Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Dostałam meila od Moniki i Bartka :)
Mam nadzieje, że sie nie obrażą jak skopiuję tutaj jego treść? ;)

"Przepraszam, że nie odzywałam się przez jakiś czas ale jest bez zmian. Ataki pojawiaja się raz na miesiąc. Najbardziej boli mnie jak mąż jest w pracy i właśnie dostaje padaczki. Gdy nie ma ataków kostka zachowuję się zupełnie normalnie... Będziemy jej pomagać jak się tylko da... Cieżko trochę jest z tymi lekami luminalem. Bo jak chodzę koło domu po receptę do weterynarza to wypisuję mi za 40 zł tylko jedno opakowanie luminalu, które starcza mi na mniej niż 10dni. musi dostawać rano i wieczorem po 3/4 tabletki. Na szczęście moja mama pracuję w szpitalu i prosi lekarzy to na jedną receptę wypisują nam po 3 opakowania, które już spokojnie na miesiąc starczają. Będziemy jej pomagać jak tylko możemy to pies anioł którego bardzo kochamy :D Gdyby pani chciała Nas odwiedzić mieszkamy na Bródnie z miłą chęcią zapraszam! :D

I nasz Kosteczka :)



  • Replies 1.7k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[quote name='3 x']gdzie na Bródnie mieskzaja ? sie dopytam[/QUOTE]

Czekam na meila własnie, bo się dopytowywałam :)
Przeprowadzili się jakieś 1,5 roku temu, bo na adopcyjnej jak byłam to jeszcze Kostka na Powiślu mieszkała.

Posted

[quote name='mala_czarna']Czekam na meila własnie, bo się dopytowywałam :)
Przeprowadzili się jakieś 1,5 roku temu, bo na adopcyjnej jak byłam to jeszcze Kostka na Powiślu mieszkała.[/QUOTE]

to się dopytaj bo może z fredziochem mamy rzut beretem do nich i może wogóle się mijamy na spacerach

Posted

[quote name='mala_czarna']Wysłałam Ci pw z adresem :)[/QUOTE]

juz wiem, ze się raczej nie widujemyna spacerach
chyba ze sie do lasku zapędzaja ale nie sądze

  • 1 month later...
Posted

Nie wiem jak dużo osób jeszcze to zagląda, i czy nie usunęło wątku Kosteczki z subskrypcji, bo przecież od adopcji minęło sporo czasu (2.08.2010 r.), ale....... wczoraj byłam u Kostusi i nie wiem jak mam to powiedzieć, napisać, co na dzień dzisiejszy myśleć (za to dokładnie wiem co myślałam wczoraj), ale muszę liczyć się z tym, że Kostka będzie potrzebować nowego domu :(

A to kilka zdjęć z wczoraj







Posted

mala_czarna napisał(a):
Nie wiem jak dużo osób jeszcze to zagląda, i czy nie usunęło wątku Kosteczki z subskrypcji, bo przecież od adopcji minęło sporo czasu (2.08.2010 r.), ale....... wczoraj byłam u Kostusi i nie wiem jak mam to powiedzieć, napisać, co na dzień dzisiejszy myśleć (za to dokładnie wiem co myślałam wczoraj), ale muszę liczyć się z tym, że Kostka będzie potrzebować nowego domu :(


jak to , Kama?

Posted

No więc jest tak: Kostka przyjmuje dawkę luminalu 100, 3/4 tabletki rano, i 3/4 tabletki wieczorem. Nie wiem jak wystarczająca jest to dawka, ale ostatni atak miała tydzień temu. Atak średnio trwa około 12 sekund, chociaż głowy nie daję, że to akurat prawda, ale przyjmuję to na słowo honoru.

Prosiłam już dawno temu żeby pojechali do neurologa, bo przyczyn padaczki może być wiele, począwszy od chorób wątroby, skończywszy na problemach z tarczycą. Nie pojechali, nie mieli pieniędzy. To znaczy raz byli, ale jakiś dodatkowych badań nie robili, a prosiłam również żeby pojechali i w razie częstszych ataków skonsultowali podawanie większej lub mniejszej tej dawki luminalu, ewentualnie podawanie bromku (tak było w zaleceniach lekarza) :(

Nie pojechali, bo nie było pieniędzy, nie mieli czym, a autobusem się boją, bo co będzie jak Kostusia dostanie ataku? Już raz jak się wybrali z tatą samochodem to sunia dostała ataku w aucie, i tata tak się zdenerwował, że stwierdził, że więcej nie pojedzie. Super....

No i teraz główny problem tej przykrej sytuacji: ponoć od momentu tych problemów zdrowotnych Kostki, Pani "M" sama popadła w chorobę, do tego stopnia, że dwa tygodnie temu wylądowała na SOR w szpitalu. Miała objawy padaczkowe, a lekarz stwierdził silną nerwicę. No to wychodzi z tego, że to choroba Kostki tak wpłynęła na M.

Zapytałam ją wprost, bo lubię jasne sytuacje: co dalej będzie, i czy mam szukać Kostce nowego domu? Nie hotelu, nie dt, a nowego domu?? Powiedziała, że bardzo ją kocha, że sobie nie wyobraża życia bez niej, a tak w ogóle, kto będzie chciał psa z padaczką?? W końcu powiedziałam, że absolutnie i kategorycznie trzeba zrobić Kostce dokładne badania, i dopiero wtedy zdecydują, czy stan jej zdrowia ma na tyle decydujący wpływ na zdrowie M, że domu trzeba będzie szukać :(

Nie wiem co mam robić w takiej sytuacji, źle się z tym czuję, bo za każdego psa, którego oddałam do adopcji jestem odpowiedzialna :( Próbuję zrozumieć, że oni stoją kiepsko finansowo, ale przecież podczas rozmowy przedadopcyjnej wielokrotnie powtarzałam, że pies, tak samo jak człowiek, ma prawo zachorować, a obowiązkiem jego właściciela jest go leczyć.

Posted

Jak nie ma ataków to Kostka jest radosną i kochaną sunią. Bawi się z psami sąsiadów, nie wykazuje agresji ani do suk, ani do psów. Przy mnie była wczoraj dość przygaszona, ja bym nawet powiedziała, że smutna, ale to mnie akurat nie dziwi, bo nie każdy pies merda ogonem i łasi się do gościa w domu. Kotek wchodzi jej na głowę, nawet na niego nie warknie. Jeszcze chciałam dopisać, że pani M wspominała mi o tym, że nawet pracy nie może podjąć, bo gdzieś tam już miała pół etatu, ale histeryczne myśli o tym, że Kostka jest w domu i ma atak nie pozwoliły jej kontynuować pracy. To jakieś zamknięte koło bez wyjścia, nie wiem już co myśleć, co robić.

Mogę jakoś skombinować luminal na ludzką receptę, bo kosztuje grosze. Mogę kupić nawet 10 opakowań, ale co to da??

Posted

Kama nie znam sie
ale powiedz mi co się dzieje jak Kostka ma atak ?
tzn jak duże jest zagrożenie jej życia wtedy jesli zostałaby sama?

może i ja dziwna jestem i mam dziwny tok rozumowania
ale jakoś kupy mi się nie trzyma wpływ ataków Kostki na zdrowie M i niemożność podjęcia przez nia pracy

Posted

3 x napisał(a):
Kama nie znam sie
ale powiedz mi co się dzieje jak Kostka ma atak ?
tzn jak duże jest zagrożenie jej życia wtedy jesli zostałaby sama?


Ponoć przy poprzednim razie (na szczęście byli w domu), wpadła na telewizor :(
I jeszcze jak ma ten atak to nie poznaje ich, zaczyna szczekać, a i biegnie z rozpędem na ścianę.
Wczoraj przyglądałam jej się, czy może ma jakieś obrażenia, stłuczenia, siniaki, wylewy, ale kompletnie nic nie zaobserwowałam.
I jeszcze zdarza jej się po luminalu załatwiać w domu, pomimo tego, że 5 minut wcześniej zrobiła siusiu na spacerze.
Nie wiem, luminal może działa moczopędnie?

może i ja dziwna jestem i mam dziwny tok rozumowania
ale jakoś kupy mi się nie trzyma wpływ ataków Kostki na zdrowie M i niemożność podjęcia przez nia pracy

Szczerze? Ja też nie rozumiem, ale jakoś taka może głupia jestem, albo łatwowierna, i być może choroba Kostki jakoś nasiliła nerwicę u właścicielki?

Posted

Kamila czyli teoretycznie jakby zabezpieczyli teren (w sensie pokoj) to sama padacza nie zagraża życiu?
kurna nie mialam nigdy psa z padaczką i nie wiem jak to jest

może i obie jestesmy dziwne ale ja też tysiąc razy bardziej wolałabym mieć powiedziane wprost: nie radzimy sobie, znajdz jej nowy dom
a nie takie niewiadomoco
sory ale nie uwierzę, że ktoś ze względu na psa nie może/nie chce podjąć pracy
co do nerwicy może jakaś wrażliwa właścicielka jest

nie wiem
dziwne

może oczekiwali, że skoro nadal interesujesz się Kostką to zaproponujesz zasponsorowanie badań?
ale do tego też bym inaczej podeszła


daj znac czy w końcu zrobia jej te badania

Posted

To dość mały metraż mieszkania, i myślę, że ciężko byłoby cokolwiek wygospodarować w ramach zabezpieczenia.
Po raz pierwszy trafia mi się taka sytuacja, że ponad dwa (z hakiem) lata po adopcji jestem nadal w jakimś sensie wikłana w historię psa, i tym bardziej mi źle, że to o chorobę tutaj chodzi.
Jestem cały czas w kontakcie z M, i chcę znać szczegółowe wyniki badań i wskazania co do dalszego leczenia. Jakiś cholerny osiedlowy konował zwany wetem powiedział im, że Kostka może umrzeć podczas kolejnego ataku, i w ogóle to po co oni ją męczą?

Posted

Opieka nad psem z padaczką ... no cóż, nasza rottka Sarunia miała padaczkę ... po ataku takim silnym też nas nie rozpoznawała, warczała, tyle ze my nie próbowaliśmy "na siłę się jej przypomnieć", podczas ataku trzeba było ją trzymać bo były one zazwyczaj silne i długie.
Ja myślę ze za dużo paniki jest właśnie w chwili kiedy sunię dopada, powinno być cicho i "naturalnie", bez zbędnego krzyku/pisku/biegania po szmatę bo pies zaczyna wydalać bezwiednie.
Psiak po ataku jest bardzo zmęczony, najlepiej dać mu spokój, mówić normalnym łagodnym głosem byle co choćby wiersz ... nie tulić, nie głaskać na siłę ... sam dojdzie do siebie.

Pies z padaczką może żyć prawie normalnie, właściciele też ... trzeba tylko dobrać odpowiednią dawkę leku.

Nasza Sarunia odeszła jednak tylko dlatego, że powodem padaczki był guz mózgu i ataki trwały po kilka godzin!, oślepła i ataki ją wykańczały ... choroba zabrała Ją nam w ciągu niemalże 3 tygodni

http://amstaff-pitbull.eu/viewtopic.php?f=45&t=7213&start=280 Faust ma padaczkę/świeża sprawa

Posted

Trudna to sytuacja. Zakładam, że domkowi zależy na Kostce- jeśli tak, to wg mnie oni są wykończeni psychicznie atakami u swojego psa, z drugiej strony brak im funduszy na zdiagnozowanie i porządne leczenie a to też dobija...dla mnie to wiele tłumaczy- te wypowiedzi pani M też...

Nie umiem nic doradzić. Nie miałam kontaktu z padaczką u psa. Trzeba by na wątek ściagnąć cioteczki światłe w tym temacie i z doświadczeniem.
Zapisuję Kostkę, będę śledziła wieści...

Posted

Fioneczko, liczyłam właśnie, że zajrzysz tutaj, bardzo Ci dziękuję. I Tobie Beatko też.
Wiecie co, tak sobie myślę, że tutaj cholernie dużo zależy od człowieka. Ja z natury nie jestem, i nigdy nie byłam histeryczką. Owszem, nerwusem może tak, klnę jak szewc, ale do takich trudnych sytuacji podchodzę bardzo spokojnie, nie rwę włosów z głowy, nie płaczę (chyba, że po fakcie), staram się na zimno podejść do wszystkiego, a M taka nie jest. Zapytałam ją co ona robi w momencie ataku padaczki, i oniemiałam jak usłyszałam, że stara się ją trzymać żeby nie wpadała na przedmioty, nie uderzyła się o coś, ale najczęściej zamyka oczy, zatyka uszy, bo nie chce na to patrzeć :(

Kur**, miałam ciężko chorą sunię, Fioneczka zna doskonale cała naszą historię. Gdy zabrakło pieniędzy na leczenie to pożyczałam od znajomych, ba, ja, nałogowy palacz, oszczędzałam ile wlezie na papierosach, żeby tylko pobiec na kolejne badanie. Nie piszę tego żeby mi tu ktoś na moją cześć hymny pochwalne piał, tylko myślałam, że każdy kto ma psa jest taki. Że się poświęci (jeśli jest szansa), że będzie diagnozował, leczył, wspierał tego psa. Jak przypomnę sobie Kostkę jeszcze w przytulisku, taką chudą, wynędzniałą szkapinę to nic tylko wyć się chce, że jeszcze takie nieszczęście ją dopadło.

Posted

Ja już napisałam Kamie dobitnie co sądzę o tej sytuacji.

Zdanie mam podobne do 3x (kurde, jakoś niepokojąco często się zgadzamy, nie? ;) )
Nie wierzę, żeby stan psa przekładał się tak na stan właściciela. Chyba, że właściciel ma jakiś problem globalnie i szuka uzasadnienia swojego stanu w czymś innym niż naprawdę, no to wtedy ok, wtedy można pod to podciągnąć chorobę kostki.
W nie posiadanie pracy bo pies jest chory też nie wierzę... zwlaszcza, że z tego co sama mówi wlaścicielka, ataki są ok. raz w tygodniu, jak na atak padaczki są naprawdę krótkie, a ona wtedy obserwuje psa i tyle.
Coś się nie klei ta cała historia.

Byłam u nich z Kamą na przedadopcyjnej, pamiętasz Kamul?
Młodzi ludzie, troszkę nadmiernie egzaltowani, ale z sercem do zwierząt i w tym co mówią świadomo tego, co znaczy opieka nad psem. Również chorym. Jeszcze byłyśmy wtedy bardzo niezachęcające - żeby się dobrze zastanowili, że jakby ją mieli oddać bo coś tam, to lepiej niech jej nie biorą itp. Zdecydowali się, ok.

A teraz oprócz biadolenia i załamywania rąk niewiele się dzieje - pies jest niezdiagnozowany co najmniej od pół roku. A może wystarczy dobrze ustawić Kostkę lekami, żeby ataki były raz w miesiącu a nie raz w tygodniu. Lekarka, którą im poleciłyśmy ustawiła naprawdę niejednego psa z padaczką, w tym Tigera.....który miał właśnie guza mózgu. I Didi Ronji.

Po mojemu M powinna powiedzieć w czym jej pomóc - czy ją zwieźć do lekarza z psem? czy pomagać załatwiać te recepty? czy chce pogadać z kimś kto ma psa z padaczką? przecież pomożemy. Ale musimy wiedzieć w czym.

Posted

Pewnie, że pamiętam, że razem byłyśmy na wizycie. Miałam wtedy pietra strasznego, bo nigdy nie robiłam takich wizyt, i koniecznie potrzeba mi było towarzystwa kogoś doświadczonego :)
Aga, ja całym sercem popieram to co piszesz. Trochę się już teraz przestałam denerwować. Poczekam do momentu diagnozy, i osobiście przejadę się raz jeszcze żeby zapytać jakiej ewentualnie pomocy oczekują, bo ja tego tak nie zostawię. Tego mogą być pewni!

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...