Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='swan']





No ja rozumiem że to Puma pod ciągnikiem...
...a to obok?? to mokra plama która została po przejechaniu czarnego kota przez ciągnik?? :placz:

  • Replies 491
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

PaulinaT, pod ciągnikiem są DWIE czarne plamy :razz:

wiesz, że mam trzy czarne koty

no to wszystko się zgadza, Puma plus dwie plamy :evil_lol:

Posted

No fakt - ja myślałam że to jedna plama tylko troche rozchlapana...
Czyli jeśli dobrze kalkuluje brakuje Ci teraz 2 kotów? Przywieźć Ci jakiegoś?? :cool3:

No ale miałam napisać.
Usmiechy czarnych laseczek są powalające :loveu:

Posted

Camara napisał(a):



a mnie się aż czarno przed oczyma zrobiło, od oglądania fotek :lol:


za to u Ciebie to trzeba psy oglądać przez okulary przeciwsłoneczne :lol: takie jak dla polarników :evil_lol:

..... i pomyśleć, że tylko Darma została "wybrana" na podstawie zdjęcia itd, reszta to czysty przypadek :razz:

  • 4 weeks later...
  • 3 weeks later...
Posted

brazowa, ja się normalnie nie miałam do Ciebie odzywać, ale widzę, że ignorowanie nie daje rezultatów :mad:;)

gdzie są te stare fotki Darmy???

i gdzie są foty z dnia adopcji ??????:mad::mad::mad:

proszę mi natychmiast przypomnieć jak to było gdy byłam jeszcze piękna i młoda i nie zadeptana przez pięć adoptowanych psów:p:evil_lol:

Posted

[quote name='swan']proszę mi natychmiast przypomnieć jak to było gdy byłam jeszcze piękna i młoda i nie zadeptana przez pięć adoptowanych psów:p:evil_lol:
ale nie wymagaj ty cudów od biednej brązowej...

:diabloti:

A tak na serio i apropos.
Zawsze jest tak, od dziecka tak mamy, że wydaje się nam że jestesmy już tacyyyy duzi (dzieci: "ja mam jus tsy latka") lub tacy starzy.
Np. ostatnio podsłuchałam (:oops:) rozmowę 2 nastolatek, które twierdziły że są stare bo mają po 18 lat :roll:
Ciekawe czym to jest spowodowane?
Moze dlatego, ze w danym momencie jesteśmy "najwięksi i najstarsi" - bo nigdy jeszcze nie byliśmy "więksi i starsi" niż teraz?

Posted

PaulinaT napisał(a):
ale nie wymagaj ty cudów od biednej brązowej...

:diabloti:



złośliwa bestia się zrobiłaś:mad:

Ja z tym "piękna i młoda" to nie miałam na myśli, że teraz jestem stara, tylko że starsza i na pewno bardziej..... doświadczona przez przeżycia z psami (czytaj: siwa:diabloti:)

żeby nie było,że kokietuję "czy cuś" :eviltong:

Brazowa, wysyłaj płytkę. Ja pewnie nic z niej nie wyczaruję, ale może jakimś cudem zaprzyjaźniony grafik tchnie w nią trochę życia i cokolwiek się da odzyskać.

piszę Ci pw

Posted

swan napisał(a):
złośliwa bestia się zrobiłaś:mad:

Ja z tym "piękna i młoda" to nie miałam na myśli, że teraz jestem stara, tylko że starsza i na pewno bardziej..... doświadczona przez przeżycia z psami (czytaj: siwa:diabloti:)

żeby nie było,że kokietuję "czy cuś" :eviltong:

Złośliwa to może i jestem... :hmmmm: ale żeby bestia?? :niewiem:

  • 2 weeks later...
Posted

za dużo to ja tutaj nie piszę
bo pracuję dużo :roll:

a zobaczcie, jaką ja ma atmosferę pracy w moim pokoju "do pracy"

do pracy to on może jest dla mnie, ale jak siedzę przy biurku, to spod niego dochodzi do mnie głośne chrapanie:angryy:



a za plecami mam sofę, którą natychmiast po wstawieniu zaczęły okupować koty



no i jak tutaj w takich warunkach pracować efektywnie ?? :placz:

hehe, pokój do pracy, też mi coś:cool1:

Posted

a tutaj demonstracja nowych legowisk, specjalnie dla Ciebie Paulina:cool3:

Wera jak widać cała podeskcytowana nowym łóżeczkiem



Darma podeszła do niego nieco mniej entuzjastycznie:roll:


no ale skoro został położony w jej miejscu pod JEJ BIURECZKIEM to nie miała wyjścia (kiedyś , wystraszona moimi wrzaskami :oops: schowała się tam mimo, że chwilę wcześniej schował się tam zaskroniec, na którego widok tak wrzeszczałam:oops:)

no ale legowiska czarne, więc nie widać czarnych kłaków na nich:p
nie czuć wilgoci mimo że kładły się na nie psy mokre po spacerze w deszczu
Darma próbowała się parę razy przekopać przez nie na wylot, ale nie widać po tym ani śladu na pokryciu

no ale w sumie nie wiem,czy Darmie się to podoba, bo właśnie zauważyłam Darmę na łóżku w sypialni:crazyeye: (zdarzyło jej się to może trzeci raz od kiedy jest u mnie czyli półtora roku)

Posted

właśnie miałam telefon od weta, wyniki krwi w normie, więc przyszło mi czekać na kolejny atak,żeby stwierdzić, czy trzeba leczyć farmakologicznie czy też nie

pierwszy raz było chyba w czerwcu tego roku, była w ogrodzie, po objawach wspólnie z wetem doszliśmy do wniosku, że to musiał być jad ropuchy

objawy, jakie tu na dogo czytałam u innych właścicielek psów z padaczką, objawy są różne, nagle pies sztywnieje, kuli się, podkula ogon i kładzie uszy po sobie,ma wytrzeszczone oczy i wyglądana ciężko przerażonego :shake:

po chwili przewraca się na bok sztywna, ma drgawki, pianę z pyska

dzisiaj przy trzecim ataku jeszcze strasznie machała nogami, wyglądała jakby chciała uciec leżąc na boku bez podnoszenia się :placz:

traci kontakt z otoczeniem

wygląda ogólnie jakby się dusiła:-(

trwa to u Wery krótko, ok minuty, po chwili uspokaja się, dochodzi do siebie

po pierwszym ataku nie pozwoliła do siebie podejść

jak już mogła ustać na łapach, to uciakała przede mną, warczała na mnie i jeżyła się, ogólnie zachowywała się jak przerażony obcy pies

za pierwszym razem goniłam ją 45 minut zanim jej przeszło i zaczęła mnie poznawać i przybiegła cała radosna i cieszyła się jak wariat kakby mnie miesiąc nie widziała

za drugim razem nie było tego "nie poznawania", od razu jak udało jej się wstać, przyszła do mnie się przytulić

dzisiaj pierwszy raz atak był w domu i dopiero teraz mam pewność, ze to jednak nie był jad ropuchy

biedna się trochę pomęczyła i potem przez jakieś pół minuty mnie nie poznawała

straszne doświadczenie, udało mi się w czasie ataku wyrzucić z pokoju Darmę, która chciała chyba dobić Werę :angryy: i Pumę, która się przeraziła tym co widzi i przy wyrzucaniu z pokoju trochę mnie zmasakrowała na rękach :angryy:

a potem siedziałam sama z Werą w pokoju

trwało to ledwie parę minut, udało mi się natychmiast dodzownić do wetki, i tak nie mogłam nic pomóc

straszne uczucie, po chwili się pozbierała, udało jej się utrzymać w siadzie, chciałam ją przywołać, ale widziałam,ze mnie nie poznaje, parę razy głucho zawarczała.....

mój ukochany kanapowiec, słodki naleśniczek, największa przylepa w domu i najradośniejszy pies na świecie (ona nawet przez sen merda ogonem:p) głucho na mnie warczy i nie pozwala się zbliżyć.....

nawet po mordce widać, po oczach, ze to jest obcy pies

jak Dr Jeckyll i Mr Hyde:cool1:

Po chwili dosłownie, po kilku kolejnych sekundach tak jakby jej się świadomość włączyła, widać było że już wie gdzie jest i co się dzieje i dostała takiego ataku szaleństwa że wskoczyła z impetem do łóżka i mnie normalnie przywaliła sobą chcąc zacałować na śmierć :loveu:

jakby mnie nie wiem jak długo nie widziała:loveu:

ech,, muszę sobie zapisać daty ataków i opisać jak długo trwały i jak wyglądały póki pamiętam, bo teraz muszę czekać na kolejny

Jak będą częściej niż raz w miesiącu i będą silne, a mogą trwać nawet kilkanaście minut, to trzeba będzie do końca życia lecieć na lekach

jak będą rzadkie i nie wymęczające za bardzo, to nic się nie robi wybierając mniejsze zło, bo leki na epilepsję do końca życia to nie jest lekka sprawa dla organizmu

.....................

Posted

Współczuje swan... :sad:
:shake:
Takie ataki to coś okropnego...
Na szczęście z epilepsją można żyć, troszkę tylko mniej komfortowo, a i leki na epilepsjęteż są coraz lepsze (nawet w ciąży i podczas karmienia można je brać - mówie tu o człowieku).

Posted

czytam właśnie o padaczce żeby się dowiedzieć jak najwięcej i pomóc Werze najlepiej jak się da

zdaje się, że nie wolno się przegrzewać

a Wera, czarna, a w największy upał wali się na największym słońcu jeszcze na nagrzanym betonowym tarasie i tylko siłą można ją stamtąd zabrać

dwa pierwsze ataki były w trakcie upału i w ogrodzie

będę ją pilnować

poza tym są jakieś ziółka, może jakaś karma jest lepsza niż inna

muszę się dowiedzieć

Posted

Popytam też co i jak.
Trzymaj się kochana - i nie zamartwiaj. Ona to ma i nic na to nie poradzisz. Na szczęście epilepsja mimo, ze nieuleczalna, nie jest zagrożeniem dla życia!

Posted

najprawdopodobniej Wera ma tą wersję:

Padaczka idiopatyczna (młodzieńcza)
Występuje ona u zwierz±t młodych - pierwszy atak pojawia
się najczę¶ciej pomiędzy 1-5 rokiem życia i jest to atak typu
grand mal. Przyczyn± powstawania napadów jest
najprawdopodobniej wrodzone zaburzenie czynno¶ci mózgu.
Ten rodzaj padaczki występuje przede wszystkim u psów i
szczególnie zagrożone s± następuj±ce rasy:
beagle,
owczarki belgijskie,
szpic wilczy,
collie,
jamniki,
pudle,
owczarki niemieckie,
setery,
golden retriever,
labrador retriever,
spaniele,
Siberian Husky,
Alaskan Malamute
Ponieważ schorzenie to jest dziedziczne, psy i koty z
padaczk± idiopatyczn± nie powinny być dopuszczone do rozrodu.

mam nadzieję, że ataków nie będzie miała często

dzięki PaulinaT:p

Posted

Będzie dobrze. :smile:
Mój kundelek Rudi z dzieciństwa też miał kilka ataków padaczki - pamiętam jakby to było wczoiraj. Ale on miał chyba pourazową - wpadł kiedyś pod motocykl.
Nie masz kontaktu z ludźmi, którzy mają szczeniaki od Wery? Można by ich ewentualnie uprzedzić...

Posted

rany, masz rację, zapomniałam o nich

uspokoiłam się, że Wera jest wysterylizowana, ale zapomniałam o szczeniakach, z którymi została znaleziona:shake:

spróbuję nawiązać kontakt z Panią, która Werę znalazła i znalazła domki dla szczeniaków

ona wprawdzie rok temu wyemigrowała, ale wiem gdzie mieszkała, powinnam móc po sąsiadach znaleźć jej rodziców i może będzie miała namiary na opiekunów szczeniaczków

Posted

dzisiaj był zwariowany dzień

od rana bieg i wszystko do zrobienia na wczoraj, w szkółce kilometry przeszłam po zoranym polu licząc tysiące i setki drzewek i krzaczków

wróciłam biegiem przetworzyć wyniki na komputerku i wysłać w przestrzeń internetową rezultat

potem galopem dostosowałam się ubiorem do standardów miejskich , wsiadłam do samochodu i z dłuuuuugą listą bardzo ważnych zadań pojechałam do miasta

nie ujechawszy nawet dwóch kilometrów na środku polnej drogi napotkałam młodego kotka

zatrzymałam się, wysiadłam, kotek zaczął uciekać, zobaczyłam, że powłóczy całkowicie tylnymi łapami

próbowałam się do niego zbliżyć, ale niezdarnie uciekał, syczał i warczał

schował się pod mój samochód

uciekał bardzo nieporadnie, wszedł w chaszcze na pobocze i zablokował go głupi patyczek
musiał się wycofać na środek drogi i dlatego wylądował pod moim samochodem

widać, że źle sobie radzie z tym paraliżem całej tylnej części ciała

widać, że moczu nie trzymał również

nie wiedziałam co zrobić

w końcu zdecydowałam, że jedziemy od razu do weta, bo w takim stanie to on najwyżej może stać się drugim śniadaniem dla jakiegoś polującego psa albo dla lisa......

zapakowałam go do wielkiej torby na zakupy
właściwie szukając schronienia sam do niej wpełzł.....
wziełam go delikatnie do samochodu i zawiozłam do weta, cała wielka lista rzeczy do zrobienia zosatała w zawieszeniu

u weta oględziny, stwierdzenie braku jakiegokolwiek czucia w tylnych łapach
dostał głupiego jasia
zrobiono rtg

na rtg widać złamanie/ zwichnięcie kręgosłupa w połowie
jelita wypełnione kałem
pęcherz wypełniony do granic wytrzymałości moczem
99% że żadne leczenie nie pomoże

kot półdziki albo dziki
do najbliższego gospodarstwa w miejscu gdzie go znalazłam było pół kilometra

podjęłam decyzję o skróceniu jego cierpienia i strachu

uregulowałam niemały rachunek

kota dostałam do samochodu w celu pochowania we własnym zakresie


zaryczana pojechałam do miasta załatwiać wielką listę rzeczy do zrobienia

zrobiłam wszystko, z godzinnym opóźnieniem

galopem pojechałam do domu, ugotowałam obiad, nie starczyło czasu, na jego zjedzenie

pobiegłam w dolinkę pochować kotka w najpiękniejszym miejscu na naszym polu, tam gdzie najpiękniej ptaki śpiewają

dobiegłam do domu

chwyciłam dokumenty i torbę i poleciałam galopem do samochodu na spotkanie służbowe, już spóźniona ponad pół godziny

nie odjechałam jeszcze daleko od domu, jak zakończyłam rozmowę telefoniczną zmieniającą termin spotkania z dzisiaj na jutro

podjechałam samochodem pod dom z mocnym postanowieniem spędzenia miłego wieczoru i zjedzenia obiadu jeszcze w miarę o ludzkiej porze

wysiadłam z samochodu, podeszłam do drzwi od domu

za plecami usłyszałam strzał

wparowałam do domu po TZa, poprosiłam, by pojechał ze mną samochodem na koniec naszego pola, gdzie słyszałam strzał, a gdzie stoi ambona i gdzie już parę razy prosiliśmy myśliwych o opuszczenie terenu prywatnego

zamknęliśmy psy w domu i pojechaliśmy

dojeżdżając do ambony nikogo nie było widać, pod amboną stała sarna

na widok podjeżdżajacego samochodu uciekła w las

na ambonie zauważyliśmy twarz

był myśliwy
wysiedliśmy z samochodu, pokazaliśmy myśliwemu gdzie jest nasz teren prywatny, poprosiliśmy o uważanie na psy, których mamy kilka i które biegają po terenie
poprosiliśmy również, że jeśli będzie chciał wejść na teren prywatny, żeby się zgłosił do nas, bo chcemy wiedzieć, kto chodzi po naszym polu

pożegnaliśmy się uprzejmie i odjechaliśmy

kawałek od ambony minęliśmy leżące ciało młodziutkiej sarenki

pewnie tej samej , którą wiosną znalazłam pewnie tuż po urodzeniu pod brzózką w naszej dolince

i którą widziałam w zeszłym tygodniu biegającą po trawniku tuż przed naszym domem, pewnie się zapędziła sama przez pomyłkę

miała takie wielkie uszy, że najpierw myślałąm, że to zając....

wypiłam już jedno piwo
wypaliłam cygaretkę, a ja nie palę

jakoś się nie mogę uodpornić

czasem realia życia na wsi pod lasem mnie przerastają

ZATEM NINIEJSZYM OŚWIADCZAM, ŻE CHWILOWO NIE MAM SIŁY NIC MĄDREGO NAPISAĆ

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...