Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Sama nie podejrzewałam, że tak łatwo pójdzie. Nastawiałam się raczej na żmudne, kilku dniowe próby a tu pół godzinki i kot złapany ;) Ale dzikus z niego straszny, miotał się po klatce, syczał i prychał okropnie. A po otwarciu klatki (jak już się zorientował, że otwarta a chwilę mu to zajęło ;)) wypruł przed siebie jak sprinter. Zatrzymał się tylko na moment na skarpie, obejrzał się na mnie z obrzydzeniem i czmychnął ;)

Posted

To ten chory kotek?dostał ten antybiotyk dłużej działający?ciekawe ,czy jeszcze się pokaże,mając w pamięci co mu "zrobił"człowiek,biedak nie  przecież,że  należało mu w ten sposób pomóc.....

  • 1 month later...
Posted

Dopisałam do rozliczenia kotów 118,23zł z bazarku (http://www.dogomania.com/forum/topic/145718-rozliczam-domowe-ciastka-i-inne-smako%C5%82yki-dla-zwierzak%C3%B3w-na-koty-rudzika-i-soni%C4%99/?p=16092064)

Niestety budki już nie ma tam gdzie została ustawiona, nie wiem co się z nią stało ale podejrzewam, że zwiał ją wiatr a potem ktoś usunął (nie była niestety wystarczająco zabezpieczona przed wiatrem, nie pomyślałam o tym). Kotów ostatnio nie widuję.

  • 1 month later...
Posted

 

Chory kocur złapany. (..)Niestety kot jest zupełnie dziki co właściwie uniemożliwia jakiekolwiek leczenie. Żeby go uśpić musieliśmy ustawić klatkę pionowo (...)Właściwie jedyna możliwość to podanie antybiotyku działającego przez dwa tygodnie. No i jest spore ryzyko, że choroba i tak wróci. Ale ponieważ koci katar jest mocno zaawansowany i przeszkadza mu w funkcjonowaniu normalnie to zdecydowałam się na to rozwiązanie, przynajmniej przez jakiś czas problem będzie rozwiązany. (...) Kocur zostanie też wykastrowany. Zostanie przez noc w lecznicy a rano pojadę po niego i wypuszczę go z powrotem na wolność.(...)

 

 

Dopiero doczytałam post z lutego...

Czy mam rozumieć,że złapałaś chorego na ZAAWANSOWANY kk kocura i zamiast go podleczyć przetrzymując w klatce kenelowej w ciepłym pomieszczeniu ,został poddany natychmiast kastracji,która dodatkowo osłabiła mu odporność  i PO DOBIE ,w dodatku w lutym wypuszczony na wolność?(!!!) To absolutnie  niedopuszczalne! To nie jest POMOC!

Rozumiem,że kota więcej nie zobaczyłaś?,bo po takiej pomocy zapewne szybko przeszedł za TM. Nie wspominając o tym,że wyrzuciłaś swoje 140zł w błoto.

 

Nie można TAK pomagać,to NIEDOPUSZCZALNE!!!

 

Dzikie koty z powodzeniem leczy się Unidoxem (to słodki w smaku antybiotyk w tabletce,który można przemycić w mokrej karmie).Dopiero po podleczeniu można je kastrować,albo kastrować i przetrzymywać do wyleczenia w klatce podając antybiotyk. Nawet dwutygodniowo działająca Convenia (bo zapewne to miał podane,skoro piszesz o antybiotyku długoterminowym nie wyleczy kota w takich okolicznościach).Takie działanie to skazanie biednego zwierzaka na śmierć.

 

Piszę powyższe na przyszłość i ku przestrodze (tamten kot zapewne nie żyje i jemu już nie pomogę),by kolejna osoba nie popełniła podobnego,karygodnego błędu w "dobrej wierze",w imię chęci pomagania.Bo wierzę,że intencje miałaś dobre.

Dziwi mnie tylko z usług jakiego niedouka lub pazernego jedynie na kasę weterynarza korzystałaś,skoro pozwolił na takie posunięcia?Nawet,jeśli Ty nie miałaś dostatecznej wiedzy,dobry wet nie powinien na to pozwolić.Ja bym go natychmiast zmieniła.

 

ps.Budkę dla kotów należy od góry nakryć czymś ciężkim (nawet 1-2 cegłami),by koty nie przewróciły,wiatr nie przemieścił.

  • Upvote 1
Posted

Przykro mi czytać to co piszesz :( Nigdy wcześniej nie pomagałam wolnożyjącym kotom, nie mam żadnego doświadczenia. Na wątku pojawiły się głosy, że chorego kota trzeba jak najszybciej odłowić więc tak też zrobiłam i zabrałam go do lecznicy. Nie wiedziałam, że kota można leczyć "na miejscu", bez wyłapywania. Okazało się, że kot jest zupełnie dziki, nie było szans na wyjęcie go z klatki "na żywca", nie mówiąc o przełożeniu gdziekolwiek czy podawaniu leków... Zastosowałam się do tego co zasugerował wet.

Kota prawie na pewno (choć ręki sobie uciąć nie dam) widziała jakiś czas temu (miesiąc, może dwa) więc mam ogromną nadzieję, że jednak żyje. Jest mi barzo przykro, naprawdę chciałam pomóc temu kotu... Działałam w dobrej wierze i pod kontrolą weterynarza.

Posted

Na wątku pojawiły się głosy, że chorego kota trzeba jak najszybciej odłowić więc tak też zrobiłam i zabrałam go do lecznicy. Nie wiedziałam, że kota można leczyć "na miejscu", bez wyłapywania. Okazało się, że kot jest zupełnie dziki, nie było szans na wyjęcie go z klatki "na żywca", nie mówiąc o przełożeniu gdziekolwiek czy podawaniu leków... Zastosowałam się do tego co zasugerował wet.

Kota prawie na pewno (choć ręki sobie uciąć nie dam) widziała jakiś czas temu (miesiąc, może dwa) więc mam ogromną nadzieję, że jednak żyje. 

A ja jestem prawie pewna,że w takich okolicznościach tamten kot nie przeżył takiej pomocy... Oczywiście bardzo chciałabym się mylić.

Mogłaś widzieć podobnego kota,kotów o takim umaszczeniu,burych jest najwięcej.

Czy ten wypuszczony miał nacięte ucho? 

 

Owszem należało jak najszybciej odłowić chorego kocura,dobrze radzono na wątku,tym bardziej kocura chorego na zaawansowany kk .Ale ,na litość boską!,nie odławiać po to,żeby mu "pomóc" osłabiając dodatkowo jego odporność natychmiastową kastracją(!) Ale żeby go WYLECZYĆ. A następnie oczywiście,jako już zdrowego,poddać kastracji.

 

Napewno zaś nie można chorego kota,po kastracji,po narkozie,dodatkowo w lutym wypuścić po 1 dobie na wolność!!! Szkoda,że tego nikt na wątku nie powiedział,zamiast ślepo bić brawo za świetną akcję(!!!).

 

Koci katar tylko łagodnie brzmi z nazwy.To wirusowa choroba kotów,nieleczona jest śmiertelna(!)-kot nie czuje zapachów przez katar,przestaje jeść,pić,odwadnia się,gorączkuje i w efekcie pada:( Zwłaszcza wolnożyjący,na mrozie,bez opieki ,bez ciepłego jedzenia,często bez wody-bo ta szybko zamarza!

Owszem leczy się dzikie koty ,właśnie Unidoxem regularnie przez 7dni dodawanym do karmy (jak jeszcze jedzą oczywiście).Można to robić w miejscu bytowania,jeśli kot regularnie przychodzi i zje.A najlepiej przetrzymać odłowionego kota w ciepłym pomieszczeniu w klatce kenelowej na czas leczenia. Owszem koty dzikie przekłada się do klatki kenelowej lub transportera.Pomaga podbierak,grube rękawice.Trzeba mieć jednak jakieś doświadczenie.

 

Weterynarza,który daje tak głupie rady jak w powyższym przypadku,szybko zmień- bo ten Twój zainteresowany jest głównie zyskiem finansowym,albo kupił na bazarze dyplom,bo takie postępowanie to jawny brak podstawowej wiedzy medycznej.

 

Moim celem nie było zrobienie Ci przykrości,ale włos mi się zjeżył po tym co tu wyczytałam. A interweniuję tylko dlatego,by w przyszłości ktoś nie zrobił podobnej głupoty.Z niewiedzy,nieświadomości,czy braku wyobraźni...

 

Nie należy też ślepo ufać każdemu wetowi!!! Dla większości ich praca to tylko zarobek. Niestety! A dziki kot to tylko dodatkowy problem.Lepiej więc zgarnąć kasę,a problem wypchnąć na mróz.Jak najszybciej.Byle dalej od siebie.

 

Odrobina własnego rozsądku wystarczyłaby,żeby wiedzieć,że nikt o zdrowych zmysłach: zwierzę czy człowiek będąc poważnie chory,z zakitowanym nosem,załzawionymi,zaropiałymi oczami i wysoką gorączką nie podda się żadnemu zabiegowi chirurgicznemu w osłabiającej organizm narkozie, po czym za parę godzin nie wyjdzie na mróz i tam nie zamieszka! 

  • Upvote 1
Posted

W pełni zgadzam się ze zdaniem Gosi7,koci katar ,to niebezpieczna choroba  tych zwierzaków i nie należało  tak postąpić z tym biednym chorym kotem,dziwi fakt ,że wet podeszedł do tego w ten sposób......małe szanse na przeżycie  miał kocio :(:(

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...