Margi Posted November 26, 2012 Posted November 26, 2012 Nad tymi drzwiami przesuwanymi to ja bym się zastanowiła.Mój kocur bezbłędnie takie drzwi sobie przesuwa łapą i mieszka w szafie co nie jest fajne.Robi to najczęściej nocną porą. Quote
AniaGucio Posted November 26, 2012 Posted November 26, 2012 Margi napisał(a):Nad tymi drzwiami przesuwanymi to ja bym się zastanowiła.Mój kocur bezbłędnie takie drzwi sobie przesuwa łapą i mieszka w szafie co nie jest fajne.Robi to najczęściej nocną porą. Wiem coś o tym :/ Quote
ulana Posted November 26, 2012 Posted November 26, 2012 Nie martw się demolką - przy okazji zdrową selekcję można zrobić. :) Quote
Fides79 Posted November 26, 2012 Posted November 26, 2012 Fides - niespełna 50... bez kawałka ;-) ale za to 3 pokoje :smile: no to ja w amoku rodzicielstwa nie doczytałam :roll: ale super, że przestrzeni więcej:multi: a co do przesuwania drzwi to mój F też sobie przesuwał u M w mieszkaniu i wyciągał interesujące go rzeczy z szafy :evil_lol: Quote
Saththa Posted November 26, 2012 Posted November 26, 2012 ja przygód nie mam z szafa przesuwaną :lol: za to mam z lodówką! Lodówka musi byc dużaaa!! Nie malutka taka wypierdka ja nie wiem co ja sobie myślałam :mdleje: Nic mi sie nie mieści jak zakupy na weekend robie ehhh Jambi Tys taka zajęta ze co dzwonie do Ciebie to masz zajęte :evil_lol: Quote
malawaszka Posted November 26, 2012 Posted November 26, 2012 Saththa napisał(a):Jambi Tys taka zajęta ze co dzwonie do Ciebie to masz zajęte :evil_lol: ahahaha i się wydało - REMONT :evil_lol: Quote
jambi Posted November 27, 2012 Author Posted November 27, 2012 malawaszka napisał(a):ahaha grunt to zaczynać od początku :loveu: ja też nie miałam jeszcze podłóg w domu, ale lodówka była haha no moja na razie w kartonie stoi :grins: co by sie nie zakurzyła :megagrin: Lodówka miała być duża i jest duża - w sensie nie ogromniasta - nie! zwykła wąska (nie żadne tam podwójne drzwi, bajery itp.) ale za to jest wysooka! tu na tym mieszkaniu, które obecnie zajmujemy tez mamy taką, co to do niej sie tylko słoik z musztardą i opakowanie jajek mieści, dlatego już sobie dawno obiecałam że moja własna prywatna lodówka musi być większa :) Magda - zdjęcia robimy na bieżąco, ino H. robi swoim telefonem - muszę więc mu go wyrwać i zgrać foty co do drzwi przesuwnych - ja Wam powiem, że takie rzeczy to moje koty robia ze zwykłymi drzwiami od szafy :lol: a przesuwne muszą być, bo łatwiejsze w eksploatacji Saththa napisał(a): Jambi Tys taka zajęta ze co dzwonie do Ciebie to masz zajęte :evil_lol: no kurde, RAZ żeś koleżanko dzwoniła jak zajęte miałam ... ino potem zapomniałam oddzwonić... :oops: Quote
Saththa Posted November 27, 2012 Posted November 27, 2012 Toż mówie ze zajęte ;) Wyrwij telefon;) Zazdraszczam lodówki :lol: Quote
#Etna# Posted November 28, 2012 Posted November 28, 2012 Oooo kurde nie było mnie trochę ale że przeprowadzka ma być to się nie domyślałam :) Serdeczen gratulacje. Sama wiem ile wart jest swój kawałek nieba... Odkąd mieszkam sama na swoim to doceniam to każdego dnia :) Czekam na fotki tego waszego m :) Quote
jambi Posted December 27, 2012 Author Posted December 27, 2012 Dawno mnie nie było, ale dziś zjawiam się, żeby Wam coś opowiedzieć. Będzie to króciutka opowieść o tym, że nigdy nie wolno tracić nadziei :) No i w zasadzie, po tym króciutkim wstępie możecie już domyślać się zakończenia ;) ale od początku Jakiś czas temu w mojej okolicy na słupach, murach, sklepach pojawiło się ogłoszenie "Zaginął pies". Z treści owego ogłoszenia wynikało, że pies - właściwie suczka - zaginął był dnia 4 grudnia, wystraszywszy się petardy. Ogłoszenie jakich wiele, przyczyna zaginięcia też raczej "typowa" w obecnym okresie... niby można by rzec "biedny piesek... kolejny..." Ale traf chciał, że tenże piesek - właściwie suczka - stanął był na naszej drodze. Dnia 11 grudnia (a więc prawie 2 tygodnie od zaginięcia) w godzinach popołudniowych zadzwonił mój telefon. To był mój osobisty mąż, który dysząc ciężko powiedział "pamiętasz tego psa z ogłoszenia? no to on stoi pod naszym balkonem! leć do sklepu spisz numer!!!" no więc ja rzuciwszy wszystko, wybiegłam prawie jak stałam - założyłam tylko buty, kapote na plecy, o czapce i rękawiczkach nawet nie myślałam (a trzeba było, bo dzień był wtedy wyjątkowo mroźny). Tę część opowiadania skrócę Wam nieco, bo jak sie okazało pies pod balkonem stał i owszem, ale wcale nie był taki chętny do ratowania go. W efekcie, przez następne 2 godziny lataliśmy oboje (ja i mój mąż) po osiedlu, próbując nie zgubić z oczu psa. Komunikowaliśmy się wisząc na telefonie, jednocześnie ja co chwila komunikowałam się z właścicielem psa. Im byliśmy bliżej psa, tym szybciej ten od nas uciekał. Widac było, że nie ma sensu ganianie za nią - ta suczka była przerażona! Gdy raz byłam bardzo blisko niej zawołałam po imieniu suczka z piskiem uciekła niczym mała rakieta. I w końcu ją zgubiłam. Straciłam ją z oczu! Mój mąż poszedł w jedną strone , ja w drugą, cały czas wypatrując psa i rozmawiając z właścicielem. W końcu ją wypatrzyłam!!! Za torami tramwajowymi - poleciałam do niej, chciałam trzym,ać ją na dystans, ale jednak widzieć gdzie idzie do przyjazdu właścicieli. Ale los jest przewrotny, pies przerażony, a ja zdyscyplinowana. W pewnym momencie suczka skręciła, przeleciała przez ulice wprost przed samochodami czym wywołała mój atak serca, a ja zostałam na czerwonym świetle... Gdy zgubiłam ją po raz drugi odpuściłam. Nie wiedziałam zupełnie w którą strone poszła, byłam już cała mokra od lodowatej mżawki i było mi straszliwie zimno ( w efekcie przypłaciłam to kaszlem, który trwa do dziś). Zadzwoniłam do właściciela z informacją gdzie widziałam ją ostatni raz i poszłam do domu. Było mi źle. Wieczorem zadzwonił właściciel - właściciwie okazało się, że to syn właścicieli, z informacją, że suczki nie złapali. Była tak przerażona, że uciekła nawet przed nimi... Kolejne dni - nic, tylko więcej ogłoszeń na słupach. Było coraz zimniej. W nocy temperatura spadła do -12 stopni. Pomyślałam, że juz po niej... malutka, niemłoda suczka, dziko przerażona, zagubiona, sama... Nie miałam odwagi zadzwonić do właścicieli. Pomyśłałam, że gdyby sie znalazła, to sami daliby znać. A dziś zadzwonił telefon. W pierwszej chwili nie wiedziałam kto, co, ale w końcu zrozumiałam :) Zadzwonił pan z ingformacją, że suńka się odnalazła!!! i to w samą Wigilię! I że były to najszczęśliwsze Święta dla całej rodziny :) Ale cudem jest to, gdzie się odnalazła - i to jest właśnie sedno mojej opowieści - o tym, że nigdy nie wolno tracić nadziei!!! Sunia bowiem zaginęła na warszawskim Mokotowie, tu najprawdopodobniej koczowała przez kolejne 2 - 3 tygodnie. A odnalazła się... w Konstancinie - jakieś 20 km od Warszawy... Znalazła ją Konstancińska straż miejska, która odwiozła ją do Kliniki, tam ją zachipowano na koszt miasta Konstancin, a na właścicieli wpadli dzięki numerkowi z 2006 roku, który sunia miała przypięty do obroży :) Tak więc wszystko dobrze się skończyło :) suńka przeżyła przygodę swojego życia, co prawda z 14 kilo wagi spadła do 8 - ale podobno jej sie należało ;) I to koniec :) Quote
malawaszka Posted December 27, 2012 Posted December 27, 2012 huh no i się pobeczałam byłam... :splat: Quote
Saththa Posted December 27, 2012 Posted December 27, 2012 SUPER!!! Chociaż mi się "najbardziej" końcówka z waga podobała;) JUz po swietach gdzie Wy?????? Quote
ulana Posted December 27, 2012 Posted December 27, 2012 (edited) Lubię takie opowieści z happy endem :) No popatrz, a u nas wciąż cicho i żadnych petard jak na razie. Zdziwiona jestem baaardzo. A Wam jak tam na nowym? Edited December 27, 2012 by ulana Quote
AnkaG Posted December 27, 2012 Posted December 27, 2012 Piękna Opowieść wigilijna :) Przypomniała mi się historia moja sprzed jakiegoś czasu. Miałam taki bardzo zły okres w życiu i dużo siedziałam na kompie. Pewnego dnia znalazłam ogłoszenie na zaginionychpsach, że zagineła sznaucerka olbrzym w Warszawie. Tez wystraszyła sie petard. Dwa tygodnie później znalazłam na innym forum ogłoszenie, ze pewni państwo adoptowali ze schronu pod warszawą sznaucerkę ale szukają czy komus nie zagineła. Zgadzała się data znalezienia i czerwona obroza. Podziałam i okazalo się, że to ona. Obiecana była nagroda za odnalezienie ale uznałam, ze nie mi się nalezy nagroda tylko tym ludziom którzy pomysleli o tym, że ktos może tęskni i szuka psiny. :) I tak mieszkając w Szczecinie odnalazłam psa w Warszawie :) Quote
WATACHA Posted December 28, 2012 Posted December 28, 2012 Świetnie, że wszystko dobrze się skończyło.Chyba bym zwariowała, gdyby któryś z moich psów uciekł i nie wiedziałabym co się z nim dzieje :(. W końcu u siebie?Oj na pewno fajnie :) Quote
Fides79 Posted December 28, 2012 Posted December 28, 2012 świetna świąteczna historyjka a jak tam u Was w nowym domku? Quote
Saththa Posted January 1, 2013 Posted January 1, 2013 Serdecznie zapraszam Na Bazarek dla Shili z kosmetykami, Avonem, zegarkami, łańcuszkami i bransoletkami TUTAJ Oraz na Bazar dla Zefira i Shili - piórniki, skarpety, portfeliki, RYŚ i inne O TUTAJ Quote
malawaszka Posted January 24, 2013 Posted January 24, 2013 no własnie ja też ciekawa a jambi skąpi nam wiadomości i zdjęć oj skąpi :placz: Quote
jambi Posted January 24, 2013 Author Posted January 24, 2013 [quote name='wilczy zew']Co tam u Was? Jak mieszkanko?[/QUOTE] a dziękuję bardzo dobrze :) [quote name='malawaszka']no własnie ja też ciekawa a jambi skąpi nam wiadomości i zdjęć oj skąpi :placz:[/QUOTE] oj tam, zaraz "skąpi" ... no owszem, troche mnie nie było, to i troche zaległości mam :lol: to żeby nie było, to aktualne wieści w punktach - jak kogoś coś zainteresuje to bardzo prosze o podanie punkciuku to rozwine :evil_lol: 1. mieszkano super - już je kocham :) chociaż jeszcze troche niewykończone... dziś np. przyjeżdza w końcu blat do kuchni :Cool!: z czego ciesze sie jak chory królik :megagrin: 2. ja sie wogóle ciesze jak chory królik z mnóstwa dziwnych rzeczy :megagrin: 3. zdjęć z demolki i remontu jeszcze nie zgromadziłam - musze w weekend męża zmolestować co by w końcu zgarnąć je w jedno miejsce 4. stan upsienia nie uległ zmianie jak również zakocenia tudzież innego zezwierzęcenia :grins: 5. Balbina skończyła wczoraj 13 lat, jak na emerytkę jest w niezwykle dobrej formie aczkolwiek skończyły się czasy gdy można ją bez obaw prowadzać bez sznurka - dziewczę bowiem zatraciło podstawowe zmysły i kontakt z nią jest poniekąd utrudniony 6. Niedawno miałam nie lada dylemat zawodowy - o czym niektórzy zapewne wiedzą - cóż... jeszcze nie do końca odłożony do przegródki z napisem "załatwione" :roll: 7. dziecię moje w zeszłą niedziele brało udział w Turnieju Mistrzów, gdzie w pięknym stylu przegrało walkę o brązowy medal uzyskując tym samym czwarte miejsce :) z tego tez powodu zawód przeżyło okrutny, czemu dało wyraz łez się nie wstydząc, jednak ja jako matka dumna jestem bo chłopak walczył ładnie i przegrał zaledwie 1 punktem :) no i zasadniczo to tyle, bo blablać o tym, że mam mało czasu, że sie nie wyrabiam nie ma sensu prawda? ;) remont juz na końcówce, mieszkanko nabiera kształtu, jest szansa, że do moich urodzin się wyrobimy :) Quote
malawaszka Posted January 24, 2013 Posted January 24, 2013 1. rozwiń :lol: 2. rozwiń hahaha 3. .... czekamy 4. nie wymaga rozwinięcia :D 5. 100 lat!!!!!! :laola: i zdrówka! 6. :kciuki: 7. gratulowałam już,ale i tutaj gratuluję :) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.