bela51 Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Gdyby dobre mysli pomagały, to powinienies juz brykac jak szczeniak... Trzymaj sie biedaku. Quote
Luzia Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 08-12-2010 Doszła wpłata od Katarzyny09 - 20,00 zł Łącznie na moim koncie jest 100 zł dla Portosa + 20 z jednego bazarku. Tak więc wysyłam na konto Czarodziejki 120 zł. Quote
Cantadorra Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Portos, dobrze, że jesteś u Czarodziejki..... Quote
Czarodziejka Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Właśnie wróciłam od psów. Wszystkie szczęśliwe i radosne, tylko nasz staruszek niknie w oczach...Łapa już wróciła do normy. Wymasowałam go, przewróciłam na boczek już kolejny raz dzisiaj. Zakropiłam mu oczy kropelkami, dałam syrop, zastrzyk...Portos wciąż nie wstaje chociaż więcej dziś zjadł i lizał sobie przednią łapę, bo na nią jedzenie spadało, kiedy pakowałam mu do pyska. Słabiutki, ale spokojny. Ma ciepło i staram się, by miał wygodnie i był najedzony. Quote
bela51 Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Powiedz, czy on nawet nie usiłuje sie podnosic? Czy jest taki słaby, ze nie próbuje? Ciagle widze moja Lore, ktora usiłowała pozbierac sie , wstac po operacji ostatnie godziny przed smiercia..:-( łapki rozjezdzały sie , ale probowała.:-( Quote
figanadrzewna Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 och psiaku kochany, nie poddawaj się jeszcze :-( Moja Rona także podejmowała próby powstania, gdy ich zaprzestała wszystko potoczyło się błyskawicznie, zostawiła nas tak niespodziewanie:-( Quote
Czarodziejka Posted December 13, 2010 Posted December 13, 2010 Portos nie podejmuje prób....Leży tylko... Quote
bela51 Posted December 14, 2010 Posted December 14, 2010 I jak dzisiaj miewa sie Portos? Czy jest szansa na poprawe? Quote
Cantadorra Posted December 14, 2010 Posted December 14, 2010 Chciałabym, żeby już nie cierpiał... :( Quote
Czarodziejka Posted December 15, 2010 Posted December 15, 2010 Portosek wciąż nie wstaje, łapki już obie chude. Je mało, więcej pije, bo chyba ma problem z gryzieniem. Przygotowuję papkowate posiłki, żeby przełykał i dość ładnie mi zjada, ale tylko z ręki i wszystko długo ciamcia. Masujemy, klepiemy, rozcieramy. Czuję w nim oczekiwanie na śmierć i takie pogodzenie się z koleją losu. Oczko już w normie. Nie widzę żadnego ogniska bólu w jego ciałku wątłym, więc zakładam, że nie cierpi. Ma ciepło i przytulnie, obłożony termoforami - kupiłam 3 specjalnie dla niego - śpi sobie z pyskiem pomiędzy łapkami. Pod doopką gazeta na suchego bobka, sioo tylko troszkę, jak ptaszek. Quote
Basia1968 Posted December 15, 2010 Posted December 15, 2010 Czarodziejko jak TY to wszystko wytrzymujesz? wielki szacun /jak mawiają teraz dzieciaki/ za ciepło, miłość, troskę i opiekę. Quote
bela51 Posted December 15, 2010 Posted December 15, 2010 Czarodziejko, moze przesle Ci chociaz czesc pieniedzy,za te Portoskowe termofory? Napisz ile zaplaciłas. Pali mnie doslownie w kieszen ta Portoskowa kasa, bo mała byc dla Niego.:-( Quote
kaskadaffik Posted December 15, 2010 Posted December 15, 2010 Portosku zaglądam, ale za każdym razem z najgorszym przeczuciem .... Quote
Czarodziejka Posted December 15, 2010 Posted December 15, 2010 Belu, powtórzę to, co w rozmowie telefonicznej, żeby było oficjalnie ;) Termofory nabyłam w sklepie z tanimi rzeczami - jakiś rzut był, więc kosztowały 5,50 zł każdy, razem 16,50 zł. Nie rzucałabym się na te droższe. Portosek nadal bez zmian, chociaż znów więcej i ładniej zjadł. Może to ten syropek zaskoczył i teraz mu zaczęło jedzenie smakować. Chciałam go wyczesać, żeby po prostu być przy nim, chociaż np Carmen aż zdredziała z zapomnienia o szczotce, ale niech ma jeszcze kilka dni miłego psiemu sercu flejtuchostwa. Kiedy zobaczył szczotę warknął cichutko. Wiem, że nie lubi i nawet przed śmiercią nie zamierza polubić, więc nie chciałam go niepotrzebnie niepokoić i dałam spokój. Mam teraz na głowie również Rafiego z podwiniętą łapką. Szaleje po śniegu i obciera straszliwie...Nie chce nosić żadnych opatrunków. Muszę go jakoś dowieźć do Łasku - 35 km totalnie zaśnieżonej i oblodzonej drogi. Do tego leżący Portos, któego obawiam się teraz samego zostawić na dłużej. Quote
katarzyna09 Posted December 16, 2010 Posted December 16, 2010 Portosku,trzymaj się Ty Nasza bidulo... Quote
Czarodziejka Posted December 16, 2010 Posted December 16, 2010 Pieniążki doszły. Dzięki Luizo. Z Portoskiem jest już bardzo lichutko. Nie jest źle w sensie dosłownym, ale coraz mniej je i prawie się nie porusza, a taki wątły i lejący się przez ręce...:( Leży tylko i patrzy mi w oczy, kiedy koło niego chodzę, masuję, podkładam, wymieniam, sprzątam, karmię....Myślę, że taki byłby w każdej sytuacji kres jego życia. Leżałby gdziekolwiek i odchodził powoli. Pocieszam się, że teraz, kiedy mamy - 15 stopni ma ciepło i miękko. Podłożyłam mu grube panele styropianowe, żeby było bardziej miękko i ciepło. Leży na brzuchu z pyskiem między łapami i podnosi łeb tylko kiedy wchodzę, potem już tylko leży... Quote
Luzia Posted December 16, 2010 Posted December 16, 2010 Dziękuję. Biedak, dobrze że ma Ciebie i nie odchodzi samotnie. To był na pewno najpiękniejszy okres w jego życiu :) choć żal, że odchodzi tak szybko po tym gdy odkrył, że człowiek to nie tylko ból ale i miłość :( Quote
Czarodziejka Posted December 16, 2010 Posted December 16, 2010 Kiedy na niego patrzę nie mogę uwierzyć, że to właśnie on odchodzi. Taki agresor, dominator, warchoł, gbur i wredzioch. Ale za to go uwielbiałam, a teraz taki bezbronny, taki uległy.... Quote
Luzia Posted December 16, 2010 Posted December 16, 2010 Czarodziejka napisał(a):Kiedy na niego patrzę nie mogę uwierzyć, że to właśnie on odchodzi. Taki agresor, dominator, warchoł, gbur i wredzioch. Ale za to go uwielbiałam, a teraz taki bezbronny, taki uległy.... Na każdego w końcu przyjdzie pora, ważne że jest kochany i na pewno to teraz czuje. Portos tak samo jak Aramis od samego początku dały się poznać jako psy które wiele przeżyły ale mimo to potrafiły kochać.. Kochać bezgranicznie osobę która je obdarzy miłością. Wiem, że brzmi to banalnie, ale ta dwójka zajęła w powodzi szczególne miejsce w moim sercu za swój charakter i nie tylko. Quote
Czarodziejka Posted December 16, 2010 Posted December 16, 2010 Właśnie...Pamiętam, kiedy Portos chodził za mną, żeby wtulić swój wielki łeb w moją nogę...:( Przyklejał się i tak stał, a kiedy go głaskałam, to warczał, że niby on nie z tych, co czułości potrzebują. Kochana psina. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.