Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

dzięki za odwiedzinki, liczymy na częste wizyty :lol:

weszka
Clifford to jedna z ulubionych bajek mojego siostrzeńca zwanego Kijem. Kijek też ma takie rozczulające teksty do psów. Jak braliśmy Furlę to hodowczynię ujął tekstem skierowanym do suki: "Czekałem na ciebie całe życie. Kocham cię." A widział ją jakieś 10 min. ;-)



i jak tu nie kochać takich małych a jakże mądrych Berbeci :lol:

Posted

ludwa napisał(a):
Ciotka, mam nadzieję, że nie będziesz zła na mnie ale to też kudłacz, dlatego wstawiam, może zajrzycie, może zgadniecie co to jest?
http://www.dogomania.pl/threads/193070-Zarośnięty-oblepiony-z-odleżynami-kudłacz-zerwany-z-łańcucha-pomocy-!!!


Nie ciotka, zła nie będę... pytasz co to jest? jeśli to nie "zwykły kundel" to jak dla mnie - soft coated weaten terrier.... taka mi właśnie myśl zaświtała... kiedyś na dogo widziałam w podpisie u jakijś dziewczyny, że zaginął jej Soft... jakoś daawno temu zaginął... ten kudłacz wygląda na psiula, który jest od daaawna zaniedbany...

no taką miałam myśl...

a ten kudłacz, jak wszystkie kudłate, w schronie ma przerabane... czósz... trza będzie pomyśleć, może i na niego jaki bazarek sklecić...

Posted

jambi_ napisał(a):
Nie ciotka, zła nie będę... pytasz co to jest? jeśli to nie "zwykły kundel" to jak dla mnie - soft coated weaten terrier.... taka mi właśnie myśl zaświtała... kiedyś na dogo widziałam w podpisie u jakijś dziewczyny, że zaginął jej Soft... jakoś daawno temu zaginął... ten kudłacz wygląda na psiula, który jest od daaawna zaniedbany...

no taką miałam myśl...

a ten kudłacz, jak wszystkie kudłate, w schronie ma przerabane... czósz... trza będzie pomyśleć, może i na niego jaki bazarek sklecić...



:) Pięknie by było, bo transport już mamy ustalony:) a potem będziemy tylko kieszeń czyścić;)

Posted

Tak sobie patrzę na te moje Psie pierdoły i tak sobie myślę, że jeśli kiedyś nadejdzie ten dzień i któregoś z nich zabraknie to nic nie będzie juz takie samo. Nie mówię, że „świat się skończy” ale to już nie będzie to samo... :shake:
Klan Czarnych to właśnie Oni, to moje trzy czarne sznupy, to drużyna, gdzie naczelną zasadą jest „jeden za wszystkich i wszyscy za jednego”. Przeżyliśmy juz razem kawał czasu, byliśmy w tylu miejscach, tyle rzeczy razem robiliśmy, moje życie nierozerwalnie związane jest z moimi trzema czarnymi psami. To ekipa, która doskonale się uzupełnia i wypełnia. Jest silna osobowość, która jednak potrafi być delikatna i wrażliwa czasem aż do przesady – w osobie Arona, jest przewrażliwiona, krzykliwa i permanentnie zadowolona z życia Mia – o osobowości wiecznego szczeniaka, jest wreszcie Balbina – nieco kapryśna, rozpieszczona panienka, nie tak krzykliwa jak Mia, ale też nie tak wesoła jak ona, raczej spokojna, bardziej stonowana, ale też skora do wariactw.
Cała ta trójka razem świetnie się dogaduje, nigdy nie było między nimi sporów i niesnasek, krótkie chwilowe „wymiany zdań” to raczej drobna sprzeczka a nie awantura.
Głównodowodzącym w tym gronie zawsze był Aron, małe robiły raczej za zwiad, straż przednią, która narobiwszy rabanu pędziła co sił w krótkich nóżkach do swego obrońcy. Tak naprawde zadanie miałam zawsze ułatwione, wystarczyło pilnować Arona, bo małe nigdy bez niego nie leciały aby wdac się w jakąś psią bójkę czy inną hecę. Gdy tylko spostrzegały, że Aron nie leci za nimi – odpuszczały. ;)
Ten magiczny trójkącik objawia się także w inny sposób. Gdyby zabrać na spacer tylko jedno z nich – obojętnie kogo, moje psy zachowują się w kompletnie inny sposób. Osamotniony Aron zaczyna brykać, rozkoszować się wszystkim co dookoła, nie musząc już sprawować opieki nad dwoma zadziornymi idiotkami, oddaje się zajęciom typowym dla psa – biega, wącha, skacze. Osamotniona Mia staje się najgrzeczniejszym psem pod słońcem, który nagle przyswaja sobie umiejętnośc chodzenia przy nodze, a każdego napotkanego psa olewa w doskonale obojętny sposób. Samotna Balbina zaś, robi za kompletną sierotę, która wogóle nie wie o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego tak. Na szczęście dla niej, takie jednopsowe wyskoki należą raczej do rzadkości.
Kiedy jedzą – jedzą razem, kiedy dostają smakołyki – grzecznie czekają aż każde dostanie swoje, według starszeństwa, kiedy kopią dołek, każde musi do niego zajrzeć itd. Itp.
Zawsze razem, zawsze za sobą, nigdy przeciw sobie, bez zazdrości, bez podchodów.
Taki jest mój Klan Czarnych, taki zawsze był i nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być. :p

Posted

Fides79 napisał(a):
piękny refleksyjny opis stada :p
gdyby Twoje czarne kudłacze mogły to przeczytać z pewnością były by dumne i jednocześnie wzruszone :fadein:



Popieram :)

Posted

masz racje , jesli cos sie podzieje i kiedys ktoregos zaraknie to juz nie bedzie takie samo , ale ja po pierwszych trzech Hamlecie Kasce i Fidze nigdy nie potrafilam miec mniej niz dwa, kazda sfora bedzie inna bo inne osobowosci sie w nia wpisuja ale kazda jest ciekawa i z kazda da sie wspaniale chwile przezyc a porownan i roznic znajduje sie cala mase i to tez jest piekne.

Posted

Wreszcie nadrobiłam wszystko!


jambi_ napisał(a):
Tak sobie patrzę na te moje Psie pierdoły i tak sobie myślę, że jeśli kiedyś nadejdzie ten dzień i któregoś z nich zabraknie to nic nie będzie juz takie samo. Nie mówię, że „świat się skończy” ale to już nie będzie to samo... :shake:
Klan Czarnych to właśnie Oni, to moje trzy czarne sznupy, to drużyna, gdzie naczelną zasadą jest „jeden za wszystkich i wszyscy za jednego”. Przeżyliśmy juz razem kawał czasu, byliśmy w tylu miejscach, tyle rzeczy razem robiliśmy, moje życie nierozerwalnie związane jest z moimi trzema czarnymi psami. To ekipa, która doskonale się uzupełnia i wypełnia. Jest silna osobowość, która jednak potrafi być delikatna i wrażliwa czasem aż do przesady – w osobie Arona, jest przewrażliwiona, krzykliwa i permanentnie zadowolona z życia Mia – o osobowości wiecznego szczeniaka, jest wreszcie Balbina – nieco kapryśna, rozpieszczona panienka, nie tak krzykliwa jak Mia, ale też nie tak wesoła jak ona, raczej spokojna, bardziej stonowana, ale też skora do wariactw.
Cała ta trójka razem świetnie się dogaduje, nigdy nie było między nimi sporów i niesnasek, krótkie chwilowe „wymiany zdań” to raczej drobna sprzeczka a nie awantura.
Głównodowodzącym w tym gronie zawsze był Aron, małe robiły raczej za zwiad, straż przednią, która narobiwszy rabanu pędziła co sił w krótkich nóżkach do swego obrońcy. Tak naprawde zadanie miałam zawsze ułatwione, wystarczyło pilnować Arona, bo małe nigdy bez niego nie leciały aby wdac się w jakąś psią bójkę czy inną hecę. Gdy tylko spostrzegały, że Aron nie leci za nimi – odpuszczały. ;)
Ten magiczny trójkącik objawia się także w inny sposób. Gdyby zabrać na spacer tylko jedno z nich – obojętnie kogo, moje psy zachowują się w kompletnie inny sposób. Osamotniony Aron zaczyna brykać, rozkoszować się wszystkim co dookoła, nie musząc już sprawować opieki nad dwoma zadziornymi idiotkami, oddaje się zajęciom typowym dla psa – biega, wącha, skacze. Osamotniona Mia staje się najgrzeczniejszym psem pod słońcem, który nagle przyswaja sobie umiejętnośc chodzenia przy nodze, a każdego napotkanego psa olewa w doskonale obojętny sposób. Samotna Balbina zaś, robi za kompletną sierotę, która wogóle nie wie o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego tak. Na szczęście dla niej, takie jednopsowe wyskoki należą raczej do rzadkości.
Kiedy jedzą – jedzą razem, kiedy dostają smakołyki – grzecznie czekają aż każde dostanie swoje, według starszeństwa, kiedy kopią dołek, każde musi do niego zajrzeć itd. Itp.
Zawsze razem, zawsze za sobą, nigdy przeciw sobie, bez zazdrości, bez podchodów.
Taki jest mój Klan Czarnych, taki zawsze był i nie wyobrażam sobie, że mogłoby go nie być. :p


Wzruszyłam się!

Posted

weszka napisał(a):
Clifford to jedna z ulubionych bajek mojego siostrzeńca zwanego Kijem. Kijek też ma takie rozczulające teksty do psów. Jak braliśmy Furlę to hodowczynię ujął tekstem skierowanym do suki: "Czekałem na ciebie całe życie. Kocham cię." A widział ją jakieś 10 min. ;)


weszka, a zapomniałam zapytać, czemu "kijek" ??? a poza tym, kto wie, może rzeczony Kijek mówił serio, a Wy się tu naśmiewacie ;) w sumie, ja na moją Joko też czekałam "całe życie" miałam niecałe 8 lat jak Ona się zjawiła a była naprawde długo wyczekiwanym przez mnie psem, właściwie - odkąd pamiętam chciałam mieć psa - zreszta już o tym pisałam ;) - więc, gdy się zjawiła mogłam z pewnością powiedzieć "czekałam na Ciebie całe życie"



Fides79 napisał(a):
i jak tu nie kochać takich małych a jakże mądrych Berbeci :lol:


a propos jeszcze Berbeci... nikt z Was pewnie nie zwrócił uwagi na to, gdzie robione były zdjęcia, które załączyłam pisząc:

jambi_ napisał(a):
ale mojemu dziecku krzywda się nie dzieje! dbam o niego, (....) często przebywa na świeżym powietrzu, dbam o jego edukację...



:evil_lol:

Posted

Paula03 napisał(a):
Wreszcie nadrobiłam wszystko! Wzruszyłam się!

Naprawdę? :) podziwiam za wytrwałość :lol:

Fides79 napisał(a):
piękny refleksyjny opis stada :p
gdyby Twoje czarne kudłacze mogły to przeczytać z pewnością były by dumne i jednocześnie wzruszone :fadein:


aj, bo tak mnie jakoś refleksyjnie naszło ;)
na szczęscie nie umieją czytać :eviltong:


Tekla64 napisał(a):
... a porownan i roznic znajduje sie cala mase i to tez jest piekne.


no ja już też chyba nie umiałabym poprzestać na jednym... :) a porównania i różnice już przerabiałam, po odejściu Joko, gdy pojawił się Aron - wtedy jeszcze porównywałam "Joko nigdy by....", "Aron robi to tak..." , "Joko zawsze..." , "Aron nie..."... ale już mi przeszło :) staram się nie porównywać, każdy mój pies jest inny, każdy ma jakąś osobowość, każdy jest odrębną jednostką, nie oceniam, nie porównuję, oczywiście - zauważam różnice między nimi, ale to tak jak z ludźmi. Poza tym, zdałam sobie sprawę z jednego, właśnie dzięki temu, że są inni - nie "lepsi" "gorsi" ale inni - są tacy jacy są. Dlatego właśnie zdaję sobie sprawę, z tego oczym pisałam, że KLAN to oni, że gdy jednego zabraknie to już nie będzie to samo.

.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-.-

Wiem, może to nieco nieskładne, ale powiem Wam, że mam teraz niesamowity mętlik w głowie. Robię sto pięćdziesiąt rzeczy naraz, staram się rozliczyć bazarek, poszykować paczki do wysyłki, wypełniać swoje obowiązki służbowe, a jednoczesnie troche pobyć domownikiem...
w pracy mam kosmos przez duże "K", w domu wszystko na głowie, a co gorsza....
... no właśnie, "co gorsza"...
od kilku dni na nowo pojawiły się problemy z Kotem, nie może się załatwić, odwiedza kuwete z częstotliwością 15 razy na minute i nic... po wczorajszej wizycie u weta jeszcze nic nie wiadomo - mocz pobrany do analizy, ściągnięty strzykawką; kot był cewnikowany, dostał antybiotyki, zastrzyki, proszeczki i gdyby był dzieckiem to zapewne dostałby także plakietke "Wzorowy Pacjent" :) Dziś idziemy znowu, i dziś odbierzemy wyniki.
A dziś na spacerze... dziś na porannym spacerze Aron się przewrócił. Niby nic, ale... przewrócił się ni z tego ni z owego na prostej drodze i ostał się tak nie mogąc wstać, te 40 kilo to było za dużo dla jego osłabionych stawów, pomogłam - wstał i poszedł dalej. Zdarzyło mu się to już wcześniej, ale na schodach. Na prostej drodze nigdy, a tym bardziej na trawniku. I nie, nie biegł, nie potknął się. Szedł swoim powolnym starczym krokiem i zwyczajnie łupnął w bok...

Posted

przypomnial mi sie \hektor ,zreszta wlasnie jesien i czesto o nim mysle.
czeka cie wizyta nie tylko z kotem u weta , a moze same srodki rozniaste na stawy pomoga mu byc dluzej w lepszej kondycji, Hektorowi dosc mocno pomogly sterydy pod koniec
trzymam kciuki nie tylko za Arona , Tekla mi okulala i tyz bede z nia jechac do weta bo cos kiepsko to wyglada, niestety tyz na stawy.

Posted

jambi_ napisał(a):
i tego mi właśnie teraz trzeba i żeby ktoś o nas ciepło pomyślał...

Jak można to i przytulimy :calus:
Wiesz... tak piszesz o Aronie, że nawet mnie ściska :sad: Uszy do góry, w takich chwilach musimy być silni i za nich, bo jak my się łamiemy, to dla kogo one pójdą dalej?

Posted

jambi_ napisał(a):
i tego mi właśnie teraz trzeba i żeby ktoś o nas ciepło pomyślał...



wiesz ... ja też pamietam jak mój pies pierwszy raz się przewrócił ... byłam w takim strachy że się rozpłakałam ... no i tez na sterydach się skończyło żeby jeszcze troszkę ...


trzymam kciuki, ślę dobre myśli ...

trzymaj się Aron no ....

Posted

Dziękuję Wam za kciuki i ciepłe słowa! :buzi:

Wczorajsza wizyta u Weta wypadła całkiem nieźle - jeśli można tak powiedzieć o wizycie u lekarza. Zdaniem weta kot ma ostre zapalenie pęcherza, stąd jego ciągłe wycieczki do kociej toalety... (przynajmniej wiadomo skąd się wzięło powiedzenie lata jak kot z pęcherzem... ;) choć w szkole uczono mnie, że to się wzięło od czego innego.) W badaniach struwitów nie stwierdzono - i to jest dobra wiadomość!:multi:
Aktualnie ma nadal podawany antybiotyk, kroplóweczkę, zastrzyki i tabletki do stosowania w domu. Lekarz mówi, że nie kjest z nim tak bardzo źle, trzeba zapanować nad tym pęcherzem i pilnować, bo to może nawracać, ale że wyniki badań w sumie w porządku - nie ma większych powodów do obaw. Najważniejsze, że nerki w porządku!
Pozytywnym aspektem tej całej sprawy jest również to, że kocisko stało się ulubieńcem całego Gabinetu jako "wymarzony pacjent każdego weterynarza", przy cewnikowaniu leżał spokojnie oglądając sobie to sufit to ściany - co wzbudziło niemy zachwyt lekarzy, bo podobno przy cewnikowaniu z reguły trzeba kota usypiać. Wszystkie zastrzyki zniósł mężnie, bez najmniejszego zainteresowania, nie próbował uciekać, przy kroplówce spokojnie leżał na stole nawet nie próbując się poruszyć a na koniec zsiusiał się, czym również zachwycił weta, który akurat pytał o kolor moczu...:p

Co do Arona, który tez był wczoraj z nami u lekarza - wet razem z wetką obejrzeli go, pomacali jego guzy (ma ich kilka, ale w stanie niezmiennym od dłuższego czasu), obejrzeli łysinkę na grzbiecie, pomacali stawy i postawili - raczej nie zaskakującą - diagnozę: starość. :roll: Bolesności jako takich niestwierdzono, zalecono nadal podawać Artroflex i w zasadzie tylko to.
Są pewne rzeczy, na które nie ma lekarstwa i żaden wet, nawet najlepszy nie poradzi. Do takich "rzeczy" należy napewno upływ czasu...

ale! wczoraj podczas wycieczki do weta Aron w kilku miejscach nawet sobie podbiegł!!! wszystko było w porządku :) natomiast dzisiaj rano znowu gorzej - potknął się dwa razy, ale juz nie upadł, tylne nogi idą sztywno... moim zdaniem rano on czuje się znacznie gorzej "poranna sztywność stawów", w ciągu dnia, jak się juz rozchodzi robi mu sie lepiej. Mój kochany staruszek :loveu:

Posted

oooo człowiek się troszkę pochoruje, nie zagląda Tu 2-3 dni i same zmiany :-o
Biedny Aronek malutki, pomiziaj Go od cioci z Łodzi:lol:
a Kocur łobuziak gdzie się tak zaziębił? Ważne że to nie struwity, bardzo dzielny z niego chłopak skoro był takim "wzorowym pacjentem" :p
Pozdrawiam serdecznie :calus:

Posted

Dzięki Fides! :buzi:
właśnie problem w tym, że Kot wcale się nie zaziębił raczej, wet określił to zapalenie jako "o podłożu idiopatycznym" czyli - niewiadomego pochodzenia :niewiem:
a Aron jest miziany, tulony, głaskany, drapany, poklepywany....można powiedzieć "na zapas"...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...