Tyśka)
Members-
Posts
35751 -
Joined
-
Days Won
144
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Tyśka)
-
Pytanie - czy tak jest faktycznie? Mało ufam w tej kwestii ludziom, zwłaszcza jak pojawiają się różne wersje nt jednej sytuacji. Karmią/nie karmią, śpi w budzie zimą/nie śpi w budzie. Faktem jest, że jest widywany jak przechadza się po ulicy (jest uszczęszczana, głównie przez ciężarówki ze względu na mieszczące się tu hurtownie), jak śpi przy kantorze obok bramy i jak śpi na prywatnym placu. I że jest schorowany, i nie podchodzi do nikogo, ale i w odczuciu p. Damiana (pracownika), i p. Marzenki pies nie jest dziki, ale nieufny, lękliwy. Swoje prywatne odczucie nt tego co bym zrobiła wolę zachować dla siebie, aby znowu coś mi nie zarzucono. Czekam na Wasze pomysły co robić i czy coś w ogóle można zrobić :( jakoś w całej tej historii towarzyszy mi ogromny pesymizm. PS: Ja razem z Wami dowiadywałam się o tej całej sytuacji. Najpierw dostałam informację, że piesek mieszka na ulicy, zostawiony sam sobie i tupta po okolicy (miałam parę głosów nt temat). Dopiero od niedawna wiemy o panu, który pozwala mu przebywać na swojej prywatnej posesji, a dopiero od wczoraj - że jest tutaj od 2lat, ktoś go dokarmia i ma gdzie się zimą schować, ale nie daje do siebie podejść. To stawia sprawę w innym świetle, całkiem inaczej teraz widzę tę historię. Za moją dezinformację Was przepraszam, powtórzę się: posiłkuję się informacjami od innych, jestem od psa 600km i nigdy go na oczy nie widziałam, stąd ta rozbieżność. Nie chciałam wprowadzić Was w błąd. Sama nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim...
-
Dobre pytanie. Wczoraj doszłyśmy do tego samego punktu. Że tak naprawdę nie ma dobrego wyjścia w tej sytuacji i czy nie lepiej go tutaj zostawić? Psiak będzie miał problem zaufać, tym bardziej że coraz słabiej widzi i słyszy. Ja nie upieram się przy łapaniu, po prostu sytuacja jest przykra i patowa.
-
Pan Damian rozmawiał z p. Marzenką i faktycznie zaoferował się z pomocą w złapaniu, nawet tutaj opisywałam ich spotkanie - i wtedy pomyślałam, że być może zadzwoniłaś do niego. Dziękuję. Jeżeli uda mu się faktycznie jakiegoś znajomego zaangażować to byłoby wspaniale, bo brakuje męskiej ręki. Poproszę o numer telefonu, bo nie wiem czy ostatecznie podał namiary do siebie pani Marzence, czy tylko podjechał i porozmawiał. Klatki-łapki (takiej dużej) nikt w okolicy nie ma (mówiąc okolicę, mam na myśli odległość 100km), jak już są to tylko kocie.
-
Niestety, dzielne Dziewczyny (elficzkowa, Jej Siostra i p. Marzenka) wczoraj długo starały się złapać Boryska - bezskutecznie. elficzkowa napisała mi, że Borysek przypomina jej w zachowaniu, znajomości terenu Moriska, który również doskonale wiedział, gdzie iść, aby "źli" ludzie dali mu spokój. Może to brzmieć mało realnie, że pies który jest tak schorowanym staruszkiem nie daje się złapać. Ale nie daje - psy w poczuciu zagrożenia mają niewiarygodnie dużo siły. Od razu przypomina mi się mocno ciężarna Tinka, tuż przed porodem... która normalnie ledwo szła łapa za łapą a gdy przyjechali Dogomaniacy z okolic Zambrowa i Warszawy to mimo dobrego planu, upału, siatek i klatek, sunia o ruchach dinozaura nie dała nam się złapać - uciekła mimo zagradzania jej drogi (znała szczelinę, której my nie widzieliśmy), a wieczorem urodziła szczenięta. Borysek umie też czmychnąć i robi to na razie skutecznie. Podejść łapania już nie da się zliczyć, wczoraj było kilka, a wieczorem długo, długo dziewczyny starały się go złapać... A i tak jak Borys miał dość to się zabrał i zniknął z pola widzenia. Dziewczyny spotkały też najpierw właściciela placu, potem jego żonę i teścia - okazało się, że pies jest tutaj już ok. dwóch lat, dokarmiają go, czuje się jak u siebie, zna wszystkie zakamarki, ma swoje utarte ścieżki, którymi chadza, zimą śpi w budzie z psami tych państwa, a mimo to nie daje do siebie podejść nikomu. Unika każdego, nawet tych, którzy karmią go od dwóch lat i kojarzą mu się z czymś pysznym... :( Nikt go nie jest w stanie dotknąć czy dać mu jedzenie z ręki. Panowie powiedzieli, że pies tutaj nikomu nie zawadza, więc tak sobie żyje. Wyrazili też obawy co do naszych intencji, boją się, że chcemy go złapać i uśpić. Może się mylę, ale wg mnie to te same myślenie, jakie miała karmicielka Dzikusków - że starych drzew się nie przesadza, a psy nie mają źle (nawet jak wychodzą na ulicę i na niej leżą - jak Lika; albo rodzą i nie mają opieki weterynaryjnej - jak sunie czy starszy Murzynek-Gucio), więc po co to zmieniać, lepiej nie zgłaszać psów nigdzie, bo mogły trafić gorzej itd. I jakby naokoło dostaliśmy odpowiedź czemu Borys (nazywany przez właścicieli placu Miśkiem) nie został nigdy zgłoszony przytulisku, nikt się nim zainteresował - dla ludzi ten pies nie ma źle, mimo że jest chory i na pewno niejedno go boli. Tak czy inaczej, pani Marzenka i elficzkowa wróciły załamane. W tej chwili nie wiadomo co robić i co robić, aby złapać psa - już wiedzą, że w 3. osoby nie dadzą rady, a nikt z miejscowych wolontariuszy nie odpisał na moje usilne prośby o pomoc - mimo, że co jakiś czas wyłapują zdziczałe/lękliwe psy na terenie gminy (z rowu/opuszczonej szopy/pola) i posiadają doświadczenie - pewnie nie mają czasu... A każda kolejna nieudana próba złapania oddala od sukcesu - Borys staje się coraz bardziej czujny i podejrzliwy. Chyba faktycznie pozostaje zgłosić psa przytulisku albo... odpuścić? :( Osobiście czuję się bezsilna, od psa jestem oddalona o 590km, niewiele mogę zdziałać.
-
Tymczasy u Nesiowatej . Ares po operacji guza odbytu zaprasza. Ptysie za TM:(
Tyśka) replied to ewu's topic in Psy do adopcji
No proszę, Grześ zaczyna doceniać wygody :-) Coś wspaniałego. -
~ Iga, Igusia i dwa szczeniaki ze wsi - JUŻ MAJĄ SWOJE DOMKI!
Tyśka) replied to malagos's topic in Już w nowym domu
Pięknotka <3 Ile może mieć w kłębie? -
Mój psi podopieczny znalazł domek, więc będę organizować transport na trasie Krasnystaw -> Wrocław. To kawał drogi, nie wykluczam transportu łączonego, czyli Krasnystaw -> Łódź -> Wrocław. Czy nikt nie potrzebuje transportu na tej trasie?
-
Ja to rozumiem... mój psiak ma podobne futro. Po kastracji i/lub na starość futro tak się popsuło, zrobiło się podobnie wełniste... Na zewnątrz miłe, wyczesane, ale jak się przedrze przez gąszcz futra to czuć, że przy skórze tworzą się kołtuny (tam futro jest miękkie, puchate, a na zewnątrz twarde i skręcone jak u owcy). I wiem, ile czasu zajmuje aby w ogóle porządnie psa wyczesać. Gdyby nam uciekł to jestem pewna, że po tygodniu wyglądałby na mocno zaniedbanego ;). A kiedyś czesać często nie musiałam, poza linieniem - raz na 2 tygodnie i spokój (w czasie linienia codziennie, bo wtedy mocniej się kołtuniło), no... coś się popsuło, kłak wymaga więcej pracy i czasu, i lepszego sprzętu. Amik po pobycie na łańcuchu nie był w SPA, wykąpali (niedawno był znowu, bo w czymś się wytarzał), wyczesywali go tym, co mieli w hotelu i było ok, o ile robiło się to bardzo często. Ostatnio w hotelu jest mniej rąk do pracy (wakacje, koronawirus itd.), a psów w sezonie nie ubyło, więc i czesanie jest rzadziej/krócej. Ot, i tyle. Zrobiły się kołtuny, których nie umieją sami rozczesać, więc padło pytanie czy może pojechać do groomera. Myślę, że specjalista wyczesze :)
-
Futerko chroni, o ile jest ładnie wyczesane, bez kołtunów i filców przy skórze. Szczotki i psie grzebienie, które są w hotelu nie radzą sobie z futrem Amika. Groomerka będzie robić wszystko, aby kołtuny wyczesać i uratować piękne futro Amika, jest przeciwniczką strzyżenia psów bez wyraźnej potrzeby. Na pewno porządnie go wykąpie, wyczesze martwy podszerstek i spróbuje ładnie wyciąć kołtuniki. Ale zobaczy na miejscu co można zrobić. Bo na zewnątrz Amik jest ładnie wyczesywany, ale warstwa kłaka przy skórze... ma wiele do życzenia.
-
Świetnie, dziękuję Sowo :) I faktycznie tak będzie. Zanim było wiadomo o domu Amika to poprosiłam o poszukanie fryzjera (bo nikt nie chciałby być w dodatkowym futrze w upał :( ) i właśnie mam odpowiedź. Udało się zapisać Amika do fryzjera w Chełmie, wizytę ma jutro o 18:00. Zawiezie go opiekunka hotelowa. Trzymajcie kciuki za SPA. Paulina założy, później jej oddamy.
-
Na razie brakuje rąk do pomocy :( Pytałam dzisiaj shoto czy ktoś mógłby od nich pomóc, ma pytać. elficzkowa się dzisiaj zawzięła i jeździ co chwila do Boryska, aby go złapać. Ale... Boryska nie ma... gdzieś potuptał. Szukała po zakamarkach, zaglądała w różne możliwe kryjówki, ale bezskutecznie. Rano zostawiła jedzenie i za około godzinę już go nie było, ale raczej wątpliwe, aby to Borysek się pożywił. Spotkała za to córkę pana od piesków i ta opowiedziała, że Borysek dzisiaj został przegoniony przez białą sunię (tę ze zdjęcia). Został obwarczany i gdzieś poszedł, i od tego czasu go nie widać. Dziewczynka też wskazała miejsce, w którym najczęściej Borysek śpi: pod naczepą, a elficzkowa zauważyła, że jest tam obok wykopana jamka (przez Boryska?), niestety. Stamtąd psiaka się nie wyciągnie jak już tam wejdzie, będzie trzeba zrobić wszystko, aby nie miał drogi ucieczki. Koło 17. elficzkowa planuje znowu podjechać do Boryska, może tym razem z panią Marzenką - i jeśli Borysek będzie, podejmą się łapania. A ja zaczynam się zastanawiać czy nie lepiej jest wezwać przytulisko... może im uda się złapać Boryska - co prawda wtedy tuptuś będzie musiał przejść 2. tygodniową kwarantannę u nich (w kojcu) i nie wiadomo czy przytulisko psiaka nam wyda, ale może im się uda złapać... i chociaż będzie zabezpieczony, nie wejdzie na ulicę. Już sama nie wiem, i tak źle, i tak niedobrze :(
-
Państwo mocno się ucieszyli z decyzji :) Poprosili, żeby poszukać transportu, bo 10h drogi z obcym psiakiem, w taką pogodę to dla nich za dużo - oczywiście będą partycypować w kosztach :) Już organizują wyprawkę dla Amika. Jeśli się uda to Amik przed wyjazdem trafi do SPA, jeśli nie to sami już się zajmą futerkiem. Wiem, że Amikowi miłości tam nie zabraknie. Będzie miał i zajęcie umysłowe, i ruch, i sporą dawkę pieszczot, a wszystko to pod okiem pani wizytatorki i szkoleniowców :) Dziękuję Wam mocno i proszę, nie puszczajcie kciuków. Teraz kwestia transportu. Potrzebny transport na trasie KRASNYSTAW -> WROCŁAW.
-
https://swiatzwierzat.pl/schronisko-210720-mkk-radysy?fbclid=IwAR3wqY3ocSTN5hjnIuatQ49Z0imOe38BvcnlDPzFOXqlo4xKWg2A2c5L0F0
-
Ach, no tak :( Znam to - jak szukałam dla Mimi miejsca na kolonie to były podobne sytuacje, że nagle nie było miejsca dla lękliwca :( Trzymam kciuki za jutrzejsze zapoznanie. Nie zakładamy hoteliku (przynajmniej jeszcze:) ), a że nie możemy na razie pozwolić sobie na własnego psiaka to coraz głośniej rozmawiamy o tymczasowaniu. :) A dla Mimi miejsce zawsze się znajdzie, gdy zajdzie taka potrzeba, byleby tylko miała ze sobą swoje zabawki i jedzonko. No ale na weekend taka podróż do nas się nie opłaca, teraz to kawał drogi.
-
Dzisiaj krótko :) Przed sekundą odbyła się wizyta przed/a we Wrocławiu. Wizytatorka wspaniała, doświadczona, przebadała domek wzdłuż i wszerz, dała Państwu trochę wskazówek i podpowiedzi, i wyszła z odczuciami jak najbardziej pozytywnymi. Poza tym okazało się, że sunia rodziców Państwa jest sunią... z Ekostraży. :) Po relacji Pani Adriany podjęłam decyzję - Amik jedzie do Wrocławia, domek z opisu jest właśnie taki, jakiego szukam, aż ciężko mi w to uwierzyć. :) Ahaaa... Amik to ten wyczekany pies - są bardzo świadomi i nie chcą go tylko z wyglądu, ale po prostu jak go zobaczyli to wiedzieli... TO TEN :) Za chwilę zadzwonię do Pani z Chełma, Państwa z Wrocławia i Rafała poinformować o decyzji. I zaproszę Państwa na wątek, mam nadzieję, że tutaj zerkną. Bardzo, bardzo dziękuję uxmal za pomoc w weryfikowaniu domków i poprowadzenie tej rozmowy dalej :)
-
Bardzo dziękuję za wpłaty. Widzę, że p. Agnieszka, znajoma elik jest z wpłatami do przodu, wg rozliczenia aktualna wpłata jest za sierpień, a nie za lipiec. elik, czy mogłabyś podpytać czy tak mam wpisać? Chyba że pierwsza wpłata była jako za kwiecień i maj, a nie za maj i czerwiec (a tak wpisałam), i stąd to przesunięcie. Chciałabym, aby rozliczenie było jak najczytelniejsze. Obecnie na koncie Amika jest +395,57zł. Opiekunka hotelowa napisała mi, że jest dość spory problem z kłakiem psiaka, bo jest bardzo wełnisty i ostatnio mocno się kołtuni (psiak linieje + może kastracja trochę popsuła jakość). Należałoby ją regularnie czesać, najlepiej codziennie, a ona ma tyle psiaków pod sobą, że nie wyrabia i czesanie raz na tydzień to niestety za mało. Psiakowi zrobiły się kołtuny, niektóre przy skórze. Pytała mnie o to czy psiakowi załatwić fryzjera, myślę że warto, chyba że... chyba że Amik pojedzie do domku i tam się nim zajmą.
-
Faktycznie hotelik wygląda dość przyzwoicie. Gdyby urlop był dłuższy to zapraszamy Mimi do Wielkopolski ;) Dorobiłam kiciuli jeszcze jedno ogłoszenie, tym razem na Opole (choć zastanawiam się czy nie przenieść np. do Katowic): https://www.olx.pl/oferta/ruda-urocza-koteczka-slodki-dzieciak-kto-pokocha-kto-da-dom-CID103-IDFP8cF.html I miałam kolejne zapytanie na olx z Wrocławia czy ogłoszenie koteczki jest aktualne - odesłałam do elik.
-
Za każdym razem mam nadzieję, że Borysek już w samochodzie... Wczoraj wieczorem pani Marzenka odwiedziła Boryska i jej się ujrzał. Przebywał z innymi psiakami na tym prywatnym placu, z tyłu chłodni. Zostawiła jeść. (Ten białasek to pies średniej wielkości) Lokalna organizacja zapytała mnie tylko o dokładną lokalizację Boryska, nic poza tym.