Zwierzaki mają się dobrze. Ja za to miałam przygodę z Kastorem. Otóż postanowiłam odrobaczyć towarzystwo. Pierwszy nawinął się Kastor.Jedną ręką trzymałam go za kark, a drugą wpychałam tabletkę. Kastor, jak to Kastor, wywijał łapami na wszystkie strony - bardzo ciężko jest w pojedynkę utrzymać kota i jednocześnie zmusić go do połknięcia tabletki. Dwa razy wypluł. Za trzecim razem tak się rozmachał, że przebił mi żyłę na wierzchu dłoni. Nie wiedziałam co się dzieje - nagle wszystko zrobiło się czerwone, łącznie z Kastorem. Chyba był to pierwszy w historii biało-czerwony kot:evil_lol: Ręka mi momentalnie spuchła i zsiniała. Ale zatamowałam krew i tak się zawzięłam, że podałam jeszcze tabletki pozostałym zwierzakom. Z resztą poszło mi łatwiej.
Vega trzyma się całkiem nieźle, dostaje tabletki z glukozaminą i witaminami, jest po tym jakby żywsza, przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Na spacerach jeszcze teraz ludzie pytają mnie co się stało z drugim psem - "bo przecież chodziła pani dawniej z dwoma". No to wyjaśniam w kilku słowach.
Tinusiu - pamiętam
[*]