Wszystko to, co piszesz, to święta prawda. Adopcje powinny odbywać się na zasadzie poznania przyszłych opiekunów, warunków w jakich będzie żyło zwierzę. Tylko, że gdyby nie aukcje, w naszym schronisku byłoby jeszcze więcej zwierząt. Przy ciągłej rotacji i tak jest zawsze około 500 psów i 200-250 kotów. Ja brałam ze schroniska Vegę i Kastora i 2 koty dla sąsiadki. Z aukcji mam Teosia. Nikt mnie nigdy w schronisku o nic nie pytał - podpisywałam umowę adopcyjna i to wszystko (może sprawiałam dobre wrażenie - nie wiem). Ale wydaje mi się, że tak jest niemal zawsze - zwierzątko po prostu wydawane jest w dobrej wierze. Co do zdrowia, moje koty schroniskowe pochorowały się momentalnie po przyniesieniu do domu, z kotów sąsiadki, jeden był zdrowy całkowicie, koteczka trochę chorowała, ale krótko. Wszystkie były wzięte jeszcze z kwarantanny, były w schronisku około 5 dni. Wiem, że te, które są dłużej zawsze jakieś choróbsko chwycą, nie ma innej możliwości w takim tłumie.
Podsumowując, moim zdaniem aukcje krakowskie to mimo wszystko dobry pomysł. Zwłaszcza w tych porach roku, gdy organizowane są w plenerze (psy)- jest to wyjście z psami do ludzi, bo nie każdy ma czas, ochotę jechać parę kilometrów za Kraków do schroniska i wybierać spośród takiej ilości zwierząt tego jednego dla siebie. A na aukcje wybierane są zwierzęta, które z uwagi na swój wygląd mają szansę, że się spodobają. Ale wybierane są też nieraz te najbiedniejszę, na zasadzie, że może wzbudzą litość. Nie wiem jakie są dalsze losy tych zwierząt wziętych prosto ze schroniska czy z aukcji, ale wiem, że nawet wydając osobiście psa czy kota człowiek nigdy nie jest do końca pewny komu tak naprawdę go wydaje. Tyle, że wtedy łatwiej sprawdzić - zadzwonić, pójść z wizytą poadopcyjną. Schronisko też sobie takie prawo zastrzega, ale w zasadzie tego nie robi , mając mnóstwo innych prac.