Powiem tak , myślę że klamka zapadła i państwo nie mają możliwości , by wykonywać tyle zaleceń.
Wyraźnie powiedzieli, że nie mają czasu, ani siły psychicznej, by tyle czasu poświęcać na naukę Cynki.
Biorąc pod uwagę, że oboje pracują, a chora osoba co najmniej raz w tygodniu jest na badaniach czy u lekarza + terapie u psychologów, czas mają ograniczony. Gdyby wiedzieli o raku przed adopcją Cynki, to by jej nie brali.
Chorej osobie tak poważnie na pewno trudno jest skupić się na problemie psa. Walczy o zdrowie,a nawet życie.
Co innego jak pies jest już w domu długo, relacje są utrwalone i uczucia. Wtedy pies może nawet pomóc przetrwać trudny okres. Inaczej jest w sytuacji , w jakiej się znaleźli.
Cynka umie siad, ale jak zobaczy psa, to jest nie do opanowania, głuchnie. Poza tym ona na spacerach wyszukuje różne smakołyki i pożera.
Karmią ją tą karmą jaką dostawała w hoteliku.
Badanie moczu jest według weta prawidłowe.
Ona brudzi raz na 3 - 4 tygodnie, więc nie wiem czy klatkowanie ma sens.
Nie pytałam ile spacery trwają, ale wychodzi kilka razy dziennie.
Stosowali zgodnie z zaleceniem behawiorysty matę węchową, by ją zmęczyć, ale bez efektu.
Zdecyduje Tola, ale wydaje mi się , że nie ma sensu nakłaniać ich do szkoleń. Szukać tylko suni domu .