Bardzo Wam wszystkim dziekujemy.
Wczoraj poznym popoludniem poszlismy: maz, Hopcia i ja na dlugi spacer przez pola i lasy. Wiatr wial, czasem zacinal deszcz, a my szlismy i patrzylismy jak Hopcia sadzi dlugimi susami, szorujac brzuchem po trawie, z furkoczacymi na wietrze uszami. Gonila ptaki i byla przeszczesliwa :) Potem zabrala sie za gonienie stada krow i wtedy moj spokojny zazwyczaj TZ jak nie ryknie: NIE WOLNO!!! Hopcik przysiadl, a wlasciwie rozplaszczyl sie na blotnistej drodze, popatrzyl niewinnie i za chwile juz znowu wybieral sie w strone mlodego byczka, ktory to zainteresowanie najwyrazniej odwzajemnial:mad: I wtedy znowu grozny pomruk TZa osadzil ja na miejscu. Udalo nam sie obejsc pastwisko bez strat w zywinie i ludziach. Potem jeszcze Hopcik zaliczyl grozne, mrozace krew w zylach spotkanie ze znakiem ostrzegajacym przed robotami lesnymi - znak byl tak grozny, ustawiony na srodku znajomej lesnej drozki, ze trzeba bylo psa przeniesc kolo niego na rekach ;) Wrocilismy do domu umorusani blotem, przemoczeni do nitki i sercem ciut lzejszym.