Ekiana Posted September 2, 2010 Posted September 2, 2010 Ale w myślach mam też Władzię. Nie wiem jak jej pomóc, nie ma wątku... [IMG]http://img831.imageshack.us/img831/417/wadzia.jpg[/IMG] [IMG]http://www.psianiol.org.pl/img/animal/1681/4.jpg[/IMG] Wiem tylko, że ma ok. 2 lat i przebywa w Pod Psim Aniołem. [url]http://www.psianiol.org.pl/adopcje?species=d&sex=f&status=1&page=2&id=1681[/url] Quote
idusiek Posted September 2, 2010 Posted September 2, 2010 nooo. adoptowac możesz - dzwonisz do Anioła, jedziesz i masz :) Quote
Ekiana Posted September 2, 2010 Posted September 2, 2010 No w obecnej sytuacji już nie mogę. Coś zamiennego dobrego bym zrobiła. Będę oczywiście ją rozsławiać po znajomych, ale rzadko się trafia taka sytuacja jak z Alą... Quote
ludwa Posted September 2, 2010 Author Posted September 2, 2010 Właściwie możesz Władzi jedynie szukać domku. Na pocieszenie napiszę Ci tylko, że Psi Anioł jest dobrym schroniskiem, przynajmniej na tyle na ile schronisko może być dobre Quote
Ekiana Posted September 3, 2010 Posted September 3, 2010 No właśnie, dziś porobię Władzi ogłoszenia, jak mi ten mały Szczylek pozwoli bo na razie nie mam netu w komputerze roboczym. Chciałabym aby miała taki dom jak Stasia u mnie. Podziwiam Cie, ze mi zaufałaś. Ja trochę tez ze strachu o przyszłość Malucha zgodziłam się aby u nas został. Póki fajna kulka to każdemu się podoba, a potem to ja już wiem jak to wygląda. Godzę się na to z pełną świadomością, gożką jak nigdy w życiu. Cały czas mam w głowie Stasię, tak fajnie się do niej tuliło. Do Michała to się póki co nie da :) Jakoś przeżyję te początki, a nie przeżyłabym gdyby ktoś się nim zabawił i go wyrzucił. Quote
ludwa Posted September 3, 2010 Author Posted September 3, 2010 Te początki to mogą być długaśne. Mój poprzedni poes miał adhd do ok 10 r.ż. Co oczywiście nie znaczy, że nie dał się przytulić, bo sypiał w łóżku, więc trudne to nie było ale spokojny to był dopiero pod koniec;) Quote
Ekiana Posted September 3, 2010 Posted September 3, 2010 Właśnie dlatego dorosłe psy mają przewagę nad maluchami bo już człowiek się nie zastanawia co z tego wyrośnie. A Twój pies był kastrowany? Quote
ludwa Posted September 3, 2010 Author Posted September 3, 2010 Jakoś tak się tdo tego zbierałąm, że potem już był za stary;) Teraz mam wysterylizowaną suczkę i czekam aż z dzieckiem mi się sytuacja unormuje i wyksatruję psiura, bo latka lecą szybko i będę się bała narkozy (zresztą już się boję) Quote
Ekiana Posted September 3, 2010 Posted September 3, 2010 A w jakim okresie wieku najlepiej to robić? Przed czy po dojrzewaniu? Quote
ludwa Posted September 3, 2010 Author Posted September 3, 2010 Po dojrzewaniu, choć niektóre schroniska praktykują np sterylizację suczek przed pierwszą cieczką. Mi się wydaje, ze lepiej poczekać, wiadomo, ze organizm dojrzał. Nie wiadomo przecież kiedy suczka dostanie cieczki a jeśli dopiero za 6 miesięcy? W przypadku samców, to chyba tak w okolicy roku;) Ale zawsze lepiej dopytać weta:) Quote
wykrywka Posted September 4, 2010 Posted September 4, 2010 Ekiana na wątku jestem przypadkiem, nie zamierzam Cię pocieszać, bo nie potrafię. Napiszę tylko, że Stasia miała wspaniałe to drugie życie, które otrzymała dzięki Tobie, nie smuć się tym, że krótkie ale raduj tym, że takie dobre. Wątek piękny, mimo iż to Tęczowy Most, piękny dzięki Twojej miłości , którą ją darzyłaś i piękny przez sposób w jaki ją opłakujesz. Możesz wysoko nosić głowę i bez najmniejszych skrupułów otworzyć swoje serce następnej istocie. Stasia będzie w nim na zawsze i razem będziecie kochały Miśka. Powodzenia z maluchem :lol:. Quote
Ekiana Posted September 6, 2010 Posted September 6, 2010 Dziękuję za twoje słowa. Ja tez nie umiem pocieszać. Długo zastanawiałam się co odpisać... Najbardziej koi mnie to, że Stasia w ostatnim momencie była głaskana i nie bolało jej, niż to, że miała piękny ostatni rok bo ja jednak mam wrażenie, że otrzymałam od niej o wiele więcej niż ja jej dałam. Ze wszystkich psów, z którymi miałam kontakt w swoim życiu Stasia była najmniej problemowa. Właściwie jedyny kłopot z nią ograniczał się do kapryszenia przy jedzeniu i jej lęku przed fajerwerkami i ciemnością. To w zasadzie drobiazgi. Zawsze gdzie mogłam to ją zabierałam ze sobą, tak mi teraz dziwnie. Ostatnio byla ze mną nawet u fryzjera. Powolutku, ale chodziła ze mną wszędzie. Jest tak jak napisałaś, ona dalej ze mną chodzi tylko po prostu mniej materialnie. U Marysi ( w hoteliku) zostały jeszcze jej rzeczy. W sumie to nie wiem jakie, chyba smycz, szelki i posłanie. Jeszcze nie miałam odwagi tego odebrać i ponownie zobaczyć. Z tą podniesioną głową, to jeszcze mam jednak skrupuły. Chociaż cieszy mnie to, ze Michaś jest tak inny. To też wiele ułatwia i pozostawia Stasię bez konkurencji :) W sumie to wcześniej tu pisałam, że najlepiej by pasował do mnie pies , który gryzie i ofukiwalibyśmy cały świat... Pisałam to jeszcze nie mając pojęcia o istnieniu Michała. Zobaczcie jaki los jest ironiczny... :) Trafił mi się pies, który gryzie! :) Michaś na szczęście z każdym dniem jest coraz bardziej normalny, chociaż oczywiście to nie Stasia :) Od śmierci Stasi jeszcze się nie przytulałam do pieska. Do Miśka się nie da tak przytulać, a zmuszać go nie zamierzam. Ale może za jakiś czas i on nauczy się czerpać przyjemność z przytulania. Quote
wykrywka Posted September 6, 2010 Posted September 6, 2010 Dzięki za odpowiedź, znowu pięknie napisaną, pełną miłości i ciepła. Rozumiem Cie doskonale, wątek Miśka będę odwiedzać, choć nie zawsze pisać. Bardzo Cię lubię i cieszę się,że wracasz do świata, potrzeba tutaj takich jak Ty :lol: . Quote
elmira Posted September 13, 2010 Posted September 13, 2010 Ekiana, czytam, nie piszę. Przepraszam, ale każde zdanie, które bym napisała o Stasi traktuję jako banał i pustosłowie. A ja nie potrafię tak chrzanić. Z reszta byś nie chciała?:) A Ty, przygarnęłaś kolejną biedkę? Quote
Ekiana Posted September 13, 2010 Posted September 13, 2010 Tak, przygarnełam - podrzutka zza czyjegoś płota. Mały szczeniak onkowaty. Ja też codziennie myślę o Stasi i także o tym, że nic dawno tu nie napisałam. Trudno znaleźć słowa bo życia jej już nic nie wróci, ani powiem szczerze, że nic nie jest tez w stanie mnie pocieszyć. Staram się nie roztrząsać i zaakceptować ten fakt, ale jakoś tak... sama wiesz pewnie jak to jest. Tym bardziej, że jednak dla nas to było totalne zaskoczenie. 11 miesięcy temu Stasia do nas przyszła, przewróciła świat na głowę, albo właściwie obróciła na nogi, na tą lepszą stronę - i tak nagle odeszła. I prawie każdy komu muszę o tym powiedzieć (bo Stasia była znana w moim gronie, wszędzie z nią łaziła, każdemu opowiadałam :)) komentuje, że to przez hotelik albo, że z tęsknoty umarła. To też jest, powiem szczerze, dobijające. Do hoteliku mam pełne zaufanie i pretensji nie mam, do siebie, że nie byłam w tym ostatnim czasie mam żal. Też już czasu nie odwrócę. Przed wyjazdem na lotnisku jeszcze komentowałam, że w sumie to nie chce mi się jechać, wolałabym pobyć ze Stasią w hoteliku bo z nią tak fajnie, z w hoteliku ładnie :) Widać jednak miało być inaczej. Teraz koncentruję się na tym aby Michaś (szczeniak) został wychowany na mądrego i zrównoważonego psa. On póki co w żadnym elemencie nie jest podobny do Stasi, no może tylko w tym, że też wmanewrowuje się między nogi od krzesła i zasypia ryzykując potrącenie :) Nie chcę wymagać za wiele bo to jeszcze dzieciak, ale póki co nie ma mowy o przytulaniu się do pieska ani też leniwym wspólnym wylegiwaniu się na kanapie oglądając tv :) A dla mnie jest jednak inaczej niż w tytule tego wątku - dla mnie Stasia cały czas jest. Planuję wstawić też jej ostatnie zdjęcia, ale na razie nie mam jeszcze na to siły. Quote
Pliszka Posted September 13, 2010 Posted September 13, 2010 Ekiano, proszę, nie zapominaj, że byłaś najlepszym co Stasieńkę w życiu spotkało. Czasem tak się dziwnie układa, wiesz i ludzie wyciągają jakieś dziwne wnioski, myślą, że wiedzą najlepiej, a nie rozumieją nic. To podłe. Wiesz, stan naszej Angusi też się pogorszył jak nas nie było. Wróciliśmy i poczułam, ze jest gorzej. Też miała super opiekę, była w domu z bratem mojego męża,którego bardzo lubiła. Wieczorami wylegiwali się razem na kanapie. Też mi ktoś powiedział, że to widocznie z tęsknoty. Z tęsknoty te nerki stanęły? I najgorsze, że wiemy , że coś jest bzdurą, a i tak to nas gdzieś boli i się zastanawiamy... Mojej koleżance, która straciła dziecko teściowa powiedziała, że widocznie coś nie tak zrobiła, że pewnie się potknęła, albo coś i nie chce powiedzieć... Ludzie lubią szukać winnych i oskarżać, wodocznie to sprawia, że się lepiej czują. Jakoś tak mi ta Twoja Stasia zapadła w serce od pierwszego momentu, kiedy trafiłam na wątek. To Wasze wspólne życie było tak piękne, zawsze czekałam na nowinki. Podarowaliście Stasi tak wiele! Nie czuj do siebie żalu, widocznie tak to się musiało potoczyć, nie jesteśmy w stanie wszystkiego przewidzieć. Ściskam! Quote
ludwa Posted September 14, 2010 Author Posted September 14, 2010 Myślę, że Ekiana nie ma wyrzutów sumienia, że Stasię akurat zostawiała i to dlatego tak się stało. To żal, że tak niespodziewanie, że nie była z nią w ostatniej drodze, że nie utuliła na końcu... Ja znam ten żal... Tylko że ja byłam tchórzem i nie poszłam uśpić mojego psa a teraz cierpię z tego powodu. Byłam przy uśpieniu mojej ukochanej kićki i jestem spokojno. Zrobiłam wszystko tak jak należało. W przypadku psa stchórzyła strasznie i to we mnie tkwi. Stchórzyłam, bo nie potrafiłam sobie poradzić z jego chorobą. Bo fizycznie był zdrowy, nic mu nie dolegało ale nie dało sie z nim żyć z powodu agresji, nieprzewidywalności. Ale jakkolwiek by nie było, to był mój pies i to ja powinnam z nim wtedy być. A nie byłam. Z innych powodów ale mam ogromny żal do siebie. Ekiana nie miała wyboru, nikt się nie spodziewał, że w ogóle moze się tak stać...Ja wybór miałam i się nie sprawdziłam. Quote
Ekiana Posted September 14, 2010 Posted September 14, 2010 Biję się z myślami co napisać. Tak, Ludwa ma rację - ja mam żal do siebie, że nie utuliłam ją w tym ostatnim momencie. Chociaż bardzo się cieszę, że jeśli nie ja to inna dobra osoba to zrobiła. A jak by się to stało nawet w domu, ale byłabym w sklepie, to myślę, że czułabym się gorzej. To co powiedziała teściowa koleżance Pliszki było okrutne. Ludzie czasem walą takie teksty nawet się nie zastanawiając nad konsekwencjami. Ja z kolei usłyszałam od bliskiej mi osoby w rodzinie komentarz na temat Michasia, że szybko się pocieszyłam... Nie będę pisać kto to był, ale gdybym to zrobiła to byście w pełni zrozumiały skąd moje opory przed wzięciem nowego pieska. Opory tak duże, że wręcz odgórnie narzucające mi myśli jako by to był gest wręcz nieprzyzwoity. Ostatnio jak byliśmy z Miśkiem na Białobrzeskiej było mnóstwo piesków i niektóre z naprawdę widocznymi nowotworami (np. jamniczek z czymś dużym na nosku). I był też piękny duży labrador, spokojniutki, taki stasiowy. Nawiązała się rozmowa z jego Panią i okazało się, że psiak ma raka kości z dużą ilością przerzutów, że jest już po kilku operacjach i ma już wycięty język, że leki przeciwbólowe już nie działają, że choroba zaatakowała stawy i ma takie dziwne narośle na nich i z wielkim trudem chodzi, ledwo wstaje, a czasem nawet na to nie ma siły. Zachował jednak pogodę ducha, nadal umie pocieszać i rozbawiać swoją Panią. Mimo wszystko, mimo bólu, swojego cierpienia, odkłada to na bok bo kocha swoją Pańcię. I widziałam w jaki sposób Pani o tym mówi, chociaż nie ujęła to w słowa to było widać jak jej ciężko podjąć decyzję o pożegnaniu się z przyjacielem, było widać, że ciągle walczy, że ma nadzieję, a teraz przyszła po nową inną porcję leków. Można sobie tylko wyobrazić ile wysiłku potrzeba aby napoić czy nakarmić psa bez języka. To jest straszne - prowadzić walkę o życie swojego psa i wiedzieć, że jest się skazanym na porażkę. Gdzieś ostatnio w telewizji słyszałam taką wypowiedź rodzica, który miał głęboko upośledzone dziecko, wypowiedź o tym, że marzy aby zdążyć zamknąć oczy swojemu dziecku. Jest coś w tym, że miłość to też pomaganie odejść, pozwolenie odejść. Ale to bardzo ciężkie jest. A zwłaszcza, że obok są inne głosy, nieprzemyślane wypowiedzi, nierozumiejące sytuacji, egoistyczne. Ludwa, myśli o tym, że nie było Cię wtedy z nim sprawiają Ci przykrość, powodują wyrzuty sumienia... Ale mnie mówiono zarówno po śmierci Stasi, jak i podczas podawania jej narkozy przed operacją (lekarz), że bliski kontakt z Pańciami powoduje, że pies się emocjonalnie szarpie, jest niespokojny i nie pozwala mu się to zrelaksować, spokojnie zasnąć. Naszego bólu i różnych myśli nie ukoi nic. Ja jednak mam nadzieję, że może dzięki mojej nieobecności Stasia mogła skoncentrować się na sobie, a nie na mnie. Chociaż ja bym wolała oczywiście aby wszystko było inaczej. Quote
Pliszka Posted September 14, 2010 Posted September 14, 2010 Tylko, że Ty nie siebie pocieszyłaś, ale Misia przede wszystkim pocieszyłaś... Ja wiem, że każdy stratę przeżywa może inaczej, ale mówienie, że przez pamięć dla zwierzaka, który odszedł, nie stworzę domu dla innego, jest podobne do mówienia, że jestem zbyt wrażliwy żeby pójść do schroniska albo nie zrobię suczce krzywdy i nie wysterylizuję, żeby choć raz została mamą, itp... Nie chcę oceniać, ale nie polubię się z takimi ludźmi. A Stasia pewnie boczki zrywa na wielkiej podniebnej kanapie patrząc jak Was Misiek szczypie po łydkach :) Coś się skończyło, coś się zaczęło. Grunt żeby w każdej sytuacji dawać z siebie wszystko, a Ty Ekiana dajesz chyba 150% :) Quote
Ekiana Posted September 15, 2010 Posted September 15, 2010 Tak, ja też na to patrzyłam z dwóch stron. To chyba przez tą wielomiesięczną obecność na dogomanii wiele się we mnie zmieniło. Z jednej strony opłakuję Stasię, ale z drugiej strony, z boku patrząc - miejsce w domku się zwolniło u osób, które już co nieco na temat opieki nad psem wiedzą. Ze Stasią mieliśmy niezłą szkołę, a przed jej adopcją byliśmy zieleni jak szczypiorki. Stasia była wyrozumiałą i cierpliwą nauczycielką. Jasno pokazywała co chce, inaczej niż z Michasiem. Stasia już wiedziała co dla niej dobre i pokazywała to, Michaś jeszcze lubi chcieć rzeczy złe :) To prawda, że ja ze swojej strony zgodziłam się na przyjęcie Michasia dla niego samego i dla Łukasza, a nie dla siebie samej. Na pewno strata Stasi sprawiła, że podeszłam do sprawy na chłodno. Po pierwsze Michaś zyskał dom i bardzo oddanego Pańcia w osobie Łukasza. Cieszę się z tego bo w przypadku Stasi jakoś tak ich niechcący odseparowałam, byłam taka pochłonięta nią, zafascynowana, że jak bym mogła to bym ją "zjadła" taka pyszniutka była w każdym calu, każdej łapie i zachowaniu. No i Łukasz gdzieś był z boku. Teraz ja się trzymam nieco z boku, tzn. dojrzałam do tego :) aby zauważyć pewne rzeczy i widzę jak fajnie się miedzy nimi zacieśnia więź, fajnie się bawią. Po drugie, cały czas podziwiam Ludwę, że mi zaufała ponieważ dla mnie to by było bardzo trudne. Widziałam, że Michaś się podoba ludziom dlatego, że fajna z niego kulka, ale on przestanie być w końcu kulką i być może mógłby się przestać podobać, a ma całe życie przed sobą. A co jak go później by ktoś wyrzucił, albo wychował na agresora, a tu jest zbyt wiele takich przypadków. Ja wiem, że u mnie ma gwarancję domu i opieki nawet jak "zbrzydnie". Akurat ja osobiście nie widzę w nim tego piękna co inni bo wolę dorosłe pieski :) wiec chyba się dobrze złożyło. Nie wzięłam go dla wyglądu, ale już się nie mogę doczekać jak będzie "normalny" :) I czy ja wiem czy ja mu daję 150% ?:) Czytam bloga Zofii i szczęka mi opada, że piesek taki super, taki grzeczny i ma takie wspaniałe dzieciństwo i sukcesy i nagrody. Hee, też bym tak chciała, ale z tym nicponiem naprawdę różnie bywa :) Quote
ludwa Posted September 30, 2010 Author Posted September 30, 2010 Teraz bardzo często przejeżdżam obok miejsca gdzie była stasinowa stacja... I zawsze o niej myślę.. ['] Quote
Ekiana Posted October 1, 2010 Posted October 1, 2010 Tak dziwnie, że jej nie ma przy nas. Nie mogę się przyzwyczaić... U Marysi jest jej legowisko i szelki. Wypadałoby zabrać bo może przeszkadza, bądź co bądź duże. Ale nie mogę się zebrać. Jakoś mi łatwiej myśleć, że ona tam jest... Głupie to może. Quote
ludwa Posted October 19, 2010 Author Posted October 19, 2010 Tak znowu mi się zackniło i mokro pod oczami zrobiło Stasieńku... Niezastąpiona Stasia...(choć nie moja a jakby...):( Quote
elmira Posted October 19, 2010 Posted October 19, 2010 Ekiana napisał(a):Tak dziwnie, że jej nie ma przy nas. Nie mogę się przyzwyczaić... U Marysi jest jej legowisko i szelki. Wypadałoby zabrać bo może przeszkadza, bądź co bądź duże. Ale nie mogę się zebrać. Jakoś mi łatwiej myśleć, że ona tam jest... Głupie to może. Mi się wydaje, że jest i u Ciebie i u P. Marysi. My po przeszło pół roku, jaki minął od śmierci naszego staruszka, do aktualnie u nas przebywającego Fifka często mówimy Chaplin. Staramy się nie myśleć, że Chaplin odszedł. Bo przecież gdzieś tam jest, a póki my o nim pamiętamy, to jest z nami. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.