Przemywam, zakrapiam i masuję mu mięśnie, bo nie wstaje i robi pod siebie...Bardzo szybko stracił na wadze. Dostał zastrzyk przeciwbólowy, który uśmierza ból na ok 8 dni i codziennie antybiotyk w zastrzytku, żeby opanować stan zapalny. Do tego gentamycyna do oka, które jest w stanie fatalnym. Jeżeli nie będzie poprawy, to pojutrze wiozę go do lecznicy, chociaż wetka powiedziała, że raczej powinien się z tego wykaraskać. Rano dostał ciepłe mleczko z bułką i drobiowym pasztetem - wymięszane na papkę, bo myślałam, że będę musiała go karmić siłą, albo wykupić kroplówkę, ale Portos zjadł ze smakiem wszystko, do tego wyjadł kocie chrupki, które też tam w miseczce stały, napił się i po zabiegach oczyszczających chętnie sobie mamlał gnacik - raczej bez szans, że go nawet nadkruszy, bo wybrałam twardy i duży. Zaczął też warczeć na kocicę, a nawet na mnie, bomu wciąż pysk ucieram, masuję, a on chciał się kością zająć. Mimo to...nie wstał jeszcze. Przewracam go z boku na bok, siusiak od jakiegoś czasu zupełnie mu wypadł z worka mosznowego i chodząc popuszczał, teraz leży z tym siuraskiem i leje pod siebie. Tak mi go potwornie szkoda...Oczyszczam go też kropelkami MMS- dostałam od Anett - roztworem, który ma właściwości silnie antyseptycznie i antygrzybiczne. Z pyska wciąż wycieka mu cuchnąca ropna maź. Co jakiś czas idę mu ten pysk zdezynfekować, przepłukać i wytrzeć. Taki jest biedny...
Rachunek za weta i recepty to 30 zł. Jeżeli jego stan się nie poprawi, to zawiozę go w czwartek do lecznicy. Proszę was o jakieś wsparcie.

Posted

Czarodziejko, czy piszesz o zawiezieniu do lecznicy masz na mysli ....? Wiesz co. Czy leczenie?
Jak się czyta, to brzmi to bardzo źle, to stary, wyniszczony psiak, przyplątuje się do biedaka wszystko po kolei. Ale czemu nie wstaje? Co to ma wspólnego z zapaleniem np. okostnej? Kurcze, tak mi przykro. Masz kupę roboty Czarodziejko i smutne to bardzo tak patrzeć na cierpienie psiaka. Mam nadzieję, że dziewczyny wskoczą zaraz na wątek i przeczytają.

Posted

Byłam u Portoska, żeby mu oczko zakropić, wymasować i przewrócić na drugi bok. Zjadł porcję gotowanego mięsa i wypił sporo wody. Opuchlizna jakby mniejsza, ale oko wciąż zasklepione i widzę, że boli, więc na siłę nie otwieram. Przemyłam mu pyszczek i w środku też. Boli go w tyle grzbietu, bo mając tak spaskudzone oko ani razu nie pisnął, a kiedy go masowałam silniej wzdłuż kręgosłupa, to jednak biedaczysko zapłakał...:( Prawa tylna łapa jest spuchnięta. Rano była normalna...:(

Posted

no i co robić? czarodziejko jesli możesz wdrażaj leczenie. Minia wysle bezpośrednio na Twoje konto kaskę. Ona wytłumaczy Ci na pw co i jak. Życie czasami dopieka niesttey mimo najszczerszych chęci.
Jesli możesz rób co sie da.

Posted

To nie pierwszy stary pies, który u mnie dożywa swoje psie życie. Wszystkie zaniedbania wywalają na starość. Biedne schorowane, wyniszczone ciała...Portos jest twardy, ale ile można cierpieć? Zupełnie nie rozumiem tego stanu zapalnego. Skąd i dlaczego tak nagle...Cieszę się, że je. Zaraz idę z kolacją. Wymasuję go, oczyszczę i zakropię. Dziś się jeszcze ani razu nie załatwił.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...