Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Rozmawiałam z panem.

Pan był tak zdziwiony, że ktoś chce go sprawdzić związku z Dino, że najpierw usiłował mi przekazać, że w zasadzie to on nic nie musi.

Utwierdziłam go w tym mówiąc spokojnie, że oczywiście może odmówić złożenia mu wizyty przedadopcyjnej ale taka jest kolej rzeczy i że chodzi tu wyłącznie o dobro psa.

Na pytanie po co to - odrzekłam również spokojnie, że chcę zobaczyć warunki w jakich pies będzie przebywał i że chcę z nim porozmawiać osobiście.

Mój spokojny i przyjazny ton go uspokoił i stwierdził, że skoro ja z nim "normalnie" rozmawiam, to on też może normalnie rozmawiać.

Ale do rzeczy:

- pan nie ma nic do ukrycia i w zasadzie mogę go odwiedzić (mieszka pod Gorzowem) ale odwiedziny i tak nic nie dadzą, bo pies nie będzie tam przebywał tylko od razu wywiezie go tam gdzie będzie czyli na jakąś posiadłość w lesie, którą nabył i która jest za daleko na odwiedziny,

- pan miał wcześniej duże psy ale nie były to kaukazy (nie wiem jakie),

- pan twierdzi, że nie wierzy w tę agresję Dina a o ile już to jest to pies na tyle młody, że będzie go chciał ułożyć i że poradzi sobie z nim (spodobał mu się ten błysk w oku na zdjęciach),

- pan chce nabyć jeszcze szczeniaka dużej rasy żeby od początku go układać,

- pan nie ma małych dzieci,

- pan pojedzie po niego osobiście, bo ma przy okazji coś do załatwienia po drodze,

- pan jest w tej chwili za granicą i jak wróci odezwie się do mnie.

Tyle wynikło z naszej pierwszej rozmowy.
Muszę przyznać, że nie oparłam się wrażeniu, iż był tak zaskoczony że tyle zachodu jest wokół tej adopcji i dlaczego, przede wszystkim dlaczego jest tyle szumu wokół tego psa.

Wytłumczyłam, że to jest najnormalniejsza w świecie procedura adopcyjna.
Pan był pewny, że schronisko nie ma już nic do tego, bo on go zabierze z jego domu i to jest sprawa między nim a mamą Paluli.
Wyprowadziłam go z błędu mówiąc, że obecni państwo zrezygnowali z tej adopcji więc pies jest nadal w gestii schroniska.

Przekazałam również, że myśląc o Dino poważnie musi się z tym liczyć, że niezbędna jest osobista rozmowa z nim i naoczne sprawdzenie warunków w jakich będzie mieszkał pies.

Na razie nie pytałam gdzie jest ta "daleka" posiadłość, bo nie uważałam tego za konieczne, skoro pan ma się odezwać to się pewnie odezwie po powrocie do kraju - a jak nie, to nic na to nie poradzimy.

Myślę, że zgadzając się na wizytę przedadopcyjna w rozmowie z mamą Paluli - pan nie wierzył w to, że kiedykolwiek do tego dojdzie, bo pies pod Częstochową a tu nagle ktoś z Gorzowa się odzywa właśnie chcąc to zrealizować.

Całą rozmowę przeprowdziłam (jak już napisałam) w tonie bardzo spokojnym i przyjaznym i to trochę uspokoiło pana, że to nie jakaś "święta inkwizycja" broni losu Dina ale pan nie wykluczył w ostatnim słowie, że być może nasz następny kontakt będzie również tylko telefoniczny.

Uf - to wszystko.

  • Replies 290
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[quote name='Zosia4']Rozmawiałam z panem.Dziękuję Ci bardzo :) :loveu:.

Pan był tak zdziwiony, że ktoś chce go sprawdzić związku z Dino, że najpierw usiłował mi przekazać, że w zasadzie to on nic nie musi.
Z tego jakby wynika, że pan nic nie wiedział o wizycie przedadopcyjnej :hmmmm:. Ale palula mówiła mi, że jej mama pytała pana o taką wizytę i pan się zgodził.

- pan miał wcześniej duże psy ale nie były to kaukazy (nie wiem jakie),
Hmmm. To troszkę zmienia postać rzeczy. Myślałam, że pies ew. trafi do znawcy rasy, do kogoś, kto będzie wiedział jak się z nim obchodzić. Teraz mam wątpliwości czy pan da sobie radę i czy to nie skończy się jakąś tragedią. Te problemy z Dino to nie przelewki...
Ale poczekajmy na wizytę.

- pan twierdzi, że nie wierzy w tę agresję Dina a o ile już to jest to pies na tyle młody, że będzie go chciał ułożyć i że poradzi sobie z nim
Lepiej niech uwierzy... Tak będzie lepiej i dla pana i dla psa. I dla ew. gości na posesji... :diabloti:.

- pan jest w tej chwili za granicą i jak wróci odezwie się do mnie.
No to czekamy.

Pan był pewny, że schronisko nie ma już nic do tego, bo on go zabierze z jego domu i to jest sprawa między nim a mamą Paluli.
Wyprowadziłam go z błędu mówiąc, że obecni państwo zrezygnowali z tej adopcji więc pies jest nadal w gestii schroniska.
To tutaj ja muszę wyprowadzić z błędu Ciebie. Dino został zaadoptowany przez państwa ze schroniska i teraz oni są jego właścicielami i w świetle prawa to oni za niego odpowiadają. Schronisko już nie ma nic do Dino. Chyba, że państwo by go do schronu oddali...

Przekazałam również, że myśląc o Dino poważnie musi się z tym liczyć, że niezbędna jest osobista rozmowa z nim i naoczne sprawdzenie warunków w jakich będzie mieszkał pies.
Słusznie.
Bardzo mi się podoba Twoje podejście!
Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za to, że się tego podjęłaś :loveu:.

Posted

Dziewczyny - ja zbyt szczegółowych pytań mu nie zadawałam, bo dla mnie w czasie tej pierwszej rozmowy najważniejsze było, żeby doprowadzić do spotkania.

Zawsze to co innego jak się rozmawia z kimś osobiście i wtedy można przejść do szczegółów (a przejdzie się niewątpliwie o ile do tego dojdzie).

Przecież nawet jeśli ta posiadłość leży na drugim krańcu Polski to myślę, że macki dogo też tam trafią :diabloti:.

A poza tym nad tą rozmową wisiało cały czas jego zdziwienie i zaskocznie, że jednak to w Gorzowie jest ktoś, kto pilnuje interesów Dina.
Dajmy mu czas - niech po tym ochłonie i zdecyduje czy się ze mną spotka czy nie.

Kasiu - przepraszam, że tak zinterpretowałam sytuację Dina ale dla mnie jest jednoznaczne, że państwo zrezygnowali z niego (i słusznie) i teraz tylko grzecznościowo zdecydowali się go przetrzymać. A, że w papierach nie gra to co ? Ważne, że w sercach gra i nam i im. Rezygnacja to rezygnacja i czy trzeba koniecznie odwozić psa do schronu i podpisać papier żeby można było ponownie legalnie zająć się jego dalszym losem ?

Jeśli jest potrzebna ta procedura to i poniekąd pan miał rację, że nikomu nic do tego, bo to sprawa między nim a państwem i zrobią wspólnie to co zechcą a nikomu nic do tego.

Ja go od powyższego myślenia odwiodłam, bo o to mi głównie chodziło (i nadal tego nie żałuję). Inaczej to rzeczywiście możemy sobie tylko pogwizdać.

Posted

[quote name='Zosia4']Dziewczyny - ja zbyt szczegółowych pytań mu nie zadawałam, bo dla mnie w czasie tej pierwszej rozmowy najważniejsze było, żeby doprowadzić do spotkania.Tak, tak. Słusznie :).

Kasiu - przepraszam, że tak zinterpretowałam sytuację Dina ale dla mnie jest jednoznaczne, że państwo zrezygnowali z niego (i słusznie) i teraz tylko grzecznościowo zdecydowali się go przetrzymać. A, że w papierach nie gra to co ?
Nic, nic. Tak tylko napisałam, żebyś wiedziała jaka jest sytuacja i że to od państwa pan będzie Dino odbierał i z nimi podpisywał ew. umowę adopcyjną, a nie ze schroniskiem - żeby potem jakiegoś zamieszania nie było i nieporozumień.

Posted

od razu powiem, że nie czytałam wątku, tylko słyszałam streszczenie losów Dina


Cytat:
- pan twierdzi, że nie wierzy w tę agresję Dina a o ile już to jest to pies na tyle młody, że będzie go chciał ułożyć i że poradzi sobie z nim
Lepiej niech uwierzy... Tak będzie lepiej i dla pana i dla psa. I dla ew. gości na posesji... :diabloti:.


Tak, lepiej niech uwierzy. Nie wiem, jak jest z zachowaniem Dina, więc wypowiadam się bardziej ogólnie. Ostatnio wydałam facetowi naprawdę trudnego kaukaza. Starszego psa z mocnym charakterem. Człowiek był wprost zniechęcany do tej adopcji. I namawiany do przemyślenia decyzji. Uparcie twierdził, że on to sobie z takimi to radzi. Nie poradził. Po tygodniu oddał wymyslając jakieś bajki o chorobie skóry - bo męska duma nie pozwoliła się przyznać do strachu przed psem.
Osobiście nie wiem jak rozmawiać z ludźmi, żeby do nich docierało co się mówi.

Posted

Mogłam mu powiedzieć tyle co przeczytałam na wątku.
Najważniejsze dla mnie było przekazanie mu, że pies jest nieprzewidywalny i że ta nieprzewidywalność ujawnia się nieoczekiwaną agresją.

A skoro rozmawiał z obecną właścicielką to chyba przekazała mu to z pierwszej ręki.

Ale fakt, że bagatelizował całą tę sytuację.

Posted

[quote name='morisowa']Po tygodniu oddał wymyslając jakieś bajki o chorobie skóry - bo męska duma nie pozwoliła się przyznać do strachu przed psem.Obawiam się właśnie podobnej sytuacji. Tylko w "naszym" wypadku pan nie zwróci psa, bo gdzie? I Dino albo trafi do schronu najbliższego miejsca zamieszkania pana albo...

A skoro rozmawiał z obecną właścicielką to chyba przekazała mu to z pierwszej ręki.
Mam nadzieję. Bo to naprawdę poważna sprawa jest.

Posted

Właśnie, a potem ta ich męska duma nie pozwala im nawet przyznać się do błędu :mad: a teraz też zgrywają twardzieli :mad: najgorzej jeszcze jak faceci myślą, że wszystko uda się silną ręką, a z reguły jest na odwrót, a przemoc i siła tylko wzmaga agresję u psa...:shake:

Posted

Zosia4 napisał(a):
Maciaszek - sęk w tym, że my jeszcze nie wiemy gdzie pan chce psa wywieźć, nie wiemy gdzie jest ta posiadłość leśna i tego m.in. muszę się dowiedzieć.
Jasne. Miejmy nadzieję, że pan się odezwie i uda się wszystko sprawdzić i będziemy dokładnie wiedzieć na czym stoimy. Chociaż i tak ostateczną decyzję podejmą właściciele...

Posted

Maciaszek - sęk w tym, że my jeszcze nie wiemy gdzie pan chce psa wywieźć, nie wiemy gdzie jest ta posiadłość leśna i tego m.in. muszę się dowiedzieć.

Posted

Tia faceci tak mają... Żeby nie było sam jestem z tej części populacji i to ja głównie zniechęcałem do adopcji Mojo. Facet się zaparł, niestety tego co mówiliśmy nie wziął pod uwagę i potraktował zapewne Mojo jako test swojej męskiej dumy...A to jest pies który potrzebuje mądrej miłości, uwagi i bardzo spokojnego i rozważnego postępowania... Skrzywdzony mocno przez ludzi (teraz także przez niego), a u kaukaza brak zaufania do przewodnika to spory problem. On musi mieć dużo czasu i spokojne podejście żeby zaufać, a nie jakieś machistyczne naginanie. Dino też już skrzywdzony musi trafić do domu który bedzie spokojnie pracował nad jego charakterem a nie próbował go złamać, bo kaukaz nie da się złamać...

Posted

Wtrącając się między młot, a kowadło martwi mnie bardzo jedna ważna rzecz.

Otóż do tej pory żaden człowiek, który zajmuje się psią behawiorystyką (w mniejszym lub większym stopniu, ale z głową) nie zobaczył psa na żywo (jedynie pani, którą ugryzł na dzień dobry) i nie powiedział, co dalej.

Miała być mosii- nie było. Rady pani hodowcy od kaukazów na odległość nie przyjęły się. Teraz pojawił się pan, który chce go adoptować, A MY NADAL NIE WIEMY, CO JEST PRZYCZYNĄ TAKIEGO ZACHOWANIA DINA!!!

Ryczeć mi się chce...

Posted

Prawda niestety... moim zdaniem to źle prowadzony psiak o dużej skłonności do dominacji, ale nie widziałem i nie dotykałem. Więc nie wiem jak jest na prawdę.

Posted

Eruane, Jacek Galuszko, Greven - behawioryści, którzy udzielają się na dogo i niejednemu już pomogli. Nie wiem, czy Jacek Galuszko nie jest gdzieś z okolic Częstochowy... Ale to już i tak musztarda po obiedzie :shake:

Posted

[quote name='zula131']Eruane, Jacek Galuszko, Greven - behawioryści, którzy udzielają się na dogo i niejednemu już pomogli. Nie wiem, czy Jacek Galuszko nie jest gdzieś z okolic Częstochowy... Ale to już i tak musztarda po obiedzie :shake:

A może jednak warto?

Posted

Koperek napisał(a):
Osobiście BARDZO CIĘ O TO PROSZĘ!


Niema najmniejszego problemu, prosze tylko o PW ze streszczeniem problemu i tego jakiej pomocy oczekujecie. Ze wzgledu na brak czasu nie mam mozliwosci przekopania sie przez caly watek i wynotowania najwazniejszych onformacji.
ewentualnie gg: 3220722

Posted

[quote name='furciaczek']Niema najmniejszego problemu, prosze tylko o PW ze streszczeniem problemu i tego jakiej pomocy oczekujecie. Ze wzgledu na brak czasu nie mam mozliwosci przekopania sie przez caly watek i wynotowania najwazniejszych onformacji.
ewentualnie gg: 3220722
Najwięcej wiedzy o problemie Dina i samym psie ma jednak maciaszek i myślę, że kiedy zajrzy na wątek to na pewno się do Ciebie odezwie ;)

Coś się rusza- może w końcu dojdziemy do jakiegoś etapu...

Posted

Jestem dopiero teraz. Nie wiem czy Furciakowa już po rozmowie z Jackiem i czy Jacek coś pomoże (mieszka w Gliwicach). Jak będę miała dłuższą chwilę wyślę PW z opisem problemu (teraz jestem w pracy). Chyba, że ktoś może to zrobić za mnie. Wszystko, co wiem o Dino pisałam tu na wątku.

Posted

To moze ktos inny jak nie Maciaszkowa...ja sie postaram szybko przeskoczyc watek i wylowic istone informacje dotyczace problemow z zachowaniem a Wy mi napiszcie tylko jakiej pomocy oczekujecie..gdzie trzeba pojechac.

Posted

Dino jest teraz w Aleksandrii, pod Częstochową.
Problemem jest to, że pies się rzuca i gryzie. Na obcych (ale to jest chyba raczej oczywiste, zwłaszcza w wypadku kaukaza, który broni swego terytorium) i na członków rodziny. Ostatnio rzucił się nawet na osobę, którą jako jedyną dotychczas akceptował i której słuchał. Większość tych sytuacji z rzucaniem się i gryzieniem ma związek z jedzeniem, tzn. dzieje się gdy ktoś przyniesie jedzenie/daje psu jedzenie/podaje jedzenie drugiej osobie. Coś w tym musi być...
Pies był już uczony podstawowych komend, był karmiony z ręki, nie skutkowało.
To w dużym skrócie. Na więcej nie mam teraz czasu.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...