Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. [quote name='Havanka']Tak chciałabym, żeby już było "jutro"...[/QUOTE] Już jest jutro - teraz musimy wytrzymać do "godziny zero" ;)
  2. Kimcioszek jest biednioszek od samego rana, bo nie dostała śniadania i kompletnie nie mogła się z tym pogodzić :( Próbowałam wczoraj negocjować z Doktorem jakieś mini-śniadanko o 6 rano, ale był stanowczy, w musimy go przecież słuchać... Na 18-tą jedziemy do lecznicy - mam nadzieję, że personel przeżyje i zdoła spacyfikować małego potwora. Jutro zostaję z nią w domu...
  3. W nosie mam "prywatność" korespondencji, więc zamieszczę tu wszystko po kolei! Żeby była tzw. "jasność w temacie". Po odwiezieniu Steviego dzwoniłam do p. Ewy regularnie - wszystko było OK. Był mały problem z naroślą na łapie (prawdopodobnie stłukł ją sobie zbiegając ze schodów), ale p. Ewa była u weterynarza i problem został rozwiązany. Pod koniec sierpnia kontakt się urwał. Pisałam sms-y, maile, Ellig wpisywała na FB prośby o kontakt ze mną - CISZA! Początkowo uspokajałam sama siebie, że może p. Ewa zmieniła numer telefonu, może wyjechała do Rodziców... W końcu zadzwoniłam pod numer Rodziców podany w umowie adopcyjnej - nagrałam się na sekretarkę z prośbą o przekazanie p. Ewie, że proszę o kontakt - cisza. Po jakimś czasie jeszcze raz zadzwoniłam pod ten numer i znów nikt nie odebrał. Pomyślałam, że może jest błąd w numerze, więc zadzwoniłam do biura numerów i tam mi powiedziano, że pod podanym przeze mnie adresem nie jest zgłoszony żaden telefon, ale na nazwisko N... jest zarejestrowany telefon, tyle, że pod innym adresem - matrix! Dostałam ten numer, zadzwoniłam, odebrał jakiś pan, poinformował mnie, że przekazał p. Ewie moją prośbę o kontakt. Zapytałam czy zmieniła nr telefonu - nie. Powiedziałam, że chcę się skontaktować jedynie po to, żeby się dowiedzieć jak psiur, jak zareagował na dzieci (bo nie było ich, gdy zawieźliśmy Steviego), a poza tym że w październiku wybieram się do Łodzi i chętnie podjechałabym go odwiedzić. Powiem szczerze, że wtedy przestraszyłam się nie na żarty!!!! Za kilka chwil Ellig spróbowała zadzwonić do p. Ewy - jej nr był zajęty. Wreszcie się dodzwoniła! P. Ewa powiedziała, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, Stevie początkowo powarkiwał na dzieci, ale teraz świetnie się dogadują. Obiecała wysłać zdjęcia i odpowiedzieć na mojego maila. To było jakieś 2 tygodnie temu, a przedwczoraj dostałam maila: [I][COLOR=darkgreen]Witam Panią Madzie. Nie odzywałam się ponieważ mam trzy ważne problemy. Pierwszy to jest właściciel mieszkania, któremu odmieniło sie i niestety mam się pozbyć psa, bo inaczej da mi wypowiedzenie. [/COLOR] [/I]Nadmienię, że sto razy pytaliśmy p. Ewę - i mmd podczas wizyty PA, i Ellig podczas rozmów telefonicznych przed adopcją i w końcu ja, gdy zawiozłam Steviego czy właściciel mieszkania jest powiadomiony i nie ma nic przeciwko psu. NIE MIAŁ! Na pytanie zaś co będzie, jeśli p. Ewa będzie musiała np. zmienić mieszkanie i będzie problem ze znalezieniem takiego, gdzie będzie mogła zamieszkać z psem, wszyscy słyszeliśmy odpowiedź: [B]"Zawsze będzie mógł pomieszkać u moich Rodziców"[/B] Czy ja jestem nienormalna, rozumiejąc że Rodzice wiedzą o planach adoptowania psa?... [I] [COLOR=darkgreen]Drugie to moja mama, która nie wiem dlaczego, ale też mi zagroziła, że [B]jeśli okaże się to prawdą iż mam psa to przestanie mi pomagać,[/B] a ja nie mogę sobie na to pozwolić gdyż do tej pory nie znalazłam pracy [/COLOR] [/I]No chyba jednak jestem nienormalna, bo z tego wynika, że Rodzice (a przynajmniej Mama) nie mieli bladego pojęcia o tym, że Stevie trafił do p. Ewy!!!!! [I] [COLOR=darkgreen] i trzeci to sam Steve który niestety w bloku się męczy i tak do końca nie jest szczęśliwy. On potrzebuje domu z ogrodem żeby modz pobiegać by modz swobodnie się bawić, a nie cały czas na smyczy. Tu na osiedlu nie ma takiego miejsca żebym mogła go spuścić, [/COLOR] [/I]Biedny Stevie - w schronisku z pewnością będzie mu wyśmienicie i będzie się mógł wybiegać do woli!!!![I] [COLOR=darkgreen] przepraszam,ale więcej już nie pisze, bo jest mi przykro i smutno pisać. Proszę o kontakt telefo mam już naprawiony, więc napewno odbiorę. Pozdrawiam Ewa. [/COLOR][/I] Maila otrzymałam rano, miałam ciężki dzień w pracy, więc odpisałam, że zadzwonię wieczorem. [B]Oczywiście zadzwoniłam wieczorem, ale p. Ewa nie odebrała...[/B] Napisała sms-a: [COLOR=darkgreen][I]Nie mogę teraz rozmawiać.[/I] [/COLOR] Super! Odpisałam: Przykro mi. Jutro napiszę maila. Proszę uważać na Steviego. Szukamy mu domu, takiego prawdziwego, ale to może chwilę potrwać. Musi Pani być teraz pod telefonem. Nie może się powtórzyć sytuacja, że tygodniami nie można się z panią skontaktować, a będziemy chciały przyjechać po psa. I dostałam odpowiedź: [COLOR=darkgreen][I]Mam tylko nadzieję, że źle o mnie nie myślicie. Nie sądziłam, że moja mama tak się zachowa. Nie mam pojęcia co się z nią dzieje czy to choroba tak na nią wpływa czy co. Na właściciela to podejrzewam że niestety sąsiedzi wpłynęli na jego decyzję. Jest mi strasznie przykro bo dzieci go bardzo pokochały i niestety będą bardzo płakać. Tak ja wiem, nie miałam przez jakiś czas telefonu. Miała go Kinga (córka) no i był popsuty. Teraz już naprawiłam i jest OK.[/I][/COLOR] Nadmienię, że nie było żadnych sygnałów, że np. Stevie wyje, szczeka czy w jakikolwiek inny sposób zakłóca spokój sąsiadów - więc dlaczego mieliby się skarżyć właścicielowi mieszkania?... A wczoraj nieoczekiwanie takiego oto sms-a dostałam wieczorem: [COLOR=darkgreen][I]Pani Magdo, myli się pani co do mnie, ale ok. Niestety na facebook trzeba zmienić trochę, bo Steve nie może być z żadnym psem, bo ich nie toleruje nawet jeśli jest to sunia. I nie dzieje mu sie u Nas krzywda, tylko on potrzebuje domu z ogrodem. Długie spacery mu nie wystarczają bo to nie to samo. Nie mam problemów ze sobą tylko z ludźmi mnie otaczającymi. Boli mnie to cholernie, ale może zasłużyłam. Nieodpowiedzialna bym była, gdybym psa oddała komuś innemu nic nie mówiąc, a ja uczciwie napisałam co i jak.[/I][/COLOR] Moja odpowiedź: Mówiła Pani, że w razie czego rodzice sie zajmą psem, a teraz pani pisze, że Mama jeśli się dowie, że ma Pani psa, przestanie Pani pomagać. Pies miał biegać u Rodziców w ogrodzie. Dlaczego od miesiące ignorowała Pani moje smsy, maile i wpisy Eli na fb? Widziała Pani na co się decyduje. Pies to nie rzecz ani zabawka, ale czująca istota. Jutro napiszę więcej. Mam teraz masę pracy i kłopotów. Rozumiem, że Pani też szuka domu. C.d. matrixa: [I][COLOR=darkgreen]Tak, [B]ale nie mówiłam, że już im powiedziałam[/B], a tata gdy wspomniał mamie i o mnie i psie nawet zdania nie dokończył gdyż mama przerywając mu powiedziała, że jeśli się dowie to... Tak oczywiście, że szukam, bo chciałabym żeby trafił do dobrych ludzi, bo jest kochany i bardzo lubi dzieci. [/COLOR][/I] No, i to by było na tyle, co i na przedzie... A teraz siadam do pisania obiecanego maila, w którym znajdą się m.in. cytaty z umowy adopcyjnej!
  4. Już się nie mogę doczekać na Myszy na salonach! :)
  5. Pewnie ciasto chciała umiesić, tylko jak to Kra - za energicznie mieszała! ;)
  6. I koniecznie wstawić filmik, na którym Kaluchny prezentuje "sztuczki"! ;)
  7. Najbardziej mi się podoba fotka pt. "Antoni na miejscu" ;)
  8. Dziewczyneczki, tytuł wątku zmieńcie może przy okazji. Michaśka, zdrowiej okruszku, bo życia szkoda na chorowanie!
  9. Czy którejś suni z tej interwencji potrzebny jest DT?...
  10. No proszę jaki porządny dzieciak - nawet kurze w domu pościera! Jak już pójdzie do domu, Brunet chyba wpadnie w depresję... ;)
  11. Marysiu - wicherku! Zatrzymaj się choć na chwilę!!!! ;)
  12. Ja ich naprawdę nie skreślam. Emocje wzięły górę w niedzielę i tyle. Naprawdę dobrze się stało - tym bardziej, że Kimuszka nie wygląda na zawiedzioną ;) A, i dzwonił właśnie Doktor - jemu też się wszelkie plany zawaliły, więc karnie się jutro stawi do pracy i ciachnie Łaciatą o 18-tej. Jak ona jutro przeżyje bez śniadania, to ja nie wiem... :( Stevie wraca, bo - jak piszesz Mysza - ludzie to parapety. Dziewczyna miała "ludzki odruch", myślała, że zabłyśnie, na FB zaistnieje, ale zdaje się rzeczywistość ja przerosła. A na kłamstwie niczego trwałego zbudować się nie da :( Pisząc, że Stevie wraca z adopcji miałam na myśli, że nie może zostać tam, gdzie jest, ale tak naprawdę nie ma dokąd wrócić... Szukamy, myślimy, kombinujemy - na razie bezskutecznie...
  13. Opiekunka Steviego okazała się osobą nieodpowiedzialną. Pomimo deklaracji i może nawet dobrych chęci, nie jest w stanie mu zapewnić bezpieczeństwa, stabilizacji i odpowiedniej opieki - ma chyba problemy osobiste, jak również problemy sama ze sobą. Niby podaje powody, dla których Stevie nie może u niej zostać, ale po ciągu "akcji" z jej strony są one całkowicie niewiarygodne. [SIZE=3][B]Jednym słowem: Stevie musi jak najszybciej opuścić ten dom. Problem tylko w tym, że nie ma go dokąd zabrać... [/B][/SIZE]Napisałam do moderatora z prośbą o ponownie przeniesienie wątku do działu psów w potrzebie. Będziemy go ogłaszać oczywiście, ale teraz najważniejsze, żeby go zabrać od osoby, która miewa naprawdę niekonwencjonalne zachowania - choćby do DT. Wczoraj było maleńkie światełko w tunelu w tej sprawie, ale niestety znikło. Liczymy, że może znowu się pojawi...
  14. A najlepsze jest to, że ten dom naprawdę nie jest zły! Zawsze mieli psy, ostatnia jamnisia żyła 19 lat, wcześniej był szorstkowłosy chłopak... Pani mi wysłała adres mailowy - prześlę link do strony jamników, ale gdyby przyszło co do czego, i tak dom ktoś musi sprawdzić jeszcze raz... To jest tak, że albo jakiś pies kogoś urzeknie, albo nie. Znam to uczucie ;) Państwa najwyraźniej nie urzekła, ale nie wiem - bali się, wstydzili czy nie wiem co, że nie powiedzieli od razu. To znaczy na początku wizyty widziałam wahanie, ale potem niby już decyzja zapadła. Nie mam do nich żalu - najważniejsze, że się nie wycofali jak już Kimi by do nich pojechała...
  15. Koszt karmy ujęłam w rozliczeniu "poprzednim", czyli przed październikiem. Dodałam do Twoich wydatków, "zmniejszających" dług Koosiek...
  16. [quote name='edek']Może tak: [B]wpływy:[/B] deklaracja stała za październik 84 zł ( po odjęciu opłat za ogłoszeń ) [B]wydatki:[/B] gumtree - 100 zł - płaciła edek morusek- 16 zł - płaciła edek 2 pakiety - 30 zł - płaciła edek czy tak będzie wyraźnie ?[/QUOTE] To ja w takim razie wpisuję, że dotarła stała 200 zł za październik, a koszt ogłoszeń w wydatki. Zaraz to zrobię - proszę sprawdzić i zatwierdzić powagą "zarządu" ;)
  17. Bardzo dobry dzień i jeszcze lepsza godzina ;) A w sobotę już mogłaby jechać?...
  18. No, to mamy jasność w temacie - Kimi jednak nie zamieszka na Bemowie. I nawet nie wiecie jak się cieszę, że Państwo się rozmyślili wczoraj, a nie po 3 miesiącach!!!! Wczoraj był koszmarny dzień - same kłody pod nogami. Najpierw Doktor, który wyjeżdża, więc nie będzie sterylki jutro (i teraz nie wiem kiedy się uda, bo weekendy mam zaplanowane praktycznie do końca października), potem wiadomość, że niewidomy Stevie nagle stał się nieszczęśliwy tam, gdzie jest i wraca z adopcji, potem szansa na DT dla niego, która nie wypaliła, a na koniec wiadomość, że Kimi jednak jest ładniejsza... na zdjęciach. No, i to by było na tyle, co i na przedzie. Zamówiłam pakiet ogłoszeń na bazarku. Nawet nie sprawdziłam na jakich portalach będą... ale chyba trzeba pomyśleć o allegro i gumtree, które byśmy wyróżniły (na szczęście mamy za co!).
  19. Wszystko dopięte na ostatni guzik - jak to u Jaszki! ;) Kuruj się, Dziewczyno, bo jak do grypy żołądkowej dojdzie nerwowy rozstrój żołądka z powodu Duni, to strach się bać! :) p.s. A nie wiesz jak tam Jaszka na 4 łapkach?...
  20. Dotarły pieniążki od Edek za październik - 84 zł. Edytko, jak jak mam to rozpisać w wątku rozliczeniowym?... Aniu - kocham takie TWÓRCZE marudy ;)
  21. Nie denerwuję się - przepraszam, jeśli tak to zabrzmiało. Za dużo złego się wczoraj wydarzyło po prostu... :( Co do maluchów, to nie takie cuda się na dogo zdarzały - byle tylko ratować czworonogi ;)
  22. No właśnie w sensie, że ja wytrzymuję - choć sama się sobie czasem dziwię!:evil_lol: I tak sobie myślę jak to by było fajnie mieć karnego psiaka, co to przyjdzie na zawołanie, zrobi siad, pomimo, że nie mam nic w ręku, albo nie zdemoluje domu, zajmując się podczas mojej nieobecności zabawkami, a nie meblami, butami i całą resztą. A tak Kreska ostatnio dokończyła mizerię, stojąc centralnie 4 łapami na stole, Lili zmieniła przeznaczenie Tomkowego sandałka i żadna nie przyszła jak wołałam, bo chciałam bramę otworzyć. Ale w sumie i tak też jest fajnie!:diabloti: Jeśli chodzi o potencjalne domy dla Kulfiego - ten z boksiowymi tradycjami bardziej do mnie przemawia, bo to oznacza, że już "swoje przeszli";) A negocjacje z żoną - nawet jeśli się okażą owocne - mogą spalić na panewce po pierwszej boksiowej demolce...:razz:
  23. Ładuj telefon na maksa, bo nie przestanie dzwonić - CZUJĘ TO! :)
×
×
  • Create New...