-
Posts
2645 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
8
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by jaguska
-
Tysiu, na razie spróbuję dopasować to co mam, może nie trzeba będzie kupować. Na burze Mimi jakoś panicznie nie reaguje, Sylwester będzie pierwszy u mnie, ale ja siedzę w domu więc nie ma problemu, choćbym się miała z nią pod kołdrę schować;), u nas tylko Jeżynka boi się burzy, panicznie, wyczuwa ją zanim się zacznie, nie wyobrażam sobie co przeżywała przez te wszystkie lata przy budzie. O tak Mimi w panikę wpada, wtedy najpierw się wyrywa, potem jak na początku rozpłaszczy się i udaje że jej nie ma dopóki zagrożenie w jej mniemaniu nie minie (czyli człowiek, samochód). Trudno to nazwać spacerami ;) Za to po swojej stronie podwórka potrafi obszczekać ludzia, czy innego psa.
-
Zawsze z szerszej dyskusji coś wyniknie ;), po prostu dopasuję Mimisi jedne szelki i zszyję żeby się nie rozjeżdżały. gdzieś mam zakopane szelki takie kubraczkowe, może będą na Mimisię, muszę zrobić kipisz w spiżarce. Pokerku, jej się nie da nie kochać, to takie dziecko specjalnej troski, niepełnosprawne emocjonalnie. Ja jej sobie w ogóle nie wyobrażam w takim standardowym polskim domu, ale to już kłopot Tysi. Dogomaniacki dom to jest to, co najlepszego by mogło się Mimi przytrafić. Z Mimisią nie jest trudne życie, po prostu trzeba ją zrozumieć i zaakceptować taką jaka jest....tylko te pokropki... Sowo, Mimisia nei jest w stanie skupić się na czymkolwiek, nie jestem w stanie jej niczego nauczyć, nawet na wołanie na spacer przychodzi do drzwi wtedy kiedy się dobrze (psychicznie?) czuje, jak ma gorszy dzień to muszę iść do pokoju, przypiąć smycz i dopiero wtedy idzie. Jak się do niej coś mówi, wymaga, ucieka we własny świat, nie widzi, nie słyszy, jest nieobecna. Jest delikatna jak filiżanka Rosenthala, choć charakterna. Słowne skarcenie wywołuje w niej strach i niepewność. Niestety nie raz już pisałam na wątku że na wychowawcę się nie nadaję, absolutnie. Ja nie jestem wychowana, moje zwierzaki też nie. No i nie mam na tyle czasu żeby skupić się na pracy tylko z Mimisią. W moim odczuciu i z moich obserwacji to jedynie indywidualna praca z Mimi, cierpliwa i długa, mogłaby coś zmienić, i nie w stadzie, stado to dla Mimi cofanie się. Dlatego gdyby udało się na Mimisiowe kolonie załatwić jakąś indywidualną opiekę, bez innych psów, żeby ją poobserwować, popracować sam na sam, to byłoby super. Dwa tygodnie dały by jakiś obraz Mimi jako jedynaczki. Jeśli chodzi o nasz dom to jestem pewna że Mimi gdyby mogła wysłałaby w kosmos wszystkie zwierzęta, włącznie z Połówkiem, no może by oszczędziła Yoshika i Kitusia. Yoshi jej nie wadzi, a Kituś to jej przyjaciel, choć to kot. No i miałaby mnie na wyłączność. Do czerwca daleko więc może coś by udało się znaleźć. Tysiu pomyśl na tym, żeby nie hotel tylko indywidualna opieka. No a jak się nie da, to trudno, powakacjuje się w hoteliku. Dobrego dnia wszystkim.
-
Tysiu, na zimne dmuchaj, najgorsze co by się mogło Mimisi przytrafić to chybiona adopcja i powrót po tygodniu, czy dwóch lub nie daj Boże ucieczka, Mimisia byłaby nie do złapania, jestem tego pewna na 1000%, szybkość rozwija ponaddźwiękową do tego strach. Ja sobie tak myślę że ewentualny chętny dom powinien najpierw odwiedzić Mimisię kilka razy i się z nią poznać, zobaczyć czy coś zaiskrzy. Na pewno nie wypychać Mimi na siłę, to specyficzny pies jakby utkany z emocji i bardzo wrażliwy, nie dla każdego. Chyba dlatego jej bliżej do kotów bo i charakterem do nich zbliżona. Nic na siłę. Konflikt z suczkami nie jest na tyle uciążliwy by determinować szukanie domu na szybko, nie rzucają się na siebie w krwiożerczych celach, raczej -daj mi spokój, wypad stąd-, jeśli Mimi trzyma odległość nic się nie dzieje, ale ona lubi się wpychać na innych no i ... a Mimi nie zostaje dłużna, bohaterka;) Nie udało mi się na razie namówić Mimi na spacer po mieście, ale na bardziej odludnym terenie, gdzie odgłosy miejskie są oddalone, spaceruje, niepewnie ale spaceruje, czasem nawet z ogonkiem do góry :). No i nie ukrywam że boję się z nią chodzić bo te szelki regulowane same się luzują i Mimi potrafi przełożyć sobie łapkę, rozglądam się za takimi dopasowanymi żeby nie mogła się z nich wysmyknąć. A poza tym jest kochana.
-
Generalnie to Mimi szczeka na Połówka w ruchu, czyli idzie za nim i szczeka a nawet skubie w łydki. Jak siedzi, leży czy je, jest spokój. W łóżku daje się głaskać, włazi na niego, depcze po nim. Na podwórku obchodzi go wielkim łukiem, na smyczy nie pójdzie z Połówkiem. Czasem lubi sobie poszczekać do powietrza. Najbardziej szczeka jak Połówek idzie po schodach na piętro. Ze mną jest oswojona, przytula się , miziamy się, wskakuje mi na kolana sama, śpi przytulona, ale wyciągniętych rąk nadal się obawia. Wołana na spacer przychodzi do drzwi, ale kiedy przypinam smycz widzę że Mimi się tego boi. Strachliwa jest i chyba tak już zostanie, kot kichnie a Mimi ze strachu podskakuje, każdy hałas, nawet niewielki, stuknięcie czy szelest i już ma pietra, ale tylko na chwilę, dopóki nie sprawdzi co hałasowało, nie dotyczy to ludzi, do nich Mimi nie może się przełamać. Niby rozrabia, jest wesoła ale strach ciągle jej towarzyszy. Żeby ktoś obcy koło Mimi chodził to nie ma mowy, gubi nogi, kupę i siuśki. Ja sobie w ogóle nie wyobrażam nowej pani Mimi ( o panu to nawet nie wspominam), ludzie teraz niecierpliwi a tu trzeba miesiącami zapracować na zaufanie Mimi. Ludziska często myślą, -co, ja sobie nie poradzę?-, no tu akurat nie bardzo, tiutanie i ciumkanie nic nie da. A myślę nawet, że teraz, gdy nabrała trochę "pewności siebie", to przyparta do muru mogłaby kłapnąć. Adopcja Mimi musi być naprawdę przemyślana i przez Tysię i przez potencjalny DS, i pilotowana przez pierwsze miesiące, dlatego nie cisnę, nie poganiam, bo też chcę dla Mimi jak najlepiej, jest tego warta, jest tak pocieszna że aż rozczula. Moje trzy ciapki, to nawet nie mają 10% werwy i pomysłów Mimisi. Dzisiaj nam zrobiła zimę w domu, oczywiście we wpsółpracy z kotami, bo nie inaczej. Musiały zwalić z zamrażarki paczkę z papierem toaletowym, a Mimi robiła za armatkę śnieżną ;) i jak wróciliśmy do domu to.... Na całej połaci - śnieg. W przeróżnej postaci - śnieg.
-
Obszczekuje Tysiu, zajadle, uparcie, ale też jest pierwsza kiedy coś je, wpatruje się i uprawia żebractwo, jak idzie do kuchni to Mimi też mu asystuje, wtedy nie szczeka, w sypialni śpi u niego na nogach, jak siedzi i się nie rusza, w tych sytuacjach ani nie piśnie na niego, w każdej innej obszczekuje. Dzisiaj próbowała wypić Połówkowi mleko ze szklanki, szklanka stała na ławie, może sobie i chlipnęła, ale Połówek nie widział a ja mu nie powiedziałam, się przecież nie otruje;) Zdrowie jako tako, jem tabletki i jakoś leci, raz lepiej raz gorzej, ale do przodu ;)
-
Oj tam pomysłów jej nie brakuje. Jak nic jej łepek ukręcę niebawem. Znowu zaznaczyła łóżko. Jak tylko Połówek idzie pierwszy spać a z nim Psotka, Mimiśka leci za nimi, siknie na łóżko i ucieka do mnie. No i skonfliktowana jest już z obiema suczkami, i z Psotką, i z Jeżynką, Yoshi i koty są spoko. Jak nie będzie poprawy to będę musiała ją separować kiedy będę wychodziła z domu. Oprócz znaczenia domu i konfliktu bab, Mimi jest super psicą, choć trzęsidupką okropną, dobrze że chociaż przy konfliktach nie leje się krew. Iiiiiiiii z półrocznym wyprzedzeniem, informuję że Mimisiowy 2-tygodniowy urlop wypadnie w czerwcu, termin konkretny podam jak już będę go dokładnie znała, nooo chyba że do czerwca ruda cykoria znajdzie DS. Tak więc Tysiu wstępnie możesz się rozglądać na czerwiec, za miejscem na kolonie Mimiśkowe. Na razie kubraczkowanie idzie nam baaardzo opornie, a Mimi dygoty na zimnie ma okropne, za to dupcia na zimę zarasta wicherkami, z prawa na lewo i z lewa na prawo, na zakładkę ;) Miłej niedzieli życzymy, choć zimno i mroźno.
-
Bębenkowo - FelV-ki 2, Filcusiowy guz i..oczko Gutka
jaguska replied to Bębenek's topic in Kotki już w nowych domach
Bębenku, ja w ramach integracji, (jeszcze za czasów Rysia), w drzwiach łazienki zamontowałam łańcuszek, ale od drugiej strony, tak więc drzwi są cały czas uchylone na ile pozwala łańcuszek i Duch poznaje przez szparę psich i kocich domowników. Może to pomogłoby Łatce i Filcakowi lepiej się poznać i przyzwyczaić do siebie. -
Pożegnanie jajec ustalone na następny wtorek, tak więc Duszek ma siedem dni żeby nacieszyć się swoimi klejnotami ;) Bębenku, moje rozwydrzone koty mają wredne charaktery, między nimi zdarzają się przepychanki i bójki, ale nie krwawe;) Tylko Majka ma awersję na Krzysia, po prostu go nie trawi i często go okłada, a Krzyś dwa razy większy i cięższy od Majki a daje się jej, taka z niego fajtłapa. Nie chcę żeby Duszek był okładany przez moje koty, jeśli nie uda się go wprowadzić do stada będę mu szukać domku gdzie nie ma tyle kotów, może ktoś go przygarnie. To taki kochany, przytulaśny kitek. Nadziejko, Dusio i ja dziękujemy za odwiedzinki
-
Można się pomylić ;) U nas mokro i ciapato, Mimisia obchód Musi zrobić, potem jak już pozałatwia to co powinna, sama prowadzi do drzwi z uporem osiołka. Spokój jest wtedy gdy Mimi śpi, jak nie śpi to nie usiedzi w jednym miejscu ani chwili. Na kolana do mnie wskakuje już swobodnie (prawie rok jej to zajęło!!!), na Połówka szczeka oczywiście. Z kotami w dobrej komitywie, z suczkami w złej, Yoshi traktuje ją jak powietrze, jak go wkurza to burknie na nią, ale generalnie ją toleruje i nawet razem śpią, czyli obok siebie, bo z Psotką odległość musi być zachowana. Mimisia jest dobrą pocieszką na zły humor, jej cztery dłuuugie i chude nożyska czasem przestają ze sobą współpracować, każda w swoją stronę chce biec i nie ma mowy żeby się nie pośmiać. Miłego dnia życzymy wszystkim
-
Bębenkowo - FelV-ki 2, Filcusiowy guz i..oczko Gutka
jaguska replied to Bębenek's topic in Kotki już w nowych domach
Szczęście i bogi spokój widać na pysiu, śliczny kocio. Dobrego dnia i zdrówka dla Filca. -
Bębenkowo - FelV-ki 2, Filcusiowy guz i..oczko Gutka
jaguska replied to Bębenek's topic in Kotki już w nowych domach
Szkoda Filcuni :(, może się jeszcze pokaże. Jak dokarmiany kot znika to mi jakoś dobre scenariusze do głowy nie przychodzą, niestety. Rok temu taka sama wirpulka a może i starsza padła mi na amen. Trzeba przyznać że to były pralki nie do zdarcia :) Głaski dla kociaków. -
Dziękuję że zaglądacie do Duszka Duszek na razie jest kotem parterowym, jeszcze nie wie że koty potrafią się wspinać i skakać, a ja go nie uświadamiam, bo podobno takie sprawy z przeponą zrastają się bardzo powoli, więc lepiej nie kusić losu. Jutro mam się zdzwonić z wetką i ustalimy termin odjajczenia. Bidulek nadal odizolowany, moje koty nie chcą go zaakceptować, jak nic się nie będzie zmieniało, to trzeba będzie Dusiowi szukać domku, bo w miejsce skąd przyszedł wrócić nie może, mimo że takie było pierwotne założenie. Apetyt mu dopisuje, mizianko bardzo lubi, jest bardzo grzecznym i spokojnym (na razie) koteckiem.
-
Nie wiem co to było, może jaszczomp;) ...o żesz...znowu przyleciał, ewidentnie poluje u mnie na malizny w karmnikach, przestaje mi się to podobać, muszę coś wykombinować, zaczyna mnie wkurzać to ptaszysko, na razie nie złapał żadnego ptaszka, przynajmniej ja nie widziałam, ale je gania, wredny dziób, przy karmnikach najłatwiej, Elu, wiosną, wieloletnie najlepiej, zimujące w gruncie
-
To, to na pewno :), ja jestem ciut młodsza ale bym rady nie dała. Oby, moje babuszki jakoś odwrotnie miały, może dlatego że baby;))) Życzę dziadziowi jak najlepiej, zresztą pewnie w umowie zawrzecie warunek ewentualnego powrotu dziadzia w razie gdyby pani jednak rady nie dawała i jakieś wizyty po adopcyjne. Trzymam kciuki.
-
Dzień dobry niedzielnie. Wieje u nas okrutnie, ale mrozu nie ma, śniegu też nie widać. Mimisia na porannym spacerze małpiego rozumu dostawała, skakała, kicała, ganiała, warczała i wszystko co pies potrafi i nie potrafi. Po powrocie padła i nie ma psa. O matko aż mnie zatknęło, mam za oknem tu gdzie piję kawę, w jadalni, trzy karmniki i inne ptasie smakołyki, zawsze rano Połówek uzupełnia ptaszkom jedzonko. Piszę do Was i spoglądam za okno na ptaszorki, patrzę sobie patrzę, a tu nagle łuuuup coś spadło, otrzepało się i siedzi...........patrzę i oczom nie wierzę sokół chyba, bo na myszołowa za duży, a może jeszcze coś innego to było, piękny, posiedział i poleciał, a ja oczywiście pod ręką ani aparatu ani telefonu, chyba seeee przykleję do ręki taśmą klejącą. Tak wystraszył ptaszki że teraz nie chcą wrócić, dobrze że żadnego nie dorwał, też sobie znalazł teren łowiecki skubany. Niesamowite przeżycie, na wyciągnięcie ręki, że myszy pod karmik podchodzą i się pasą razem z wróblami to wiem, ale ptak drapieżny??? Teraz ani pół ptaszka nie widać :( Elu, kopalnię skarbów mamy w ogrodach, ja w zasadzie w ogóle już nie piję czarnej herbaty, jak już to zieloną czy białą. Piję herbaty z tego co mam w ogrodzie, wiem jak było przygotowane, w jakich warunkach rosło, że czyste i bez chemicznych dodatków. Tą herbatkę koniecznie w przyszłym roku zrób, niestety tylko w maju/czerwcu można pozyskać surowiec. Herbatka z lilaka, naszego popularnego bzu :) "Płaska łyżeczka na filiżankę napoju daje bursztynowy napar o charakterystycznym posmaku karmelu, bez goryczy. Herbatka zawiera garbniki w ilości zbliżonej do klasycznych, czarnych herbat chińskich. Nie zawiera teiny. Poprawia trawienie, relaksuje i co najważniejsze – reperuje wątrobę. Zawarta w lilaku syringina to aktywny składnik biochemiczny o udowodnionym działaniu hepaprotekcyjnym, czyli ochronnym na miąższ wątroby. Syringina ma też wielki potencjał leczniczy i polecana jest nawet przy marskości wątroby."http://www.herbiness.com/herbatka-z-kwiatka-czyli-karmelowy-smak-lilaka/ Dobrej niedzieli :)))