wolf122 Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Nie wie,co się stało ale jak czytam opinię,że pies jest łagodny,kocha dzieci itd. lub pies jest agresywny,zły,do uśpienia,to wiem,że mam do czynienia z osobą,która być może kocha zwierzęta ale doświadczenia i wiedzy ma tyle ,co kot napłakał.Biorąc psa ze schronu trzeba liczyć się z tym,że to może być "bomba zegarowa",która może wybuchnąć lub nie. Pobieżną,na oko ocenę,weryfikuje czas i życie.Dlatego tak wiele czyta się i widzi różnych przykrych zdarzeń.Każdy zwierzak jest na początku zagubiony i "grzeczny".Gdy jako tako oswoi sie z nowa sytuacją, dopiero zaczyna się otwierać i takiego psa trzeba pilnie obserwować i mieć kontrolę nad asymilacją psa w nowym otoczeniu.Często psiak faktycznie jest przylepą bez obciążeń i to nas niestety usypia.Przy kolejnym psiaku bywa na początku podobnie ale akurat ten odreagowuje swoją traumę inaczej i dzieje się k nieszczęscie...Napiszecie,że każdy jest mądry po,albo czemu wcześniej nie pisałem tych "mądrości".I tu jest problem,bo każdy z nas ma wygórowane mniemanie o sobie i swojej wiedzy o psach (łącznie ze mną) i nawet gdybym napisał ostrzeżenie,to kto by je wziął poważnie? Quote
szuwar Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Ehh, nawet nie wiem co napisać. Nie cofam tego co o niej napisałam i nie staram się myśleć o sobie jako o super specjaliście od psów. Doświadczenia mam tyle, co większość zwykłych ludzi - tyle co psów zdążyłam mieć w swoim życiu. Każdy inny, każdy ze swoją historią... ale do prawdziwego speca mi daleko. Wystarczył moment, żeby Suzi zagryzła mojego psa. Nie wykazywała żadnych oznak, że ma na to ochotę. Nie dawała sygnałów... W domu miała ograniczoną swobodę, bo chciała pogonić koty, więc trzymałam ją na smyczy. Ale były sytuacje, że stała z kotami nos w nos i nie robiła nic. Mimo to, miałam wrażenie, że jak by zechciały uciekać to instynkt myśliwego jej się włączy... Mój pies nie uciekał, nie mruczały na siebie, nie zaczęły nawet ustalać heirarchii... Chodziły razem na spacery, spały razem, jeździły autem w bagażniku. Ani razu Suzi nie próbowała przestawić Musztardy, czy powiedzieć jej, że jest za blisko. Wszystko wydarzyło się na moich oczach w całkowicie spokojnej sytuacji. Suzi nie dostała żadnego napadu, nie "wściekła" się... nic. Po fakcie spokojnie położyła się na miejsce, na którym chwilę wcześniej zagryzła Muchę. A jednocześnie nie dała sobie przerwać ataku. Gryzła, zeby zabić i jak dla mnie nie jest to "wypadek" wynikający z dysproporcji wielkości psów. Ale oczywiście jest to moja subiektywna opinia, nie mająca w sobie nic z profesjonalnej ekspertyzy. Suzi nadal jest u mnie. Nadal z ograniczoną swobodą - teraz siedzi w kenelu co niestety ją frustruje. Przez jeden dzień zaraz po fakcie przetrzymałam ją w kojcu u znajomych - nikt nie odważył się jej podać wody do kojca, ani wziąć na spacer. Ja po nią przyszłam i była całkowicie fajnym, normalnym psem. Na mój widok się cieszyła - bez szału, ale jak normalny, stateczny owczarek. Pewnie, że źle oceniłam sytuację. Pewnie, że nie byłam dostatecznie czujna. Patrzałam na jej reakcję na dzieciaki, w jaki sposób reaguje na obcych, widziałam, ze koty budzą sporą ekscytację... Nie wiedziałam, że zechce tak dosadnie zaatakować i to psa, na którego w ogóle nie zwracała uwagi. Oczywiście, że to ja dałam ciała. Nikomu nie będe udowadniać, ze było inaczej. Przeżyłam swój dramat w niedzielę i nie mam zielonego pojęcia co dalej mam zrobić. Straciłam ukochanego psa i generalnie nie bardzo umiem teraz decydować o czymkolwiek. Quote
mimiś Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 (edited) Szuwar ,strasznie Ci współczuję,zwłaszcza,ze miałam w zeszłym roku nieco podobną sytuację-znaleziona duża suka po kilku miesiącach u mnie !-pogryzła mojego malutkiego kundelka na spacerze i tylko dzieki temu,ze syn złapał ją za tylne łapy i dosłownie odrzucił -skończyło sie na ranach w pachwinie i na brzuchu małego.przedtem "łapała" się z moimi pozostałymi sukami,ale tamte były duże i silne,więc nie dały się ustawić..a z tym mikrusem nigdy nie miała zwady,nie wiem co w nią tego dnia wstąpiło -sukę oddałam do pilnowania warsztatu-jest tam jedynym psem i wszystko ok. nie obwiniaj się,nie musimy być specjalistkami od wszystkiego[zresztą ,co by tu pomógł specjalista?]! czasem takie rzeczy po prostu się zdarzają i nie sposób przewidzieć .przez mój dom przewinęło się wiele psów, wszystkie"z odzysku" .wydawało mi się,że potrafię zapanować nad stadem bez problemu,aż tu trafiłam na tę agresorkę. Wyobrażam sobie jak strasznie się czujesz,ale odpuść -to naprawdę nie twoja wina... Edited July 31, 2012 by mimiś Quote
wolf122 Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Przykro mi bardzo,pewnie,że nie możesz się obwiniać,bo tego po prostu nie chciałaś.Zdarzyło się, i tylko szkoda,że niewinna psina straciła życie.Są takie sytuacje,że po prostu mimo wszelkich środków ostrożności coś się dzieje i już.Ja oddałem psa do schroniska(znaleziony),bo nie miałem jak go przetrzymać i w przeciągu paru dni znaleźliśmy mu dom.Co z tego skoro w schronisku przy prostym zabiegu czyszczenia uszu (zastanawiająca troskliwość:roll: ) pies się nie wybudził( narkoza).I też plułem sobie w brodę i moja "mądrość" rozbiła się o kant d...Musisz to jakoś przeżyć:shake: Quote
toyota Posted July 31, 2012 Author Posted July 31, 2012 W tym sęk, że środków ostrożności zbytnio nie było, a życie straciła nie tylko biedna pinczerka, ale też straci ta DON-ka, bo tak schronisko traktuje przy zwrocie z adopcji. W tej chwili próbuję coś dla niej znaleźć. Proszę o jakieś propozycje, gdzie ją umieścić za rozsądne pieniądze i do tego miejsce musi być u doświadczonej osoby. http://www.dogomania.pl/forum/threads/180413-PInczer-Musztarda-dwukrotnie-uratowana-jest-bezpieczna-aż-trudno-w-to-uwierzyć?p=19448063#post19448063 Quote
szuwar Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Póki co też walczę, żeby jej coś znaleźć. Staram się jak mogę i nie chodzi mi o to, żeby się jej jak najszybciej pozbyć. Oczywiście, że dałam ciała i nie winię psa, ale nie pisz proszę, że ostrożności nie było zbyt wiele. Zapoznałam psy na neutralnym terenie, nie dawałam im wspólnie jeść, tak jak to napisałaś - pisałam Ci, że Suzi odstepowała miskę i musiałam pilnować Musztardy, żeby jej nie wyjadła porcji, ale to nie znaczy, że jadły ze wspólnej miski. Owszem woziłam je w jednym aucie i na pewno było na to za wcześnie, ale nie przyszło mi do głowy, że Suzi zechce zrobić Musztardzie krzywdę. Nie dawała mi żadnych znaków. Suzi była w domu na smyczy, może powinna być też w kagańcu. Teraz mogę sobie gdybać... Bez sensu, że zaryzykowałam w ogóle branie wielkiego psa do domu. Nigdy nie twierdziłam, że się na tym znam i że zrobię wszystko najlepiej jak można. Wydawało mi się ok, myślałam, że na tym polu nie ma problemu. Wystarczy mi własnych wyrzutów sumienia i mam ich na tyle dużo, że nie bardzo potrzebuję komentarzy, że trzeba było zrobić coś lepiej i mądrzej. Teraz to nawet ja wiem. Jest spora szansa, że jak wzięłabym jakiegokolwiek innego psa to nawet nie wiedziałabym, że dałam ciała i cieszyłabym się z happy endu. Ale trafiłam na Suzi i na problem, którego nie przewidziałam. Wiem, że jest w stresie. Wiem, że mogła sikać, robić pod siebie, czołgać się ze strachu, próbować wyskoczyć przez okno. Spodziewałam się różnych rzeczy, ale nie domyśliłam się, że nagle zabije mi psa. Chroniłam koty, dzieci, siebie... Nie ochroniłam Musztardy. Bardzo, bardzo mi z tym źle. Nie zajmuję się na co dzień adopcjami, nie biorę psów na tymczas, przez mój dom nie przewija się milion różnych zwierząt. Chciałam dać dom starszej suce ze schroniska i szukałam jej pół roku. Uległam złudzeniu, ze to właśnie Suzi jest TYM psem. I doskonale zdaję sobie sprawę, że to mój bład. Zwrot jej do schronu jest ostatecznością, ale nie pisz mi proszę, że teraz przeze mnie ją uśpią. Quote
toyota Posted July 31, 2012 Author Posted July 31, 2012 (edited) Szuwar, ja nie pisałam do Ciebie, żeby Cię dołować, ogólnie sama mam doła i pretensje do siebie, że nie całkiem świadomie, bo do końca nie wiedziałam, że jedzie do Ciebie, ale jednak "dałam" psa do domu z dziećmi, kotami i psami na powierzchnie ok. 50 m 2. Psa starego, który być może całe życie stał gdzieś w kojcu lub na łańcuchu, który zachowuje się całkiem poprawnie, daje zrobić ze sobą wszystko, mimo tego, że ma mega stres i w końcu wybuchnął i stała się tragedia. Tak ja to widzę. Rozmawiałam z prezes Fundacji Rottka, Biafrą od kaukazów i anett od ON-ków i każdy się puka w czoło jak wiele wymagałyśmy od tej DON-ki. Edited July 31, 2012 by toyota Quote
bela51 Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Weszłam na wątek i nawet nie wiem co napisac. Błąd popelnila osoba. ktora wydała tam psa, ale przeciez nie o to chodzi, aby teraz sie katowac i posypywac glowe popiolem. Kazdy popełnia błedy. Trzeba szukac miejsca dla Donki. Ona nie moze ponosic kary za błędy ludzi. Quote
justysiek Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 zapisze watek, nie znam sie na tyle by sie tu wypowiadac Quote
wolf122 Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Tak się kończy "zabawa" z adopcjami.Zamiast jednej ofiary,będą dwie??????No *******szok.Po przeczytaniu wątku pinczerki i głosów gamety niejakiej normalnie nie wiem,co za indywidua tu siedzą na Dogo.Za co tego psa uspać?Za głupotę ludzką?Jak zwykle zwierzę winne?Kuźwa chora i do uspania jest gameta a nie suka.Tyle:angryy:I jeśli ta suka zostanie faktycznie poddana eutanazji,to lepiej już nie "pomagajcie" owczarkom.One i bez was umierają:angryy: Quote
bela51 Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Gameta znana jest ze swoich"radykalnych" pogladów. Nie byłes na watku amstafa Kodiego. Tam tez optowała za bezwzgledna kara smierci dla psa. Kodi cięzko pogryzł dziecko. Mysle jednak, ze to są jednostki, wiekszosc z nas ma inne poglady. Quote
wolf122 Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Mam nadzieje,że jak będzie taka potrzeba chwili,to gameta będzie równie "radykalna" w stosunku do siebie.Nie wiem tylko,czy starczy jej odwagi.Łatwo się szafuje czyimś życiem,tym bardziej zwierzęcia.Jakie to medialne:shake: Quote
toyota Posted July 31, 2012 Author Posted July 31, 2012 bela51 napisał(a):Weszłam na wątek i nawet nie wiem co napisac. Błąd popelnila osoba. ktora wydała tam psa, ale przeciez nie o to chodzi, aby teraz sie katowac i posypywac glowe popiolem. Kazdy popełnia błedy. Trzeba szukac miejsca dla Donki. Ona nie moze ponosic kary za błędy ludzi. DON-ka miała jechać do Mamy szuwar, która jest samotną osobą, miał ON-kę 14 lat, ma jednego kota, którego w razie jakichkolwiek problemów miała wziąc szuwar do siebie. DON-ka nie jest moja, ale schroniskowa, została adoptowana przez szuwar, bo wypatrzyła ją na tym wątku. Nie ukrywam, że nic nie wiem na temat tych psów. Każdy podejmuje ryzyko na własną odpowiedzialność. Gdybyś to ty belu51, chciała wziąć któregoś z tych psów do DT lub DS to wydałabym Ci go bez mrugnięcia okiem, ponieważ uważam Ciebie za myślącą osobę, znającą się na ON-kach, działającą na dogo i mającą taki sam rozum jak ja. Nie wydałam psa obcej osobie z ogłoszenia. Quote
bela51 Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Toyota, nikt nie jest nieomylny. Ja naprawde nawet tu nikogo nie potepiam. Niedawno byłam na wizycie p/adopcyjnej dla Onki z Zamoscia. W mieszkaniu dziewczyna z 2 małych dzieci i suczka yorka. Zaopiniowałam oczywiscie negatywnie, ale dziewczyna uparła sie i dalej bedzie szukac ONki. Tylko patrzec, jak ją w koncu dostanie i wydarzy sie kolejna tragedia. Nie mozemy wydawac psow , szczegolnie duzych tak bezmyslnie, tylko dlatego, ze ktos je chce i deklaruje milosc do rasy. A pisałyscie do jamora albo do furciaczek ? Moze maja miejsce ? Quote
wolf122 Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Błąd popelnila osoba. ktora wydała tam psa, ale przeciez nie o to chodzi, aby teraz sie katowac i posypywac glowe popiolem. Kazdy popełnia błedy. Trzeba szukac miejsca dla Donki. Ona nie moze ponosic kary za błędy ludzi. Post pod postem ale .. Bela najważniejsze moim zdaniem jest teraz,by w takiej atmosferze groźby śmierci nad suką, nie popełnić kolejnego błędu i faktycznie,by psina nie przypłaciła to życiem.Dwie osoby chciały dobrze,wyszło jak wyszło,nie ma co szukać winnych, tylko trzeba pomyśleć jak to wyprostować.Niestety małej suni życia już nie wrócimy.Takim doradcom jak gameta przynajmniej ja dziękuję.Dość tu już śmierci. Quote
szuwar Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Po pierwsze - mieszkanie ma 120m2 powierzchni, dwa poziomy i jest na obrzeżach miasta. Po drugie - od początku mówiłam, że DONka ma być dla mojej mamy, która jest samotna, ale jest stale odwiedzana przez dzieci i to dużo młodsze od moich Po trzecie - też od razu mówiłam, że na czas przejściowy sucza idzie do mnie, nie do mojej mamy, bo mama nie poradzi sobie z jakimkolwiek problemem, a na pewno nie z agresją psa, o czym też mówiłam. Uprzedzałam też, że sucz musi być łagodna - warunek bezwzględny. Nie wyperaj się teraz prosze Toyota tej wiedzy, bo mi osobiście jeszcze bardziej przykro. Ja nie wypieram się swojej głupoty, ale nie mów o mnie teraz, jakbym zataiła przed Tobą wszystkie fakty. Wiedziałaś ile jest zwierząt u mnie i jakie. Wiedziałaś w jakim wieku są dzieciaki. Wiedziałaś, ze idzie do mieszkania i się z tego wspólnie cieszyłyśmy... Wszyscy mówili, że ona jest łagodna. Pewnie, że to mało czasu, żeby cokolwiek ocenić. I pewnie, że nie było podstaw, żeby sądzić, że naprawdę taka jest. Ja nie mam doświadczenia z agesywnymi psami. I nie mam złych doświadczeń z owczarkami. Nie spodziewałam się takiego zachowania od suki, która zachowywała się w domu bardzo pozytywnie. Z każdą chwilą lepiej. Byłam bardzo zadowolona, że się mi udało znaleźć następczynię poprzedniej ONki. I nie byłam czujna i ostrożna. Ale pies nie był w domu zostawiony sam, był cały czas przy mnie. Wszystko szło ku dobremu. A dramat rozegrał się w nie całą minutę. Quote
bela51 Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Szuwar, poniosas wielka strate i bardzo Ci współczuje. Ale adopcja duzego psa zawsze niesie ryzyko, tym większe jesli sa dzieci, male psy i koty. Naprawde wtedy trzeba byc specjalista aby sie podjac takiej adopcji. Ja ma jedna ONke w domu, łagodna do ludzi, strachliwa i wychowana w rodzinie z dzieckiem. W koncu jednak oddaną przez tę rodzine, podobno z powodu alergii. I ta łagodna, strachliwa sunia przeorała bużke mojemu 4-letniemu wnuczkowi, kilka dni po pobycie u mnie. Powinnam ja uspic, czy oddac ? Wg gamety pewnie tak. Ale ja wiem, ze to ja zawiniłam , bo straciłam czujnosc. Od tej pory mineło juz pare lat, sunia uwielbia mojego wnuka ( z wzajemnoscia zreszta). Napisałam to dlatego, aby udowodnic, ze kazdy pies gdy trafia do nowego domu, moze zachowac sie w sposob nieprzewidywalny. I to my mamy za niego myslec. Quote
egradska Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Prawda jest taka, że zawsze mamy gdzieś w podświadomości własne doświadczenia z poprzednimi psami. Wiem to po sobie. Kiedy brałam Maxia nawet nie wyobrażałam sobie, że owczarek może być taki problematyczny i to owczarek z buźką niemal identyczną jak jego poprzednik (40 kg przytulaka, 0 agresji) A jednak... Dziś wiem, że mój pies nie lubi małych dzieci i raczej nic tego nie zmieni. Nie wychodzi bez kagańca, nie zmuszam go do jakichkolwiek kontaktów z dziecmi, uczę ignorować ich obecność. Przy Maxie nauczyłam się wielkiej ostrożności, zasady ograniczonego zaufania i raczej zostanie mi to już na zawsze w kontaktach z większymi rasami szuwar,toyota, współczuję Wam obu Quote
toyota Posted July 31, 2012 Author Posted July 31, 2012 Nie chodzi o to, aby dociec kto zawinił bardziej, a kto mniej. Chciałabym raczej zapytać czy warto ratować DON-kę- morderczynię w tej sytuacji, czy ma po prostu wrócić do schronu z ryzykiem eutanazji, z tymi guzami, które ma i z którymi nic nie będzie w schronie na 100 % robione. Nie jestem pewna czy jej nie uśpią od razu jak wróci. Niestety, a może stety, powiedziałam już, co zrobiła. Moim zdaniem takich zdarzeń nie powinno się ukrywać, żeby przy następnej ewentualnej adopcji nie było ponownie tragedii. Quote
bela51 Posted July 31, 2012 Posted July 31, 2012 Toyota, co to w ogóle za pytanie, oczywiscie, ze warto ja ratowac !!! Quote
wolf122 Posted August 1, 2012 Posted August 1, 2012 Chciałabym raczej zapytać czy warto ratować DON-kę- morderczynię-Toyota tym wpisem i dalszymi wywodami odbieram Twoją wypowiedź jako chęć uśpienia tej suki.To jest pójście na łatwiznę,tylko,że głowę tu kładzie pies a nie Wy. KAŻDY DUŻY PIES MOŻE ZAGRYŹĆ MAŁEGO PSA!!! Kto twierdzi inaczej jest nieświadomy,jakie ma zwierzę w domu.Dlaczego nie robimy afery,gdy pies zagryzie kota,kurę,jeża itd???To jedynie od nas zależy jak duże,posiadające zęby zwierzę będzie funkcjonować.To nie jest człowiek.A przecież człowiek,podobno myślący,również zabija,na przykład w bójce .Nie demonizujmy tego wydarzenia. To się zdarza,niestety.Dla Szuwar i Jej Rodziny to jest ogromne ,traumatyczne przeżycie ale psy się zagryzają w pewnych okolicznościach albo ciężko ranią.Tak było,jest i będzie.To tylko od nas zależy,bo my posiadając psa powinniśmy mieć nad nim pełną kontrolę.I na koniec wniosek dotyczący adopcji-faktem jest,że wszystkie adopcje są robione "po partyzancku".Nikt nie ma czasu ani warunków na dokładne sprawdzenie psa.Wszystko wychodzi " w praniu".Także tu "pranie" nie wyszło.Przepraszam Szuwar i Toyotę za porównanie tej tragedii do "prania".Z mojej strony koniec,jak juz pisałem zrobicie jak chcecie.Na pewno się tu odezwie gameta ale nie podejmę dyskusji z osobą,która zza klawiatury uśmierca zwierzę,nie znając do końca okoliczności i wszystkich aspektów sprawy.A już wyrażenie w stylu "uśpić bydlę" nie pozostawia mi złudzeń,do tej osoby niby Dogomaniaczki. Quote
anett Posted August 1, 2012 Posted August 1, 2012 Napisałam się wczoraj w nocy i wszystko wcięło... Oczywiście jest to wielka tragedia - suni, która straciła życie, szuwar, dzieci... natomiast trudno traktować DONkę jak 'mordercę', który wymaga wyeliminowania!! na razie o psie nic nie wiadomo; jest w ogóle niezdiagnozowana - oczywiste jest, że jak najszybciej powinna opuścić dom szuwar więc należy się skupić się na znalezieniu odpowiedniego miejsca, gdzie będzie miała zapewnioną ocenę behawioralną, diagnostykę stanu fizycznego i możliwość pracy ze specjalistą. Nie mam rozeznania w sprawdzonych DT/hotelach na pomorzu; Bela chyba proponowała jamora lub furciaczek?? trzeba poszukać sprawdzonego miejsca i przede wszystkim finansów!! Zupełnie na marginesie - mój ONek, któremu takie malizny mogły skakać po głowie, podczas choroby, z bólu, zaatakował psa bez ostrzeżenia i gdyby nie zły stan fizyczny i jednak większe rozmiary tamtego psa też mógłby go zagryźć... Quote
kolejna kobietka Posted August 1, 2012 Posted August 1, 2012 calkowicie sie zgadzam z wolf122, a od siebie dodam tylko tyle, ze gdyby usypiac wszystkie psy, ktore sie rzucaja na inne, a tylko od gabarytow najczesciej zalezy, czy atak taki drugi pies przezyje, u mnie na osiedlu musialaby isc polowa psow pod "noz", jedyne co je hamuje to smycz... anett doskonaly pomysl, "tylko" te finanse :sad: Quote
Diegula Posted August 1, 2012 Posted August 1, 2012 No i jest jeszcze jedna kwestia a mianowicie w jakich okolicznościach onka zaatakowała? Mogła też chcieć postraszyć ale zrobiła to za mocno :(:(. Może to Musztarda zaczęła ( nie piszę że tak było ale że mogło) Rok temu było głośno o tym jak husky zagryzł jakiegoś małego pieska pod przedszkolem na oczach dzieci, tylko że fakty były takie że to mały piesek się wyrwał i był bez smyczy a husky na smyczy . Do mojego Diega (labradora) też podlatuje dużo małych psów gryząc go po nogach co do których nie wie jak się zachować i obecnie nie reaguje agresją ale nie wiem czy kiedyś się to nie zmieni a jak zaatakowałby takiego ratlerka to też pewnie by zagryzł co nie byłoby jego winą bo zrobiłby to w obronie . Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.