Jump to content
Dogomania

Cary w potrzebie- JUŻ W NOWYM, STAŁYM SUPER DOMU U GOSI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Recommended Posts

  • Replies 822
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Mail od Ewy i to daleki od optymizmu. Na jej prośbę wrzucam to na forum. :-(

"Dom tymczasowy dla Carego nie doszedł do skutku z przyczyn niezależnych, a diagnostyka skonsumowałaby wszystkie zebrane dla Carego środki - może nawet trzeba byłoby do nich dokładać. SGGW wcale nie jest tania, zażyczono tam sobie 700 zł za jeden odcinek, a byłyby to w istniejącym stanie rzeczy zmarnowane pieniądze (których nie ma wiele), bo co z tego, że załóżmy zrobiłybyśmy Caremu te badania skoro jego dotychczasowy opiekun i tak nic by dalej nie robił - ani nie prowadził rehabilitacji, ani leczenia. Biorąc pod uwagę, że przy tej jednostce chorobowej stan może ulec zmianie jak w kalejdoskopie, nie ma sensu tak wydatkować kasy - bo psu to nic nie pomoże, ewentualnie my będziemy wiedzieć trochę więcej i nikt nie przepowie, jak długo ta wiedza będzie aktualna - akurat Tobie tego nie musze tłumaczyć. Dlatego, w tej sytuacji, kiedy nie ma na obecną chwilę domu tymczasowego i nie ma środków na wszystko - tzn. i na badania i na leki, odżywki i odpowiednią karmę - cóż było robić ? Uzgodniłyśmy z Panią Prezes Rottki, że najrozsądniej i najkorzystniej dla Carego będzie spożytkować część tych środków na ogłoszenia w prasie - szerszy krąg osób niż skupionych na dogo lub na Rottce dowie się o jego sprawie i dzięki temu na zasadzie rachunku prawdopodobieństwa wzrośnie jego szansa na dom. Wrzuć bardzo Cię proszę to info na oba fora moze ktoś będzie miał lepszy pomysł ?"

Posted

Osobno kopiuję wpis szefowej Rottki, jako odpowiedź na zadane wcześniej pytanie, które brzmiało tak:
"Co z diagnostyką Carego? Skąd nagły nóż na gardle? Coś się pogorszyło?" :-(

"Niestety, i to bardzo. Na tę chwilę diagnostyka byłaby wyrzuceniem pieniędzy, bo zdiagnozowanego psa trzeba leczyc, pomagac mu, korzystając z tego co zaordynowali lekarze. Na dziś sprawa wyglada tak: matka opiekuna jest po wypadku, nie moze się nim zajmowac, a jak sie okazuje ona to robiła w 90%, opiekun "kochający" Carego wychodzi z domu na 10 godzin, nawet go nie karmi, pies robi pod siebie, nakarmi go brat opiekuna alkoholik, sasiedzi narzekają ze śmierdzi - prawda, starsza pani powiedziała ze jak nie znajdzie sie dom TERAZ odda go do schroniska. Gdyby tak się stało, zabije go choćby zapalenie płuc, lepiej go i humanitarniej w takiej chwili byłoby uśpić. Sytuacja nie jest zła, jest DRAMATYCZNA, TYLKO DOM MOZE GO WYBAWIĆ OD pewnej śmierci, bo jak sie nie znajdzie, on tak czy siak tam umrze, przy boku "kochajacego" pana. Tyle, ze w męczarniach."

Boże, zamarłam.... :placz: :placz: :placz:

Posted

Jeszcze jedna dobijająca perła. :placz: Wrzutka maila Ewy do szefowej Rottki, a umieszczona na tamtejszym forum:

"Pani Kasiu przed chwilą rozmawiałam z Mamą opiekuna Carego - długo i burzliwie. Jego opiekun wychodzi do pracy o 5.00 rano, wraca ok. 22.00 - jak dzwoniłam, jeszcze go nie było. Wychodzi z nim na spacer przed wyjściem i chodzi z nim nawet długo ale potem spieszy się do pracy i nawet już go przed wyjściem nie nie karmi - karmi go jego starszy brat, który jednak od poniedzialku też idzie do pracy. Dodać trzeba, że z uwagi na problemy neurologiczne Cary długo sięnie może załatwić - napina się i spacer siła rzeczy musi trwać. Mama opiekuna Carego właśnie wyszła ze szpitala - jest osobą starszą, skończyła 77 lat i miała poważny wypadek - upadła, ma złamany obojczyk, rękę na temblaku, wstrząśnienie i krwiak mózgu. Sama wymaga opieki i pomocy. Sytuacja jest dramatyczna jako że Cary przez te 10 godzin nieobecności opiekuna w domu załatwia się w domu i Mama nie ma jak tego sprzątać - już sąsiedzi skarżą się na smród, a jest zima i okna też nie można cały czas mieć otwartego. Kobieta jest załamana, powiedziała też, że jego opiekun to brudas - w ogole nie dba o czystość wokól siebie a co dopiero o psa. Dodała, że jest zdeterminowana oddać Carego do schroniska jako że nie może już tego wytrzymać a mieszkanie jest jej - obaj synowie mieszkają z nią w jej mieszkaniu a rzeczony opiekun przyniósł jeszcze Carego (te 3 lata temu) nic nikomu nie mówiąc i o nic nie pytając. Wymogłam na niej, żeby go już raczej uśpiła a nie oddawała do schronu - w jego stanie to okrucieństwo, w schronie i tak od razu byłby uśpiony tyle że niekoniecznie morbitalem ... Naprawdę nie wiem, co w tej sytuacji robić."

Posted

Czy w tej sytuacji nie można by nawet za pieniądze znaleźć osobę, która będzie przychodzić w ciągu dnia na 2 godziny choćby, aby opiekowwć się Carym i sprzątnąć po nim? Myślę, że jego "opiekunowie" zgodzą się na to.

Posted

maggiejan napisał(a):
Czy w tej sytuacji nie można by nawet za pieniądze znaleźć osobę, która będzie przychodzić w ciągu dnia na 2 godziny choćby, aby opiekowwć się Carym i sprzątnąć po nim? Myślę, że jego "opiekunowie" zgodzą się na to.

Bardzo wątpię, by w opisanej sytuacji ludzie chcieli wpuszczac obcą osobę do siebie, choć może się mylę. Płacić jej nie będą, tu nie mam wątpliwości, kto więc miałby uiszczać należność? Kolejna sprawa. Cary to wbrew pozorom nie potulniaczek. Obolały niespecjalnie był przychylny wetowi (o ile pamiętam). Oczywiście jest to jakiś pomysł więc zaraz prześlę go Ewie.

Posted

Majgo, jeśli chodzi o wpuszczanie obcej osoby, to myślę ,że właśnie w tej sytuacji by się na to zgodzili ( myślę że zgodzili by się na wszystko byle ktoś się psem zajął i posprzątał po nim). A płacić trzeba by z pieiędzy Carego, które i tak się mu nie przydadzą jeśli trzeba go będzie uśpić z powodu zaniedbania jego rehabilitacji.

Posted

Wysłałam już Twoją sugestię Ewie. O ile tylko pamiętam, ustalone jest z Rottką, że część kasy będzie upłynniona na płatne ogłoszenia. Reszta, tu się tylko domyślam, pójdzie na opłacanie weta. Ewa na dłuższą metę nie wytrzyma takiego sponsoringu.

Posted

Majgo, wiem, ale może jakaś kasa wpłynie? Na dgo ludzie dają nawet duże pieniądze w potrzebie. Ja wysłałam dwa sms-y, mogę wysłać jeszcze 5, to będzie 70zł. Może inni też wpłacą?

A nawet tydzień rehabilitacji mógłby spowodować poprawę stanu psa, a wtedy o tymczas będzie łatwiej.

Posted

Na dobrą sprawę nie wiem, co odpisać, a nie chciałabym by Twoje, czy kogokolwiek innego pieniążki, zostały spożytkowane wbrew woli darczyńcy. :-( Na to nie mam przecież żadnego wpływu. :shake:

Jedynym miejscem, gdzie pies miał robione zabiegi był dom Ewy, do którego Ewa sama przywoziła psa i odwoziła. Teraz, ten rodzaj wycieczek Ewy jest nierealny, bo zdrowo dostaje popalić w związku z rehabilitowaniem swojej suni. Ponadto, trzeba by było Carego wnosić. Ewa nie ma windy, a jak wiesz Pan Carego widział masę przeszkód by samodzielnie dotrzeć z psem do Ewy. Ta samodzielność nigdy nie doszła do skutku.

Nie znam realiów gabinetów w Szczecinie, które świadczyłyby ten rodzaj usług dla zwierząt i znów problem. Kto miałby tam psa dowozić? Przypominę może, że Cary miał opłaconą wizytę w sprawie uszu, a do gabinetu Pan go nie zabrał, jak i nie zadbał o uszka na miejscu mimo, że wszystko, co potrzebne miał dostarczone.

Jeśli chodzi z kolei o samych rehabilitantów. Nie wiem, czy takowi byli szukani aczkolwiek mam wielkie obawy, czy znajdą się chętni by przyjść do psa i np. go rozmasować, przećwiczyć.
Potrzeba tu, nie ukrywajmy, i dobrej woli i wiedzy z anatomii psa (choćby śladowej) i...odwagi.
Teraz koszty.
Średnia stawek, gdy rehabilitant odpłatnie (oczywiście i kwestia odległości tu dochodzi) udaje się do domu chorego człowieka (cena zależy też od tego, co jest z chorym robione) to, liczmy lekko, 50-100zł.
Cykl serii zabiegów, cokolwiek one nie znaczą, to min.10 razy.
Kasa zebrana stopnieje w 3 cykle i to licząc optymistycznie.
Czego, a raczej kogo więc trzeba?
Rehabilitanta kochającego psy, odważnego, z fachową wiedzą
i liczącego swoją pracę po najmniejszych kosztach.
I jeszcze jedno.
W przypadku np. gabinetów rehabilitacyjnych, pojedynczy odpłatny zabieg dla ludzi to koszt 5-10zł, bywa, że więcej. Seria daje nam 100zł. By leczenie miało ręce i nogi, potrzeba dobrze dobranych, przynajmniej 3 - 4 rodzajów zabiegów, czyli pacjent wchodzi i przez 10 dni ma robione 3 - 4 zabiegi, wiążące się w jakąś logiczną całość.
Ta matematyka jakkolwiek bolesna odzwierciedla jednak rzeczywistość.

Nie piszę tego, by kogokolwiek, kto ma pomysł na rozwiązanie impasu zbić z tropu. Dzielę się poprostu własnymi spostrzeżeniami, bo sama nie mam pomysłu na wyjście z zaułku.

Posted

Majgo, ja miałam co innego na myśli. Jeśli spodziewaliście się po Panu Carego (nie przeszkolonym i nie mającym o rehabilitacji pojęcia) pewnych działań mających zapewnić psu jaką taką sprawność, to dlaczego w sytuacji kiedy grozi mu uspienie, nie zapłacić komuś kto też nie ma przeszkolenia, ale dzięki dobrej woli może przeprowadzić część zabiegów, aby stan Carego przynajmniej się nie pogarszał do czasu znalezienia mu innego domu. Jeśli tak jak dotychczas będziemy wynajdywać powody aby nic nie robić, to za tydzień-dwa problem Carego sam się rozwiąże...

Posted

[quote name='maggiejan'](...) Jeśli spodziewaliście się po Panu Carego (...) pewnych działań mających zapewnić psu jaką taką sprawność, to dlaczego w sytuacji kiedy grozi mu uspienie, nie zapłacić komuś kto też nie ma przeszkolenia (...) Jeśli tak jak dotychczas będziemy wynajdywać powody aby nic nie robić, to za tydzień-dwa problem Carego sam się rozwiąże...
Maggiejan, nie spodziewałam się po Panu Carego przeszkolenia. Nie trzeba być natomiast przeszkolonym by ruszyć tyłek i dowieźć psa na zabiegi, wiedząc, że można je zrobić w domu u Ewy. O ile wiem, nie ma osoby chętnej do zajęcia się Carym w sposób, o jakim piszesz. Zapewne nie wiem wszystkiego. Sądząc, że wynajduję powody (o ile Twoja uwaga mnie tyczy), by nie pomóc Caremu mocno nadinterpretujesz moje intencje. Gdyby psy w stanie Carego wisiały mi szerokim pędzlem to na wakacje jechałabym w dowolne miejsce na wybrzeżu, a nie do Szczecina i to wyłącznie po to, by rozgryźć sprzęt do fizjoterapii, przeszkolić Ewę z jego obsługi m.in. na okoliczność jej porażonej onki. Zaraz po tym zabrałam tyłek w troki i nie siedziałam kobiecie na karku. Co w sprawie Carego w tej chwili robi sama Ewa, nie wiem ale w mojej ocenie wykazała się wystarczająco i robi to nadal ale owszem, nie mam z nią stałego, codziennego kontaktu. Musiałabym zarabiać wyłącznie na połączenia ze Szczecinem lub smolić mail za mailem. Własnych zwierząt, obowiązków i zmartwień związanych z nimi i nie tylko z nimi mam aż nadto. Po raz wtóry piszę, że nic nie stoi na przeszkodzie byś nawiązała kontakt z Ewą, udzieliła jej rad i podzieliła się wątpliwościami. Przypominam adres mailowy [email protected]

Posted

[quote name='maggiejan']Pisałam już do Pani Ewy.
Dostałaś odpowiedź? Wniosła ona coś do sprawy?

Ja z kolei przed momentem dostałam mail od Ewy, treść poniżej:

"Dzięki za info ale nie mam tu człowieka chętnego nawet za odpłatnością do podjęcia się tego - już rozpytywałam. Wszyscy współczują (słownie) ale nikt się nie ruszy. Napisz o tych zdjęciach które dopiero Ty zrobiłaś Bonie i Caremu - to wymaga znacznie mniej nakładów - jednorazowego wybrania się - i też nie było chętnych i nie można było się doprosić (pisałam o tym Tej Pani Maggiejan). Kto ma tam chodzić - niech zrobi zbiórkę (albo łapankę) na dogo - podobno są na dogo także wolontariusze ze Szczecina, ale ja ich nie widziałam i nie mogę spotkać. Nie mam też gdzie go tymczasowo umieścić bo już bym to zrobiła. Do kojca w Dębogórze niechodzący pies się nie nadaje zwłaszcza o tej porze roku - tam nikt nie będzie się nim ekstra zajmował przy takiej masie fizycznej pracy i psów. Dziś rozmawiałam z Dziadkiem i coraz bliższa jestem podjęcia decyzji o jego uśpieniu - my tu deliberujemy, ratunku nie ma, a on tam leży we własnych odchodach i cierpi, dosłownie nie mogąc liczyć na podanie miski z wodą. Za ostatnie dwie wizyty + leki dla niego zapłaciłam 550, - i teraz mam płacić za osobę dochodzącą ? A co ja mam maszynkę do pieniędzy albo może z nieba mi leci ? Bona pochłania znaczną część moich wolnych środków zresztą co to dużo gadać. Ściskam Ewa"

Posted

masakra, ze też takie żłoby są w szczecinie ze nikt du*y nie ruszy, ja juz nie spie po nocach byle cos zrobic ;/ wspolczuje Pani Ewie i Caremu, ze nikt na miejscu nie moze wykonac gestu aby mu pomoc i czeka Carego ŚMIERĆ!!!!!!!!

Posted

Ja się gryzę przez Carego od paru dni. Zablokował mnie totalnie. Reksiu21 powiedziała niedawno na wątku Ziutusia:
"Są psy w życiu człowieka za którymi się tęskni, płacze, ale są też takie z którymi część serca umiera na zawsze."

i to jest prawda.:-(. Sytuacja jest patowa, Wujek Dobra Rada nie da rady pomóc.

Posted

Isadorko, może z racji swoich widomych ;) zaszłości masz pomysł gdzie umieścić odpłatne reklamy o Carym, skoro istnieje pomysł na zagospodarowanie w ten sposób części zebranych pieniążków?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...