KWL Posted September 19, 2009 Author Posted September 19, 2009 Diament... Mojo jest piekny jak diament, o wiele więcej wart niż jakaś tam geologiczna mutacja i także twardszy od diamentu... Quote
Biafra Posted September 20, 2009 Posted September 20, 2009 waldi481 napisał(a):A ile on waży? E Waży ?:smhair2::smhair2::smhair2: ;) Quote
KWL Posted September 21, 2009 Author Posted September 21, 2009 Oj tak waży :-) Zwłaszcza jak się zapiera. Wagi nie mamy na kolanka nie brałem :-P Ale faktycznie będzie pewnie dobrze ponad 60, ile ponad nie podejmuje się zgadywać... Quote
morisowa Posted September 23, 2009 Posted September 23, 2009 [quote name='Biafra']Taaaaak, diament od szkła ... Ja chyba sobie szybko stąd pójdę :roll:[/quote] Ależ Biafro! Ani szybko ani wolno! Ty nie idź sobie stąd... :oops: Apsiu, przecież napisałam, że ty wyjechana i że nas w sumie to troje wolontariuszy Mojo. Ale póki co o nim pisałam ja i KWL i do tego były komentarze. A co racja, to racja. Pierwszy spacer Mojo zaliczył ze mną i z Tobą :p Drugi też. A potem aż do zwrotu z pierwszej adopcji spacerów nie było. Quote
KWL Posted September 23, 2009 Author Posted September 23, 2009 Biafro bardzo nas cieszy Twoja obecność na tym wątku i nawet nie próbuj chyłkiem zniknąć ;) Spacery... Tak na początku spacerowały z Mojo tylko panie - ON miał do mnie przez długi czas stosunek raczej negatywny - gdy pojawiałem się przed boksem traktowany bylem jak intruz. Później było lepiej, ale dopiero po prawie roku przekonał się do mnie i pokazał że w końcu mnie też jednak choć trochę lubi (gdyby nie polubił ostatni powrót ze spaceru mógłby być mocno... trudny) Quote
Biafra Posted September 23, 2009 Posted September 23, 2009 Ja tylko udaję , że mnie nie ma :oops: Głównie sama przed sobą. jak patrzę na te zdjęcia jak on psychicznie wysiadł ...:shake: Ja już mam za dużo psów z którymi muszę pracować...albo za które muszę pracować :cool1: Chyba się dobrowolnie zgłoszę jako dawca tkanek do klonowania żeby mu pomóc :-( We dwie Biafry byłoby raźniej :roll: Quote
idusiek Posted September 24, 2009 Posted September 24, 2009 widzialam Mojo na żywo - i aż nie chce mi sie wierzyć, ze on kiedyś wygladał tak ładnie ...a teraz taki zapuszczony i biedny :shake: Quote
KWL Posted September 24, 2009 Author Posted September 24, 2009 Biafro - ty to masz przecież całe stado i to na co dzień, łatwo to na pewno z tym nie masz... My tylko co parę dni spędzamy pół dnia w schronie i to już potrafi dać solidnie popalić... Idusiek - tak Mojo zjechał bardzo, ale bardziej jest zaniedbany fizycznie, psychicznie jest chyba lepiej - na spacerze poazał że dawny Mojo jest obecny, tylko dość głęboko schowany. On jest pracoholikiem, bez terenu, bez pracy i mądrego opiekuna robi mu sie wszystko jedno, i stąd taki klapnięty. Quote
KWL Posted September 24, 2009 Author Posted September 24, 2009 [quote name='APSA']kiedy on pierwszy raz trafił na Paluch?[/quote] 09.08.2008 [IMG]http://www.psy.warszawa.pl/podstrony/nowepsy2008/images/2008-08-09/2121.jpg[/IMG] Rok i prawie dwa miesiące... Quote
morisowa Posted September 26, 2009 Posted September 26, 2009 DOBRY, DOŚWIADCZONY dt pilnie potrzebny... :shake: Quote
morisowa Posted September 26, 2009 Posted September 26, 2009 aż na dwóch? ja pamiętam o trzech ;) Jak się uda, to jutro Mojo będzie miał kolejny spacer (tylko musimy poprawić kaganiec, tak na wszelkie okoliczności :evil_lol: ) Mojo ma kolejny problem :shake: Boks ok, ale ten boks należy do konkretnego rejonu. A na tym rejonie zbyt często pracują, nazwijmy to delikatnie, opiekunowie bez odpowiedniego podejścia. Dokładnie myślę o takim jednym :roll: A Mojo to pies pamiętliwy. Pies, który nie pozwoli sobie "pokazać kto tu rządzi". Jeśli kogoś nie lubi, to jak będzie miał powód, skorzysta... No i skorzystał :roll: Quote
KWL Posted September 26, 2009 Author Posted September 26, 2009 Pisałem już wczesnie że przydałaby się mu zmiana rejonu... (co można tłumaczyć: zmiana opiekuna) One wszystkie pamiętają, kundle, czy rasowce, i dobre i złe chwile. Większość jednak wybacza, bo kocha ludzi i nie wieży w powtórne złe traktowanie... Ale kaukaskie bardzo pięknie oddzielają złe i dobre wspomnienia. Za dobre traktowanie i szacunek odpłacają oddaniem, złe uczynki zaś czekają na odpowiednią okazję... Między innymi dlatego mają opinię psów trudnych - zapamiętują wszystko, więc postępowanie z nimi wymaga szczególnej ostrożności i cierpliwości. Mojo bardzo dobitnie to pokazał - pamiętam cię, nie lubię cię więc masz... Tak więc tymczasowy opiekun rejonu Mojo ma parę dni zwolnienia po bardzo delikatnej reprymendzie na temat: Jak postepować należy z psem... no wielkopsem... ekhm dumnym wielopsem ! (ale naprawdę to z kazdym psem... tylo ten kazdy przeważnie nie ma takich możliwości i takiej dumy...) APSA - na conajmniej dwóch spacerach z Altairem byliśmy razem, raz przed wydaniem Aurory, raz po. Więc musiało być ich więcej. Quote
BasiaD Posted September 26, 2009 Posted September 26, 2009 Ojej to Mojo może mieć kłopoty... Temu Misiaczkowi potrzebny jest szybko taki domek z prawdziwego zdarzenia... Który domek zasłży na Mojo??? On się potrafi odwdzięczyć, tak jakt ylko WIELKOPIES potrafi... Wskakuj Niuniu na początek, niech Cię dojrzy ten właściwy domek! Quote
morisowa Posted September 27, 2009 Posted September 27, 2009 No i był kolejny spacerek... Pierwsza połowa była cudowna :loveu: A potem... Quote
KWL Posted September 27, 2009 Author Posted September 27, 2009 Dzisiejszy spacer. Byliśmy dziś wszyscy troje więc główną i z radością wyczekiwaną atrakcją dnia miał być spacer z Mojo. I był, tylko nie zupełnie taką, jakiej oczekiwaliśmy. Mojo bez problemu dał sobie nałożyć kaganiec i spokojnie wyszedł ze schroniska. W dość piknikowej atmosferze podążyliśmy na łączkę i rozsiedliśmy się na niej. Morisowa i APSA wyczesywały i strzygły wielkopsa, ja głównie miziałem. Nasz kaukazik siadał, kładł się, podawał łapkę (!) i ogólnie wyglądał na rozleniwionego i szczęśliwego... Po jakimś czasie pozbieraliśmy się i ruszyliśmy dalej. Po kilkuset metrach nastapił pierwszy zgrzyt - Mojo na próbę zawrócenia powiedział nie - zapierał się, obracał, w końcu położył. Więc przerwa na jeszcze jedno czesanie i strzyżenie. Może mu się odwidzi... Nie odwidziało. Po przemyśleniu - skoro nie daje się zawracać ruszamy naprzód, będziemy wracać okrężną drogą. Naprzód Mojo rusza wręcz radośnie... Do czasu kiedy zaczyna się orientować że nawet idąc naprzód w istocie wraca... Staje, siada, kładzie się coraz częściej, jeszcze daje się przekonać do przejścia po kilkanaście metrów. Tak docieramy do schroniska, wchodzimy i tu już koniec. Przez pół godziny posuwamy się pięćdziesiąt metrów a do boksu jeszcze dwa razy tyle. Z pomocą ulubionego opiekuna Mojo pokonuje jeszcze sto metrów, ale przed boksem już nie tylko stawia bierny opór, ale próbuje się wyrywać i kłapać. Opiekun wciska go do boksu. Mojo ryczy i rzuca się na wszystkie strony. Nie próbujemy nawet zdjąć mu kagańca. Dwadzieścia minut później gdy wracamy po kaganiec leży już, ale jest nadal na nas wściekły że wpakowaliśmy go z powrotem do tego cholernego boksu... Czego nas to nauczyło ? Mojo ponad wszystko nie chce być w tym boksie, i nie ma w tej chwili nikogo dla kogo mógłby się zdobyć na takie poświęcenie żeby wejść dobrowolnie do boksu. Każdy spacer daje mu nadzieję że już tam nie wróci. Dopóki może, dopóki nie stawiamy go pod ścianą (furtką boksu) przez długi czas stara się stawiać opór biernie, nie czyniąc nam krzywdy bo jesteśmy jego stadem, ale żadne z nas nie jest jego przewodnikiem, partnerem. Niestety, to oznacza że to był jego ostatni spacer, przynajmniej dopóki nie wymyślimy jakiegoś rozwiązania tego problemu... Quote
morisowa Posted September 27, 2009 Posted September 27, 2009 To ja tylko uzupełnię i pokomentuję KWLa Och, spacerek był atrakcją! Ale od uroków przebywania z największą ;) moją miłością :iloveyou: , przytulanek, pieszczot i łapkowania nieoczekiwanie przeszliśmy do kryzysu w związku. Pan Mojo co chwila stwierdzał, że on dalej nie idzie i już :obrazic:Prośby :modla: groźby ("bo cię zagadam na śmierć" "czy chcesz zobaczyć wściekłą morisową?" "bo się brygadzista będzie z nas śmiać!) :-x i jakoś dotarliśmy do schroniska. Choć do śmiechu to już nam nie było :shake: A "impreza" dopiero się zaczęła. 80 kg totalnego osła, zero pomysłów jak go ruszyć, żeby się nie wściekł, nie działa nic, co działało wcześniej. Posuwamy się z prędkością dwa kroki na 5 minut. :niewiem: / :flaming: I tu wielkie ukłony dla opiekuna, który przyszedł nam pomagać. Mojo strasznie się do niego ucieszył, zaczął łapkować i "miziaj mnie, miziaj!" ale "i tak dalej nie pójdę". Cóż, trzeba go było zaciągnąć (w końcu mimo niechęci zaczął iść). Co było przed boksem, napisał KWL :roll: Niestety gdy do boksu nie chce wracać tej wielkości pieseczek z takimi możliwościami nie będziemy go bez powodu z tego boksu zabierać, czyli póki co spacerów koniec :roll: Zostaje mizianie w boksie... Quote
morisowa Posted September 27, 2009 Posted September 27, 2009 Na spacerze Mojo jest cudowny. Nie miał nic przeciwko szczotkowaniu czy wycinaniu kołtunów. Nadstawiał się na głaskanie. Ewidentnie nas lubi. Przez kraty - słodziak :loveu: Na spacerze - słodziak :loveu: Ale on nienawidzi tego małego boksu, tej budy, do której z trudem się wciska, masy otaczających go psów, hałasu, szczekania, ciągłej zmiany opiekunów (przy czym część albo się go boi albo zwyczajnie nie lubi). Nienawidzi tego. I dobrowolnie nie wróci do piekła. Mimo wszystko, mimo tej adrenaliny, której nam dziś dostarczył na koniec spaceru widzę duże plusy w jego zachowaniu. Mianowicie. Mojo zrobi bardzo dużo, byleby nie krzywdzić ludzi, których lubi. To nie jest pies, który jak mu się coś nie spodoba, to atakuje. Po pierwsze daje do zrozumienia, że w tej sytuacji, w której się znalazł, nie czuje się dobrze. Ziewanie, oblizywanie, odwracanie głowy ma dobrze opanowane. Gdy człowiek zmusza go do czegoś bardzo długo stawia bierny opór. Usiądzie, położy się i nadal będzie zadowolony z głaskania. Jest w stanie ustąpić i dać się pociągnąć i przejść spory kawałek mimo, że nie chce. Gdy mimo tych wszystkich sygnałów człowiek chce go zmusić do czegoś wyjątkowo przykrego (a do boksu wrócić musiał) najpierw jeszcze ostrzega - warczy, prezentuje wszystkie zębiska. Gdy tak oczywiste sygnały nie pomogą (a nie mogły pomóc w tym wypadku :roll: ) dopiero wtedy kłapie. I piszę, że kłapie, a nie, że rzuca się. Bo wykorzystał tylko jakieś minimum swoich możliwości i sił w tym ataku. Tak na prawdę z jego punktu widzenia to my zachowujemy się absurdalnie i nie docierają do nas żadne sygnały :roll: Quote
sonikowa Posted September 27, 2009 Posted September 27, 2009 Podczytuję watek i w sumie byłam zdania, że trzeba skoncetrowac się na szukaniu mu dobrego DS, bo w schronie jakoś sobie radzi. Teraz zmienilam zdanie - trzeba go koniecznie stamtąd zabrać. Jest potwornie nieszczesliw i bedzie coraz bardziej depresyjny i trudny. Czy probowaliscie go wpisac do jakiegos hotelu? Quote
Anna_33 Posted September 27, 2009 Posted September 27, 2009 Masakra ( biedny pies. Wcale mu sie nie dziwie, I tak byl grzeczny. Tlumaczyl jak umial, ze nie chce tam byc ...i teraz szlaban na spacery. Dom, potrzebny dobry, madry dom(( Tak mi go szkoda i tak nie wiem co zrobic, do bani( Quote
dzidda Posted September 28, 2009 Posted September 28, 2009 przepraszam za offa ale potrzebna pomoc....:-( inaczej paluch http://www.dogomania.pl/forum/f28/brak-deklaracji-paluch-ratunku-wola-tramp-146899/ http://www.dogomania.pl/forum/f99/bizuteria-hand-made-na-hotelowanie-trampa-pomozcie-do-4-10-a-147380/#post13036137 Quote
Charly Posted October 6, 2009 Posted October 6, 2009 Czytając początek wątku zastanawiałam się jak ten kaukaz wraca z tych spacerków. Nasza Masza (w porównaniu do Mojo raczej cocker spaniel;)) z pierwszego spacerku już powrócić nie chciała. Zawsze! łagodna i cicha pogryzła jednego z pracowników. W końcu w 4 zaciagnęliśmy ją do kojca.Masza na szczęście już adoptowana. Więc zastanawiałam się jak to będzie z Mojo. I teraz już wiem. Ech. A jak to jest z kaukazem w domu? Czy też w taki sposób postawi się własnemu panu w drodze ze spaceru do domu? Quote
mysza 1 Posted October 6, 2009 Posted October 6, 2009 Charly napisał(a): A jak to jest z kaukazem w domu? Czy też w taki sposób postawi się własnemu panu w drodze ze spaceru do domu? Mój niestety miał takie pomysły. Kładł się na przykład na środku drogi i decydował, że dalej już nie idzie. Większy ode mnie był, ja młoda i niedoświadczona, cięzko było:roll: Ale kochałam go jak nie wiem (z wzajemnością wielką). Ale dom z ogrodem to kłopotu nie było az takiego. Weterynarz do domu przyjeżdzał, bo nie jeździł, nie lubił i koniec:evil_lol: Mądry wlaściciel, znawca rasy, dom z ogródkiem, łatwo nie będzie. Czy on ma ogloszenia? Aha, i ja uważam, że hotel to dobry pomysł. Quote
sonikowa Posted October 6, 2009 Posted October 6, 2009 mysza 1 napisał(a):Aha, i ja uważam, że hotel to dobry pomysł. To co? próbujemy? Bo tak to znowu go jakiś idiota ;-) weźmie.. A w hotelu ma sie jednak wpływ na adopcje. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.