Zależy na ile proces w jej głowie uda się zahamować. Poród naszej jamnicy wyglądał w ten sposób, że leżała na uszykowanym gnieździe, ziała i się napinała. Brało się ją wtedy na siłę na spacer i chodziło jak długo się dało. Jeśli nie było nas w domu, "urodzenie" poznawało się po tym, że leżała spokojna, najczęściej na boku (jak do karmienia szczeniąt), oblizując od czasu do czasu brzuch i popiskując. No i jeśli dopadła jednak coś, co mogła uznać za szczenię (zabawka, kapeć, kawałek szmaty), układała to sobie przy brzuchu, trącała nosem, piszczała. Trzeba było to zabrać i nie zwracać na nią uwagi. Najlepiej pomaga znalezienie suni zajęcia, które odciągnie jej myśli od ciąży i porodu - zdecydowanie najlepszy jest ruch.