Jump to content
Dogomania
Sign in to follow this  
ssylwia

"fenomen" wiejskich piesków?

Recommended Posts

Nie wiedziałam za bardzo gdzie umieścić ten temat więc jeśli pisze nie w tym wątku to przepraszam :)

Ostatnio zastananwiałam się nad wiejskimi pieskami - stało się to po wizycie u babci na wsi. Otóż zauważyłam że pieski wiejskie dożywają bardzo długich lat pomimo iż weterynarz przyjeżdza raz w roku na szczepienie przeciw wściekliźnie. ich właściciele rzadko chodzą ze swoimi pupilami na wizyty gdy coś jest nie tak z psiakiem często nawet nie wiedzą czy coś mu dolega- bo niby jak skoro piesek jest praktycznie cały czas na dworzu. Nie są szczepione na nosówke i inne choroby, regularnie odrobaczane, nie mają czyszcoznych zębów, nie dostają karm które polecane są przez wetów - jedzą to co zostanie a mimo to żyją długo. Skąd ten fenomen takiego psiaka? Oczywiście nie mówie tutaj że każdy właściciel psa wiejskiego tak postępuje :) ale akurat na wsi w której mieszka moja babcia większość ludzi nie odwiedza z psem regularnie weta i postepuje tak jak napisałam wyżej :) rozmawiałam z kilkoma osobami pytając o wiek psa i jak o niego dbają usłyszałam odpowiedzi " Pani kochana ten pies ma już ponad 15 lat a szczepie go tylko na wścieklizne" :) mojej babci piesek w typie owzarka niemieckiego dożył prawie 20 lat i też weterynarza widział tylko na szczepieniu :) do samego końca wspinał się po ogrodzeniu i uciekał ;)

takie moje przeyślenia w czym tkwi fenomen takich piesków ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zgadzam się ze Smerfetką. Poza tym te psy chyba jakoś naturalnie są zachartowane. Tam gdzie ja jeżdżę na wieś również jest masa długowiecznych psów, ale pamiętam też ile psów tam odchodziło w bardzo młodym wieku. Przyczyny były różne, najczęściej potracenia przez samochody, moja pupilka umarła, bo nikomu nie chciało wezwać się weta, kiedy ona przez 3 dni próbowała urodzić, a nie mogła. Masa było psów, o których nikt nie mówi i nie pamieta :(

Share this post


Link to post
Share on other sites
z jednej strony faktycznie może to być selekcja, z drugiej - kto naprawdę zna dokładną datę urodzin psa?
kto ją pamięta? ;)

ja zawsze słyszę, że pies ma 12, 15, 18, 20 lat, przy czym gdy znam go od szczeniaka wiem, że de facto ma np. 11 zamiast 19 :evil_lol:

na to też trzeba wziąć poprawkę ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
na pewno nie każdy zna dokładną date urodzin psiaka ale jest masa piesków które są już na tej wsi bardzo długo :) hmm może to świeże powietrze tak na nich działa? :) może to życie w środkowisku bardziej naturalnym?

oczywiście ryzyko potracenia przez samochód jest duże tak samo jak i ryzyko pogryzienia czy też zagryzienia. Niedawno widizałam pieski które sama "wychowałam" a w zasadzie zajmowałam się przez wakacje dobre 10 lat temu :) urodizły się pod schodami nikt się nimi nie przejmował, nie karmił bo ich właściciel że tak powiem wolał sobie wypić ... :) a żyją u innych właścicieli i mają się dobrze :cool3:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ogólnie chyba tak jest, że tzw. "mieszance" są bardziej odporne i wytrzymałe. Taki mega mix genów;) Tak jak już ktos wyżej pisał, chodzi też o naturalna selekcje - przeżywają najsilniejsi z miotu a długich lat dożyją już tylko te wybitnie mocne. Ale nie oszukujmy się, wśród ludzi było podobnie, kiedy to dostęp do lekarzy był ograniczony, dzieci wychowywaly się pod kopką siana...
Pozdrawiam:)

Share this post


Link to post
Share on other sites
to nie jest ani fenomen, ani nic do pozazdroszczenia. Mieszkam na wsi. W ciągu tygodnia 6 psów zginęło pod kołami. Sąsiedzi w ciągu 4 lat mają już 5 psa. Mało tego, kłócą się ze mną, że pies jest u nich od szczeniaka (bzdura) i ma już 8 lat... :shake:

mentalność polskiej wsi jest taka, że pies to wyposażenie domu-łatwo wziąć, łatwo się pozbyć-wyrzucić, a potem można wziąć nowszy model.

No i nie ukrywajmy, taki typowo wiejski miot, którym się nikt nie zajmuje, nawet jeżeli jest dość liczny, to i tak przeżyją 2-3 sztuki, potem jak jedzenia nie ma, albo trzeba o nie walczyć na równi z matką, zostaje 1. No i jeżeli jest dobrym stróżem i nie zjada kur to może nawet dożyje tych 10lat...chyba, że zwieje i go trzepnie auto.:shake:

Share this post


Link to post
Share on other sites
:roll:Mieszkam na wsi od niedawna ale nie zauważyłam aby wiejskie psy żyły dłużej, właściciele po prostu dodają swoim psom lat, aby wytłumaczyć ich nędzny wygląd.Wiejskie psy uwiązane na krótkich łańcuchach(a przez to smutne i z dewiacjami psychicznymi ), niedożywione, z reumatyzmem w kościach , zawszone i nigdy nie kąpane czy szczotkowane , mając 5 lat wyglądają na 10. To wszystko oczywiście prawda co zostało napisane , że przeżywają najsilniejsze, że wiejskie psy wykazują większą wolę walki o przeżycie, ale wierzcie mi niejeden z kundli ma dość takiego życia. Nie twierdzę ,że wszystkie psy są na wsi żle traktowane, szczególnie jeśli jest to pies rasowy, ale mentalność polskich rolników pozostawia dużo do życzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites
A ja powiem że u mojej cioci/babci na wsi jest staruszek, już bezzębny, kuleje na jedną łape, podobno ma podobno 18 lat śpi w domu, je zupki, ma swoje legowisko. No i musze przyznać, że pamiętam go że był u mojej cioci/babci od zawsze (min. 10 lat), przybłąkał się do niej już kulawy (raz słysze, że wsadził łape do puszki, raz że niewiadomo co mu się stało :shake:). Dba o niego dobrze ;)
Gorzej z podwórkowymi, powiem tyle że... co roku jest inny :razz: Ale ma serce do psów, wzięła dwie bidy ledwo żyjące od sąsiada pijaka.
A rozglądając się po sąsiadach to też widze nowe psy, a jak pytam co się stało z poprzednim to mówią "a nie pamiętam. Zdech albo pod auto wpadł". Gdyby pies u nich nie kosztował 5zł to by pamiętali...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Karola chyba jednak ta kobieta nie ma aż takiego serca do psów skoro co roku jest u niej inny. Moi "znajomi" ze wsi również przygarniają psy, gdy ktoś im podrzuci, ale jeżeli pies zachoruje czy zdechnie to kto się tym będzie przejmował? Co do szczeniąt to jest dopiero masakra. O steryzlizacji czy kastracji nikt nie chce słyszeć bo po co, poza tym to wydatek. A co się dzieje z tymi szczeniakami? To już nie jest nawet naturalne selekcja, nie jest tak, że szczeniaki nie mogą przeżyć. One bardzo często są bestialsko mordowane. Zakopywane żywe w ziemi lub topione. To prawda, że mentalność tych ludzi pozostawia wiele do życzenia. Od kąd pamiętam moje psy zawsze mogły wchodzić tam do domu,bo przecież to miastowe, nikt nie miał żalu, ich psy nie miały prawa przekroczyć nawet progu i chyba żaden nawet nigdy nie próbował, bo po co ryzykować, że zostanie się skopanym? Moje psy były przez tych ludzi głaskane, bawili się z nimi-ich słyszały tylko "buda!!!!". Gdy byłam dzieckiem była tam przegubowa suczka Kora. Kochana, posłuszna, bardzo łagodna. Któregoś dnia Kora dostała młotkiem w głowe-nie przeżyła. Dlaczego? Tego nikt nie wie. Tak poprostu, bo Pan miał taki kaprys. Kocham polską wieś, a jednocześnie jej nienawidzę...

Share this post


Link to post
Share on other sites
[QUOTE]Karola chyba jednak ta kobieta nie ma aż takiego serca do psów skoro co roku jest u niej inny.[/QUOTE]
Jestem tam raz na rok, lecz na 100% ich nie zabija. Myśle że te psy umierają przez choroby, albo uciekają i wpadają pod samochód- prawda, święta nie jest, ale nie odmówi pomocy bidzie, a o takiego na wsi i jeszcze z starszego rocznika ciężko.

Share this post


Link to post
Share on other sites
No właśnie nie koniecznie. Opisałam wyżej moich "znajomych", oni również nie odmówią pomocy, gdy ktoś znajdzie bide. Tyle, że pomoc takich ludzi polega jedynie na tym, że wezmą, a nie sztuką jest posiadać. Taka P. Villas również przygarniała psy, ale czy można powiedzieć, że im w ten sposób pomagała?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Kurczę ja mieszkam na wsi od zawsze i nie wydaje mi się, że jest aż tak źle :shake:. Jest jeden facet, który nie można powiedzieć, że kocha psy (po pijaku! na trzeźwo jest niegroźny), ale na mojej wsi nie widziałam by psy były trzymane na krótkich łańcuchach, nie wypuszczane. Fakt mam zastrzeżenia co do niektórych ludzi, że np. za mało razy spuszczają psy, ale zwierzaki nie wyglądają jakby im było źle. Dobra, na legowisku w pałacu z dwudziestohektarowym ogrodem było by im lepiej, ale nie oszukujmy się :p to marzenia nie do spełnienia. Chętnie sama bym w takim domku zamieszkała. Uważam, że psy tu żyją dłużej, bo od szczeniaka są hartowane i uczone surowego życia. Jak już tu ktoś porównał kiedyś dzieci też były gorzej wychowywane. Kto kiedyś słyszał o alergii!! A teraz? Prawie każde dziecko, które się rodzi jest alergikiem. To samo życie! Nie pochwalam znęcania się nad zwierzętami, ale nie wolno oceniać jeśli samemu tu się nie żyje. Są rolnicy którzy źle traktują psy, ale większość z nich z domu wyniosła to, że na podwórku był pies i za pilnowanie dostawał jedzenie i picie, a nie uczono kiedyś miłości i spania z psem w łóżku. Moja mama np. jest starej szkoły. Strasznie kocha psy, ale nie lubi gdy są w domu. To jednak nic nie przekreśla. Psiaki mają u nas dobrze :lol:. Pozdrawiam.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nie mówię, że na każdej wsi i każdy tak robi, ale bardzo często. Zastanówcie się sami. Gospodarz ma powiedzmy jedną sukę. Ta ma cieczkę 2 razy w roku. Nie ma możliwości, aby jakiś pies jej nie dorwał. Przyjmijmy, że średnio rodzi dwa razy w roku po 5 szczeniąt. I gdzie są te psy? Liczby, które podałam i tak są małe... Wiem, że ci ludzie tak zostali wychowani, ale do cholery mamy prawie 2010r! Przecież ci ludzie też mają dzieci, które chodzą do szkoły, przeglądają internet. Poza tym ciągle nie rozumiem tego podziału na psy wiejskie i miastowe. Jeżeli jedne potrafią tulic, to i drugie mogą. To zresztą nie chodzi nawet o tulenie. Niech dadzą psu ciepłą budę, zamiast kilku desek, niech zamiast starego chleba z woda czy kaszy dadza do jedzenia cos normalnego, niech wykosztuja sie i zaszczepia psy, zamiast zabijac szczeniaki niech nie biora do siebie suk, ktorych nie potrafia upilnowac.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Wujek mojego meza tez mieszka na wsi.Niestety jego podejscie do psow jest durnowate.Kupil sobie psa z rodowodem zeby byl ladny owczarek niemiecki.Szkolil go i trzymal w domu poki nie dorosl.Potem pies przeniosl sie do nieduzego kojaca na tylach domu:shake::angryy: Pies dalej byl bardzo madry i oddany, chodzil na spacerki raz dziennie ale wiele sie dla niego zmienilo, z pieska kanapowego stal sie burkiem w kojcu.Potem wujek przestal go szczotkowac, pies szybko nabawil sie powaznych chorob skory i tak do konca swoich dni jego stan byl coraz gorszy choc jego pan chyba uznal ze tak musi byc. Teraz wujcio ma suke owczarka z rodowodem , na razie w wersji kanapowej:angryy::angryy::angryy: na nic tlumaczenia i prosby wujek wie co robi a psu sie przeciez krzywda nie dzieje. a w jego wsi norma jest ze chore psy poprostu dobija sie lopata!!!!!!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ten fenomen i ja obserwuję. Porównanie życia psa w średniej statystycznej rodzinie w Warszawie, a tu, na wsi jest oczywiscie na niekorzysć wsi. ale psy jedząc kosci i chleb namoczony w wodzie jakos sobie radzą. Jakos przetrzymują zimę, często bez budy. To chyba tak, jak piszecie, od wieków tak zyją one, ich matki i babki i tę odporność mają w genach.

Share this post


Link to post
Share on other sites
Ja mam jednego psa - kundla w 100 % i drugiego - mieszaniec bernia z kaukazem to z tym drugim co jakiś czas weta odwiedzamy, a kundel 100 % widzi weta tylko przy szczepieniu na wściekliznę :) :D

Share this post


Link to post
Share on other sites
Na wsi jestem bardzo często.
W jednej wsi, do której jeżdżę (Gromnik się nazywa) psy niektóre są na łańcuchu, ale na dość długim.
Pamiętam jak u mojej babci, gdy bylam jeszcze dzieckiem, był rotek w małym kojcu, w ogóle nie wypuszczany, dlatego że był agresywny. Moja babcia mieszka z wujkiem, który jest typowym menelem (tak, taka jest prawda). Jadł resztki z obiadu, żadnej superkarmy. Teraz jest Muszka - teraz, kiedy jestem starsza, zafundowałam jej sterylkę (miała 3 razy szczeniaki, pomogłam babci znaleźć domy, bo chciała je utopić :-o :roll:). Przywożę jej karmę, dałam stare legowisko Majka. Ma zdecydowanie lepiej niż ten rotek. Jest puszczana na samopas... I jest nauczona tego od szczeniaka. Muszka miałą ciężkie życie, urodziła się w środku srogiej zimy, wujek znalazł ją w śniegu ledwo żywą.
Wujek twierdzi, że Muszka ma 20 lat - wiadomo, że kanci, ale dość często jest na bani :cool1: Naprawdę ma 11 lat i trzyma się dobrze.
Nie jest na żadnym łańcuchu, już tego dopilnowałam, żyje jak każdy inny pies, nawet próbuję ją szkolić, gdy tam jestem ;)

Share this post


Link to post
Share on other sites
widzialam psa na wsi mial ok.19 lat do konca calkiem niezle sie trzymal,
drugi ma jakies 12-15 i tez jest w niezlym stanie
jakichs super karm nie jadly tylko jak na wsi w wiekszosci jakies mleko, jakies resztki, chleb itp. no i jednego dokarmiamy
w miescie bardzo rzadko sa tak stare psy, chuchane, dmucjane
moze to wina ludzi ze psy sa tak delikatne i zlego miejskiego klimatu?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Prawda jest taka, że na wsi jest ostra selekcja. Te psy, które rzeczywiście dożywają dojrzałego wieku są być może "fenomenem", ale przed nimi i po nich pełno zdechło przez choroby, niedożywienie, pod kołami aut. Przetrwanie najsilniejszego i takiego z największym fartem, bo akurat w czasie zimy znalazł jakąś padlinę i przeżył, a inny nie i padł. I nikogo to nie interesuje.

I nie wiem w jakich miastach żyjecie ;) Ale u mnie jest sporo starszych psiaków. Teraz wiele odeszło (tak się złożyło jakoś) - miały po 15-18 lat. To jak na psa nie jest mało. Jakoś miejski klimat im nie szkodził, a były "wychuchane" i pielęgnowane, a co najważniejsze - kochane...

Wczoraj byłam na wsi, a raczej "wsi" - to taki teren wiejskomiejski, gdzie co bogatsi ludzie z miasta kupują sobie domy. Jeden, dosłownie jeden, pies był luzem na podwórku. Czarny, w typie curly-coated retrievera. Reszta - łańcuchy (jeden psiurek prawie się nie udusił na widok mojego psa), kojce (2x2 m na psa wielkości kaukaza to był już luksus). Możecie mi wierzyć, te psy nie są spuszczane. Byłam z koleżanką i jej ONkiem. Nasze psy w kagańcach (w razie czego - wieś to wieś, coś mogłoby latać luzem, podbiec do naszych), w obrożach i szelkach. Jakieś dwie młode kobiety spacerowały z wózkiem i na nasz widok zaczęły z oburzeniem "Boże! Te psy się wyrwą! Pewnie nas pogryzą! Takie bydlęta!". Mówiły to akurat wtedy, gdy przechodziłyśmy koło drących się niemiłosiernie zza płotu pseudoowczarków...

I możecie mi udowadniać, że na wsi wcale nie jest tak źle, że nie każdy pies może leżeć w łóżeczku i jeść gotowane żarełko. Ale w takim razie zapraszam do mnie - i powiedzcie to tym biednym, sfrustrowanym psom...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

Announcements

×