Majkowska Posted November 23, 2013 Posted November 23, 2013 Vectra napisał(a):takie podrostki i owszem , szczególnie że nie były to super zdrowiutkie kociątka. co jak pisała Ulv , na wolności by nie przeżyły. Czyli było z nimi nie teges. Bo koty jak wiemy , nie od dziś się rozmnażają na ulicy i przeżywają najsilniejsze. i ja bym poddała takie koty eutanazji. no ale każdy robi wg swoich możliwości. dlatego chociażby że , w naszym kraju kotów jest równie dużo co psów. I gdy w pewnym momencie , robić porządnej selekcji .... to ich nie zacznie ubywać i brakować. "towar" luksusowy , to nie taki co zdycha na ulicach .... a póki będzie zdychać , póty nie będzie luksusowy i nie będzie szanowany. Ulv uratowała 13 ? a w tym czasie kolejnych setka się urodziła - to co lecimy ratować ? Powiem Ci że mnie trochę zabolało co napisałaś, bo kilka lat temu (dodam ze wtedy zielonego pojęcia o kotach nie miałam i wydawało mi się że jak się selekcjonują naturalnie umierając po piwnicach czy pod kołami auta to zupełna normalka) z piwnicy odłowiliśmy kocięta na skraju wyczerpania. Koty były chore, kk, glizdy, niedożywienie i skrajne wycięczenie organizmu itd, mało tego dzikusy - wg tego co napisałaś powinny zostać uśpione. Myśmy te koty z piwnycy zabrali, kupę kasy poszło na ich leczenie, wszystkie znalazły domy - nawet kocurek który stał na pograniczu śmierci, a wyrósł na pięknego dorodnego kota. W tym jedna kotka od jakich 7 lat mieszka z nami i nie wyobrażam sobie żeby jej nie było... Może zbyt emocjonalnie i senymentalnie do tego podchodzę, ale myślę że rzecz w ograniczaniu bezdomności nie polega na tym żeby uśpić co słabsze i co brzydsze, a na tym żeby tego już nie przybywało... zmierzchnica napisał(a): Ale fakt, że utrzymywanie w schronach psów chorych i agresywnych jest głupie, bo i tak zawsze będzie nadpodaż psów. Więc nawet jeśli pomożemy temu agresywnemu osobnikowi, to nie tak, że zmniejszymy ilość psów w schronie. Po prostu wymienimy tego psa, z problemami, na innego. Pomożemy agresywnemu, więc miły zostanie. Ale zostanie, a nie zniknie, więc ogólna liczba psów się nie zmniejszy :shake: A nie sądzisz że jeśli pomożemy agresywnemu a miły zostanie to miły ma szansę na praktycznie każdy jeden dom, a agresywny ma szansę na normalne życie ? Quote
Vectra Posted November 23, 2013 Posted November 23, 2013 Halo , jak koty są chore , zagłodzone - to znaczy że coś w tej okolicy jest nie tak. Tu nikt nie pisze , by kogoś zabolało , ani nie licytujemy się - kto uratował więcej. Tylko rozwiązujemy w teorii ;) problem bezdomności , ratowania , adopcji etc U mojej matki w bloku , są dzikie koty - kociaki też się pojawiają i nie widziałam by były chore , chude i biedne. Kotki są regularnie sterylizowane , a nadmiar ślepych miotów jest usypianych ... żeby nie było sytuacji , że chorują i głodują. Rozwiązywanie problemu bezdomności kotów , nie polega na ratowaniu biednych kociaczków. Tylko powinno się rozwiązywać problem głodu , brudu i chorób. Czyli selekcja i utrzymanie właściwej ilości kotów w danym rejonie. Gdy jest przepełnienie , to głód i choroby będą występować , bez względu ile kotów zabierzemy do domu. To samo tyczy się schronisk ... bród , smród i ubóstwo - nie występuje bo są bezdomne psy ... tylko jest ich za dużo i nie ogarnia się tego w związku z tym. Czyli łatwo ciurlać i płakać , nad losem piesków i walić pięścią że każdy ma prawo żyć. Wybieranie pojedynczych egzemplarzy do DT , też nie poprawia losu tych co tam zostają. Dla mnie to czysty egoizm , płakać nad takim życiem psa i pozwalać by to życie żyło dalej. Znaczy żyło .... umierało po woli i z dala od nas ... bez użycia morbitalu. Selekcja naturalna , to zjawisko normalne w przyrodzie. Niestety człowiek wkłada w to paluchy i natura też straciła nad tym kontrolę. Źle myślę , że gdyby psów zamiast 500 było 50 - to by lepiej żyły i miały w związku z tym większą szansę na inne , nowe życie ? Przeciętny zjadacz chleba , który uważa że schronisko jest rajem , nie jest w stanie znieść pobytu tam przez 5 minut. Mniej psów , mniej kotów - oznacza lepsze dla nich życie. Wiemy , że ilość domów jest mocno ograniczona .. a ilości psów i kotów są niepoliczalne. Idea DT jest świetna , o czym zawszę pisałam , tylko mentalność niektórych DT jest śmieszna ? Bo chociażby mam kilka psów , więc oczywiście że nie polecę do schronu i nie wezmę któregoś tam psa ... bo nie wiem jaki on jest. Pracownicy schronisk nie mają często pojęcia jakie mają psy , więc nie ma możliwości by wiedzieli coś o charakterze danego psa. Więc namierzam DT z psem który mi się podoba , oooo DT ma kilka psów SUPER , będę mieć wiedzę , jak dany osobnik odnajduje się w stadzie. Mając stado , muszę wiedzieć też jakie są moje psy i na podstawie tych informacji z mojego domu i DT , można podjąć decyzję , czy dany pies się nada. Tu może być zadkoczenie , bo DT nie wyda psa , nie bo nie , bo on tyle przeżył i mu się należy życie u prezydenta I tak jesteśmy lepsi niż Ukraina czy Rumunia - możemy być dumni ;) Quote
motyleqq Posted November 23, 2013 Posted November 23, 2013 zapobieganie bezdomności za pomocą sterylizacji wolnożyjących kotów i usypianie ślepych miotów nie wyklucza się z ratowaniem tych, które potrzebują pomocy na już. nie teoretycznych rozważań, tylko uratowania. to, że uratowanie jednego(widzącego już)kociaka z kocim katarem nie zmienia problemu bezdomności nie znaczy, że mamy wzruszyć ramionami i tego kotka zostawić, albo uśpić. idąc takim tokiem myślenia można dojść do wniosku, że po co adoptować, to, że adoptowałam psa, nie ratuje pozostałych, które spędzą resztę życia w schronisku. działania muszą być wielotorowe i tyle. Quote
Vectra Posted November 23, 2013 Posted November 23, 2013 a ratuje pozostałe psy jak wzięłam jednego ? niby w jaki sposób ? bo sobie tak wmówię ? by czuć się lepiej ? ten dany pies ma lepiej , pozostałe mają bez zmian bo gdy brałam psa , było ich tam 500 ... i nie zostało 499 , tylko 520 gdyby ilość psów spadała , to owszem , każda sztuka wyciągnięta , poprawiała by byt pozostałych i zwiększała ich szansę na adopcję. Tym czasem psów więcej przybywa niż ubywa ... z kociakami się nie dogadamy , bo ja o czym innym , a tu znów górą miłosierdzie i zbolałe serducha. dlatego nasze zwierzaki bezdomne mają jak mają , bo brak rozsądku w działaniach. temu się gani , zasady obowiązujące w innych krajach. Na takim samym poziomie jak morbital w Skandynawii i pała w Rumunii. tak czy siak , pozostaje nam poklepać w klawisze i czekać na koleją , cudowną , nowelizację ustawy o ochronie zwierząt. np z jakimś obowiązkiem , wyprowadzania psów w klatkach na lwy :grins: Quote
stepelkaa Posted November 23, 2013 Posted November 23, 2013 a ja jeśli mogę to tak do tematu wątku trochę, bo mi się przypomniało. może zaraz zostanę zlinczowana bo to z dogomaniaforumwzięte aale denerwują mnie osobiście wypowiedzi, które sugerują, że jak np : pies ma mieszkać w budzie to już na pewno złe warunki i oj Boże Boże nigdy tam psa nie damy! ( a przecież zależy jaki pies, bo taki kaukaz w przeciwieństwie do yorka świetnie sobie poradzi.. ) lub np. ostatnio się spotkałam "dobrze, że nie oddaliśmy psa tej co na kanapy psów nie wpuszcza oj ufff" Bo piesek to musi być na podusi i wtedy jest gites majones. A tak szczerze to co temu psu szkodzi, kwestia decyzji właściciela i temu psu krzywda się nie dzieje a takie domy są skreślane często, przynajmniej w rozmowach to widziałam, może trafiłam tak akurat. No i już nie z dogo, może też urwałam się z choinki, ale nie lubię też skreślania domków wychodzących dla kotów. zazwyczaj w grę wchodzą tylko niewychodzące i zabezpieczone, rzadko widzę w ogóle wzmiankę w ogłoszeniach o tym, że wychodzący w spokojnej okolicy jest ok. A jeśli ktoś mieszka właśnie w okolicy spokojnej, to przynajmniej ja widzę to tak, że ( z mojego życia) lepiej ma kot wychodzący i łapiący sobie myszki, niż kot koleżanki z tłuszczem na brzuchu niedoganiający nornicy. Jakoś tak myślę, że to zwierze jest szczęśliwsze wychodząc ( chociaż tam gdzie spokojnie bo też nie chciałabym zeskrobywać pupila z ulicy.. :( ) Quote
ulvhedinn Posted November 23, 2013 Posted November 23, 2013 Vectra jak mądra kobita jesteś, tak na kotach się nie znasz ;) I mylisz się niestety co do tego, ze ludzi by zmądrzeli gdyby pieski dostawały czapę po np 2 tygodniach w schronie- przeciwnie, poczuli by się bardziej bezkarni i skończyłoby się jak w USA, minimalny czas na ratunek (albo i to nie) i komory gazowe... a i warunki wcale jakieś lepsze od naszych nie są (wbrew temu co pokazują na różnych ładnych programach). Może jedynie pojedyncze boksy, za to często rozmiaru uragającego wszelkiej przyzwoitości. A zabija się tak samo, albo i mniej humanitarnie... a_niusia, dzięki :lol: motyleqq pełna racja. --------------------------- Co do wydawania to akurat nie kumam, ja chętnie wydaję psy i koty do domów już ze zwierzakami, jeżeli tamte są ogarnięte i zadbane- to zwiększa szanse na dobre zadbanie o mojego, a i większość zwierzaków nie lubi być jedynakami ("jedynaki" to wiadomo szukamy domku samotnie)...... ale uważam że każdy DS (DT też) trzeba oceniać kompleksowo i indywidualnie ;) Quote
toyota Posted November 23, 2013 Posted November 23, 2013 Tu mam taki przykład, Fundacja Mikropsy ma zawsze bardzo wysokie wymagania wobec potencjalnych DS i niestety psiak wrócił z adopcji z błahego powodu, pomimo tego, że był jedynakiem, dom nie podołał, bo strata pracy, depresja itp. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=598641066839604&set=a.507209069316138.1073741838.167056143331434&type=1&theater Podobnie u koleżanki, która prowadzi BDT, właśnie wróciły 2 psiaki z adopcji po przeszło 2 latach ! Jedni wyjeżdżali za granicę, a drudzy twierdzili, że pies nie chce wychodzić na spacery i zaczął się załatwiać w domu. Tak więc jak ludzie są beznadziejni, to nie dadzą rady nawet z jednym psem.... Quote
Maron86 Posted November 23, 2013 Posted November 23, 2013 Oooooooooooo a się kilka tematów na raz 'otworzyło'. Idea DT - dla mnie słuszna jednak tylko prowadzona przez osoby które są w stanie opisach zachowanie psa i w razie potrzeby je naprostować lub znać szkoleniowca który to zachowanie pomoże naprostować. Osobiście mam 3 psy swoje i 1 na DT - więcej na dzień dzisiejszy bym nie podołała. Może dlatego że to spore psiaki, a nie maluchy - do prowadzenia każdego z nich trzeba sporo siły fizycznej i psychicznej. Koty wolno żyjące - dla mnie to abstrakcja, u mnie na podwórku widziałam przez ostatnie 11 lat słownie 1 kotkę wolnostojącą która się do mieszkania nie nadawała. Reszta kotów to koty 'pańskie' wypuszczane żeby sobie 'połaziły biedne koteczki' - koty w większości są nie kastrowane przez co się rozmnażają. Kotki ciężarne są z domów wywalane i stają się bezdomnymi w ciąży. Wiem że na moim zadupiu są miejsca z wolno żyjącymi kotami, jednak nie w mojej okolicy. Uważam dokarmianie 'pańskich kotów' za totalną pomyłkę! Sama wiem jak się skończyło kilka historii takich dokarmianych kotów - w końcu właściciel miał dość i przestał kota karmić biorąc kota który pilnuje się domu. Mamy tu taką oszołomkę która łazi po okolicy i zwołuje wszystkie koty (mające dom), ludzie podejrzewają że dodaje im waleriany bo biegają za nią przez kilka podwórek (po karmieniu) jak psy. Ratowanie chorych kotów - mnie ten temat nie dotyczy, tak przynajmniej uważam. Mam silną alergię na koty więc je omijam, nie podoba mi się ratowanie zwierząt bezpańskich na siłę więc inicjatywy nie wspieram. Jeśli ktoś chce to ich sprawa, mi nic do tego ;) Koty wolno-żyjące - w moim słowniku takie nie istnieją. Dla mnie kot wolno-żyjący to taki który SAM poluje i je co upolował/znalazł, który SAM o siebie dba. Wolno-żyjący to taki który jest 'czyścicielem' szkodników. W Szczecinie niby pełno jest wolno-żyjących kotów, tylko że do miasta przychodzą lisy bo koty są dokarmiane i nie polują... Był o tym artykuł nie pamiętam czy w mojemiasto czy w metro. Wyciąganie psów ze schronu na siłę - dla mnie głupota, jeśli pies nie rokuje zdrowotnie to po co go męczyć... Jednak jeśli pies rokuje na normalne życie to czemu nie. Morbital po 2tyg kwarantanny - dla mnie to nie do pomyślenia, nasza sunia Magia jest po 2,5roku schroniska... Ma jedną wadę, nie umie zostawać na komendę zostań - zawsze leci za nami i boi się że jej zwiejemy. W domu nie niszczy, nie hałasuje, zostaje ile trzeba. Ma 2gą wadę, jak wracamy to tak się cieszy że podsikuje ze szczęścia. Z psami się dogaduje, obcy ludzie są obojętni, znajomi 'tylko mnie kochaj'. U nas w schronisku były czasy że psów było ponad 400, na 150miejsc w schronisku... zagryzienia, choroby, siedzenie po x lat za kratami. Teraz jest ogarnięty wolontariat (prócz jednej osoby co 'wyżej sra niż d*** ma') i psów jest poniżej 200. Można schronisko doprowadzać do porządku zwiększając liczbę adopcji zamiast usypiając? Można! Jednak jest to dłuuugoooo falowe działanie i nie poprzestawanie na poklaskach ludzi. Współpraca pracowników schroniska z wolontariuszami. Ja osobiście nie zostanę wolontariuszem, mam za miękkie serce :eviltong:. Chociaż mogł by być jeden plus takiego postępowania... Tak jak w przypadku Rumuni ludzie by się ockneli i psy które dokarmiali latami w końcu wzieli do domu. W wiadomościach był lament pewnej Rumunki która to psa Yoyo dokarmiała bodajże 6czy8lat - po tej ustawie pies został wyłapany, wtedy baba się ocknęła że nie da zabić tego psa, że ona go adoptuje. Gdzie była przez te lata? Wydawanie psów do domów stałych ze stadem - ja uważam że jeśli człowiek jest ogarnięty to czemu nie. Jeśli pies żyje w stadzie od niechcenia i dogaduje się bo musi to - szukam ludzi z max 1 psem. Jeśli pies potrzebuje towarzystwa psów to rodzina ze stadem jest wręcz pożądana. Jednak trafił nam się słownie 1 pies (przynajmniej jak na ranie) który z innymi żyć nie mógł i to nie zależnie czy sukami czy psami - w sumie szukaliśmy jej innego DT, znalazł się, teraz pies jest już adoptowany. Żadnego domu nie skreślam, zawsze staram się rozmawiać, uświadamiać, tłumaczyć. Chociaż w tej chwili mam sunię na DT (która przypomina kropka w kropkę nieżyjącego już naszego psa) którą nie wydam do osób starszych jeśli umowy nie podpisze osoba która w razie czego zajmie się sunią. Dlaczego? No dlatego że sunia już 3ci raz została bez domu, szuka 4rtego DS, po drodze była w DT/kojcu/schronisku - nie potrzeba jej kolejnego zawodu. Przy innych psach nie miałam tego 'ale' bo uważałam że lepiej żeby trafiły do fajnego domu niż siedziały w schroniskach - nawet jeśli za parę lat miały by trafić s powrotem 'do kolejki szukającej dom'. Usypianie własnego psa 1 - cóż... naprawdę łatwiej jest gdy widzimy że pies jest zaraczony, że przeżył 16+ lat, że choruje nie uleczalnie. O wiele ciężej jest zrozumieć 'co się z naszym psem dzieje' gdy wygląda że wszystko OK, a mimo tego nie jest. Quote
Vectra Posted November 23, 2013 Posted November 23, 2013 na matematyce i pieniądzach się znam , wiedza o kotach mi zbędna ;) i nie jest broń pani boziu , żaden przytyk. napisałam to wsio , z mojego punktu widzenia - osoby która nie umie prosić i żebrać .. co też wyjaśniłam , że podziwiam w ludziach. więc , napotykając chore stadko kotów , poszło by do weta na witaminę M bo mnie na to nie stać , by leczyć i utrzymać a prosić nie umiem , bo tak mnie wychowano , by się nie prosić. dlatego zadałam pytanie , czysto teoretyczne - co by było gdyby , źródło dofinansowania zamknięto. na pewno dużo prościej , gdy ma się wsparcie finansowe ale żeby tak każdy ratujący , miał łożyć za wsio z własnej kieszeni , to nie wiem czy by szło tak prężnie. obsługa zwierząt chorych jest bardzo mocno obciążająca domowy budżet Ty jesteś Ulv , rozsądna w rozmowie ... dlatego sobie pozwalam na takie pogadanki z Tobą. co by było z wsiema tymi zwierzami co masz , a wiem że miewasz sztuki kaso żerne ;) gdyby zostały tylko na Twojej głowie i kieszeni. doszliśmy do tego już parę stron wcześniej , że przy dużej ilości zwierząt - pełen etat odpada szczególnie zwierząt wymagających. Bo może takie starsze towarzystwo faktycznie nie musi brykać po łące pół dnia .. za to wymaga opieki medycznej. Pieluszkę trzeba wymieniać ;) no można rzucić na szmaty w garażu , żeby sobie zgnił - tak też można - nie wiem jak można , ale okazuje się że spoczko. a Kraksę też widziałam :grins: wyprawa do Wrocławia , była taka dość szczególna - wredne policjanty , rymcły mi dowód rejestracyjny bo w drodze na wystawę , jakieś wstrętne ptaszysko , obrzuciło nas kamieniem i szyba czołowa pękła pan policjant za nic nie chciał w to uwierzyć , za to bardzo chciał bym czołówkę u jego brata w warsztacie wymieniała :diabloti: myślę że zapamiętał ten uroczy poranek , na długo :grins: Quote
zmierzchnica Posted November 23, 2013 Author Posted November 23, 2013 Aneta Nowak - mam wrażenie, że nie umiesz czytać. Napisałam Ci, jakie wątpliwości ma DT, który oddaje psa do DS ze stadem psów, a nie, że ja tak robię zawsze i nigdy nie oddaję. Dopowiedziałaś sobie resztę :p "Dom musiałby się bardziej postarać" - to chyba oczywiste? Ktoś bierze pierwszego psa, bo chce psa. Drugiego, bo chce towarzysza dla pierwszego. Ale piątego? Po co mu on? Taki dom musi pokazać, że ma pojęcie, na co się pisze, że widzi sens w tym, co robi. A nie, że bierze pieska, bo zobaczył w necie ładne zdjęcia i by chciał, bo fajny i nam go żal. A potem okazuje się, że dom sobie nie radzi. DLATEGO taki dom jest bardziej na celowniku niż inny, z jednym czy dwoma psami. Co nie znaczy, że np ode mnie psa nie dostanie, ale na pewno będę ostrożniejsza. Rozumiesz już? [quote name='Majkowska']A nie sądzisz że jeśli pomożemy agresywnemu a miły zostanie to miły ma szansę na praktycznie każdy jeden dom, a agresywny ma szansę na normalne życie ? Nie. Bo nie ma miejsca dla psów. Nie ma domów, a ciągle pojawiają się nowe szczenięta, ciągle są nowe psy. Z samej mojej gminy tygodniowo (!) wywozimy 2-7 psów do schroniska. Ile z nich znajdzie dom? Nie łudźmy się. Naiwność nie pomaga nikomu. W schronie ratowali jednego psa, uśpili go dopiero jak się wolontariuszce rzucił do gardła - a ile kasy było straconej na behawiorystę, kropelki, szkolenia... Pies był szajbnięty, był oddawany jako szajbnięty i zachowywał się tak od początku. Nie ma sensu czekać na pogryzienia. Jeśli pies nie ma oporów, żeby pogryźć człowieka, powinien dostać wit. M. JA WIEM, że jakby poświęcić dla niego rok czy dwa, szkolić, uczyć i pakować farmaceutyki to byłby fajny pies. Jeśli chcesz, nikt nie zakazuje Ci takiego psa wziąć i się "bawić" w te klocki. Ale mówimy o ratowaniu psów, braniu na DT - taki agresor, z którym trzeba pracować "zatyka" DT na długi czas. Dla mnie kontrowersyjne jest np uśpienie psa, bo złapał za rękę którą ktoś przysunął do miski - wygłodniały, przerażony pies może tak zareagować, a jak będzie miał dom, to będzie ok. Ale pies, który reaguje agresją na większość gestów ze strony człowieka, ma odruch gryzienia zupełnie bez namysłu -to inna sprawa. Maron86 - ogólnie się zgadzam... czepię się tylko tych "kotów wolno-żyjących" - nikt nigdy nie mówił, że to są "koty dzikie". Koty wolno-żyjące to takie, które wymagają opieki człowieka, ale które są zdziczałe i trudno by było je przysposobić do domu. Dlatego gmina ma obowiązek opieki nad nimi (to jak się wywiązuje to inna sprawa - ale u nas gmina nie chciała się wywiązać, ale tak długo naciskaliśmy, pisaliśmy i się czepialiśmy, że nareszcie bardzo pomagają). Jakbyś usunęła ze słownika ten termin, to byłyby koty bezdomne - i nikt by nie dał państwowej kasy na ich sterylkę ani karmę, bo "trzeba im znaleźć dom" i koniec kropka, nie ma dokarmiania i leczenia na koszt gminy. Póki są wolno żyjące, nikt nie każe ich wciskać do domów, a pomaga się je utrzymać tam gdzie są w dobrym zdrowiu. Kotów jest tak ogromna ilość, że to wcale nie jest złe rozwiązanie. Kurczę, faktycznie za dużo wątków :eviltong: Quote
motyleqq Posted November 23, 2013 Posted November 23, 2013 (edited) Vectra napisał(a):a ratuje pozostałe psy jak wzięłam jednego ? niby w jaki sposób ? bo sobie tak wmówię ? by czuć się lepiej ? ten dany pies ma lepiej , pozostałe mają bez zmian bo gdy brałam psa , było ich tam 500 ... i nie zostało 499 , tylko 520 gdyby ilość psów spadała , to owszem , każda sztuka wyciągnięta , poprawiała by byt pozostałych i zwiększała ich szansę na adopcję. Tym czasem psów więcej przybywa niż ubywa ... z kociakami się nie dogadamy , bo ja o czym innym , a tu znów górą miłosierdzie i zbolałe serducha. dlatego nasze zwierzaki bezdomne mają jak mają , bo brak rozsądku w działaniach. temu się gani , zasady obowiązujące w innych krajach. Na takim samym poziomie jak morbital w Skandynawii i pała w Rumunii. tak czy siak , pozostaje nam poklepać w klawisze i czekać na koleją , cudowną , nowelizację ustawy o ochronie zwierząt. np z jakimś obowiązkiem , wyprowadzania psów w klatkach na lwy :grins: w ogóle nie zrozumiałaś mojego postu :) oczywiście, że adoptując, ratuję tylko jednego. czy to znaczy, że nie ma sensu adoptowanie psów? :) i dalej, czy to znaczy, że mam patrzeć na cierpienie kociaka, któremu mogę pomóc? ważne jest zarówno sterylizowanie i usypianie ślepych miotów, jak i pomaganie doraźne, indywidualne. edit: Koma, którą tymczasowałam dość dawno temu, miała białaczkę. miała pół roku, kiedy do mnie trafiła i czuła się dobrze. odeszła niedługo po tym, jak trafiła do DS. pewna firma zapłaciła za jej podróż przez pół Polski do mnie, za jej karmę też. czy to były pieniądze wyrzucone w błoto, skoro kotka tak czy siak w szybkim czasie odeszła? Edited November 23, 2013 by motyleqq Quote
Vectra Posted November 23, 2013 Posted November 23, 2013 Jeśli jesteś w stanie sama pomóc , ok. Napisałam z mojego punktu widzenia. Łatwo się ratuje za cudze i nie mówię nie , by wspierać finansowo takie osoby. Ale zawsze trzeba myśleć, bo będzie jak kasy nie będzie. a już mi się obił nie raz taki wątek , o rozczulającym tekście - dawajcie kasę albo będą uśpione adopcja psów ma sens , owszem i to ogromny ... ale trzymanie wszystkich psów w schronie, za wszelką cenę , już tego sensu nie ma. od tego jest morbital , by psy skazane na dożywocie , mogły godnie odejść ... a nie gnić w klatach. Kryteria co do eutanazji , na pewno kwestia mocno sporna. Ale trzeba jakiś kompromis znaleźć. To co napisała Zmierzchnica - nie ma w naszym kraju miejsca ani kasy , na resocjalizację psów agresywnych. Nie ma też kasy , na leczenie przypadków beznadziejnych i kosztownych w leczeniu czy utrzymaniu. Czemu schroniska nie robią rezonansów , tomografii , nie korzystają z usług specjalistów , behawiorystów , szkoleniowców. No z prostej przyczyny , z tej kasy co mają .. ledwo im starcza na żarcie dla psów. Gdyby mieli super wsparcie finansowe - to kto wie kto wie ;) Żeby mieli psów dużo mniej , to też by szanse wzrosły. To nie są proste tematy , bo nikt nie traktuje eutanazji , jak oddychania. To jest zawsze ciężkie przeżycie. Nie ważne czy swój pies, czy znaleziony ślepy miot. Ale trzeba umieć szacować , rachować , liczyć , dumać ... i nie zawsze to co mówi serce jest dobre ... rozsądek ponad wsio. Oj tam za dużo wątków , w sumie to jeden taki obszerniejszy .. co będziemy pisać , że panom z wąsami i paniom w kapeluszach , psów nie damy ? ;) rudym chłopcom i dziewczynką w dwóch kucykach. teraz taki się ciężki moment zaczyna ... bo niebawem gwiazdka i nie ma przecież piękniejszego prezentu ... niż szczeniaczek czy kociaczek :grins: Quote
Fju Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 zmierzchnica napisał(a): Z samej mojej gminy tygodniowo (!) wywozimy 2-7 psów do schroniska. Czyli macie 2-7 adopcji tygodniowo, że liczba psów utrzymuje się poniżej 200? Czy wiesz to wysoka, przeciętna, niska liczba adopcji patrząc ogólnie w Polsce? Ile macie psów w DT? Pytam z ciekawości jak to wygląda. Quote
Vectra Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 motyleqq napisał(a): Koma, którą tymczasowałam dość dawno temu, miała białaczkę. miała pół roku, kiedy do mnie trafiła i czuła się dobrze. odeszła niedługo po tym, jak trafiła do DS. pewna firma zapłaciła za jej podróż przez pół Polski do mnie, za jej karmę też. czy to były pieniądze wyrzucone w błoto, skoro kotka tak czy siak w szybkim czasie odeszła? co by było , gdyby ludzie którzy kotkę adoptowali , zapłacili za nią , za transport , diagnozę etc ? no i co z tymi ludźmi ? tak splunęli tylko , że adoptowali zwierzaka i szybko musieli się z nim rozstać. Ja bym była zdruzgotana ... chyba że byli świadomi faktu , że kotek może szybko odejść. Nie wnikam. wzięli kolejne chore zwierzątko ? cudzą kasę się łatwo wydaje , więc czy ona w błoto czy nie , to nie ma różnicy. sponsora należy zapytać ;) lub gdybyś sama miała za to płacić ... o kasie gadki , to zaraz będzie dym :evil_lol: Quote
ulvhedinn Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 To To może jak spotkasz takie koty to juz lepiej "zwal je na głowe" komuś kto się zna i ... komu się chce. Dla dobra zainteresowanych. Maron, a Ty to juz bredzisz, no przepraszam, ale bredzisz. Koty wolnożyjące to dość specyficzna grupa zwierząt, w zasadzie są dzikie, ale z racji wywodzenia się z udomowionego gatunku i "zasilania" kotami wywalonymi, tak naprawdę dzikie nie są. Najbliższe byłoby stwierdzenie że żyją zasymilowane? że są gatunkiem (odmianą gatunku?) synantropijnym? Ogólnie są dzikie, ale nie funkcjonują poza środowiskiem człowieka. Większa część to koty dzikie -dzikie. Niektóre są zupełnie bezdotykowe, inne sporadycznie dają się pogłaskać, ale jednako do człowieka są nieufne (zaufanie do zaprzyjaźnionych ludzi - karmicieli- to insza inszość). Kto nie rozumie różnicy zapraszam na łowy na dzikie kotki w celu sterylki- nie na darmo używamy klatek łapek, podbieraków i rękawic spawalniczych :diabloti: Czasem się trafi w grupie wtórnie zdziczały kot z domu, czasem wychodzące koty wchodza w relację z grupą. Bezpańskie to są właśnie te wywalone i takie zazwyczaj są odławiane (do schronisk fundacji i DT), chyba, że zgina bo zazwyczaj sobie nie radzą. Ogromna większość kotów wolnożyjących absolutnie nie nadaje się do zamknięcia w schronisku lub w domu, a w środowisku miejskim, wbrew temu co pisze Maron są bardzo potrzebne. I mam nadzieję że nikomu nie wpadnie do głowy pozbyć się kotów wolnożyjących "bo są bezdomne"..... Głupim i potwornie szkodliwym mitem jest to, ze najedzone koty nie są łowne!!!! Koty łowią bo.. mają instynkt. I są takie, które są sprawniejsze, albo sprawia im to większą frajdę i takie którym to idzie słabiej. Przy czym szczury rzadko są zjadane, są za to traktowane jak swoiste zagrożenie, stąd walka. Obecność kotów nie wyklucza obecności lisów, które zwabia do miasta nie obfitość szczurów, ale śmietniki ;) U mnie na podwórku żyje ok 20 kotów wolnożyjących, bytujących w piwnicach i w budkach, są regularnie dokarmiane, część wręcz tłuste. Mimo to zabijają sporo szczurów i innych gryzoni (ale to trzeba obserwować je raczej w nocy). Lisy też spotykam (centrum miasta). W tej chwili wszystkie koty są wysterylizowane, czasem widzę dosłownie dwa wypuszczane koty domowe (też sterylne). BTW. Zabijanie ślepych miotów bez sterylki kocicy jest okrutne i bezzasadne. Pominąwszy to, że zazwyczaj jest problem z podaniem leków przerywających laktację, to biologia kotki różni się zasadniczo od biologii suki. Suka ma cieczkę dwa razy do roku (lub raz) i koniec. Kotka ma ruję dowolnie często, a owulacja, a tym samym ciąża jest warunkowana nie określonym cyklem, ale pokryciem przez kocura. Technicznie rzecz biorąc, penis kocura jest wyposażony w takie jakby haczyki (co zresztą powoduje u kotki ból w trakcie krycia) i taka stymulacja wywołuje u kotki owulację. ;) Utrata świeżo narodzonych kociąt bardzo często wywołuje u kotki szybką rujkę i oczywiście kolejną ciążę. Więc zabijając maluchy bez zapobieżenia następnym ciążom przyczyniamy się tylko do zwiększenia ilości urodzonych (i zabitych ) kotów i do eksploatacji kocicy....... O tym, że kotki tak samo jak suki cierpią na ropomacicze, powikłania ciąży i guzy sutków, to chyba nie muszę mówić. Do tego w populacji kotów niekastrowanych dochodzi do przenoszenia drogą płciową wielu bardzo groźnych, a nawet śmiertelnych wirusów, np FIV i FeLV. Quote
Vectra Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 A gdzie ja napisałam , żeby nie sterylizować kocic ? nie przypominam sobie. Pisałam , że wspieram ten proceder finansowo. Kot , to druga istota zaraz po człowieku ... która zabija dla przyjemności. Miałam takiego kota morderce , żarcia mu nie brakowało .. zabijał wsio co się dało ... bociana nie dał rady. Koty są potrzebne w miastach , bo u mojej mamy na osiedlu ... kiedyś tam , była akcja wybicia kotów .. bo pchły , bo robale , bo panie w ciąży bały się urodzić potworki :grins: No i przyszła zima , w centrum warszawy - pojawiła się plaga myszy .. Potem zakocili bloki ... i teraz jak pisałam , mocno trzymają stałą liczbę kotów ... by nie było ich ani za dużo ani za mało ... są dokarmiane , mogą siedzieć w piwnicach , są sterylizowane , kastrowane ... a gdy pojawi się coś z macicą i urodzi - kotki są poddane eutanazji. Taki obowiązek mają dozorcy w tym bloku , by rozliczać się z kotów :diabloti: I nie ma pcheł , nie ma myszy , nie ma szczurów i nie śmierci kocim moczem ... żadna frajda , wejść na klatkę schodową i zostać zabitym amoniakiem Quote
Maron86 Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 [quote name='zmierzchnica']ogólnie się zgadzam... czepię się tylko tych "kotów wolno-żyjących" - nikt nigdy nie mówił, że to są "koty dzikie". Koty wolno-żyjące to takie, które wymagają opieki człowieka, ale które są zdziczałe i trudno by było je przysposobić do domu. Dlatego gmina ma obowiązek opieki nad nimi (to jak się wywiązuje to inna sprawa - ale u nas gmina nie chciała się wywiązać, ale tak długo naciskaliśmy, pisaliśmy i się czepialiśmy, że nareszcie bardzo pomagają). Jakbyś usunęła ze słownika ten termin, to byłyby koty bezdomne - i nikt by nie dał państwowej kasy na ich sterylkę ani karmę, bo "trzeba im znaleźć dom" i koniec kropka, nie ma dokarmiania i leczenia na koszt gminy. Póki są wolno żyjące, nikt nie każe ich wciskać do domów, a pomaga się je utrzymać tam gdzie są w dobrym zdrowiu. Kotów jest tak ogromna ilość, że to wcale nie jest złe rozwiązanie. Aaaa no właśnie i dlatego w moim słowniku nie ma pojęcia kota wolno-żyjącego! Te koty dokarmiane przez oszołomkę mają dom, żyją wśród rodziny i w domu, nie boją się ludzi i zwierząt (baaa obcego psa potrafią zaatakować, chyba że go ten konkretny pies pogoni). Mam od ponad 10lat wrażenie że termin kot wolno-żyjący to po prostu kot trudno adopcyjny którego łatwiej jest ciachnąć i niech sobie znudzone kociary dokarmiają (u nas gmina nie daje kasy dla dokarmiaczy, ci żebrzą w TOZie, który żebra od ludzi bo ciągle ma parwo i jakąś tam śmiertelną chorobę kotów od której ostatnio padło im 6kotów przez co sam sobie finansowo nie radzi). Jak by faktycznie była selekcja naturalna (u nas drogi mało ruchliwe, psy w dużej większość to szczotki na flexi - reszta chodzi na smyczach) to i szczurów by nie było i populacja kotów by drastycznie zmalała. Tak mamy pełno domowych kotów 'wychodzących' dokarmianych 'gratis' przez oszołomów + szczury wielkości kotów, bo żarcie się wala po krzakach/w donicach/przy klatkach. Te nasze kociary mają to do siebie że jeb**** żarcie potrafią, ale sprzątnąć już nie - leży to i gnije, muchy się zlatują, szczury nażrą. Zamknięte koło :angryy: Naprawdę nie ma w mojej okolicy kota który by spełniał te kryteria: które wymagają opieki człowieka, ale które są zdziczałe i trudno by było je przysposobić do domu Tak jak pisałam, większość z tych kotów dokarmianych mogę wskazać ich właściciela u którego mieszka/mieszkał (do puki właściciel się nie wku***** na 'kociary'). Nasza oszołomka wprost ludziom mówi żeby nie brali kotów bo to problem, bo to koszta, bo śmierdzi to w domu, bo za długo żyje, bo choruje i są problemy, bo brudzi - lepiej żeby kupili karmę i sobie na dwór szli podkarmiać :-o (zasłyszana rozmowa z klatki schodowej kiedy to sąsiadka pytała czy jest jakiś kotek do adopcji z tych co 2ga sąsiadka dokarmia)... Quote
Vectra Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 kij z kociarami , które dokarmiają. Te przynajmniej dają tym kotom jeść , to co koty jedzą. Większa udręka , to jest przez kowalskich , co wszystko z garów za okno wywalają. Spleśniały chleb , skwaśniałą zupkę , kości - same rarytasy dla kotów. Tylko czemu potem to domowe pieski , mają problemy z brzuszkami. Tu gdzie mieszkam , też była walka z kotami. Bo warszawianie byli wspaniałomyślni i wywalali koty do lasu. No niestety las nie jest środowiskiem naturalnym dla kotów i jest tu nie mile widziany. Bo zagraża niektórym gatunkom zwierząt. Nie znam się na lasach , ale no kot jest udręką w tym środowisku. Lisy też są i sarenki i dziki i zające ... Po tych wakacjach , widziałam tu u mnie kilka kotów .... nawet jeden włóczykij myślał że znalazł darmową agroturystykę. Ale nie pasowało mu towarzystwo piesków ;) i sobie poszedł w las. Nie wiem w jaki sposób , ale wiem że koty są eliminowane z lasu. Tak samo jak dziko żyjące psy. Dziko , duże słowo - porzucone , zdziczałe psy. Natomiast tam gdzie są ludzie , to koty i owszem są potrzebne. Tylko by nie w nadmiarze , bo będzie bród i głód. Ta nienawiść do kotów nie wzięła się znikąd ... pisałam wcześniej , że smród z nadmiaru kotów , nie jest czymś przyjemnym. Widok usmarkanego , zaropiałego kota ... też nienależny do fajnych. I świetnie że są akcje , gdzie pilnuje się populacji kociej. Wtedy i koty zadowolone i mieszkańcy również. Quote
ulvhedinn Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 Nie, nie , nie ;) Większość kotów wolnożyjących to koty, które urodziły się dzikie, żyją dzikie i jako takie nie znają domu, nie są "oswajalne"!!!! Z konieczności miałam wiele takich kotów pod opieką, to nie jest tak, że pokażesz kotkowi że jesteś fajny, a kanapa miękka. Taki kot ucieka jak dzikie zwierzę, nie mozna go dotknąć, pogłaskać, próba przytrzymania, czy zabiegu bez osprzętu to jak walka z tygrysem- w zeszłym roku dzika, a i tak już przyćpana kotka przegryzła mi staw w dłoni.... Taki kot warczy, wyje, drapie i gryzie, skacze po ścianach w panice, lub zaszywa się w naciemniejsze kąty. Taki kot praktycznie niemal nigdy nie będzie szczęśliwy w domu, trzymany na siłę, a długotrwały stres potrafi się skończyć chorobą lub śmiercią. Czasem odmawia jedzenia, a karmienie na siłę jest niewykonalne. Kto nie zna takich kotów, to bardzo proszę o nie wymądrzanie się... Przykładów na oswojenie takiego naprawdę dzikiego kota znam zaledwie kilka, dobrze oswaja się maluszki, czasem podrostki, czasem stare koty, które już nie mają ochoty na szaleństwa. Ale to proces długotrwały, trudny i ryzykowny. I poza szczególnymi przypadkami - niepożądany. Coś jakbyśmy chcieli oswajać lisy, bo będą bezpieczniejsze w mieszkaniu ;) Quote
Maron86 Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 ulvhedinn napisał(a): Maron, a Ty to juz bredzisz, no przepraszam, ale bredzisz. Koty wolnożyjące to dość specyficzna grupa zwierząt, w zasadzie są dzikie, ale z racji wywodzenia się z udomowionego gatunku i "zasilania" kotami wywalonymi, tak naprawdę dzikie nie są. Najbliższe byłoby stwierdzenie że żyją zasymilowane? że są gatunkiem (odmianą gatunku?) synantropijnym? Ogólnie są dzikie, ale nie funkcjonują poza środowiskiem człowieka. Większa część to koty dzikie -dzikie. Niektóre są zupełnie bezdotykowe, inne sporadycznie dają się pogłaskać, ale jednako do człowieka są nieufne (zaufanie do zaprzyjaźnionych ludzi - karmicieli- to insza inszość). Kto nie rozumie różnicy zapraszam na łowy na dzikie kotki w celu sterylki- nie na darmo używamy klatek łapek, podbieraków i rękawic spawalniczych :diabloti: Czasem się trafi w grupie wtórnie zdziczały kot z domu, czasem wychodzące koty wchodza w relację z grupą. Bezpańskie to są właśnie te wywalone i takie zazwyczaj są odławiane (do schronisk fundacji i DT), chyba, że zgina bo zazwyczaj sobie nie radzą. Ogromna większość kotów wolnożyjących absolutnie nie nadaje się do zamknięcia w schronisku lub w domu, a w środowisku miejskim, wbrew temu co pisze Maron są bardzo potrzebne. I mam nadzieję że nikomu nie wpadnie do głowy pozbyć się kotów wolnożyjących "bo są bezdomne"..... Tylko że ja piszę o kotach DOMOWYCH które wyłażą z domu, które są normalne 'dotykowe' i nie mają z siebie nic zdziczałości - wystarczy 'kicikici' i już leci do głaskania. Nie wmówisz mi że kot który co rano wychodzi na dwór, a co wieczór wraca do domu (no chyba że jest marcowanie, wtedy 'rozkoszują się' igraszkami do woli) są kotami dzikimi. U nas koty dzikie (które uważam za wolno-żyjące) są na działkach, na mocnych obrzeżach miasta. W 'centrum' tego zadupia znajdzie się 1 sztuka na 20 biegających. Dodam że w pewnym momencie 'interesowałam się' współpracą z TOZem 'lokalnym' jednak ich podejście mnie mierzwiło więc zrezygnowałam. Kota nie ruszamy puki nie jest chory, nie ważne że normalny domowy - takiego kota nikt nie adoptuje, w razie czego ktoś go dokarmi :roll:. Kotki sterylizowały i chwała im za to - jednak koty domowe to koty domowe ich nie można złapać i wysterylizować/wykastrować. Właśnie stąd się bierze u nas problem ulvhedinn napisał(a): Głupim i potwornie szkodliwym mitem jest to, ze najedzone koty nie są łowne!!!! Koty łowią bo.. mają instynkt. I są takie, które są sprawniejsze, albo sprawia im to większą frajdę i takie którym to idzie słabiej. Przy czym szczury rzadko są zjadane, są za to traktowane jak swoiste zagrożenie, stąd walka. Obecność kotów nie wyklucza obecności lisów, które zwabia do miasta nie obfitość szczurów, ale śmietniki ;-) To dość ciekawe bo w gazecie były lisy z upolowanymi szczurami w pyskach, przypisane statystyki ile jest szczurków i kotów, podane w których miejscach lisy polują itp. Nie twierdzę że żywią się wyłącznie szczurami, jednak jeśli lisy polują, a kotów jest nad-populacja to coś tu jest nie tak. Wychowywano mnie w prosty sposób: Pies broni rodziny lub jest towarzyszem, kot łowi szkodniki chyba że jest kotem domowym, szkodniki są zbędne i roznoszą choroby :lol:. Nie wiem Ulv jak jest u ciebie, wiem jak jest u mnie bo kiedyś (sprzed czasów alergii) zawsze pomagaliśmy z przyjacielem kociakom znaleźć nowy dom, byliśmy dzieciakami więc 'średnia adopcji' była 2koty w miesiącu od czerwca do października - później szkoła i obowiązki inne, a i koty tak się nie 'napataczały'. Wtedy nas gonili z tymi kotami, teraz największy niegdyś przeciwnicy są 'zagorzałymi kociarami'. Które w życiu kota nie oddały nikomu do domu, cała pomoc kończy się na dokarmianiu (bo sterylki robi tylko TOZ, baba dokarmiaczka już nie...). Vectra u nas są sprzątaczki które ogarniają teren i syf po flejach wywalających z okien właśnie jak piszesz kości, chleb, jakieś świństwa, ale i różne inne rzeczy o których lepiej na publicznych forach nie pisać ;). Jadnak żadna z tych Pań nie czołga się pod krzakami żeby sprzątnąć surową rybę zostawioną dla koteczków czy innego 'wiskasa'... Teren sprzątają codziennie, więc i psy i szczury się nie nażrą bo nie zdążą. Quote
Aneta Nowak Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 Zmierzchnica-umiem czytać..co więcej..czytam uważnie. I ze zrozumieniem. Aneta Nowak - jak dla mnie to nic dziwnego ;-) Jakbym miała wyadoptować jakiegoś wychuchanego przeze mnie psa, którego miałam na DT przez jakiś czas, to niechętnie bym go oddała tam, gdzie jest już stado psów. Po pierwsze, stado jest już sforą o określonych zasadach i nie wiedziałabym, jak ten mój zostałby przyjęty. Spodziewałabym się zwrotu z adopcji, bo jednak psy się nie zgodziły. Po drugie, taka osoba jest finansowo ograniczona, więc gdyby ten mój zachorował, to miałby mniejsze szanse na dobrą i właściwą opiekę. Po trzecie, w przypadku niedomagania takiej osoby która zaadoptuje psa do swojej sfory, prawdopodobieństwo, że pies do mnie wróci jest większe. Jeśli niedomaga i choruje osoba, która ma jednego psa, to sobie z tym psem jakoś radzi mimo chorób. Ale jak ma już stado, to wiadomo, że część będzie musiała zniknąć. Nie twierdzę, że tak jest zawsze! ;-) Tylko to byłyby moje wątpliwości. I na pewno osoba, która chciałaby psa ode mnie do swojego stada, musiałaby się bardziej postarać i wykazać ;-) Sama mam stadko i rozumiałabym, gdyby mi się zachciało 5 psa, gdyby ktoś był niechętny żeby mi psa oddać. Postarać się bardziej,czyli jak..PITa pokazać? Nagrać kamerą tydzień/miesiąc z życia stada? Wyjaśnisz mi,co u Ciebie oznacza "bardziej się postarać"? Co do ograniczenia finansowego to ja przepraszam - ale naprawdę rzadko się zdarza,żeby nagle poważnie zaniemogło całe stado...a nawet jeśli, to( może to niezyciowe)-jeśli mam kilka psów to oczywistym jest że mam stały dochód..i biorę pożyczkę,jeśli naprawdę zaistnieje taka potrzeba(pomijam fakt "kredytu" u "swojego" weta). Więc co oznacza "bardziej się postarać"? Co do tego,po co co komu czarty,piąty..ósmy pies..tu znowu kwestia podejścia indywidualnego,prawda? Ty,jako DT,jesteś niejako zobowiązana do dowiedzenia się tego. Jesli chciałabym sobie dopowiedzieć to co niepisane to ..z Twoich...i kilku innych osób wypowiedzi wyciągnełabym jeden wniosek:Tyś panem,ja sługą. Z góry zakładanie,że dany potencjalny dom stały jest nieodpowiedzialny/psy czy pies to zachcianka..na którą często/gęsto domu nie stać,wiedza o psach zerowa lub minimalna,kwestii sytuacji finansowej DS nie ruszam(bo jakże to sprawdzić,prawda? Przecież nie prośbą o zaswiadczenie o zarobkach ;) ). I nie piszę tego złośliwie,ironicznie itd. Co do usypiania zwierząt -zgadzam się całkowicie z Vectrą. Każdy nie uśpiony szczeniak urodzony przez bezdomną sukę zabiera dom psu już będącemu w schronisku lub na DT. Ślepe mioty(jesli nie było możliwości wykonania sterylki aborcyjnej) powinny być usypiane. Quote
ulvhedinn Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 [quote name='Vectra']kij z kociarami , które dokarmiają. Te przynajmniej dają tym kotom jeść , to co koty jedzą. Większa udręka , to jest przez kowalskich , co wszystko z garów za okno wywalają. Spleśniały chleb , skwaśniałą zupkę , kości - same rarytasy dla kotów. Tylko czemu potem to domowe pieski , mają problemy z brzuszkami. Tu gdzie mieszkam , też była walka z kotami. Bo warszawianie byli wspaniałomyślni i wywalali koty do lasu. No niestety las nie jest środowiskiem naturalnym dla kotów i jest tu nie mile widziany. Bo zagraża niektórym gatunkom zwierząt. Nie znam się na lasach , ale no kot jest udręką w tym środowisku. Lisy też są i sarenki i dziki i zające ... Po tych wakacjach , widziałam tu u mnie kilka kotów .... nawet jeden włóczykij myślał że znalazł darmową agroturystykę. Ale nie pasowało mu towarzystwo piesków ;) i sobie poszedł w las. Nie wiem w jaki sposób , ale wiem że koty są eliminowane z lasu. Tak samo jak dziko żyjące psy. Dziko , duże słowo - porzucone , zdziczałe psy. Natomiast tam gdzie są ludzie , to koty i owszem są potrzebne. Tylko by nie w nadmiarze , bo będzie bród i głód. Ta nienawiść do kotów nie wzięła się znikąd ... pisałam wcześniej , że smród z nadmiaru kotów , nie jest czymś przyjemnym. Widok usmarkanego , zaropiałego kota ... też nienależny do fajnych. I świetnie że są akcje , gdzie pilnuje się populacji kociej. Wtedy i koty zadowolone i mieszkańcy również. Kot w lesie w naszych warunkach klimatycznych bez dostępu do wsparcia człowieka rzadko sobie poradzi ;) Koty trzymają się ludzkich siedlisk, bo są zbyt udomowione żeby przetrwać w całkowitej dziczy. A ludzi, którzy wywalają żarcie gdzie popadnie osobiście jestem w stanie wystrzelać!!!!!!!!! Zresztą u nas już było o to kilka karczemnych awantur, zapowiedziałam, że jak przydybię, to okna powybijam, a rączki połamię ;) Quote
Maron86 Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 ulvhedinn napisał(a):Nie, nie , nie ;) Większość kotów wolnożyjących to koty, które urodziły się dzikie, żyją dzikie i jako takie nie znają domu, nie są "oswajalne"!!!! Z konieczności miałam wiele takich kotów pod opieką, to nie jest tak, że pokażesz kotkowi że jesteś fajny, a kanapa miękka. Taki kot ucieka jak dzikie zwierzę, nie mozna go dotknąć, pogłaskać, próba przytrzymania, czy zabiegu bez osprzętu to jak walka z tygrysem- w zeszłym roku dzika, a i tak już przyćpana kotka przegryzła mi staw w dłoni.... Taki kot warczy, wyje, drapie i gryzie, skacze po ścianach w panice, lub zaszywa się w naciemniejsze kąty. Taki kot praktycznie niemal nigdy nie będzie szczęśliwy w domu, trzymany na siłę, a długotrwały stres potrafi się skończyć chorobą lub śmiercią. Czasem odmawia jedzenia, a karmienie na siłę jest niewykonalne. Kto nie zna takich kotów, to bardzo proszę o nie wymądrzanie się... Przykładów na oswojenie takiego naprawdę dzikiego kota znam zaledwie kilka, dobrze oswaja się maluszki, czasem podrostki, czasem stare koty, które już nie mają ochoty na szaleństwa. Ale to proces długotrwały, trudny i ryzykowny. I poza szczególnymi przypadkami - niepożądany. Coś jakbyśmy chcieli oswajać lisy, bo będą bezpieczniejsze w mieszkaniu ;) No i właśnie taki opis opisuje 'mojego kota wolno-żyjącego' którego znajdziesz na działkach czy na obrzeżach - tu w mojej okolicy takowych nie ma (no może tak jak już pisałam 1 na 20widzianych) lub się chowają przed ludźmi. Ja cały czas mówie o domowych kotach 'wychodzących' zwanych wygodnie 'kotami wolno-żyjącymi' przez różne organizację. Szukałam pomocy w sprawie 'zrobienia porządku' z durnymi właścicielami, żeby przynajmniej te koty kastrowali/sterylizowali - tak żeby nie było ciągle i ciągle nowych kociąt. Było to jak odbijanie piłeczki: koty wolno-żyjące więc nie do adopcji nie do schroniska, koty 'pańskie' więc nie do darmowej sterylizacji bo to czyjś kot i tak nie można. Właściciele zaś twierdzili że kot lubi wolność więc nie mogą go zamykać w dzień kiedy idą do pracy :roll: Quote
Maron86 Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 Aneta Nowak napisał(a):Jesli chciałabym sobie dopowiedzieć to co niepisane to ..z Twoich...i kilku innych osób wypowiedzi wyciągnełabym jeden wniosek:Tyś panem,ja sługą. Z góry zakładanie,że dany potencjalny dom stały jest nieodpowiedzialny/psy czy pies to zachcianka..na którą często/gęsto domu nie stać,wiedza o psach zerowa lub minimalna,kwestii sytuacji finansowej DS nie ruszam(bo jakże to sprawdzić,prawda? Przecież nie prośbą o zaswiadczenie o zarobkach ;-) ). I nie piszę tego złośliwie,ironicznie itd. Ja to odbieram nieco inaczej. Człowiek który chce psa i pofatyguje się na moje zadupie w celu zapoznania się z nim jest traktowany jako potencjalny dom. Rozmowa jest luźna, człowiek nigdy nie jest skreślany na wstępie. Wiedzą o psie, o tym co je, o tym czego lepiej nie dawać warto zawsze się podzielić. Sama nie wszystko wiem i sama karmiłam marketówkami, gdyby ktoś mi prędzej powiedział/dał linka do sklepu internetowego z fajnymi karmami i powiedział jak taką karmę odróżnić od syfu - była bym zachwycona. Przy wyadoptowaniu mix dobermanki zauważyłam że kobieta ma na tylnym siedzeniu karmę darling - powiedziałam jej w luźnej rozmowie że fajnie jest kupić 'natej i natej' stronie bo donoszą worek pod drzwi, że wychodzi taniej, no i ogólnie jak się obliczy ile trzeba jakiej karmy dawać to okaże się że ta tańsza jest droższa. Jednak - jeśli dzwoni do mnie osoba która twierdzi że pies bez podszerstka będzie idealnym psem na łańcuch, a żadne tłumaczenie nic nie daje. Cóż takiego kretyna skreślam od razu, a numer blokuje żeby nie dzwonił mi o innego psa (nawet jeśli ten inny nadaje się na dwór, to z jego podejściem nawet pluszaka by nie dostał). Faktycznie jeśli ma się tych domów chętnych 5 na 1 psa - to się wybiera najfajniejszy i najbardziej rzeczowy, a resztę podsyła wolontariuszom w schronisku :diabloti: EDIT: sorry za post pod postem, nie mogłam poprzedniego edytować :-o Quote
Vectra Posted November 24, 2013 Posted November 24, 2013 Maron , ja jednego nie rozumiem. Piszesz że rozmnażają się koty domowe ... a nie ma bezpańskich kotów, to co się dzieje z kociakami ? są zabierane do domów i bajka się powtarza ? mój kot też miał szwendacza w dupie , no ale on był reproduktor żaden .... jeden raz w domu nawalił do kuwety po męsku i na drugi dzień jaja skończyły jako odpady medyczne :diabloti: koty toleruje , ale tego smrodu moczu NIE .. mówię o niekastrowanych osobnikach. W sumie to też mnie interesuje , co oznacza postarać się bardziej ? trzeba mieć nie wiem , lepszą gadane ? Co do pewnych rzeczy , co napisałaś Zmierzchnica , to ja mam zazwyczaj obawy - przy ludziach co nie mieli psa i nie wiedzą , co oznacza poświęcenie się psu. Osoby mające sfory psów , sorry - to są grupy zorganizowane .. a każdego psa traktuje się tak samo. Co uważasz , że lepiej wyleczę tego co urodził się u mnie , czy tego za którego dałam kilka tysięcy euro , a tego ze schronu pewno wcale leczyć nie będę ? To jakaś bzdurna i pokrętna logika. Pies , to jest pies i nie ważne który , skąd i za ile - tak samo się kocha i dba. Zakładanie z góry , że pies będzie chorował , też jest jakąś abstrakcją ... inna rzecz , osoba bez psa , a osoba z psami - z psami ma zazwyczaj zaplecze weterynaryjne , które współpracuje i serio gdybym nie miała 10 tysięcy na dziś , a potrzebę nagłą na leczenie psa - to mój wet mi wyleczy psa , z odroczoną płatnością. Posiadacz jednego psa , nie sądzę by miał takie fory. Bo ja mimo wsio jestem lepszą partią dla weta ... bo nawet gdy psy nie chorują , to i tak zostawiam u weta więcej niż posiadacz jednego psa. Ludzi się powinno klasyfikować po tym jacy są i jak sobie w życiu radzą .. a nie po ilości zwierząt w domu. Bajka , że osoba z jednym psem , sobie w chorobie poradzi bardziej niż ktoś inny z kilkoma psami. A jak trafi się niedojda ? a trafiają się niunie życiowe , co paluszek skaleczy i hospitalizacji wymaga .. L4 i opiekunkę środowiskową. Ja nie wiem co to znaczy leżeć w łózku , nawet z temp 40 stopni .. ubieram trampki i idę się psami zajmować. Bo to jest ta dyscyplina , której nabiera się gdy ma się kilka psów. Co już było omawiane , że życie ze sforą psów .... jest zupełnie inaczej zorganizowane .. niż z jednym pupilkiem. Nie ma czasu na niunianie , chorowanie i użalanie się ... Nawet jak pada , jest zimno , gardło boli .. to mania , frania i do gówien sprzątania ;) Ja zdecydowanie inaczej klasyfikuje ludzi , jeśli chcą kolejnego psa. Patrzę czy sobie poradzi , w jakim wieku ma zwierzęta , jakie i z jakim charakterem. I czy mam odpowiedniego psa dla takiej rodziny. Po 4 psie , to serio nie ma różnicy czy jest ich 7 czy 16 .... Najbardziej niebezpiecznie jest , gdy daje się psa jako drugiego. Bo dla jedynaka jest to nowość , a dla właściciela też wyzwanie. Poczytajcie dogomanię , sporo się tu przewala problemów natury przeważnie emocjonalnej .... przy chęci posiadania drugiego psa. Trzeci to jest wyzwanie .... po czwartym , jak oddychanie. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.