Jump to content
Dogomania

Tyśka)

Members
  • Posts

    35751
  • Joined

  • Days Won

    144

Everything posted by Tyśka)

  1. Ależ to ogromna pomoc! Dziękuję Ci, bo dzisiaj jedynie mam ochotę płakać. Żal mi tych bidulek strasznie...
  2. Bardzo Ci dziękuję. Tak, problemem jest ew. przechowanie psiaków. Wypuszczenie ich zaraz po kastracji (zwłaszcza suk) to totalna ostateczność - nie wiem jak pozostałe psy zareagowałyby na powrót osłabionego towarzysza... już pomijając kwestię gojenia się ran w takie upały. Wet opłacany przez gminę nie ma możliwości przechowywania psiaków. Moja jeszcze mogłaby przechować w klatce (tzn. nie wiem, ale wiem, że ma dobre serce i może udałoby się ją przekonać, czasem przechowywała mi psiaka chociaż przez dobę), ale klatka to kiepski pomysł, na pewno nie przybliży do tego, by psiak zaufał człowiekowi. Tutaj będę coś myśleć, ale nie wiem czy coś wymyślę. Ja przechować psów nie mogę. Nie mieszkam sama, moja rodzina i tak znosi moje "wymysły" dobrze. O DT czy hoteliku chociażby dla suczki można na razie pomarzyć. Jakby się znalazł, to ja deklaruję 10zł/msc. Niewiele, bo sama mam pod opieką kilka futrzaków i jestem osobą jeszcze uczącą się, ale zawsze coś... Problemem też jest złapanie - jeśli wybór padłby na klatkę, trzeba by ją pożyczyć, a obawiam się, że osoby pracujące na tym terenie albo menele, którzy się poruszają w pobliżu, mogliby klatkę zabrać. Szczeniaka łapałyśmy na siatkę wędkarską i koc, myślę że suczkę dałoby się tak samo złapać, bo jest najbardziej ciekawska i nie płoszy się szybko, zwłaszcza teraz gdy nabiera do mnie zaufania... ale jamniczki na pewno tak nie złapiemy. Mogę spróbować łapać też na transporterek, ale tutaj będzie potrzebna osoba druga, zmotoryzowana, która będzie gotowa czekać ze mną godzinami na odpowiedni moment i wejście suczki. Na razie mojej Znajomej nie ma, więc czekam na jej przyjazd. Wtedy na pewno rozpoczniemy akcję łapania. Na razie staram się zdobyć przychylność suczki, która zresztą najbardziej ożywia się na imię MISIA (zawsze tak czule wołam do psów), więc myślę, że z Alfy zrobimy Misię ;). Powoli zapraszam ludzi na wątek, mam nadzieję, że razem uda nam się pomóc tym psom. Na dniach pojawi się też wydarzenie na fejsbuku. Najbardziej naprawdę proszę o porady, bo nigdy nie łapałam dzikusków. Łapałam kiedyś koty, ale z marnym skutkiem (jeden jest odczuwalny do dziś, gdy małe kociątko mnie pogryzło i podrapało).
  3. Ależ temat jest świetnym wątkiem edukacyjnym. Dla mnie, jako osoby, która obecnie stara się przekonać do siebie parę dzikusów , to jest bardzo przydatne. Poker, czasem nie można mieć wszystkiego. Gandzik, moja tymczasowiczka również mogłaby szybciej się oswajać, a ona mimo że mija już prawie 2lata odkąd zaznajomiła się z człowiekiem, nadal coś odwala... i niby już znormalniała, a tu ostatnio DS mi powiedział, że mają regres i suczka atakuje obce osoby... :( A było już tak fajnie.
  4. Te dzikuski nie są medialne. Nie są wychudzone, bo MUSZĄ sobie jakoś radzić. Nie są zakrwawione, nie mają tragicznej historii, jak większość psów. I ciężko tutaj znaleźć kogoś do pomocy, bo psy o tragicznej sytuacji, którą widać gołym okiem są do pomagania lepsze. Lepsze, bo łatwiej jest się poczuć bohaterem. A tu? A tu jedynie apel o pomoc przy kastracji. Apel o rady. Nie adopcje. Nie mam zamiaru pisać o zmyślonym dramacie tych psów. Bo ich dramat jest z goła inny niż większość tych psów, które zostały skrzywdzone przez człowieka. Te psy przeżywają dramat po cichu, z dala od człowieka. Tak, jak żyją same, tak umierają same, tak walczą o jedzenie każdego dnia same, tak kładą się spać głodne same, tak potrącone przez samochód umierają same. Nikt ich losem się nie przejmuje, nauczyły się żyć obok ludzi i radzić sobie SAME. Jednak znam te psy i widzę, że nie wszystkim psom rola bycia samemu, z dala od człowieka odpowiada. Niektórym z nich można odczepić łatkę "dzikusek", a zamiast tego dać "skrzywdzony przez los". Nie mogę zrobić zdjęć miejsca, gdzie mieszkają, bo jest to teren prywatny. Nie mogę też umieszczać zdjęć ulicy, przy której mieszkają, a po której raz po raz jeździ ciężarówka - bo ktoś to miejsce rozpozna. Ktoś, kto nie przepada za psami... a psy muszą mieć zapewnione bezpieczeństwo. Nie mam zdjęć szczeniąt, które zostały potrącone na śmierć - poza tym nie wiem, czy ktoś z Was wytrzymałby widok zakrwawionego psiego ciałka o wielkości dłoni... Nie mam nic ponadto to, co piszę. Wiem, że słowo pisane ciężej się "widzi" i nie jest tak dramatyczne, jak by się chciało. Czasem jest niewystarczająco dramatyczne, by poruszyć czyjekolwiek serca... ale mnie osobiście historia i sytuacja dzikusków nie tylko porusza, co boli, co wywołuje niechęć do świata i łzy w oczach. Ale jestem z tych nielicznych. Bo kogo może interesować fakt, że te psy nie mają budy? Że ich miejsce zamieszkania jest straszne i nieodpowiednie dla żadnego psa? Kogo interesuje, że suki rodzą co cieczkę, a ich szczeniaki giną raz po raz? Po co? Przecież nie mają żeber na wierzchu, znaczy się: radzą sobie. Nie jest źle. Lepiej pomagać psom, przy którym niemal od razu można czuć się bohaterem. Ale... tym psom też ktoś kiedyś zgotował los. One nie znalazły się tu same, a teraz same tu mieszkają. Kotom po sąsiedzku też nadano łatkę "bezpiecznie żyjące" obok łatki "nieadopcyjne". Bo też wydawało się, że nikomu nie zawadzają. Żyły przez lata na osiedlu. Były półdzikie i dzikie, rodziły co cieczkę. Było ich coraz więcej. I nikt się nimi nie interesował - nawet tym, że oprócz tych, którzy dają im jedzenie, są Ci, którzy się tych kotów pozbywają. A że koty były niemal identyczne, to kto się przejmie zniknięciem kota czy dwóch pośró 30stu mu podobnych? Albo kto by się przejmował kolejnym uduszonym lub zagłodzonym miotem? Kto by się przejmował, że ktoś z osiedla świadomie odseparował małe kociaki dopiero co narodzone w jego piwnicy od matki, która właśnie poszła na dwór znaleźć jedzenie? Koty i tak przecież nie miały źle... Ale nagle przyszedł ktoś, kto pozbawił życia nie parę, ale wszystkie koty. Z ponad 30stu kotów zrobiło się okrągłe zero. W ciągu dwóch tygodni. DWÓCH! I naprawdę nie jest powiedziane, że ten ktoś, kto to zrobił, nagle nie uzna, że i psy są zagrożeniem. Bo wścieklizna, bo szczury, bo... bo coś tam... i kto wie, za jakiś czas i psów nie będzie. A ja...? Ja staram się patrzeć realnie. Chcę pomagać stopniowo. Nie na hip-hip hurra, bo nie mam co z tymi psami zrobić. Każdy z nich potrzbeuje pracy z człowiekiem. Pochwaliłam ostatnio dzikuskę, którą wyadoptowałam - ostatnio niestety zaczęła pokazywać na serio zęby obcym ludziom... właściciele niedoświadczeni, coś zaczęli źle robić. Ale będa pracować. I wiem, że ta dzikuska była bardziej dzika od Alfy czy Smogu. A mimo to nie została skreślona i ma dom. Niedoświadczony, ale kochający dom. Żebyście widzieli, jak ona ufnie patrzy na swoich ludzi... Alfa i Smog podchodzą do mnie. Sa spragnione kontaktu z człowiekiem MIMO WSZYSTKO i mają ogromne szanse na to, by za jakiś czas stac się normalne. I by nie musieć walczyć każdego dnia o przeżycie, o kolejny kęs pożywienia. A Alfa nie musiałaby służyć za maszynkę do rodzenia. Dla mnie to prosta matematyka: gdy zapobiegnę kolejnym szczeniakom, liczba psów nie będzie wzrastać, a ew. mamusie nie będą musiały przechodzić przez piekło porodu i walki o życie szkrabów.A gdy udałoby się z czasem znaleźć doświadczone DT choćby dla jednego z tych psów, to byłoby to o jedną psią mordkę mniej do jedzenia. mniej konkurencji, znowu - większa przeżywalność. Bo mogę napisać Wam o dramacie tych psów łzawo. Mogę. Mogę Wam porobić zdjęcia trutek i mogę dodać trochę pikantnych szczegółów, ale... nie chcę. Ja jestem za rozsądną pomocą... nie pod wpływem emocji... Dlatego proszę, nie zostawiajcie mnie z dramatem tych psów same. MImo, że ich dramat nie nadaje się na pierwszą stronę gazet, a pomaganie jest bardziej po cichu niż w przypadku np. organizacji masowego przyjazdu psów z Chin do nas... To one nas potrzebują. Widzę to w oczach tych, które już podchodzą do mnie na tyle blisko, by dostrzec w tych oczach "POMOCY". Widzę zresztą ten apel w oczach psów skulonych gdzieś daleko, daleko ode mnie... Nie mogę ich tak zostawić. Proszę.
  5. Ja od dawna uważam, że powinny być zezwolenia na psa. Najpierw testy psychiczne, potem kursy o behawiorze i opiece nad psami, a dopiero zgoda na psa. Pies powinien być przywilejem. :(
  6. Ta kobieta ma jeszcze psy? :((( Nie znudziły jej się jeszcze?
  7. Przeczytałam cały wątek - jestem pod wrażeniem pracy. Pokerkowi, jesteście aniołami stróżami dla Giguni. To niesamowite, jakie zrobiła postępy. Wierzę, że gdzieś jest jej domek. Trzymam kciuki.
  8. Byłam u Felusia na samym początku, potem z dogo czmychnęłam, ale jednak bezdomniaki mnie wzywały... I oto jestem pod nowym nickiem. Już lecę nadrobić Wasze posty :)
  9. Ruuushoffe! <3
  10. Hiro to jednak morderca małych piesków :p Zabił tym razem... beagla? :D Cuudne fotki, zwłaszcza portrety. Przyznam się, że nigdy nie byłam w Rewie, a nad morzem byłam wieki temu.
  11. Zapiszę wątek, później poczytam ;)
  12. Wow, dziewczyny jesteście niesamowite ;). Mopek jest obłędny, nie dziwię się, że raz-dwa i pojedzie do siebie :). anecik, faktycznie masz u siebie psy jednej "rasy" :D
  13. A ja nie przpeadam za takimi upałami. Moje futra ze mną w tym temacie są bardzo zgodne :) Trzymam kciuki za jutrzejszą wizytę ;)
  14. Genialny jest :) Co racja to racja - ludzie będą ustawiać się kolejkami ;)
  15. Zapisuję malucha. Ostatnio mam słabość do takich malców :)
  16. O widzisz, nie tylko ja zauważyłam to podobieństwo :) Całkiem możliwe. Schipperke to psi wariaci, a Pola na ostatnich zdjęciach nie wygląda na mniej szaloną ;)
×
×
  • Create New...