Tyśka)
Members-
Posts
35751 -
Joined
-
Days Won
144
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Tyśka)
-
kiyoshi, ja nie skreślam naszych okolic, absolutnie! - np. jagterierka (trudna!) znalazła domek w Jarosławiu, rewelacyjny domek! Ale na razie wiem, kto od roku dzwoni w sprawie Amika z lubelskiego i podkarpackiego... panowie, którzy chcą psa do pilnowania terenu, z ofertą łańcucha albo kojca (lub... kurnika ;) ). Co nie zmienia faktu, że Amik nadal ma najwięcej ogłoszeń na okolice hotelu, bo jednak chciałabym, aby ktoś przed adopcją go poznał. On na dzieńdobry bywa przerażający... tym swoim oszczekiwaniem, atakiem butów albo szalonym biegiem i odbijaniem się od nóg gości przy akompaniamencie swojego głosu :D Wiem, że tych ludzi nie sprawdziłam w praktyce - dlatego też wizyta trwała długo... miała być kubłem zimnej wody dla rodziny. Tak czy inaczej, tu już nie ma co gdybać, no stało się, Amik nie pojechał. Zaczynamy od początku. PS: Cicho myślałam, że pani z Chełma będzie TYM domem, i blisko, i dobrze brzmiąca... no ale pani jeszcze nie jest jednak gotowa na adopcję.
-
Też mi się tak wydaje... walczy - bo nie wie, co chodzi ludziom, którzy do tej pory nic od niego nie chcieli... ale w normalnych warunkach nie będzie jakimś szczególnie problemowym psem. Tak myślę - no ale nie widziałam tuptusia... Murka aktualnie nie ma miejsca, mogę ją jeszcze raz podpytać i o doświadczenie w odławianiu - bo tego nie wiem. Jeszcze sobie pomyślałam, że gdyby właściciel placu zechciałby współpracować to można by zwabić tuptusia do kojca (który przecież podobno zna, bo w nim śpi zimą) i kojec zamknąć... wtedy próbować mu założyć obrożę (albo pętlę ze smyczy) i próbować przenieść do klatki - nie wiem czy dać mu coś na uspokojenie, czy za duże ryzyko, ale może obyłoby się i bez uspokajaczy. Dwóch mężczyzn powinno dać radę? Pani Marzenka próbowała porozmawiać z właścicielami z placu, ale nikogo nie złapała.
-
Bardzo dobrze myślisz, bo i ja początkowo miałam taki pomysł, zresztą nieco podsunięty przez opiekunkę hotelową Amika :) Problem w tym, że kompletnie nie było odzewu z okolic hotelu (ogłaszałam go tak na początku oraz od marca do kwietnia przez pandemię). Lubelskie dość fatalnie prezentuje się, jeśli chodzi o świadomość społeczną nt potrzeb psów :( Stąd miałam pomysł, aby przenieść Amika bliżej Wrocławia/Krakowa do hotelu, nawet pytałam parę właścicieli o wolne miejsce, ale dobiła mnie cena - Amik już teraz nie ma pełnych deklaracji, a cena w innym hotelu wzrosłaby o 4-5zł za dobę... skąd na to brać pieniądze? :( Najlepiej, aby Amik trafił do Warszawy, bo podobno tam opiekunka hotelowa ma znajomego po fachu, który pomógłby właścicielom. W Krakowie jest Sowa, a we Wrocławiu są również dobre ośrodki szkoleniowe. I myślę, że lepiej szukać Amikowi domu właśnie w dużych miastach, gdzie jest dobry trener pod ręką. Ideałem byłoby, aby ktoś przed adopcją poznał psiaka, ale... szkoda... Ci ludzi chętni na Amika, do których miał jechać byli naprawdę takim domem, który sobie wymarzyłam i który wywarł wrażenie na doświadczonej wizytatorce i na opiekunce hotelowej Amika. Państwo bardzo świadomi i chętni do pracy (sami wyszli z inicjatywą szkolenia psiaka pod okiem specjalisty), ale niestety mieszkają ze starszą panią, która jednak po wizycie przed/a zaczęła mieć opory. Państwo nie chcieli naciskać ani robić coś wbrew, mimo że starsza pani nie miała być zaangażowana w opiekę nad psem to chcieli, aby współuczestniczyła od początku w adopcji i wiedziała o wszystkim... no i zrezygnowali tylko dlatego, że ona się bała, to odpowiedzialne z ich strony, ale i tak żal. Im też jest przykro, chcieli Amika i tylko Amika, ale nic na siłę :(
-
KAWIARNIA Pierwsza relacja z kawiarni od trenerki: W SPA diabołek, tutaj aniołek :) Samo dojście do kawiarni było przyjemne, na wszystkich przejściach na smyczy z punktu A do punktu B też bardzo grzeczny, wąchał, załatwiał swoje sprawy. W kawiarni - miodzio :) Co prawda aniołek trochę się kręcił... ...ale po chwili siadł na pupie i oglądał świat. Jednak długie siedzenie przy kawie znudziło Amika, więc zaczął baczniej obserwować Ludzi i na niektórych szczekać. Po pierwszym takim wyskoku, jak ktoś się zbliżał, Amik profilaktycznie był łapany za obrożę i to wystarczyło, aby zaniechał oszczekiwania. Kiedy jednak nie zdążyli z reakcją i Amik podniósł już podniósł głos na kogoś to wówczas trenerka łapała z góry za obrożę i delikatnie naciskała na nią (nie było to typowe podnoszenie, bo wszystkie łapki miał na ziemi, ale sygnał na zasadzie: "spokojnie, mam kontrolę nad tym") i wtedy czując że ktoś go trzyma i nie ma szans na ruch, milkł od razu. Zapytałam czy były jakieś kryteria, którymi się kierował Amik przy wybieraniu ludzi do oszczekania i trenerka opisała mi to tak: "Chętniej szczekał na ludzi, którzy na niego patrzyli i myślę, że może to być związane z jakimś lękiem, być może jak był bity to taki kontakt wzrokowy kojarzy mu się tylko i wyłącznie z konfrontacją. Ale tu wystarczy mu pokazać że nie musi się tak bronić bo przewodnik zadba o jego bezpieczeństwo" I na koniec podsumowała, że Amik jest rewelacyjnym psem, po wyjeździe jeszcze bardziej go polubiła i chciałaby takiego psa ;), i dodała: "Bardzo kumaty piesek potrzebujący zasad. Jeśli ktoś go adoptuje to chyba nie wysłałabym tych ludzi do behawiorystów, raczej do bardzo dobrego szkoleniowca. Amikowi behawiorysta nie potrzebny"
-
GROOMER Amik dość ładnie przywitał się z panią fryzjerką i czekał aż jego opiekunowie powiedzą, co ma robić. Pozwolił się ze spokojem podotykać obcej osobie, która stwierdziła, że sierść nie jest w dramatycznym stanie... ale winowajcą są złe szczotki w hotelu. Martwa sierść nie jest porządnie wyczesana, co powoduje że tworzy niepotrzebną, wypchaną warstwę. Obejdzie się bez strzyżenia, kołtunów też nie ma, wszystko jest do zrobienia dobrym sprzętem. Pani pokazała, czym będzie czesać... i wyprosiła opiekunów... Początkowo oponowali, bo Amik naprawdę jest nieufny i tylko przy opiekunach jest aniołkiem, ale skoro specjalista kazał... wyszli... I za 3 min wrócili. Pani groomer stwierdziła, że dałaby radę, ale trwałoby to wiele godzin, bo pies nie chce współpracować (no kto by się spodziewał...?), jej mocniejsze złapanie wywołuje to, że Amik się odwija obronnie i kłapie zębami. I tyle. Z racji, że nie ma tragedii to w hotelu powoli będą próbowali rozczesywać ten martwy, ale mocno trzymający się podszerstek. A że opiekunowie zrobili ok 80km, aby pies trafił do SPA to umówiłam się, że oddam im pieniądze za paliwo - nie chcieli, ale zaproponowali, żebym zamiast tego kupiła szczotkę do wyczesania kłaków. Za chwilę zrobię zamówienie ;). Opiekunowie stwierdzili, że jednak nie chcą zmarnować wypadu i pójdą na socjalizację do kawiarni...
-
PODRÓŻ SAMOCHODEM W pobliżu hotelu nie ma psiego fryzjera, który podjąłby się pielęgnacji psów hotelowych czy bezdomnych, więc Amika czekała podróż ok. 34km dalej, do Chełma, do salonu który wczoraj kilkakrotnie był poinformowany, jakim psem jest Amik (nieufny, mocno przywiązany do właściciela, wymagający spokojnego, ale stanowczego podejścia) i że to nie wychuchany niuniuś śpiący z panem w łóżku. Za każdym razem padało "damy radę", więc Amika czekała... PODRÓŻ! Amik uwielbia podróże samochodem, ekscytują go, choć nie ma zbyt wiele okazji jeździć gdzieś (do weterynarza), to i tak na zaproszenie do auta reaguje entuzjazmem ;) I wczoraj też tak było. Zaproszony do bagażnika, wskoczył od razu, a potem nie mógł się doczekać drogi. Ahoj, przygodo... a tu jeszcze trzeba czekać na Rafała, który jeszcz urządza pogawedkę z innymi psami... W końcu ruszyli. W drodze (w obie strony) Amik jest grzecznym pasażerem, wręcz idealnym ;) Oczywiście trochę się ekscytuje, ale jest to do opanowania.
-
Zgadzam się z całym postem, ale pozwoliłam sobie ostatnie zdanie wytłuścić, bo... Amik potrzebuje JASNYCH zasad i konsekwentnego człowieka, który nie pozwoli sobie wejść na głowę. Ale jednocześnie przewodnika, który nie będzie siłowo rozwiązywał problemu, bo Amik jest barometrem emocji: ktoś jest nerwowy i on to wyczuwa, i już nakręca się czyjąś nerwowością. Tylko ze spokojnym, pewnym siebie i przede wszystkim konsekwentnym przewodnikiem wejdzie we współpracę i będzie go szanował. Jeśli ktoś psy karci w emocjach to nie nadaje się na przewodnika żadnego psa, a zwłaszcza tak wrażliwego jak Amik. Amik ma pancerz twardego psa, ale jest naprawdę mocno wrażliwy... i bardzo próbuje się przypodobać człowiekowi - ale jak nie wie, o co mu chodzi, dlaczego ktoś znowu się denerwuje/boi/kieruje emocjami to zaczyna się bronić... bo tak go nauczono - obrywał miotłą za wszystko. On musi mieć poukładany świat. A za chwilkę opiszę Wam wyjazd do fryzjera, ale potrzebuję chwili. Mam zdjęcia i dwa krótkie filmiki - oraz opisy trenerki/opiekunki hotelowej Amika. Dla Amika wyjazd ten to nowe doświadczenie.
-
Jeszcze czekam na wyniki badań cytologii i paru innych, ale to już mniej ważne :) Lekarz przeszczęśliwy, że mógł mi pomóc. W styczniu mam przyjść do kontroli i..., uff :) Dziękuję za Wasze wsparcie. elik, chciałam coś napisać, ale jaguska tak wspaniale pożegnała kotka, że nie umiem nic mądrego napisać. Bardzo mi przykro, że tak wyszło, ale pomogłaś kotkowi i na pewno jest Ci wdzięczny za opiekę, ściskam.
-
Jaka burza mózgów, dziekuję. Słuchajcie, wychowałam się tutaj, a przez 2lata dokarmiałam w tym konkretnym miejscu dzikuski. Dobrze znam mentalność ludzi, podejście pracowników tamtejszych itd. I to, czego jestem pewna, że absolutnie NIKT nie udzieli Boryskowi-Miśkowi pomocy, gdy wpadnie pod samochód. Moja pomoc psom na tej ulicy wzięła się z pomocy kotom wolnożyjącym po 2. stronie ulicy (przy blokach). Pewnego dnia zobaczyłam jak ktoś przejeżdża małego szczeniaka dzikiej Tinusi, zanim tam dobiegłam, przejechało kilka samochodów i parę osób akurat było pod sklepem na tym ulicy. Nikt, ale to nikt nie zainteresował się szczeniakiem w plamie krwi. Byłam ze znajomą, ona na szczęście samochodem, i gdy ja próbowałam dodzwonić się do któregokolwiek weterynarza (czy przyjmie szczeniaka po wypadku), znajoma postawiła trójkąt, zatrzymała samochód (szczeniak był na środku ulicy). Ludzie na nas trąbili, szybko pojawili się gapie, ale zamiast pomocy uslyszeliśmy, że po co sie przejmować, widać że zaraz ZDECHNIE. Szczeniak był zakrwawiony cały, krąg szyjny wbił się w podniebienie, ból, agonia... tego nie umiem opisać - tak czy inaczej dławiącego się krwią szczeniaka zawiozłyśmy same, niestety nie dało się go uratować, ale ta ignorancja ludzka do dzisiaj jest ze mną... (ba! swego czasu na tej samej ulicy jako 13latka znalazłam starego podhalana, okazało się że pies powoli umierał od 2miesięcy przy ulicy pod krzakiem i nikt mu nie pomógł, ja od razu zaczęłam szukać fundacji, znalazła się z Lublina, ale pies był już w agonii kiedy wolontariuszki przyjechały... i nas atakował - na prośbę fundacji wezwałam weta gminnego i pojechałam po waśniepana z moim tatem, bo był po godzinach pracy i jemu się nie chciało... usłyszałam wtedy od niego, że jestem taka ładna i bystra, a już zajmuje się głupotami i dałam sobie zrobić pranie mózgu przez zwierzęcych oszołomów, przecież trzeba było zostawić tego psa do rana, zabiorą go do utylizacji jak już będzie martwy! - tato to słyszał i sam był w szoku, że wet. może coś takiego mówić!). I uwierzcie mi, że z elficzkową i panią Marzenką chcemy pomóc psiakowi, ale same nie złapiemy i nie wiemy co o tym wszystkim myśleć. Choć osobiście NIE SĄDZĘ, aby ktokolwiek pracował nad zaufaniem psa. Jest, bo jest... Podsumowując, jakie mamy rozwiązanie? - zamówić Jamora do łapania i po złapaniu psiak pojechałby do Murki (Murka na razie nie ma miejsca) - jeśli psiak okazałby się nieufny, ale nie dziki to czy Moli@ wzięłaby go na DT z takimi warunkami, jak były mówione wcześniej? - a jeśli nie to... czekać na miejsce u Murki i psiaka tam umieścić? Koszt utrzymania będzie trochę wyższy niż u Moli@. Nie mogłam za bardzo spać, więc odszukałam ile płaciliśmy za dzikuski u Jamora. Z tego, co pamiętam koszt dojazdu był wynegocjowany przez WiosnaA. Tak czy inaczej będzie potrzeba na Jamora około 770-800zł (350+dojazd). Jamor ma do nas ok. 520km (licząc drogę w obie strony). Do tego koszt transportu do Murki + psiak u Murki. I potem opcjonalnie koszt transportu od Murki do Moli@, o ile Moli@ podejmie się wzięcia staruszka. Odległość: Murka-Moli@-Murka to 717km. A jeśli jednak DT u Moli@ nie wyjdzie... to dozbieranie do utrzymania psiaka u Murki? Uzbieramy...?
-
Plus pracownicy, którzy mówią że to pies zaopiekowany przez tych właścicieli posesji... I mieszkańcy z bloku, ktorzy mówią, że pies jest zostawiony sam sobie i nikt regularnie go nie karmi... Jak mi wczoraj przedstawiłaś te wszystkie wersje to aż nie mogłam zasnąć... Przytulisko PODOBNO wie o psie, tak mi też ktoś powiedział dzisiaj, ale już ludzie nie są dla mnie wiarygodni, kompletnie. Problemem jest to, że nie da się tych wersji wszystkich zweryfikować, nie trzymają się kupy, a ja nie wiem co mam myśleć. :(
-
Pani Marzenka mi też teraz wspomniała, że jak państwo wychodzą na posesję to ta biała sunia przepędza Miśka Boryska, nawet go gryząc :( elficzkowa, czy dacie radę porozmawiać z panem? Przepraszam, że nie mam Wam jak pomóc, ja planuję przyjechać na chwilę dopiero po 15. sierpnia. :( Sytuacja z Boryskiem i Amikiem mocno mnie przybiły.
-
Ja też zdążyłam go pożegnać i powolutku uzgadniać transport. Niestety, zaczynamy od nowa. Dziękuję, dodałam do rozliczenia. Amik dzisiaj został zaszczepiony (właśnie dziś przypadał termin szczepienia), a za 1,5h ruszy do groomerki. Na miejscu nie ma psiego salonu, więc jedzie do Chełma. Opiekunka hotelowa sama go zawiezie i obiecała dokładną relację.
-
Dzisiaj miałam telefon od pana, który chciał pieska dla córci ("dzień dobry, pani ma takiego białego psa, ja właśnie chcę go wziąć dla córci, jestem z gniezna, zaraz po niego przyjadę"), a wczoraj: - Ma pani takie szczeniaki jak Amik? Bardzo mi się podoba, ale ja chcę takiego szczeniaka. Mnie zatkało, pani kontynuuje: - bo ja miałam psiaka takiego typu, właśnie białego z łatkami, puchatego - te kundelki są takie fajne! I pomyślałam, że pani ma albo wie, gdzie znajdę takie szczeniaki jak Amik... Nie? To wielka szkoda, no bardzo szkoda... :D
-
Z Ukrainy - Boston i Armand w DS, ukochany Baryton za TM :(
Tyśka) replied to Jaaga's topic in Już w nowym domu
Przepiękne te zdjęcia :) Nie chciałam podciągać pod rasę, ale mnie zaciekawił kształt jego główki i możliwe geny... po kim może mieć, to wszystko. -
Odświeżyłam ogłoszenie Diany, nadal jest na Kraków, ale z innym zdjęciem głównym: https://www.olx.pl/oferta/cudowna-wierna-diana-milosc-w-wersji-xxl-jak-bethoveen-CID103-IDrs2bj.html
-
Całkiem prawdopodobny scenariusz :( Plus taki, że Amik kocha jedzenie, przez telefon behawiorystka przekazała wskazówki jak starsza pani mogłaby zaskarbić serce Amika. Ta pani miała w swoim życiu trochę psów, na wizycie m.in. starsza pani opowiadała o agresywnym owczarku, z którym żyła przez lata - być może ten psiak dał Jej w kość i bała się, że Amik będzie taki sam... Niby nie miała z nim spędzać nie wiadomo jak dużo czasu (państwo pracują z domu i najdłużej ich nie ma godzinę/dziennie w domu), nie wiem - tak czy inaczej, ludzie mocno odpowiedzialni i szanuję ich decyzję. Rozmawiałam dzisiaj chwilę z behawiorystką, powiedziała że warto, aby przyszła Rodzina miała duży, otwarty kennel przez pierwsze chwile. Amik pięknie się klatkuje, klatkę kocha i początkowo tylko w niej wycisza się i odpoczywa. Później psiak spokojnie może spać na legowisku, ale na początku, po zmianie miejsca Amika wszystko nakręca, jest czujny i nie umie się uspokoić - kiedy zmieniał miejsce w hotelu (z kojca do biura, a potem z biura do pokoiku) to z ulgą sam z siebie kładł się w klatce, miejscu zen.
-
Nie wiem czy tak jest w tym wypadku, ale osobiście miałabym obawy. A widząc szczęście malujące się na pysku teraz, w hotelu, z innymi psami i pięknymi terenami do spacerowania zastanawiałabym się mocno czy moja miłość (mądra miłość) wystarczy, aby dać suni szczęście. I ja Państwa rozumiem, naprawdę. Dobrze, że wiedzą o zwrotach, ale nie dziwię się ich bardzo stonowanej decyzji. Na pewno nie pomaga to, że Szanta przypomina im poprzednią sunię - być może mają obawy, że siłą rzeczy będą obie sunie porównywać do siebie. Dobrze, że mają czas podjąć decyzję. I chociaż chciałabym przeczytać, że Szanta ma już dom to jednak cierpliwie czekam z zacisniętymi kciukami ;)
-
Rozmawiałam z Panią Marzenką, w jaki sposób zabezpieczyć psiakowe interesy, gdyby go zostawić. I zastanawiamy się czy właściciel zgodziłby się, aby postawic na jego posesji drugą budę dla Boryska-Misia, a w zamian pomagać mu w karmieniu czy kosztach weterynaryjnych... Dziękuję za Wasze głosy, wyrażenie zdania, opinii - widzę, że na razie wszyscy są zgodni :( Smutno mocno, myślałam, że psiak zazna czegoś więcej niż to, co teraz ma, ale po informacjach z wczoraj poczułam zimny kubeł wody na sobie. Dziękuję Wam za zaangażowanie psiakowi, zwłaszcza elficzkowa, omi, Moli@, Aldrumce, elik, Livce. Za to, że macie tak dobre serca chętne do pomagania. Proszę, wypowiedzcie się co myślicie teraz o tej całej sytuacji. :(
-
Amik jednak nigdzie nie jedzie. Państwo zamówili dla Amika już adresatki, ale babcia, z którą mieszkają ma ogromne wątpliwości, że pies wejdzie jej na głowę i czuje opór przed adopcją (babcia uczestniczyła w wizycie p/a). Nie chcą nic robić wbrew komukolwiek, nie chcą psiaka pakować w napiętą atmosferę w domu, musieli zrezygnować. Mocno przepraszali... i powiedzieli, że zapiszą numer, bo jeśli uda się im przeprowadzić to chcieliby wiedzieć czy Amik nadal jest do adopcji... Po rozmowie z behawiorystką, która zajmuje się Amikiem w hotelu jeszcze mocniej przylgnęli sercem do psiaka. Jest mi mocno przykro, to dom marzeń. Moich marzeń, marzeń opiekunki hotelowej i samego Amika... :( Niestety. Amik nadal szuka domu - wczoraj Pani z Chełma przyznała, że za szybko podjęła decyzję o adopcji psa, jeszcze nie przeżyła żałoby po jacku, a i ogrodzenie musi poprawić. Pani ma się do mnie odezwać w sprawie adopcji jak już będzie gotowa - i mocno się ucieszyła, że Amik ma mieć domek gdzie indziej. Zadzwonię do niej później z informacją, że jednak Amik nadal szuka domu...
-
Z Ukrainy - Boston i Armand w DS, ukochany Baryton za TM :(
Tyśka) replied to Jaaga's topic in Już w nowym domu
Czy Boston przypadkiem nie ma trochę mordki jak belg? Niewiele, ale jakieś cechy? Czy ja już mam omamy? Niestety, w piątek nie dam rady go ogłosić, bo będę poza domem. Mogę mu zrobić ogłoszenie po weekendzie. A Baryton zmienił się nie do poznania, cud! <3 -
Proszę nadal o kciuki, dostałam smsa, że od wczoraj rozmawiają o zachowaniach trudnych Amika i jeden domownik ma wątpliwości co do adopcji. Pan prosił o wstrzymanie transportu do momentu aż wszyscy nie będą pewni, że Amik będzie z nimi szczęśliwy, chcą podjąć decyzję świadomie. Podałam im namiary do Rafała i behawiorystki, która opiekuje się Amikiem w hotelu i czekam... :( Miałam też telefon z Gniezna od pana, chce pieska dla swojej małej córeczki...