I pojechała nasza malutka. Jak zwykle więcej smutku w nas niż radości. Rodzina, bo zjawiła się w 4.osobowym składzie , jest bardzo fajna.Gusia podchodziła po kolei do wszystkich , machała ogonkiem , dała się głaskać. Pani powiedziała ,że rzeczywiście jest o wiele ładniejsza niż na zdjęciach.
Podpisałyśmy umowę , dałam Gusieńce jej zagryzione pluszaki, porcję gotowanego jedzonka. Państwo przywieźli obróżkę z adresatką, szelki wzięli od nas.
Poszliśmy na wspólny spacer. Gusia pokazała jaki to z niej brytan i pokłóciła się jak zwykle z dwiema westkami z sąsiedztwa.
W pewnym momencie my poszliśmy w jednym kierunku ,a państwo w stronę samochodu. Gusia chyba nawet nie zauważyła naszej ucieczki.
No i pojechali.
Jeszcze dziś będę dzwonić, państwo obiecali zdjęcia i relacje telefoniczne.
A nam w domu pusto i smutno mimo ,że są jeszcze 4 futra.