betel Posted May 21, 2007 Author Posted May 21, 2007 Choć Inka jest u nas dopiero 2 tygodnie po prostu jest nasza , własna , kochana i nie boimy sie żadnych konsekwencji z tym związanych, każda zmiana w życiu je niesie i taka jest prawidłowość. Myślę ,że zarówno Erka jak i Saga są z nas zadowolone i wiedzą, że Ineczce nie dzieje się krzywda, zawsze pozostaną jej ciotkami , a jeśli zechcą mogą ją odwiedzić, podobnie jak p. Elwira , którą osobiście zapraszałam i która darzę, pomimo bardzo krótkiego kontaktu, dużą sympatią. Myslę ,że wszystkie Dogomanki mają dobre intencje i wielkie serca, choć nie zawsze muszę zgadzać sie z tym , co piszą na temat wychowania naszego łaciatego szcześcia ( ach te jej urocze łapki). A co tam dzis u ogoniastej??? Incia ma się dobrze, ładnie sie rozwija , jest coraz bardziej ufna. Dziś mieliśmy niezapowiedzianego gościa ( do tej pory celowo nikogo nie zapraszaliśmy, żeby jej nie płoszyć) i nasza bohaterka z własnej woli podeszła go powąchać. Podobnie na dworze -już nie wpada w panikę na widok człowieka , psa czy odgłas samochodu. Chętnie wychodzi na balkon i z zainteresowaniem obserwuje otoczenie , bawi sie z nami , obgryzna nam ręce i szczeka- "wykłócając się" w zabawie. Z Bri - bri powoli sie dogadują , choć daleko jeszce do przyjaźni. Tyle na dziś, żadnych rewelacji. Jutro czeka Incie wycieczka . Na 2 dni obie psice jadą z Marcinem , na wczasy na wieś. Będa tam w domku tylko we trójkę, więc nie będzie to dla Inci sytuacja stresujaca- tym bardziej ,że miejsce już zna ( letni domek moich rodziców). Wiem,że w tym czasie odwyknie trochę ode mnie i Moni, ale jest to świetna okazja , by na neutralnym terenie zacieśniły się wiezi między czterołapymi. W czwartek rano wracają do domu. Będzie nam i ch brak. Na pewno codziennie będziemy z Marcinem omawiać przez telefon postępy naszych psic , a ja postaram sie opisać je w necie. Tyle na dziś. Razem z Inką trzymamy mocno kciuki za Chawę. Pozdrowienia Beata.:lol: Quote
betel Posted May 22, 2007 Author Posted May 22, 2007 Inka , Bri-bri i Marcin od rana są na wsi. Podwórko przy domu ogrodzone, więc psice mają sporo luzu , a dookoła lasy i mnóstwo przestrzeni do spacerów- ogólnie cisza, spokój i totalne odludzie. Wbrew moim obawom podróż minęła dobrze i nawet nie było żadnych ptaszków o nazwie paw. Po przyjeździe Inka była troszkę spłoszona , ale szybko się uspokoiła. W nowym miejscu czuje się jednak niepewnie , bo nie opuszcza Marcina na krok. Popołudnie spędzili we trójkę, śpiąc na jednej kanapie. A spali tak smacznie ,że nie obudził ich nawet mój telefon. Pewnie wieczorem wybiorą się na dłuższy spacer , żeby "odpracowac" to lenistwo. Inka bardzo zżyła się z Marcinem , bo z nim spędza najwiecej czasu, ponieważ mnie i Moni do południa nie ma w domu. Zazdrosna o jej względy Monika, złośliwie mówi na nią "piesiunia pańcia", co nie zmienia faktu, że i tak bardzo ją lubi. Dobrze, że już pojutrze rano wracają , bo nam bez nich smutno.:sad: Quote
erka Posted May 22, 2007 Posted May 22, 2007 Całej trójce zazdroszczę. :razz: Też chętnie zaszyłabym się na jakimś odludziu, a tu niestety miastowa duchota.:evilbat: Ciekawe, czy stosunki między suniami się zacieśnią po tej wyprawie?:roll: Quote
betel Posted May 22, 2007 Author Posted May 22, 2007 Marcin i psy mieli przygodę, ale strachu najadł się tylko Marcin , bo psy nie zdawały sobie sprawy z powagi sytuacji. Wieczorem , juz po ciemku byli w lesie, nagle Inka zaczęła bacznie się rozglądać i węszyć. Marcin zapalił latarkę i zobaczył ,że coś umknęło w krzaki. Poszedł w przeciwnym kierunku, żeby ominąć tajemniczą "postać". Po chwili Inka dała susa w zarośla i rozległ się dziki kwik , a z chaszczy wybiegł warchlak wielkości Bryłki. W pobliżu rozległo się groźne pochrząkiwanie. Ponieważ Inka jest na smyczy i nie można jej puścić luzem, Marcin starał się ewakuować z czworołapymi jak najprędzej , ale nie mógł biec, bo Incia zaplatałaby się między drzewa. "Szedł" więc niczym wytrawny chodziarz. I chyba pobił rekord Korzeniowskiego , bo za nimi ciągle słychać było odgłosy lochy, która "odprowadziła" ich prawie pod sam dom. Całe szczęście ,że ich nie zaatakowała:razz: :scared: :crazyeye: Quote
erka Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 Ojej , całe szczęście ,że objawiony talent myśliwski Ineczki nie przysporzył większych kłopotów.:cool3: Nie wiadomo, czy dwa obronne psy;) jednak poradziłyby sobie z rozsierdzoną mamuśką warchlaczków, jakby przyszło co do czego .:evil_lol: Quote
saga_86 Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 Inka by sobie z nim poradziła na pewno:evil_lol: W końcu to taka dzielna dziewczynka;) Quote
Od-Nowa Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 uuu dziki uuustraszna rzecz... kiedys jechałam z koleżanką konno przez las..właściwie zagajnik. często tam sarny przecinały drogę wiec byyśmy przygotowane na niespodzianki ;) ale tego dnia to był szok..usłyszałyśmy stukot kopytek na sniegu (czy to możliwe?? moze skrzypiał hm..) i tuż przed nami przeciął drogę korowó: mama dzik a za nia 6 dzieciaków jej wielkości już....:crazyeye: :eek: zamarłyśmy z wrażenia, konie też a stadko sobie poszło dalej:lol: Quote
betel Posted May 23, 2007 Author Posted May 23, 2007 U nas bez psiaków nuda straszliwa, cicho, nie trzeba niczego chować , nienaturalny spokój.:rolleyes: Całe szczęście ,że jutro wracają. Boleję tylko ,że mamy w szkole dyskotekę i niestety będę mogła wrócić do domu dopiero po ósmej, jak impreza się skończy i dzieciaki pójdą do domu. Uschnę z tęsknoty i niecierpliwości. Marcin opowiadał mi przez telefon, że u kudłaczków wszystko Ok , nawet spały dziś niemal przytulone do siebie. Oczywiście nadal, każda chce jeść z miski drugiej i w żaden sposób nie da się skontrolować, ile która zjadła. Obydwie mają ten nieszczęśliwy zwyczaj, że jedzą na raty. A my nie chowamy misek po posiłku , bo chcemy Incię trochę podtuczyć. Tyle na dziś, zaciskamy kciuki u rąk i nóg, żeby z Chawą było wszystko OK:bye: Quote
betel Posted May 24, 2007 Author Posted May 24, 2007 Wreszcie Marcin razem z psicami wrócił do domu. Wydaje sie, że panienki są bardziej zgodne , chętnie przebywają razem w tym samym pomieszczeniu, obok nas, i nie mruczą na siebie. Inka wbrew moim oczekiwaniom "nie zdziczała", nawet przywitała nas z Monią machaniem ogonkiem. Nie stroni od nas , przychodzi na wołanie, a o dziwo sama podeszła i dała się pogłaskać gościowi , naszemu przyjacielowi z Warszawy, który wracając z delegacji wpadł, na parę godzin do naszego domu. Jego obecność wcale jej nie przeszkadzała i byczyła się obok niego i Marcina na kanapie. Po prostu niebywałe!!!!!!!!!! Wklejam kilka fotek , choć jest ich tak dużo i są takie fajne ,że mam ogromny kłopot z wyborem. Incia -tropiciel koleżanki Oj, te schody! Jak tu zmieścić się na tym fotelu??? No , to to rozumiem!!! Patrzcie, jakie mam zęby!!! A własnie ,że upoluje tego pająka! Uciekł?! Tyle na dziś, pozdrowionka B M M I B:multi: Quote
saga_86 Posted May 25, 2007 Posted May 25, 2007 :loveu: "Ratlerek" się niestety nie zmieścił;) Kto by się spodziewał takich postępów, nie mogę się powstrzymać by nie złożyć kolejnych gratulacji;) Quote
Od-Nowa Posted May 25, 2007 Posted May 25, 2007 witamy Betel i rodzinke ;) najbardziej to zdjęcie mi się podoba. "' Zaraz zaraz gdzie to ja miałam iść?? Do góry?? Aaa, nie już pamiętam na dół :p " okropne takie rozłąki z psem. ale jakie szczęśliwe powroty:lol: Quote
betel Posted May 25, 2007 Author Posted May 25, 2007 Dzięki za zainteresowanie Ineczką- łaciatkiem i miłe słowa, cieszy nas, że zaglądacie na ten wątek. betel:multi: Pa, pa - upał chwilowo wykończył wszystkich domowników tych dwu i tych czworonożnych. Quote
andzia69 Posted May 25, 2007 Posted May 25, 2007 super zdjęcia!!!! A Inka z brzuchem do góry to miodzio dla tych co wiedzieli jaka była nieufna do ludzi!:loveu: Quote
betel Posted May 26, 2007 Author Posted May 26, 2007 Znowu upały, psy zmęczone duchotą, podobnie jak my. Incia zachowuje się w domu niemal wzorowo. Nic nie zniszczyła , słucha się , nie kłócą się z Bri- bri, a nawet polegują obok siebie. Dziś nasza czworołapa zdobyła nową umiejętność i tym samym pozbawiła Bryłcię ostatniego bastionu - to znaczy wczołgała się pod rozłożone łóżko , co do tej pory było domeną Bri-bri. Mała , kiedy zobaczyła wyczyny większej koleżanki , miała zdecydowanie zniesmaczony wyraz mordki , jakby chciała powiedzieć: " cholera, straciłam ostatni spokojny kąt". ( Incia łypie spod ulubionej kanapy Bri-bri) ( co oczywiscie wcale nie oznacza ,że zrezygnowała z wylegiwania sie na kanapie i nie tylko) Na dworze tez łaciatek zachowuje się coraz lepiej i jest dużo mniej płochliwa. Niepokoi nas jednak , jej brak apetytu i od wczoraj lekka biegunka. Wczoraj zaaplikowaliśmy jej 2 węgle a wieczorem celowo nie daliśmy psicom jeść. Dziś biegunka jest mniejsza , ale się utrzymuje , dlatego zrobiliśmy powtórkę z węgla. Zmieniamy też sposób jej karmienia , teraz dajemy jej jeść mało, ale często, bo mamy wrażenie , że ona jako jednostka lękliwa , w towarzystwie innych psów nie jadła zbyt wiele i ma skurczony żołądek. W najbliższy weekend zamierzamy pojechać do Konstancina , bo tam u teściowej jest świetny wet ( wetka), żeby Inkę dokładnie przebadać , wolimy dmuchać na zimne. Tyle na dziś. Pozdrowiona B.M.M.I.B Quote
saga_86 Posted May 26, 2007 Posted May 26, 2007 Inka w wersji łóżkowej bardzo mi się podoba:loveu: :lol: A te pozy, ona powinna zostać top modelką;) Quote
betel Posted May 26, 2007 Author Posted May 26, 2007 Pozy ma rzeczywiście niebywałe, stąd tyle fotek, bo chce się te rozkoszne wygibasy zatrzymać w czasie:lol: . Obawiam sie ,że Incia będzie najbardzij obfotografowanym psem w tym kraju, niczym gwiazda filmowa. Dobrze, że nie wie ,że jej fotki są na stronie , jeszcze by jej się przewróciło, w tym długouchym łebku.:evil_lol: Quote
erka Posted May 26, 2007 Posted May 26, 2007 Betel,rzeczywiście jak tak dalej pójdzie , to Inka ma szansę pokonać Sonię - czyli "napiekniejszego psa świata":lol: , taki jest tutuł wątku na Fotoblogach założonego prze z Behemot. Oczywiście , Sonia , jak by mogło byc inaczej, ma kielecki rodowód:cool3: . Jako szczeniorek wyfrunęła ode mnie do Warszawy. A z brakiem apetytu mam ten sam problem u mojej Gabi, przypadek co najmniej 100 razy gorszy od Inki. Dzisiaj rano zagrzmiało i to juz jest powód do panicznego lęku przez cały dzień i oczywiście jak się boi , to nic nie będzie jadła.:shake: Quote
betel Posted May 26, 2007 Author Posted May 26, 2007 To współczuję, Incia na szczęście akurat burzy i huków się nie boi, za to nauczyła się ( bo wcześniej się nie bała) od Bri- bri bać odkurzacza!!!!:lol: Quote
saga_86 Posted May 26, 2007 Posted May 26, 2007 a nie wiem czy widzieliście szczeniaczkowe zdjęcia Inki, kilka dni po przybyciu na działkę:razz: Quote
Od-Nowa Posted May 27, 2007 Posted May 27, 2007 :loveu: :loveu: :loveu: ale piękna!!!!!! jak to sie mogło stac,że czekała tyle czasu na dom??!!chyba każdy chciałby takiego cudnego tulaka :loveu: a wiem... czekała na Betel :multi: :multi: :loveu: Quote
betel Posted May 27, 2007 Author Posted May 27, 2007 Właśnie te zdjęcia Inci znalazłam na "Przygarnij.pl" i od razu mnie oczarowała, muszę Wam powiedzieć, że mieliśmy obawy, czy to dla nas nie za wcześnie po tak gwałtownym i niespodziewanym odejściu Mikuli, ale teściowa, która już parokrotnie przeżyła utratę pupila, naciskała ,żebyśmy dali dom innemu czworonogowi. Początkowo zamierzaliśmy, pojechać do Warszawy, wziąć jakąś psinę z Palucha , bo stamtąd mieliśmy Mikcię, jednak Marcin nie był jeszcze na to gotowy. Po powrocie od teściowej z Konstancina ( bo tam spędziliśmy długi weekend majowy, po stracie Mikułki) w domu było przeraźliwie pusto i nawet Bri- bri była bardzo smutna , jakby dopiero teraz odczuła stratę ( wcześniej parokrotnie rozstawały się na kilka dni , ale zawsze gdy wracały, była ta druga). Stwierdziłam, że nie zniosę tej pustki. Siadłam do komputera i przejrzałam sto kilkadziesiąt stron z psami z różnych miast i schronisk. Początkowo szukałam suczki podobnej do Mikci, jednak takiej nie było, kilka było troszkę podobnych np. w Bukownie , czy Łęczycy, za każdym razem wołałam do komputera rodzinę , ale jakoś nie było z ich strony zapału a i ja nie byłam do końca przekonana. Wreszcie znalazłam Incię. Zawołałam Marcina i pierwszy raz w jego oczach zauważyłam błysk zainteresowania, zawołałam więc Monię i ona tez była za. Wzięłam telefon i od razu zadzwoniłam do Erki, która uprzedziła mnie o „wadach" Inci, wysłuchała cierpliwie , mimo soboty, moich tłumaczeń i bez problemu zgodziła się , na naszą wizytę w Kielcach w niedzielę – nazajutrz. Mieliśmy przyjechać koło 15, ale nosiło mnie i nie mogłam wysiedzieć w miejscu, więc po rozmowie telefonicznej z Erką , ruszyliśmy wcześniej. Na miejscu przywitała nas pani Elwira. Pokazała nam psice. Rodzina nie mogła rozpoznać w tym tłumku Inki , ja natomiast rozpoznałam ją po jej cętkowatych łapkach. Zmieniła się, wyrosła, z pyszczka zniknęła zawadiacka mina , a pojawił się strach przed obcymi -czyli nami, na dodatek z zagrody razem z nią wypadły i inne suczki , które w przeciwieństwie do Inki, garnęły się do nas. Giza mało nas nie zalizała. I wtedy zobaczyłam, jak Monice śmieją się oczy do Gizy. Padło pytanie: „Monia, to może wolisz, żebyśmy wzięli Gizę” Monika , popatrzyła na mnie i odpowiedziała:" Nie mamo , ona i tak sobie poradzi , a Inka nie , bierzemy Inkę". Potem nastąpiła chwila , kiedy próbowaliśmy troszeczkę „oswoić” psice i pokazać, że nie mamy wobec nie złych zamiarów. Dałam Ince i pozostałym suczkom po kawałku przygotowanej uprzednio wędliny. Marcin nałożył sierotce półkolczatkę i smycz. Potem poszłam załatwiać z panią Elwirą „czynności urzędowe”. Kiedy formalności zostały zakończone, pani Elwira odprowadziła nas do samochodu i pomogła wsadzić Incie na siedzenie. Żegnając się z nami, wyściskała mnie i miała łzy w oczach , widać było, że bardzo zależy jej na losie podopiecznej, co niezmiernie nas wzruszyło. Droga do domu minęła spokojnie, jednak na miejscu czekało nas spotkanie z Bri- bri i obawa o jej reakcję. Myślę, że tego dnia wszyscy byliśmy troszkę wystraszeni i niepewni, jak potoczy się dalej sytuacja, ale zdeterminowani i pełni wiary, że musi być Ok. I jest Ok. Nie zapomnimy Mikci , ale Inka ma swoje miejsce w naszych sercach. Cieszymy się z każdej zmiany na lepsze. Dziś byliśmy z niej bardzo dumni , mimo strachu , po przyjściu do domu obcej osoby nie wycofała się od razu, lecz najpierw obszczekała gościa, a to znaczy ,ze traktuje nasz dom jak swój własny. To bardzo cieszy. [FONT=Times New Roman]:multi: [/FONT] [FONT=Times New Roman]Fotki pokazują, jak nasze psice odpoczywaja w upalne dni.[/FONT] ( Incia rozkoszuje się wygodą kanapy) ( Bri-bri wybrała chłodek podłogi) Ps: Inka , podczs spacerów, zaczęła też obszczekiwać, inne psy , które są za ogrodzeniem) Pozdrowionka :loveu: B.M.M.I.B Quote
saga_86 Posted May 27, 2007 Posted May 27, 2007 A dodam jeszcze,że zdjęcia były robione największym zoomem jaki miałam w aparacie, na początku w ogóle nie zbliżała się do ludzi:roll: A po waszej opowieści mam łzy w oczach, jak cudownie,że tak się to wszystko skończyło:lol: Quote
saga_86 Posted May 27, 2007 Posted May 27, 2007 A to jeszcze kilka zdjęć wleję na dowód mojej przyjaźni z Inką, choć widziała mnie tylko kilka razy:loveu: " class="ipsImage" alt="">" rel="external nofollow noopener">http://images20.fotosik.pl/294/6658fdcfbbdbe624.jpg Gananiany z Lirką Od- Nowej;) jak jeszcze coś znajdę to wkleję;) Quote
Od-Nowa Posted May 27, 2007 Posted May 27, 2007 jeszcze takie dodam bo bardzo je lubie ;) niesamowita Inka ma szatę. jak w wieczorowej sukni ze srebrną etolą :loveu: a te kropki na brzucholu to już szczyt ekstrawagancji :lol: opowieść piękna. zwłaszcza przekonanie Moniki,że to właśnie ONA .nikt inny, tylko Inka.piękne. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.