Jump to content
Dogomania

Tyśka)

Members
  • Posts

    35751
  • Joined

  • Days Won

    144

Everything posted by Tyśka)

  1. Los czasdem zaskakuje. Moja, wydawałoby się, nieadopcyjna tymczasowiczka (nie dość, że paskudna charakterem, to urodą też nie grzeszyła) znalazła domek i to dość blisko mnie, a domek taki z najwyższej półki ;). Także nie wolno nigdy tracić nadziei :)
  2. Faktycznie magiczne miejsce :)))
  3. Ten telefon dobrze wróży na przyszłość, dalej kciukuję :)
  4. Wydają. Ale plusem jest ich miękkość. ;) Aga, ja u Ciebie widzę mojego kundla. Serio, zupełnie bezproblemowy pies. Zgaduje, co człowiek chce, robi wszystko by zadowolić człowieka, ogólnie bezobsługowy pies. Moi dziadkowie mają podobnego do mojego kundla psa, tylko jest bardziej śmiechowy, taki proludzki, plastyczny, jeszcze bardziej łatwy w obsłudze niż mój, fajnie że idę z tymi psami na spacer i za bardzo martwić się nie muszę, psy niemal same zgadują, co chcę, a co nie jest dozwolone :D. Jasne, do mojego dochodzi jeszcze sporo, sporo pracy, bo jak był papikiem i dorastającym kozakiem to mnei wkurzał swoim "mam cię w dupie", ale teraz jest cudowny, każdy by sobie z nim poradził. Pies dziadków przez nikogo nie był specjalnie wychowywany, a to taki ideał, że o matko, ukradłabym :). Mam wrażenie, że u Ciebie twardy ON ani ogólnie pies z tych upartych, pewnych siebie odpadają. ;) Właśnie takie bezobsługowce mogłyby się u Ciebie sprawdzić. Celowałabym na Twoim miejscu, sorki za określenie, w psa-pizdę.
  5. Takie wieści cieszą baaardzo mocno :)))
  6. Fantastycznie :)
  7. U Was jak zawsze... jak nie urok to przemarsz wojsk :(
  8. My również dołączamy do grupy czekających kciukaczy :D
  9. Najpiękniejsza! :)
  10. Co masz na myśli pod pojęciem "wyślę psa na szkolenie"? W sensie, że Czika pojedzie na "wakacje" do szkoleniowca bez Was?;) Trzymam kciuki za pracę z Cziką. Mam wrażenie, że reszta (wystawy itp). może spokojnie poczekać. Ja wiem, hodowanie swoją drogą, ale priorytety czasem trzeba zmienić. Dla mnie priorytetem byłoby w tej chwili doprowadzenie suki do stanu normalnego, bo to, co robi nie jest normalne i nie wierzę, że suka jest szczęśliwa. Zrobiłabym wszystko, by jej pomóc osiągnąć stan, w którym wszyscy byliby szczęśliwi, wydałabym ostatnie pieniądze nie na sesje foto ani na wystawy, ale właśnie na dobrego szkoleniowca (z tego co czytam Wasz niezbyt ogarnia o co chodzi, bo jakoś efektów większych pracy nie widać) i na pracę z nią. Nawet, gdyby trzeba było, to odpuściłabym sobie na razie bawienie się w hodowcę i dobrego wystawcę, ale na poważnie zajęłabym się suką. Chcecie hodować i chodzić na wystawy - zgoda, macie do tego prawo, wspieram Was, cieszę się z Waszych sukcesów. Ale macie też przy sobie psa nieszczęśliwego, pogubionego, który nie wie o co Wam chodzi... I na Waszym miejscu jako świadomego, dobrego hodowcy skupiłabym się w tej chwili na tym, by pomóc Czice. Ja wiem, że nie jest suką hodowlaną, ale jest Waszą, hodowców suczką. Zresztą, doświadczenie zdobyte przy Czice może Wam się przydać w pracy hodowlanej - w końcu hodujecie owczarki, psy pracujące, które nie są takie proste w obsłudze. Może któryś z Waszych przyszłych nabywców będzie miał podobny problem. Proszę, poszukajcie dobrego fachowca w okolicy (polecam Marka Fryca) i weźcie się porządnie za Czikę. Nie wysyłajcie jej samej na jakieś szkolenie samozwańczego behawiorystę po kursikach, nie bagatelizujcie problemu, nie zamiatajcie go pod dywan, po prostu weźcie się do pracy. To naprawdę Wam zaowocuje. PS: Moi pierwsi "cudowni" doradcy również mówili mi, że mój kocur powinien być stale izolowany od innych zwierząt, a najlepiej bym go oddała do nowego domu, gdzie będzie jedynakiem na wsi i nikomu nie będzie przeszkadzać, że sobie lata tu i tam. Ale w końcu trafiłam na fajnego specjalistę, który owszem: nie wykluczał opcji znalezienia nowego domu (ale bezpiecznego! ten kot to kot autystyczny, pcha się w b. niebezpieczne sytuacje), ale również nie skreślił mojego niezrównoważonego psychicznie kota. Zaczęliśmy ostrą pracę, odstawiliśmy wszystko inne na bok (moje plany, moje inne obowiązki i przyjemności), wszystko zostało podporządkowanego do mojego problemowego kota i oł je, na efekty nie musieliśmy długo czekać. Po paru miesiącach osiągnęliśmy taki stan, że w końcu widzę ulgę i szczęście na pyszczku kota. Nigdy nie będzie normalny, ale też nie musi być izolowany, a pomysł oddania minął dawno - wraz z jego agresywnymi atakami na nas, wbijaniem zębów na naszych łydkach, rękach i szyi oraz wpadaniem w fazy. Nadal musimy się pilnować, nadal wiele rytuałów zostało i nadal zdarza mu się wpaść w fazę, ale kota nie muszę izolować od nikogo,a przede wszystkim wiem jak reagować i przeciwdziałać. Więc się da... dużo nas to kosztowało i tak, wszystko inne poszło na jakiś czas w odstawkę, ale naprawdę warto było...
  11. Tak, koty są niesamowite. Zwłaszcza te z adopcji. Moja adopcyjniaczka też od razu mi zaufała. Tak się wszystkiego i wszystkich bała, a do mnie od razu pchała się na kolana. Bylebym tylko nie wykonywała gwałtownych gestów. Jednak zmiana miejsca, nowa sytuacja dość ją tłamisiła i zestresowała. A teraz kotka się rozpaskudziła i rządzi nawet moich drugim, charakternym kocurem. Kocur niby od niej młodszy o 4lata, ale zawsze to on sprawował rządy - tzn. sprawował od dnia adopcji. W DT był podobno taki wystraszony i spokojny, a do mnie jak tylko przyjechał to od razu skakał po firankach i pokazał różki :). A teraz... okazało się, że kocur się kogokolwiek słucha - oczywiście jest to kotka, w mig jej ustępuje miejsca ;) Moje adopcyjniaki: wredne kocurzysko I królewna
  12. Kurde, ale przykro :( Agnieszka zawsze ma sprawdzone DT, aż dziwię się, że coś takiego miało miejsce. No nic, zdarzyło się. Mam nadzieję, że DS da się namierzyć i jak domek ok to podpisać umowę. Trzymam kciuki.
  13. Dora, proszę wyróżnij też przy okazji moje ogłoszenie.
  14. Kciukuję coraz mocniej... :) Adresówka kupiona? Podczas podróży nie wyobrażam sobie mieć psa bez chociaż jednej adresówki.
  15. Toś mnie wystraszyła. Tylko co w takim razie mamy robić, masz lepszy pomysł? Te psy mieszkają w woj. lubelskim (ale mamy bliżej do Ukrainy niż do Lublina). Najczęściej przejeżdżają tu tiry, jest to niby ogrodzone miejsce, ale psy wychodzą ze szpar w ogrodzeniu. Obok nich przejeżdżają normalnie tiry, a ludzie pracują. Z tego co wiem to jednak dokarmiają ich przede wszystkich ludzie niezwiązani z tym miejscem. Pracownicy raczej traktują psy jak powietrze (chyba że są szczeniaki...) Są to obrzeża naszego miasta: las, niedaleko pola... Nic więcej powiedzieć nie mogę, ze względu na bezpieczeństwo psów. Jesteś niesamowita :) Oczywiście, jak Ci wygodniej, nie będę tutaj marudzić :) Co do karmy, nie wiem jaką - myślę że każda będzie dobra. Ode mnie jedzą każdą - byleby była paciasta, bo jeszcze nie wiedzą do czego służą suche kulki. Podawanie mokrej jest o tyle pomocne, że trochę nawadniają organizm. Po suchej zawsze chce się pić. I ja taką mam nadzieję. Mam wrażenie, że one nie pójdą, bo w gruncie rzeczy jest im tu dobrze. Ci, którzy ich karmią, to karmią tu... Bardzo dziękuję za obecność. Myślałam o tym, ale nie wiem czy czasem suka wtedy nie pójdzie. I potrzebni są inni, by potem suczkę szukać.To trochę jednak niebezpieczne, zważywszy na to, że jednak tamtędy przebiega ruchliwa ulica, a suczka jest z tych psów, które sporo wychodzą na penetrację terenu. Najczęściej ją widze, gdy wraca wraz z dwoma innymi psami z obchodów. Niestety, hoteliku w obrębie 120km nie ma. Myślałam, że moja groomerka zajmuje się też hotelikowaniem, ale coś mi się pomieszało. :( Zwłaszcza, że teraz pojechała na urlop, ale jeszcze do niej zagadnę, to dobra kobieta jest, mam nadzieję, że zgodzi się za opłatą przechować sunię. Zwłaszcza, że jest behawiorystką, trenerką, pracowała wolontariacko kiedyś w schronisku, więc i wiedzę i doświadczenie ma, to nie pierwszy-lepszy DT. No ale ma też własne zwierzaki.
  16. No cóż, widocznie tak miało być :( Mopik jeszcze znajdzie swój dom.
  17. Ja też. :D Wcale nie liczyłam na sukces dzisiaj.
  18. O, znalazłam Florkę na dogo :) Na fejsie ją śledzę od jakiegoś czasu. Kunę "znam" z forum pomocowego i haszczego, cieszę się mocno, że Flora trafiła właśnie do niej. Są to naprawdę doświadczone ręce i jeśli sunka ma się otworzyć, to właśnie u niej. Trzymam kciuki za sunieczkę!
  19. To widzę, że towarzyszyły nam takie same emocje. Jakbym czytała o sobie, hyhy. Też tak przeżywałam. I też obiecałam sobie, że będę oglądała mecze z polską reprezentacją, choć wcześniej robiłam to od przypadku do przypadku.
  20. Faktycznie - ustalmy plan działania. Suczkę mogę próbować łapać od 2. tygodnia lipca, bo teraz mnie na miejscu nie będzie. Więc na razie chodzę tam i próbuję spoufalić się z psami. Szukamy też hoteliku/DT dla suńki, przynajmniej na czas kastracji, do zdjęcia szwów. Myślę, że na razie trzeba skupić się nie na całej gromadzie, ale na powolnym łapaniu pojedynczych osobników. Załóżmy może, że suczka trafiłaby do jakiegoś hoteliku. Marzy mi się domowy, bo w kojcowym będzie trudniej o oswojenie. Macie jakieś propozycje? Wstępnie mamy 30zł stałych deklaracji. Czy ktoś chciałby być księgowym? Mogę Ci podesłać swoje konto, acz zawsze wolałabym karmę - żeby nikt mi nie zarzucił, że ściągam od Was pieniądze. Na razie karmę mam, psiaki jedzą mokre puchy po moich wybrednych kotach (Animonda von Feinstein). W wolnej chwili mieszam to z makaronem/ryżem i mięsem. Suchej jeść nie za bardzo chcą, widać że nie uczone. Często widzę, że ktoś daje im surowe kości - bo te leżą dokładnie wylizane. Aaa, psy są strasznie zarobaczone. Moja tymczasowiczka stamtąd bardzo długo miała bogate życie wewnętrzne, podanie jej w sposób minimalny i jak najbardziej ostrożny środka na odrobaczenie kończyło się za każdym razem przytkaniem... mimo że wlaśnie wetka stopniowo podawała jej coś na robale i obchodziliśmy się z sunią jak z jajkiem. Chciałabym tym psom jakoś z tym pomóc, bo coś je zżera od środka... :( Tylko, że odrobaczenie w tym przypadku musi być pod pełnym nadzorem, więc pewnie teraz odpada, dopiero w hoteliku. Pytanie tylko: kto zdecyduje się wziąc psa mocno zarobaczonego do swojego domu?
  21. Oglądałam cały mecz z zapartym tchem. Też sie mocno cieszę :D
  22. Ależ wiem jak to jest, przez 3lata byłam wychowawcą harcerskim i miałam pod swoją opieką.... no różne dzieci. Większość z nich to były rozpuszczone dziewczynki. NIeraz rodzice mi dziękowali, bo oni NIE WIEDZIELI, że ich dziecko jest takie grzeczne albo że jakiś problem rozwiązałam. To jest o tyle zabawne, że sama dopiero co nosiłam pieluchy i niektózy rodzice mogliby być moimi :p. A tu szok, nieraz to oni dziękowali mi za wychowanie ich dziecka....
×
×
  • Create New...