wellington Posted February 17, 2009 Posted February 17, 2009 Lipiec 2007, Fajna wciaz szuka domu. W miedzyczasie dolaczyla do nas czarna Laura, ktora zgarnelam z szosy wracajac z Frotka z Olkusza. Tak sie bawily razem : Quote
wellington Posted February 17, 2009 Posted February 17, 2009 Wygodniej samemu, bez tego czarnego czorta, na dodatek mam poduche pod glowa : Quote
wellington Posted February 17, 2009 Posted February 17, 2009 18.lipca 2007, upal niemilosierny, na prosbe Camary jade do Wwy. po kaukaza Igora. Camara z wdziecznosci :evil_lol: przyjmuje Fajna na jeden dzien i mowi na nia "sterczącoucha" :roll:. Oto fotki Fajnej u Camary : Quote
jotpeg Posted February 17, 2009 Posted February 17, 2009 na zdjeciu od Camary (drugim od konca) psica wygląda jak szakal :p bombowa fota z zagryzania duzej psicy przez mala/czarna :lol: czekamy na fotorelację dalszych losów! Quote
wellington Posted February 18, 2009 Posted February 18, 2009 bombowa fota z zagryzania duzej psicy przez mala/czarna A widzisz w tle wygryzione drzwi ? To dzielo Puchatka olkuskiego, jak zostawilam go na probe na dwie minuty samego :roll:. Potem go bralam wszedzie ze soba, raz zostawilam go doslownie na minute w aucie - nadgryzl obydwa pasy. Trzeba bylo wymienic :cool1:. Zaraz bedzie dalej o Fajnej. Quote
wellington Posted February 18, 2009 Posted February 18, 2009 19.lipiec 2007 Dalej koszmarny upal. Dzwoni telefon. Bardzo mily pan, mowi ze dzwoni z polecenia Frotki i ze chcialby cos sie dowiedziec o Fajnej. Zapraszam go do siebie i biore czym predzej prysznic bo sie cala lepie. Pan przychodzi, rozmawiamy dluuuuuugo o roznych rzeczach, niekoniecznie psich. Mam b. dobre wrazenie. Pan mieszka w dzielnicy willowej Krakowa, ogrod , w domu jest jeszcze Mama i kot Gnojek. Konczymy nasza rozmowe, pan sie zegna i mowi ze sie zastanowii i ze oddzwoni na drugi dzien. Nie mija godzina, pan dzwoni. Juz podjal decyzje - bierze Fajna ! Ja znowu w te pedy pod prysznic - nerwy ! - i czekam. Pan przyjezdza i w dwa auta jedziemy do niego do domu. Fajna u mnie, bo 1)klima, 2)jak pisalam wczesniej Fajna ma opory przy wejsciu do auta, tymbardziej do obcego. Na miejscu szok - to nie ogrod, tylko park, w dodatku na tarasach. Pniemy sie do gory, wchodzimy i juz wiedzialam ze bedzie dobrze. Zostawiam Fajna bez umowy (zapomnialam) ale zupelnie bez najmniejszych watpliwosci co do domku. Popoludniu pierwszy mail z nowego domku (Fajna sie teraz nazywa Pina): [FONT=Garamond]Dobry znak - Pina ma apetyt i zajada! Siedzimy sobie na górze spokojnie zamknięci, ale jak wracałem łazienki wśliznął się Gnojek. Podszedł powoli do Piny z noskiem, Pina też grzecznie, gotowa na obwąchanie. Gnojek jednak jak już był bardzo blisko spanikował i zwiał za pianino. Siedzi tam teraz głupek. Pina naszczęście jest koci psycholog i nie narzuca się. Leży sobie koło mnie spokojnie i tylko popatruje na pianino, kiedy Gnojek nie wytrzyma i wyjdzie. Drzwi zamknięte, kocia mama wejść nie może. [/FONT]c.d.n. Quote
kiwi Posted February 18, 2009 Posted February 18, 2009 tego ciągu dalszego mi właśnie brakowało :) cudownie fajna trafila!!! Quote
wellington Posted February 18, 2009 Posted February 18, 2009 21.lipiec 2007, relacje z nowego domku : [FONT=Garamond]Pinusia zaaklimatyzowana, chodzi za mną jak za panią matką, ale i sama bardzo grzecznie zostaje, jak trzeba. Jeśli tęskni, to bardzo wewnętrznie. Zostało zakupione fajne, duże wyrko (zaaprobowane), zabawki i szelki z nową smyczą. Wymarzyłem dla Piny szelki w indiańskie wzory, ale na jej rozmiar niestety nie było. Będą w środę. Pina woli spać sama w pokoju gdzie komputer, w wyrku. Nie chce ze mną do sypialni. Ma intuicję, bo ja chrapię okropnie:-) [/FONT][FONT=Garamond]A poranne radosne powitanie to najprzyjemniejszy moment dnia. [/FONT][FONT=Garamond]Myślałem, że dopasowane szelki nie pozwolą na oswobodzenie się Piny. I to jest prawie prawda. Nie pozwalają do momentu, kiedy Pina nie da na wsteczny, i wtedy uwolnienie się trwa do 3 sekund. Kółko do rzucania i przynoszenia jest najlepszą zabawą, ale za drugim razem łapę ugryzła osa i teraz trzeba poleżeć i poużalać się trochę (zdjęcia w załączniku), choć jest bardzo dzielna i nie płacze. Koty trzymają się na dystans, i pilnie obserwują Pinę. Myślę, że lada dzień zorientują się, że nie grozi im z jej strony absolutnie żadne niebezpieczeństwo i nastąpi najpierw rozejm, a potem pełna akceptacja. Na wszelki wypadek, jak przechodzimy z Piną do ogrodu przez dom, noszę ją na rękach. Góra jest nasza, tam koty tylko ostrożniutko zaglądają tylko zza węgła i wracają na dół. Pina już po jednym dniu zaczyna traktowac posesję, jako swój teren. Jak tylko zauważy jakiś ruch za ogrodzeniem, zaczyna warczeć gardłowo, a sąsiedzkie psy uczą ją szczekać, na znak że teren strzeżony, a stróż na posterunku. [/FONT] 22.lipiec 2007, nowy domek pisze tak : [FONT=Garamond]Wstalismy o 7 rano, 15 minut porannej radosci, skakania, wylizywania uszu, pieszczot i poszlismy do ogrodu zobaczyc co slychac w swiecie. Pina robi co godzinka obchod Swojej posesji, szczeka chetnie i groznie na wszystkie strony swiata, zwlaszcza obszczekuje Lune, ktora jest 4 razy potezniejsza, ale przeciez jest ogrodzenie:-) Miedzy kotami a Pina nastepuje spodziewana normalizacja stosunkow. Weszli na siebie rano w ogrodzie, Pina na szczescie nie uciekla, zachowala sie asertywnie i nawarczala. Potem lezeli oddaleni od siebie o 3 metry, bardzo uwaznie sie obserwujac, ale na tym sie skonczylo i kolejne lody przelamane. [/FONT][FONT=Garamond]Mialem potem przemowe do obojga, czyli tzw. "smrodek dydaktyczny". Kolko to jest rzeczywiscie to, co Piny lubia najbardziej, tylko kolka tego nie lubia, vide zdjecie. Mama uspokojona, ze koty nie pouciekaly i spokojnie bzikuja w domu. Nawet rano pytala o Pine, a ta "babcie" traktuje z atencja i serdecznie. Bardzo szybko psina staje sie czescia rodziny, trzeba przyznac, ze jej wyjatkowe zalety bardzo ten proces ulatwiaja. W zalaczniku kolejna porcja zdjec z dzisiejszego rana.[/FONT] Quote
wellington Posted February 18, 2009 Posted February 18, 2009 6.sierpien 2007, kolejne wiadomosci z nowego domku Sary (eks-Piny): [FONT=Garamond]My z Sarą już kumple do bitki i do wypitki. Trochę próbuję nauczyć ją zostawania samej na posesji i nie ma płaczu, dzielnie zostaje, za to potem radość przy powitaniu nieopisana. To samo rano po wstaniu - muszę doliczać 10 minut na powitanie z Sarą :-) Kićka niestety się obraziła, i jest w domu tylko aby zjeść i potem wybywa nie wiadomo gdzie, co mnie martwi, bo muszę ją wysterylizować, a nie mam jej jak ucapić na razie. Za to Gnojek zaakceptował obecność Sary całkowicie, już raz się grzecznie noskami witali bardzo ładnie i Gnojek nawet mruczał. Tylko, że Sara proponuje wtedy zazwyczaj zabawę w psim stylu, czyli bieganie i podskoki i wtedy kocina się wystrasza i prycha. Z Luną, wilczycą zza płotu sztama, Kiedy Mama z Sarą zostaje sama, psina się nie narzuca, choć uprzejmie jej towarzyszy wszędzie, a potem psinka zazwyczaj idzie "do siebie" na górę do kojca pospać. Za mną dalej chodzi krok w krok, chociaż coraz częściej pojawiają się takie momenty, kiedy sama decyduje gdzie pójdzie i co będzie robić. Myślę, że ma to związek z jej samooceną, kiedy czuje się wartościowsza i pewniejsza, jest bardziej samodzielna. Jednak najczęściej potrzebuje jeszcze wciąż potwierdzenia, że jest akceptowana i kochana i pilnuje, żeby się pan nie zgubił gdzieś. Najlepiej mając go wciąż na oku. Sara niestety kopie głębokie doły w ogrodzie, no ale jakieś wady musi mieć. Takie już najlepsze. Świetnie stróżuje, wystraszyła moją córkę śmiertelnie, która zapomniawszy sobie, że mówiłem o psie, wkroczyła pewnym krokiem na posiadłość. Stanęła jak wryta, blada i przerażona, Sara obszczekała ją okrutnie, nie dopuszczjąc K. ani kroku dalej, dopóki nie przywitałem się z córcią, dając znać piesowi, że swój. Za to stołownikiem jest bardzo wybrednym, ja już ze skóry wychodzę jak jej dogodzić, nie popadając jednocześnie w przesadę i na razie bez specjalnych sukcesów. Ciasteczka a i owszem, ale normalna micha z gotowanym, porządnym mięsem i kaszą, albo makaronem już kłuje w zęby. Dopiero jak głód da się mocno we znaki, micha zaczyna powoli pustoszeć. Oczywiście o suchym, firmowym pokarmie należy zapomnieć. Troszkę znikają na przestrzeni tygodnia takie różowe kawałki z miski z suchym, potem troszkę znikają zielone, i zostaje miska pełniutka brązowych, nietkniętych. Mam też schowane specjalne psie smakołyki na nagrody, owszem akceptowalne przez Sarę, ale całe, niewielkie opakowanie to 60 zł.... więc rzeczywiście jest używane zgodnie z przeznaczeniem, okazjonalnie. Specjalnie na okoliczność tego maila zrobiłem zdjęcie Sary w aktualnej postaci [/FONT][FONT=Garamond](nie wstając z fotela:-)[/FONT][FONT=Garamond], z nową obróżką też w indiańskie wzory, zieloną, do której jest specjalnie dobrana kolorem smycz. Jak już mam rozpieszczać, to już mam kogo :-) [/FONT] Quote
wellington Posted February 18, 2009 Posted February 18, 2009 Sara niestety kopie głębokie doły w ogrodzie, no ale jakieś wady musi mieć. Takie już najlepsze. :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: Takie nastawienie mi sie podoba ! Quote
wellington Posted February 18, 2009 Posted February 18, 2009 Grudzien 2007. Sara przychodzi do mnie w odwiedziny : Daje buzi : Finale glorioso :multi: :multi: :multi: Mysle ze nie trzeba wiecej dowodow na to ze domek wymarzony i pies szczesliwy ! Dziekuje jeszcze raz F R O T C E za ten wspanialy domek ! Quote
wellington Posted February 18, 2009 Posted February 18, 2009 kiwi napisał(a):tego ciągu dalszego mi właśnie brakowało :) cudownie fajna trafila!!! No nareszcie, Kiwi , :buzi:, ale Cie dawno nie bylo ! Quote
wellington Posted February 18, 2009 Posted February 18, 2009 Luty 2008, Sara pojechala ze swoim Panem w gory. Relacje Pana : ....[FONT=Garamond]że bylem zeszly tydzien na nartach w Kluszkowcach (niedaleko Czorsztyna) z Sarusia, tzn. ja ze znajomymi na nartach jezdzilismy, a Sara wtedy w domku zostawala, cosmy tam sobie wynajeli. Byl tam blisko na lancuchu ogromy czarny brytan Killer, ale wbrew wygladowi i imieniu bardzo kochany i przyjacielski, straszny pieszczoch. Okropnie chcial sie z Sara zaprzyjazniac, ale ta sie go obawiala wciaz, mimo, ze Killer zamieral juz nawet w bezruchu, zeby Sary nie wystraszac najmniejszym poruszeniem. Czasami udawalo sie ja namowic na podejscie do niego blisko i pstryknalem wtedy dwa zdjecia, ktore Ci zalaczam. Sarusia bardzo grzecznie zostawala w domku na czas jezdzenia, nic nie niszczyla, po prostu psi ideal. Po powrocie z nart wychodzila sobie na pole, nawet zapuszczala sie ciut za daleko czasami, ale to dobrze, ze czuje sie juz pewnie sama, bez chodzenia przy mojej nodze wciaz. W nocy rozpychala sie potwornie na lozku, przyzwyczajona do ogromnego loza jak boisko w moim domu, ale jakostam wysypialismy sie bardzo dobrze. [FONT=Tahoma]Sara jak widac jest mimo sterylki smukla i gibka jak tancerka :loveu: To, ze brytan jest na lancuchu, nie zostawilam oczywiscie bez komentarza w odpowiedzi na w.w. :mad: :mad: :mad: [/FONT] [/FONT] Quote
wellington Posted May 16, 2009 Posted May 16, 2009 Aktualne fotki Sary - i jej kocich znajomosci - ktore dostalam 2 tygodnie temu :multi: :multi: :multi:: Quote
Majaa Posted May 16, 2009 Author Posted May 16, 2009 wellington napisał(a):Zupelnie nie wiem jak ten watek mogl byc przezemnie przeoczony - a tyle sie przeciez w zyciu Fajnej w miedzyczasie wydarzylo ! Ja też tego wątku nie widzę w subskrypcjach swoich, ani w zakładanych przeze mnie Dopiero dziś dostałam maila z powiadomieniem o odpowiedzi :crazyeye::crazyeye::crazyeye: Ta relacja jest rewelacja Choć oczywiście wiedziałam o nowym domku (i jak tam się układało) to szczegóły są rewelacja !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :loveu::loveu::loveu::loveu: Ale ta Fajna jest fajna teraz !!!!!!!!!!! Wellington bardzo, bardzo jeszcze raz Wam wszystkim dziękuję za pomoc przy kolejnej i ostatecznej adopcji Fajnej vel Piny :Rose: Quote
Aga-ta Posted May 26, 2009 Posted May 26, 2009 strasznie milo widziec ja taka szczesliwa:loveu: Wellington-naprawde dobra robota:loveu: Quote
wellington Posted May 26, 2009 Posted May 26, 2009 Aga-ta napisał(a):strasznie milo widziec ja taka szczesliwa:loveu: Wellington-naprawde dobra robota:loveu: To Frotki robota !!! Aga-ta, pamietasz jeszcze tego absztyfikanta ? Powinnysmy kiedys sprawdzic czy swojej 'pani' nie sprawil prezenciku psiego :mad:. Mam nawet jeszcze jego numer komorki, stary i nowy :p, ale tam i tak mozna tylko z nienacka sie zjawic :diabloti: Quote
Aga-ta Posted May 28, 2009 Posted May 28, 2009 wellington napisał(a):To Frotki robota !!! Aga-ta, pamietasz jeszcze tego absztyfikanta ? Powinnysmy kiedys sprawdzic czy swojej 'pani' nie sprawil prezenciku psiego :mad:. Mam nawet jeszcze jego numer komorki, stary i nowy :p, ale tam i tak mozna tylko z nienacka sie zjawic :diabloti: niestety bardo dobrze go pamietam...boski, wloski zigolak:diabloti: obawiam sie, ze moga miec juz nowego psiaka, bo on wydzwanial potem do mnie i szukal nowego, zdrowego...:shake: ja go "zbylam", ale niestety "zalatwienie" sobie nowego psa to nie problem... Quote
wellington Posted June 4, 2009 Posted June 4, 2009 Jedno pudlo mam w domu, dowioze Ci. Popytam, moze sasiadka jeszcze jakies ma. Pokaz nam te pisklatka, mozesz zrobic im fotke ? Quote
Frotka Posted June 4, 2009 Posted June 4, 2009 Jaka moja robota? Przecież Ty ją odebrałaś od "absztyfikanta". Ja tam byłam ale nic nie zdziałałam. Dopiero Ty mu dałaś radę. Powinnam Ci to napisać w pw ale napisze już tutaj - Twoje styropianowe pudła (pamiętasz?) są rewelacyjne. Służą mi za wylęgarnię dla pisklaków. Przegródki w sam raz na gniazda, świetna izolacja i duża łatwość w przenoszeniu. Więcej poproszę! Quote
wellington Posted September 8, 2009 Posted September 8, 2009 Sara w tym roku spedzila wakacje w Warmii : Niestety narazie nie ma wiecej zdjec, ale moze jeszcze dostane :lol: Quote
wellington Posted March 9, 2013 Posted March 9, 2013 Sa nowe fotki Saruni , a domek tak o niej napisal : [FONT=arial]ma juz chyba 7 lat, wiec troche stracila linie, tym bardziej, ze jada po krolewsku. Ale nadal jest szczupla, tylko zmezniala, rozrosla sie w klacie :-)[/FONT] Sarunia nie mieszka juz w Krakowie, bo smog , etc. , i przeprowadzila sie do miejscowosci 15 km pod Krakowem, [FONT=arial]z cudownym widokiem i z dala od wsiowych chalup. Po prostu bajka!![/FONT] Mam zaproszenie zeby ja tam odwiedzic, oczywiscie z wielka radoscia pojade :multi: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.