Jump to content
Dogomania

jaguska

Members
  • Posts

    2645
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    8

Everything posted by jaguska

  1. A to jedyna aktywność fizyczna jaką może bez skutków ubocznych wykonywać Duszek :), uwielbia to robić :)
  2. Duszek pojechał na rtg i konsultacje, czekam z duszą na ramieniu, potrzebne kciuki. Bardzo się boję, na razie nie ma telefonu, więc chyba wszystko przebiega ok.
  3. Witamy się z rana, z kubłem kawy w ręku Mimisia dzisiaj grzecznie przespała całą noc, grzeczna dziewczynka :) Pokerku, Duszek jest pod opieką wetów a bytowo pod moją, dzisiaj jedzie z wetką na rtg. Dobrego dnia wszystkim.
  4. Witaj w kocim klubie, Filcak bardzo podobny do mojego Myszkina, który spadł mi z nieba prosto w krzaki, jak go "odrobisz" to będzie piękny koteł. Czasem myślę że Bóg robi z tych kotów śnieżki i rzuca z nieba w kociarzy, żeby im się na tym padole łez nie nudziło ;), we mnie wcelował jedenaście razy. Będę zaglądać :)
  5. ...Potem Rozglądnij się wkoło Ale nie w górę Patrz nisko I – może wystarczy zawołać, On może być już tu blisko… A jeśli ktoś mi zarzuci, Że świat widzę w krzywym lusterku, To ja powtórzę: On wróci Choć może i w innym futerku… (Franciszek Klimek) Niedawno pożegnałam Rysia i zaraz na mojej drodze stanął Duszek. Duszek ma chore płuca, zwłóknienie dużej ich części, jest po ciężkim zapaleniu płuc, w trakcie leczenia. Jutro ma kontrolne rtg. Trafił do mnie w piątek, nowe miejsce, stres, nasiliły napady duszności, ale już w niedzielę Duszek zaczął się aklimatyzować, ciężkie duszności ustąpiły, interesuje się otoczeniem, apetyt mu dopisuje, a nawet zaczął wybrzydzać ;) Duszek ma zapewnioną opiekę i leczenie, więc nie potrzebuje stałego wsparcia finansowego, natomiast by mógł żyć lepiej, bardzo, bardzo wskazane by było, by mógł korzystać z koncentratora tlenu. Takie urządzenie kosztuje kilkaset złotych, będę się starała nazbierać na to urządzenie, bazarkami, cegiełkami. Skarbniczką Duszka zechciała zostać nasza nieoceniona Elik, za co jej bardzo serdecznie dziękuję A to nasz bohater i filmik z barfującym Duszkiem, zapraszamy wszystkich i prosimy o wsparcie, choćby ciepłą myślą i dobrym słowem. Rozliczenie: wpłaty: 13.12 - wpłata od Elik +410zł 14.12 wpłata od Olenki z bazarku + 94 ---------------------------------------- Razem =504zł Wydatki: operacja -250zł zdjęcie paragonu na str.5 zwrot kosztów pocztowych za paczki z bazarków - 80zł sterylka - 80zł Razem ------------- 410zł 504 - 410 ----------------------------- stan konta na 20.12 = 94zł
  6. Wypożyczanie mija się z celem skoro używany można kupić za 400, tylko gwarancja 3 miesiące to mało. Niestety obecne miau to nie miejsce dla mnie, napisałam do modka o likwidację wątku i konta.
  7. Ja się wycofałam z Miau po rozpadzie opolskiej grupy, po odejściu Boo. Od tego czasu sama sobie radzę i pomagam na miarę własnych możliwości, jednak teraz koszt koncentratora mnie przerósł. Duszek zajął miejsce Rysia, tak chyba miało być.
  8. Patmol, ja się na nikogo nie obraziłam, absolutnie. Z Miau rozstałam się już z pięć lat temu, teraz nie odnajduję się tam. Dusio jest nadal w trakcie leczenia, źle zrozumiałam wetkę, on dostaje jakieś leki o przedłużonym działaniu, jak już pisałam w czwartek rtg, na namiot tlenowy nazbieram bazarkami z Bożą pomocą, może ktoś jeszcze pomoże. Nawet narażając się na lincz publiczny, nie będę mu fundować jeżdżenia w te i z powrotem setek kilometrów, bo właśnie emocje najmocniej prowokują u niego duszność. Tak, chciałam mu znaleźć dobry dom bez zwierząt, ale już nie chcę, bo najbardziej czego Duszek potrzebuje to spokój i jak najmniej emocji. Tak mi również mówiła wetka, ale ja durna pała chciałam dla niego lepiej i niechcący naraziłabym go na przerzucanie jak tobołkiem w te i we wte. U nas się już pięknie zaaklimatyzował. To Blue zwróciła moją uwagę na namiot tlenowy i za to jej dziękuję. Na Duszka nie zamierzam zbierać pieniędzy oprócz koncentratora tlenu, a żeby uniknąć oskarżeń i posądzeń szukam skarbnika który tylko skoordynuje wszystko do czasu zakupu urządzenia.
  9. Żyjemy, żyjemy Nesiu kochana Mimisia gupoli na maxa, w naszym statycznym domu energia z niej bucha jak lawa z wulkanu, szczególnie po piątej rano, cosik jej się w dupce poprzestawiało, bo standardowo to dawała nam spać prawie do siódmej. No diablica żeby zajęła się zabawkami, albo sobą, a ona szaleje po łóżku, wszystkim dokucza, gardłuje, bulgocze, charczy, podgryza. Jeszcze chwila i będzie spała w psim kamperze, choć pewnie wtedy zaszczekałaby nas na śmierć. Weekend będę miała troszkę luźniejszy to jakieś fotki trzasnę zołzie. Co do kocika to już się psychicznie oswoiłam, bo miałam właśnie psychiczny problem z jego chorobą. Pewnie wiecie jak się ucieszył Połówek z kolejnej biedy. Wątek na miau to jakaś pomyłka była, tematu nie będę rozwijać, kilka dobrych rad udało mi się uzyskać i to wystarczy. Kocio dostał ode mnie imię, swoje pierwsze w życiu, nazywa się Duszek vel Duszak, dostał swoje miseczki, swoją osobistą kuwetkę i (na szczęście dla Mimi) będę szykowała dla niego psi kamper ;), żeby brał czynny udział w życiu domowym, bo można powiedzieć że już się oswoił z "odgłosami", szczególnie to się tyczy szalonego rudzielca, bo reszta źwirzoków spokojna jest. Jest na lekach, ma spokój, ciepło, na czwartek umówione rtg. Moja wetka cwaniara, podpuściła mnie, manipulantka jedna, tiaaaa tymczas na zimę..., dobrze wiedziała że kota w takim stanie nie dam po zimie w gorsze warunki niż u mnie, o ile w ogóle Dusio do wiosny dożyje. Kotełek zdecydowanie barfowy, choć mokre kocie też skubnie, a nawet chrupkę czy dwie przekąsi, urobki w kuwecie jak się patrzy. Dusio ma ogromną wolę życia. Potrzebuję również "chińskiego ochotnika" na skarbnika, bo chcę wybazarkować dla Duszaczka koncentrator tlenu, za 700-800 można już kupić na alle..o całkiem do rzeczy, do tego namiot 250, czyli razem około 1000. Piszę na Mimisiowym wątku, na razie, ale w kocim (na dogo) założę mu wątek, jak znajdzie się dobre serduszko na skarbnikowanie i obfocę pierwsze fanty. Wtedy poproszę jakiegoś modka o wyczyszczenie tego wątku. Skarbniku przybywaj, Duszek Cię potrzebuje.
  10. Anulko, a mogłabyś coś więcej o tych inhalacjach napisać, czym i jak to robić. Duszek jest "wyleczony" nie kaszle, tylko nic nie może bo zaraz go dusi, siedzi i patrzy ciekawie wkoło, ale siedzi sam, ileż mogę w tej łazience siedzieć, staram się być często, tak mi go żal. Dopiero co pożegnałam Rysia, kota tak zmaltretowanego przez człowieka że opisać się nie da, to teraz Duszek z trzema łapkami po drugiej stronie TM, wetka mnie bardzo przepraszała że mnie z Duszkiem ożeniła, ale sumienie nie pozwoliło jej go uśpić, tylko nie wiem czy to dobre dla Duszka.
  11. Patrząc na kocika (nazwałam go Duszek) serce mi pęka, u mnie siedzi w łazience bo nie ma szans w stadzie, a powinien na podusi otoczony opieką, bez innych zwierząt, nie sądzę żeby długo pożył, jak patrzę jak ciężko łapie powietrze otwartym pyszczkiem to sama się duszę. Tuli się do człowieka. Założyłam mu watek na miau, może tam mi coś doradzą. Masakra. A co do Mimi, to muszę jednak napisać podanie do skarbnika o zakup młotka dogłowowego do usypiania Mimisi.
  12. Dochodzi osiemnasta a ja kawuję się by dotrwać do wieczora i częstuję potrzebujących A to wina rudej zołzy. W środku nocy wykonała prawie godzinne oratorium przeplatane polką galopką, jak już byliśmy na tyle wściekli żeby jej urwać łeb, padła wyczerpana i zasnęła jak zabita, mając nas w ...głębokim poważaniu. Kitek ma wolę życia i apetyt, tylko że to za mało, siedzi cały czas w jednym miejscu, bo jak tylko się pokręci to zaraz ma problemy z oddychaniem, mimo że łazienka jest duża, to jego świat zamyka się w dwóch metrach kwadratowych. Wiem co to chory kot, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Kot niby "zdrowy", ale nic nie może. Czy płuca mogą się zregenerować tak jak wątroba???
  13. Dzisiaj nie będzie o Mimisi. Wetka wyprosiła mnie żebym na okres zimowy wzięła do siebie kota. Ja uprosiłam Połówka. Kota dzisiaj przywiozłam. Jeszcze nie jest pewne czy on dożyje do wiosny. Był przeznaczony do eutanazji, bo jako bezdomny nie miał szans przeżycia. Od pół roku miał problemy z oddychaniem, od dwóch miesięcy był intensywnie leczony przez wetkę, pro bono oczywiście, niestety z płucami jest źle, są zniszczone czy jakoś tak, nie zapamiętuję tych terminów medycznych. Kocik ciężko oddycha, nie może się męczyć bo ma ataki duszności, prawie nie je, nie pije, zaglądam cały czas czy jeszcze oddycha. Zajął dużą łazienkę z oknem. Wetka wiedziała że się Rysiowa[*] łazienka zwolniła, dlatego zwróciła się o pomoc do mnie, schronisko to dla niego śmierć, zima bez ciepłego kąta również, pod blokiem gdzie bytował też go nie chcą, przeganiają, rozwalili budkę którą zrobiła dziewczyna, ta która kota zawiozła do wetki a wcześniej dokarmiała, nawet ławkę pod którą miał kącik wynieśli. Na wiosnę ma tam wrócić, jak dożyje. Po niedzieli wetka zabierze go do miasta na prześwietlenie płuc, żeby zobaczyć co z nich zostało. Przez zimę będę próbowała znaleźć mu dom, bo u mnie na stałe zostać nie może, granice wytrzymałości Połówka zostały wyczerpane do cna przez moją niewychodzącą dziesiątkę plus psy. Choć znalezienie domu dla takiego kota graniczy z cudem to jednak z pomocą znawczyń ogłoszeniowych coś spróbuję zrobić, ogłosić na Opole, Wrocław, może zdarzy się cud, bo nie wyobrażam go sobie z tymi płucami jako kota wolnożyjącego, on nawet muchy nie złapie. Takie jest życie wsiowego kota na zadupiu. A to kot, bezimienny jeszcze Jakby mógł to by wszedł człowiekowi do środka, taki miziak, cały czas ugniata ciasto na swoim pierwszym w życiu, prywatnym, nowiuśkim, prosto z Pepco dywaniku ;)
  14. Co tu pisać, trochę podłamałam się. Na weekend przyleciała córka, mała ale ekspresyjna osóbka, Mimisia widziała ją raz na Wielkanoc, ze strachu się posikała i skupcyła, o szczekaniu nie wspomnę. Wydaje mi się że "normalnego" domu, Mimisia nigdy nie znajdzie, nadzieja jest tylko jeśli dom będzie w kręgach psiolubów znających się na psach. Poza tym że dzisiejsza noc do bani bo Mimi nasłuchiwała najmniejszych odgłosów z piętra i jazgotała okropnie, to wszystko ok, tylko niewyspani jesteśmy. Córa dzisiaj odlatuje, więc po dobranocce lulu i odeśpimy ;))) Strachajło nauczyło się straszyć kury, to znaczy straszą się nawzajem, raz Mimiśka kury a raz kury Mimiśkę ;) A żeby jeszcze pierwszo-listopadowy nastrój zatrzymać przez chwilę, pokażę Wam monument ze starego, zrujnowanego cmentarza, odwiedzam takie miejsca co roku i co rok są coraz bardziej zdewastowane, rozkradane. Ten jest wyjątkowy, już niewiele z niego zostało, rozkradziono już prawie wszystko. I bez względu czy ktoś wierzy czy nie, przesłanie jest dla wszystkich jednakie. Zdążamy wszyscy w jednym kierunku. Do domu Pana.
  15. ...ona sobie ukradła z kosza na drewno kominkowe, wyszarpała i ućkła na chodnik szatkować, Bober jak drut. Drewno zostało zarekwirowane.
  16. Tysiu, byłam na wątku dzikusków, czytałam, widziałam, aż się serce ściska z żalu, takie małe fajne okruszki, kiedy to dzikie rozmnażanie się skończy. Choróbsko nadal po mnie chodzi, gardło i ucho trochę puściło ale wlazło w oko, wszystko z lewej strony, ciekawe gdzie pójdzie z oka??? Wichura u nas okrutna, po podwórzu latają doniczki, gałęzie i inne sprzęty, co trochę wyłączają prąd, psiaki robią rundkę i ciągną z powrotem do drzwi. Mimi nadmiar energii rozładowuje w domu. Jutro podobno ma się uspokoić, oby. Współczuję tym którzy już ustroili groby, jutro będą szukać stroików i kwiatów po całym cmentarzu. Zostawiam rudzielca, roznosi ją energia.
  17. A dzisiaj dla odmiany, dobrej nocy życzy Krzyś, gamoń nad gamonie, niezdara i fajtłapa, ale bardzo kochana.
  18. To chyba jakiś zjadliwy wirus, mam to samo plus krtań, ha! plus tysiąc opryszczek i strasznie opornie to choróbsko odpuszcza. Jakbym potrafiła, to bym sobie wyrwała lewe ucho i pół szyi i byłabym zdrowa ;) Mimisia ma się dobrze, dostaje tylko świra bo spacerki teraz krótkie, więc musi w domu się wyżyć i coraz częściej obrywa od kotów, niestety. Nesiu wierna ciociu Mimiśkę mój Połówek przechrzcił na...Bojałka, ja bym jeszcze dodała Rozdartka ;) Wczoraj Psotka ściągnęła Połówkowi z chlebka wędlinę, chyba doszła do wniosku że powinien przejść na dietę ;), Mimisia ma z kogo brać przykład ;) Teraz wszystkie futra "zagniwają" a Mimi chodzi i kombinuje, co by tu...., a to skubnie drzewo do kominka, a to zwędzi kapcia, powarczy do siebie, tam szczeknie, to mnie ugryzie w nogę, ADHD do kwadratu vel robaki w du..e ;) Zdrowia chorym i wszystkim dobrego dnia
  19. Żyję żyję, wszyscy żyjemy, tylko mi się pochorowało, ale tak zwyczajnie, standardowo, jesiennie ;) . Mimisia "prawie" grzeczna. Strachu pewnie już nigdy się nie pozbędzie, taki jej urok, przyszły domek musi ją pokochać taką jaką jest, a jest urocza i pomysłowa. Zostawiam grzecznego rudzielca w dwóch wariantach i idę kurować się dalej
×
×
  • Create New...