PaulinaT Posted August 6, 2007 Posted August 6, 2007 [quote name='swan'] No ja rozumiem że to Puma pod ciągnikiem... ...a to obok?? to mokra plama która została po przejechaniu czarnego kota przez ciągnik?? :placz: Quote
swan Posted August 6, 2007 Posted August 6, 2007 PaulinaT, pod ciągnikiem są DWIE czarne plamy :razz: wiesz, że mam trzy czarne koty no to wszystko się zgadza, Puma plus dwie plamy :evil_lol: Quote
PaulinaT Posted August 6, 2007 Posted August 6, 2007 No fakt - ja myślałam że to jedna plama tylko troche rozchlapana... Czyli jeśli dobrze kalkuluje brakuje Ci teraz 2 kotów? Przywieźć Ci jakiegoś?? :cool3: No ale miałam napisać. Usmiechy czarnych laseczek są powalające :loveu: Quote
swan Posted August 7, 2007 Posted August 7, 2007 Camara napisał(a): a mnie się aż czarno przed oczyma zrobiło, od oglądania fotek :lol: za to u Ciebie to trzeba psy oglądać przez okulary przeciwsłoneczne :lol: takie jak dla polarników :evil_lol: ..... i pomyśleć, że tylko Darma została "wybrana" na podstawie zdjęcia itd, reszta to czysty przypadek :razz: Quote
brazowa1 Posted September 3, 2007 Posted September 3, 2007 zapraszam do obejrzenia! http://pl.youtube.com/watch?v=OEiyJIo-bCQ nooo,ale mysmy tez ja ładnie reklamowały,prawda? Quote
swan Posted September 19, 2007 Posted September 19, 2007 brazowa, ja się normalnie nie miałam do Ciebie odzywać, ale widzę, że ignorowanie nie daje rezultatów :mad:;) gdzie są te stare fotki Darmy??? i gdzie są foty z dnia adopcji ??????:mad::mad::mad: proszę mi natychmiast przypomnieć jak to było gdy byłam jeszcze piękna i młoda i nie zadeptana przez pięć adoptowanych psów:p:evil_lol: Quote
brazowa1 Posted September 19, 2007 Posted September 19, 2007 Wybacz swan,ale cos dziwnego stalo sie z ta płyta,nie da rady jej ogladac, a tym bardziej przesłac fotek. Moze przesklac Ci ta płytke,moze cos uda Ci sie z nia zrobic....:oops: Quote
PaulinaT Posted September 19, 2007 Posted September 19, 2007 [quote name='swan']proszę mi natychmiast przypomnieć jak to było gdy byłam jeszcze piękna i młoda i nie zadeptana przez pięć adoptowanych psów:p:evil_lol: ale nie wymagaj ty cudów od biednej brązowej... :diabloti: A tak na serio i apropos. Zawsze jest tak, od dziecka tak mamy, że wydaje się nam że jestesmy już tacyyyy duzi (dzieci: "ja mam jus tsy latka") lub tacy starzy. Np. ostatnio podsłuchałam (:oops:) rozmowę 2 nastolatek, które twierdziły że są stare bo mają po 18 lat :roll: Ciekawe czym to jest spowodowane? Moze dlatego, ze w danym momencie jesteśmy "najwięksi i najstarsi" - bo nigdy jeszcze nie byliśmy "więksi i starsi" niż teraz? Quote
swan Posted September 19, 2007 Posted September 19, 2007 PaulinaT napisał(a):ale nie wymagaj ty cudów od biednej brązowej... :diabloti: złośliwa bestia się zrobiłaś:mad: Ja z tym "piękna i młoda" to nie miałam na myśli, że teraz jestem stara, tylko że starsza i na pewno bardziej..... doświadczona przez przeżycia z psami (czytaj: siwa:diabloti:) żeby nie było,że kokietuję "czy cuś" :eviltong: Brazowa, wysyłaj płytkę. Ja pewnie nic z niej nie wyczaruję, ale może jakimś cudem zaprzyjaźniony grafik tchnie w nią trochę życia i cokolwiek się da odzyskać. piszę Ci pw Quote
PaulinaT Posted September 19, 2007 Posted September 19, 2007 swan napisał(a):złośliwa bestia się zrobiłaś:mad: Ja z tym "piękna i młoda" to nie miałam na myśli, że teraz jestem stara, tylko że starsza i na pewno bardziej..... doświadczona przez przeżycia z psami (czytaj: siwa:diabloti:) żeby nie było,że kokietuję "czy cuś" :eviltong: Złośliwa to może i jestem... :hmmmm: ale żeby bestia?? :niewiem: Quote
swan Posted September 30, 2007 Posted September 30, 2007 za dużo to ja tutaj nie piszę bo pracuję dużo :roll: a zobaczcie, jaką ja ma atmosferę pracy w moim pokoju "do pracy" do pracy to on może jest dla mnie, ale jak siedzę przy biurku, to spod niego dochodzi do mnie głośne chrapanie:angryy: a za plecami mam sofę, którą natychmiast po wstawieniu zaczęły okupować koty no i jak tutaj w takich warunkach pracować efektywnie ?? :placz: hehe, pokój do pracy, też mi coś:cool1: Quote
swan Posted September 30, 2007 Posted September 30, 2007 a tutaj demonstracja nowych legowisk, specjalnie dla Ciebie Paulina:cool3: Wera jak widać cała podeskcytowana nowym łóżeczkiem Darma podeszła do niego nieco mniej entuzjastycznie:roll: no ale skoro został położony w jej miejscu pod JEJ BIURECZKIEM to nie miała wyjścia (kiedyś , wystraszona moimi wrzaskami :oops: schowała się tam mimo, że chwilę wcześniej schował się tam zaskroniec, na którego widok tak wrzeszczałam:oops:) no ale legowiska czarne, więc nie widać czarnych kłaków na nich:p nie czuć wilgoci mimo że kładły się na nie psy mokre po spacerze w deszczu Darma próbowała się parę razy przekopać przez nie na wylot, ale nie widać po tym ani śladu na pokryciu no ale w sumie nie wiem,czy Darmie się to podoba, bo właśnie zauważyłam Darmę na łóżku w sypialni:crazyeye: (zdarzyło jej się to może trzeci raz od kiedy jest u mnie czyli półtora roku) Quote
PaulinaT Posted October 1, 2007 Posted October 1, 2007 Nooo posłania wyglądają słusznie :p Senk ju! Quote
PaulinaT Posted October 2, 2007 Posted October 2, 2007 swan - zapytam tu, bo to w sumie wątek obu Twoich suk domowych. Co z Werą? Jakie ataki? Jaka padaczka?? :shake: Quote
swan Posted October 2, 2007 Posted October 2, 2007 właśnie miałam telefon od weta, wyniki krwi w normie, więc przyszło mi czekać na kolejny atak,żeby stwierdzić, czy trzeba leczyć farmakologicznie czy też nie pierwszy raz było chyba w czerwcu tego roku, była w ogrodzie, po objawach wspólnie z wetem doszliśmy do wniosku, że to musiał być jad ropuchy objawy, jakie tu na dogo czytałam u innych właścicielek psów z padaczką, objawy są różne, nagle pies sztywnieje, kuli się, podkula ogon i kładzie uszy po sobie,ma wytrzeszczone oczy i wyglądana ciężko przerażonego :shake: po chwili przewraca się na bok sztywna, ma drgawki, pianę z pyska dzisiaj przy trzecim ataku jeszcze strasznie machała nogami, wyglądała jakby chciała uciec leżąc na boku bez podnoszenia się :placz: traci kontakt z otoczeniem wygląda ogólnie jakby się dusiła:-( trwa to u Wery krótko, ok minuty, po chwili uspokaja się, dochodzi do siebie po pierwszym ataku nie pozwoliła do siebie podejść jak już mogła ustać na łapach, to uciakała przede mną, warczała na mnie i jeżyła się, ogólnie zachowywała się jak przerażony obcy pies za pierwszym razem goniłam ją 45 minut zanim jej przeszło i zaczęła mnie poznawać i przybiegła cała radosna i cieszyła się jak wariat kakby mnie miesiąc nie widziała za drugim razem nie było tego "nie poznawania", od razu jak udało jej się wstać, przyszła do mnie się przytulić dzisiaj pierwszy raz atak był w domu i dopiero teraz mam pewność, ze to jednak nie był jad ropuchy biedna się trochę pomęczyła i potem przez jakieś pół minuty mnie nie poznawała straszne doświadczenie, udało mi się w czasie ataku wyrzucić z pokoju Darmę, która chciała chyba dobić Werę :angryy: i Pumę, która się przeraziła tym co widzi i przy wyrzucaniu z pokoju trochę mnie zmasakrowała na rękach :angryy: a potem siedziałam sama z Werą w pokoju trwało to ledwie parę minut, udało mi się natychmiast dodzownić do wetki, i tak nie mogłam nic pomóc straszne uczucie, po chwili się pozbierała, udało jej się utrzymać w siadzie, chciałam ją przywołać, ale widziałam,ze mnie nie poznaje, parę razy głucho zawarczała..... mój ukochany kanapowiec, słodki naleśniczek, największa przylepa w domu i najradośniejszy pies na świecie (ona nawet przez sen merda ogonem:p) głucho na mnie warczy i nie pozwala się zbliżyć..... nawet po mordce widać, po oczach, ze to jest obcy pies jak Dr Jeckyll i Mr Hyde:cool1: Po chwili dosłownie, po kilku kolejnych sekundach tak jakby jej się świadomość włączyła, widać było że już wie gdzie jest i co się dzieje i dostała takiego ataku szaleństwa że wskoczyła z impetem do łóżka i mnie normalnie przywaliła sobą chcąc zacałować na śmierć :loveu: jakby mnie nie wiem jak długo nie widziała:loveu: ech,, muszę sobie zapisać daty ataków i opisać jak długo trwały i jak wyglądały póki pamiętam, bo teraz muszę czekać na kolejny Jak będą częściej niż raz w miesiącu i będą silne, a mogą trwać nawet kilkanaście minut, to trzeba będzie do końca życia lecieć na lekach jak będą rzadkie i nie wymęczające za bardzo, to nic się nie robi wybierając mniejsze zło, bo leki na epilepsję do końca życia to nie jest lekka sprawa dla organizmu ..................... Quote
PaulinaT Posted October 2, 2007 Posted October 2, 2007 Współczuje swan... :sad: :shake: Takie ataki to coś okropnego... Na szczęście z epilepsją można żyć, troszkę tylko mniej komfortowo, a i leki na epilepsjęteż są coraz lepsze (nawet w ciąży i podczas karmienia można je brać - mówie tu o człowieku). Quote
swan Posted October 2, 2007 Posted October 2, 2007 czytam właśnie o padaczce żeby się dowiedzieć jak najwięcej i pomóc Werze najlepiej jak się da zdaje się, że nie wolno się przegrzewać a Wera, czarna, a w największy upał wali się na największym słońcu jeszcze na nagrzanym betonowym tarasie i tylko siłą można ją stamtąd zabrać dwa pierwsze ataki były w trakcie upału i w ogrodzie będę ją pilnować poza tym są jakieś ziółka, może jakaś karma jest lepsza niż inna muszę się dowiedzieć Quote
PaulinaT Posted October 2, 2007 Posted October 2, 2007 Popytam też co i jak. Trzymaj się kochana - i nie zamartwiaj. Ona to ma i nic na to nie poradzisz. Na szczęście epilepsja mimo, ze nieuleczalna, nie jest zagrożeniem dla życia! Quote
swan Posted October 2, 2007 Posted October 2, 2007 najprawdopodobniej Wera ma tą wersję: Padaczka idiopatyczna (młodzieńcza) Występuje ona u zwierz±t młodych - pierwszy atak pojawia się najczę¶ciej pomiędzy 1-5 rokiem życia i jest to atak typu grand mal. Przyczyn± powstawania napadów jest najprawdopodobniej wrodzone zaburzenie czynno¶ci mózgu. Ten rodzaj padaczki występuje przede wszystkim u psów i szczególnie zagrożone s± następuj±ce rasy: beagle, owczarki belgijskie, szpic wilczy, collie, jamniki, pudle, owczarki niemieckie, setery, golden retriever, labrador retriever, spaniele, Siberian Husky, Alaskan Malamute Ponieważ schorzenie to jest dziedziczne, psy i koty z padaczk± idiopatyczn± nie powinny być dopuszczone do rozrodu. mam nadzieję, że ataków nie będzie miała często dzięki PaulinaT:p Quote
PaulinaT Posted October 2, 2007 Posted October 2, 2007 Będzie dobrze. :smile: Mój kundelek Rudi z dzieciństwa też miał kilka ataków padaczki - pamiętam jakby to było wczoiraj. Ale on miał chyba pourazową - wpadł kiedyś pod motocykl. Nie masz kontaktu z ludźmi, którzy mają szczeniaki od Wery? Można by ich ewentualnie uprzedzić... Quote
swan Posted October 2, 2007 Posted October 2, 2007 rany, masz rację, zapomniałam o nich uspokoiłam się, że Wera jest wysterylizowana, ale zapomniałam o szczeniakach, z którymi została znaleziona:shake: spróbuję nawiązać kontakt z Panią, która Werę znalazła i znalazła domki dla szczeniaków ona wprawdzie rok temu wyemigrowała, ale wiem gdzie mieszkała, powinnam móc po sąsiadach znaleźć jej rodziców i może będzie miała namiary na opiekunów szczeniaczków Quote
swan Posted October 5, 2007 Posted October 5, 2007 dzisiaj był zwariowany dzień od rana bieg i wszystko do zrobienia na wczoraj, w szkółce kilometry przeszłam po zoranym polu licząc tysiące i setki drzewek i krzaczków wróciłam biegiem przetworzyć wyniki na komputerku i wysłać w przestrzeń internetową rezultat potem galopem dostosowałam się ubiorem do standardów miejskich , wsiadłam do samochodu i z dłuuuuugą listą bardzo ważnych zadań pojechałam do miasta nie ujechawszy nawet dwóch kilometrów na środku polnej drogi napotkałam młodego kotka zatrzymałam się, wysiadłam, kotek zaczął uciekać, zobaczyłam, że powłóczy całkowicie tylnymi łapami próbowałam się do niego zbliżyć, ale niezdarnie uciekał, syczał i warczał schował się pod mój samochód uciekał bardzo nieporadnie, wszedł w chaszcze na pobocze i zablokował go głupi patyczek musiał się wycofać na środek drogi i dlatego wylądował pod moim samochodem widać, że źle sobie radzie z tym paraliżem całej tylnej części ciała widać, że moczu nie trzymał również nie wiedziałam co zrobić w końcu zdecydowałam, że jedziemy od razu do weta, bo w takim stanie to on najwyżej może stać się drugim śniadaniem dla jakiegoś polującego psa albo dla lisa...... zapakowałam go do wielkiej torby na zakupy właściwie szukając schronienia sam do niej wpełzł..... wziełam go delikatnie do samochodu i zawiozłam do weta, cała wielka lista rzeczy do zrobienia zosatała w zawieszeniu u weta oględziny, stwierdzenie braku jakiegokolwiek czucia w tylnych łapach dostał głupiego jasia zrobiono rtg na rtg widać złamanie/ zwichnięcie kręgosłupa w połowie jelita wypełnione kałem pęcherz wypełniony do granic wytrzymałości moczem 99% że żadne leczenie nie pomoże kot półdziki albo dziki do najbliższego gospodarstwa w miejscu gdzie go znalazłam było pół kilometra podjęłam decyzję o skróceniu jego cierpienia i strachu uregulowałam niemały rachunek kota dostałam do samochodu w celu pochowania we własnym zakresie zaryczana pojechałam do miasta załatwiać wielką listę rzeczy do zrobienia zrobiłam wszystko, z godzinnym opóźnieniem galopem pojechałam do domu, ugotowałam obiad, nie starczyło czasu, na jego zjedzenie pobiegłam w dolinkę pochować kotka w najpiękniejszym miejscu na naszym polu, tam gdzie najpiękniej ptaki śpiewają dobiegłam do domu chwyciłam dokumenty i torbę i poleciałam galopem do samochodu na spotkanie służbowe, już spóźniona ponad pół godziny nie odjechałam jeszcze daleko od domu, jak zakończyłam rozmowę telefoniczną zmieniającą termin spotkania z dzisiaj na jutro podjechałam samochodem pod dom z mocnym postanowieniem spędzenia miłego wieczoru i zjedzenia obiadu jeszcze w miarę o ludzkiej porze wysiadłam z samochodu, podeszłam do drzwi od domu za plecami usłyszałam strzał wparowałam do domu po TZa, poprosiłam, by pojechał ze mną samochodem na koniec naszego pola, gdzie słyszałam strzał, a gdzie stoi ambona i gdzie już parę razy prosiliśmy myśliwych o opuszczenie terenu prywatnego zamknęliśmy psy w domu i pojechaliśmy dojeżdżając do ambony nikogo nie było widać, pod amboną stała sarna na widok podjeżdżajacego samochodu uciekła w las na ambonie zauważyliśmy twarz był myśliwy wysiedliśmy z samochodu, pokazaliśmy myśliwemu gdzie jest nasz teren prywatny, poprosiliśmy o uważanie na psy, których mamy kilka i które biegają po terenie poprosiliśmy również, że jeśli będzie chciał wejść na teren prywatny, żeby się zgłosił do nas, bo chcemy wiedzieć, kto chodzi po naszym polu pożegnaliśmy się uprzejmie i odjechaliśmy kawałek od ambony minęliśmy leżące ciało młodziutkiej sarenki pewnie tej samej , którą wiosną znalazłam pewnie tuż po urodzeniu pod brzózką w naszej dolince i którą widziałam w zeszłym tygodniu biegającą po trawniku tuż przed naszym domem, pewnie się zapędziła sama przez pomyłkę miała takie wielkie uszy, że najpierw myślałąm, że to zając.... wypiłam już jedno piwo wypaliłam cygaretkę, a ja nie palę jakoś się nie mogę uodpornić czasem realia życia na wsi pod lasem mnie przerastają ZATEM NINIEJSZYM OŚWIADCZAM, ŻE CHWILOWO NIE MAM SIŁY NIC MĄDREGO NAPISAĆ Quote
masienka Posted October 5, 2007 Posted October 5, 2007 :glaszcze:trzymaj sie Swan:shake: [*] [*] dla koteczka i sarenki... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.