Tyśka)
Members-
Posts
35751 -
Joined
-
Days Won
144
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Tyśka)
-
O rany, fatalnie :( Widziałam, że Joguś prezentuje się na FB. Oby to przyniosło mu domek...
-
Tymczasy wcale nie tymczasowe czyli gromadka psiaków szuka domków
Tyśka) replied to mari23's topic in Psy do adopcji
mari, niech moc będzie z Tobą! Duuuużo zdrowia! Trzymam kciuki za jurzejsze badania, oby było już coś wiadomo... Widzę jednak, że mimo swojej choroby nie zapominasz o braciach mniejszych i nadal je ratujesz... Brak mi słów :) Niech dobro do Ciebie wróci! -
Nussi-zamojska suczka 04.10.19 opuściła Schronisko.Nusi już w DS.
Tyśka) replied to Anula's topic in Już w nowym domu
Trzymam kciuki za podróż Nussi do szafirki :) -
Bardzo dziękuję wszystkim wpłacającym :) Zaktualizowałam rozliczenie, można zerknąć. Cieszy mnie plus. Wspaniale, że w końcu ludzie zaczynają dostrzegać Oriona. Podoba mi się Twój opis, mniej odstrasza niż mój, jest konkretny. Szkoda, że na razie piesiulek wpada ludziom z psami, zwierzakami albo mieszkającym w bloku... ale nie należy się poddawać, masz rację :) Katowice dobrze mi się kojarzą, zamieszkał tam 3 lata temu Gucio, d. Murzynek z ulicy dzikuskowej.
-
Zgodzę się z Patmol. Pamiętam jak była u mnie córka Tinki (3tygodniowe dzikie szczenię) wetka bardzo ostrożnie podała jej środek na odorbaczenie (ostrożnie bo spodziewała się problemów, więc przebadała najpierw i rozważała każdą opcję), a i to mieliśmy ogromny problem... sunia się "przytkała", ratowaliśmy jej życie... Druga dawka podzielona na dwie odrobaczenia znowu spowodowała, że robale nie zostały wydalone... Bujaliśmy się z tym przez ponad miesiąc (zanim pokonaliśmy robale)... Gdyby nie wetka pod telefonem, doświadczenie mojej mamy w ratowaniu życia i możliwości kontrolowania suni 24h/dobę, gotowania, masowania, stosowania się do zaleceń..mogłoby być różnie... od tamtej pory pilnuję czy po podaniu tabletki jest kupa, czy brzucha nie wzdyma, czy pies nie zachowuje się podejrzanie. Może to już obsesja, ale wolę dmuchać na zimne.
-
To ja tak tylko napiszę, że przez jakiś czas razem z becialublin prowadziłam stronę szczebrzeszyńską na FB. Na prośbę Dory, przestałam ją prowadzić, strona umarła, ale w czasach świetności miała wiele polubień (potem wraz z zaniedbaniem/porzuceniem strony polubienia spadały, bo miałam nawet informację na mailu o tym)... nie był to kaprys Dory, ale to, że ludzie jeszcze bardziej zaczęli podrzucać koty. Było więcej pretensji i roszczeń niż pomocy - mimo, że zwierzaki bezdomne pokazywałam na wielu grupach, dbałam o udostępnianie postów. Tak naprawdę do prowadzenia takiej strony potrzeba paru osób, to jest czasochłonne i wymaga również odporności psychicznej. Mówię to jako (była) prowadząca stronę tomaszowską. Z 40 polubień osiągnięliśmy 2,5tys. ale im większa publiczność, tym więcej oczekiwań... i więcej pracy. Pod koniec było nas 9cioro, a i tak się nie wyrabialiśmy. Owszem, dało więcej możliwości pomocy i jestem pod wrażeniem ilu zwierzakom udało się pomóc, ale gdyby nie to, że co jakiś czas się spotykaliśmy, aby odreagować, złapać dystans... gdyby nie to, że było na kilkoro, a nie zaledwie dwie, trzy to byśmy wyszły po tym doświadczeniu z większym załamaniem,ludzie już wiedzieli gdzie mieszkamy i potrafili w środku nocy podrzucić pod płot psa/kota - a anonimowe nie mogłyśmy zostać, skoro robiłyśmy zbiórki i psie eventy w mieście. Urok małego miasteczka: ludzie się znają... Szczerze, wątpię aby Dora miała czas i ochotę użerać się z ludźmi z fejsbuka, a i o stronę trzeba umieć dbać, wiedzieć co udostępniać, jak gdzie... można tego się nauczyć, owszem - ale zabiera też cenny czas, a o hejterach i "ciociach dobrych rad" nie wspomnę, każdemu łatwo się klepie w klawiaturę... W okolicy nie ma żadnej organizacji, a z gminami zazwyczaj trzeba się szarpać, aby cokolwiek dostać na wsparcie... oczywiście da się porozumieć, jednak czasem wymaga to duuużo rozmó z gminą, a i w takim wypadku trzeba by z dziesięć Dor, aby ogarnąć wszystko: karmienie kotów, łapanie, rozmawianie z patologią, szukanie domów, rozmowy z lecznicami, szukanie transportu... promowanie adopcji na fejsbuku i dbanie o stronę, odpowiadanie na setki wiadomości na fejsbuku, odbieranie telefonów, rozmowy z gminą i latanie na spotkania z urzędasami i domagania się praw... no i kontrolowanie całym procesem pomocy. To wymaga już niezłej organizacji i stalowych nerwów. Ja przyznaję, po 2latach takiej działalności siadłam całkiem psychicznie, przeszkoliłam nowych wolontariuszy i odeszłam z pomagania na taką skalę. Dorę w okolicy już znają, nie potrzebuje dodatkowego rozgłosu i kolejnych zgłoszeń... Przynajmniej tak mi się wydaje.
-
Nie, Nela (zdjęcia powyżej), jak i Lola (ta czarna kudłata sunia ze zdjęć na poprzedniej stronie) znają się z przytuliska miejskiego, były obok siebie (w sąsiednich boksach). Mają zresztą podobną historię: Lolka spała na ulicy pod blokami przez 3tygodnie zanim ktoś się zorientował że jednak ona jest bezdomna, a nie czyjaś z bloku (!), a Nela (razem z córką biszkoptką) również przez parę tygodni spała na ulicy (tylko w innej cz. miasta) przez parę tygodni zanim przyszła pomoc (czyt. ktoś chwycił za telefon i zadzwonił po straż).
-
A to Nela - była znaleziona z własną córką, biszkoptką w typie labradora... jej córka znalazła dom (bezpośrednio przez przytulisko), a Nela została sama w przytulisku i bardzo źle znosi rozstanie z córką, widać że tęskni. Mam nadzieję, że w hotelu się otworzy i rozpozna Lolkę, niegdysiejszą koleżankę z boksu obok.
-
Czarna sunia z przytuliska (Nela), którą miałam ogłaszać została zarezerwowana przez Panią Marzenkę i na dniach opuszcza kojce miejskie... tylko musi zostać tutaj wysterylizowana (prosiła o to Ola, właścicielka hoteliku). W związku z tym prosili mnie, aby się wstrzymać z ogłaszaniem niuni... A parę dni temu przeglądając zdjęcia z gminnych kojców z czasów, gdy tam była Mimi natrafiłam na pierwsze zdjęcia Szoguna. Trafił tam jako roczny pies, potem niby miał dom jeszcze przez 11msc, ale w końcu się go zrzekli. Tak naprawdę, Szogun tuła się od 2017 roku, mając zaledwie 3 lata... nie ma o niego zapytań, a to młody pies... bardzo mi go żal, więc pozwoliłam sobie za pieniążki od beataczl wyróżnić właśnie ogłoszenie Szoguna (też podopieczny wolontariatu), a nie Nelę. Zwłaszcza, że Azorowi szykuje się dobry dom, więc być może będę mogła podmienić jego ogłoszenie (promowane) na Nelę, gdy przyjdzie na to pora. Mam nadzieję, beataczl że się nie gniewasz. Nie lubię mieć nieswoich pieniędzy na koncie i pomyślałam, że dobrze byłoby, aby Szogun znalazł dom. Ze starej gwardii jako jedyny nie ma domu (no i moja Mimi...)