Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19199
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Dziś mielismy piekne słoneczko, Borys cieszy się i wszystko poznaje.
  2. Tak, sika czesto na uniesionych łapkach i czasem tak się przemieszcza. Nie potrafi raczej całkiem ich wyprostowac, ale porusza sie w przykucnięta, nie wlekąc ich. niestety, obrzęk w rdzeniu zmniejszał się jedynie przy sterydach, a one więcej moga zrobić szkód, niz korzysci w jej sytuacji. Musiałaby je dostawac cały czas. Po odstawieniu momentalnie wraca do stanu pierotniego.
  3. Dziś nowe zdjęcia Lindy. Kolejne psiaki zaprzątają uwagę, wymagają leczenia czy zbiórek funduszy, ale Lindeczka jest i ma się, mam nadzieję, dobrze. To moja pocieszycielka w trudnych chwilach. Mimo, że sama niepełnosprawna i pewnie nie raz odczuwa ból, to zawsze chętna do przytulaków i lizania. Kiedy czuję się zmęczona czy wykończona, to wystarczy przytulenie się do Lindy, jej liźnięcia, rozbrajające spojrzenia żółtych oczu i już nabieram sił. Nie moge przecież być słaba czy mazgaić się, kiedy ona jest stale silna.
  4. Byłaś moze tez w schronisku na kociarni?
  5. Dziś Borys jest juz po polno-leśnym spacerze. Jest rewelacyjny. To niesamowicie stabilny i opanowany psiak. Tylko na małe pierzasto/futrzaste stworzonka reaguje polowaniem. Dziś trafiliśmy na sarny i Linda na wózku popruła za nimi zapolować, a Borys je całkowicie olał. Mój Andrzej nie potrafi go polubić po Pietruszce, zdecydowanie faworyzuje Kokosa, który jest "jego" i nikogo nie zamierza uśmiercić. Bardzo mi brakuje Pietruszki, ale wiem, że Borys zrobił to instynktownie. Mam nadzieję, że znajdzie się jeszcze ktos, kto zobaczy w nim tak, jak ja wspaniałego psa.
  6. Dzis tak ładnie świeciło słoneczko popołudniu,. że zdecydowałam się wziać Borysa na pierwszy dalszy spacer. I tu niespodzianka, chętnie wyszedł za bramę, idealnie chodzi na smyczy, poruszał się truchcikiem. Po prostu rewelacja. Obawiałam się, że będzie człapac i męczyć się, a świetnie się odnalazł na drodze. Interesowały go zapachy, tropy. Szedł po prostu doskonale. jedynie spłoszył się traktora z przyczepami, więc zeszłam na chwilę z nim do rowu.
  7. Nasze koty są domowe, niewychodzące, ale jego pobudzenie na zapach królika zdecydowanie mnie zmotywowało do unikania kontaktów. Nasze psy tez tak maja, że w domu koty są fajne, ale na zewnątrz to pogoniłyby, a juz koty paradujące po polach za ogrodzeniem, wywołuja furię. Mamy jeszcze dziką kotke z fundacji w stodole, ale psy nie mają do stodoły dostępu, a ona ma wyjście z drugiej strony na zewnatrz, na pola. Tez jestem zdziwiona, że Borys akceptuje małe psy. przychodzi na przytulaski i drapanko z 7-kg Lemurem i są do siebie przyklejeni, zero rywalizacji czy zazdrosci. Teraz jest zakochany w yoreczce z cieczką. Borys wiernie koczuje pod drzwiami do pokoju, gdzie jest oddzielona trzeci dzień. Czekam juz na mozliwość kastracji. lekarka też powiedziała, że mięsnie ma wyrabiać ruchem, ale warto żeby dostawał wysokokaloryczne i wysokobiałkowe pozywienie. Kiedys u innego dużego tymczasowicza wetka zaleciła nawet preparat dla sportowców. na razie Borys nie jest zainteresowany zewnętrznymi spacerami. Zdecydowanie to domator i woli ogród. Jednak myslę, że za tydzień zaczniemy spacery na smyczy.
  8. Jeszcze zapomniałam napisac, że mój tato podzielił się z Borysem swoimi odżywczymi preparatami. Za to ciocia karmi go obiadami swojej produkcji. Borys dostał kilkanaście butelek wysokokalorycznej i wysokobiałkowej bezcukrowej diety typu "nutridrink'. Dałam wczoraj Borysowi pierwszą porcję i zasmakowało mu. Może przyspieszy regenerację mięśni, bo nadal na udach są wgłębienia w miejscach, gdzie one powinny byc, a jak leży to skóra naciąga mu się na pół ciała, bo nic jej nie wypełnia.
  9. Niby tak, ale po reakcji na zapach królika wydaje mi sie, że nic nie wniesie takie zapoznanie. Po tym , jak kilka dni chodził między kurami i nie reagował, a potem zabił Pietruszkę, to i tak nie zaufałabym mu. To może byc jakaś momentalna reakcja zwierzaka, która na niego podziała. On praktycznie nie okazuje emocji. Nie poznac po nim niczego. Trudno odczytać coś i reagowac przy takim psie. Jest w domu, ale na ograniczonej powierzchni. Czekam aż się odkarmi i spróbuję go ogłosić. Bo w domu bez droneych zwierzaków byłby super. Chodzi za mną nawet do ubikacji.
  10. Nasza p. doktor też uważa, że to może być bakteria. Dostał antybiotyk. Wizytę z kąpielą ma umówioną na przyszły wtorek. Ranka powinna się zasuszyć do tego czasu.
  11. Themagda, gdybys naprawdę miała na uwadze dobro psów, to nie brałabys udziału w tym procederze handlu wyekspoatowanymi, chorymi psami pohodowlanymi. Chi nie kosztują grosze i nigdy nie kosztowały. Za moją Kissi kupioną 10 lat temu jako peta zapłaciłam 1500 zł Jesli ta kobieta jest tak nieszcześliwa i uboga, to po prostu likwiduje się hodowlę. Wystarczy dać ogłoszenie, że z powodów losowych za koszt sterylizacji oddam do adopcji psy. A jednak na tych psach zarabia na siebie, studia córki, siostre, matkę, utrzymanie domu, bo mąż zwiał... ale na zapewnienie psom godnego życia już jej nie stać. Po co brnąć w usprawiedliwianie jej? Takie psy nie powinny kosztowac "małe pieniądze", one powinny iść do adopcji za darmo lub za koszt pokrycia zabiegu sterylizacji. Nie porównuj stale normalnych hodowców z sercem i pasją do pseuduchów, jak to niby gdzie indziej też jest źle. Ostatni mój pet - szczeniak suczka z niezamkniętym przewodem botalla została przekazana do adopcji. Za operację zapłaciłam 3500 zł, a potem oddałam psa nieodpłatnie z umową adopcyjną. Dokładnie tak samo robią tez moje znajome koleżanki hodowczynie. Normalny hodowca czuje odpowiedzialność za to, co wyhoduje. Chocbyś nie wiadomo jakich argumentów tu używała, ja tego nie jestem w stanie zaakceptować, a nie jestem laikiem w temacie. Gdyby ta kobieta nie miała łatwego sposobu na pozbycie się niepotrzebnych psów, to nie robiłaby tego na taką skalę. Musiałaby się martwić, co z psami, które przez większosć życia nie przynoszą zysku. Które trzeba karmić, stale drą się, (za przeproszeniem) stale srały i szczałyby. Nawet nie wspominam o leczeniu. Gdyby miała dom pełen tych psów, to wiedziałaby, że nie może zostawiac kolejnych młodych do zarobku, a tak hulaj dusza, piekła nie ma. I naprawdę uwierz, inne hodowczynie tez mają swoje problemy. Nikt nie żyje w raju. Ja za pieniadze ze szczeniat mam na utrzymaniu 10 kundelków i 10 kotów, moja młodsza córka jest niepełnosprawna, starsza chora i wymaga kontroli, ojciec ma zaawansowanego raka. I wiesz co? mój tato przekazał ostatnio 3 kartony swoich odżywczych preparatów na zagłodzonego Borysa, który przyjechał do nas z zamojskiego schroniska, żeby szybciej się zregenerował. Jak człowiek ma serce, to dzieli się ze zwierzętami tym, co ma. I naprawdę myślisz, że taki zatuczony do granic mozliwości psiak ma tak wspaniałe życie? Kiedy ostatnio badałaś jej tarczycę? Szczerze, to wolałabym wybrac sobie najlepszy z mozliwych domów adopcyjnych, niż zarobić kilkast złotych i dać psa tam, gdzie ktoś mi zapłaci. Co z tego, że przestaniesz bywać na dogo, skoro nadal bedzieś mieć współudział w pseudo? bo jak widac nadal nie rozumiesz o co nam chodzi.
  12. W trakcie kontroli są sprawdzane wg dokumentacji chipy lub tatuaż. Jesli wcześniej suki były zarejestrowane na hodowcę, to mają założone karty w oddziale.
  13. Dotarłam, czytam i nie wierzę. Wpisy są jak kopanie się z koniem. To nie jest normalna hodowla. oczywiście, w każdej hodowli są starsze psy, ale nie są ZANIEDBYWANE. Nikt nie powinien z hodowli zabierać i leczyć chorych czy starych. To nakręcanie tylko biznesu. na miejsce zabranych, pojawią się kolejne i tak latami interes bedzie się kręcił. To nie jest normą w hodowli. Są sytuacje, kiedy hodowca wyadoptowuje jakiegoś psiaka. Kiedy np. po sterylizacji sunię stado przestaje akceptować, czy kiedy któryś pies zachowuje się agresywnie do innych. Wtedy lepiej poszukać ADOPCYJNEGO domu, niż ryzykować psie zdrowie czy życie. Takiego psa wydaje się nieodpłatnie, z umową adopcyjną. Jesli dba się tylko o te zdolne do rozrodu, to znak, że albo sytuacja powinna się zmienić w hodowli, albo hodowla powinna przestac funkcjonować, bo z takim podejściem hodowca nie nadaje się do kontaktu z żywymi istotami. Czuję się osobiście urażona wpisami sugerującymi, że to norma w kazdej hodowli. Nigdy przez 24 lata prowadzenia hodowli nie sprzedałam suki pohodowlanej, ani nie zaniedbuję starych psów, które sa u nas. Jedzą dokładnie to samo, co te w okresie rozrodczym, są tak samo leczone i mają wykonywaną taką samą profilaktykę. Dołączam zdjecie mojej wysterylizowanej, niewidomej 14-letniej chi Kissi. Nie jest zapasiona, ma aktualne badania, też śpi w łózku, jest osobno karmiona specjalistyczną dietą ze względu na problem z mocznikiem. Chi to nie zabawka, to aktywny, żywiołowy pies, który wymaga spacerów, dobrej diety, regularnych badań, a nie tylko leżenia w pościeli. Nie czyni się dobra akceptując patologiczną sytuacje i zabierając chore i stare psy. To przykładanie ręki i ułatwianie krzywdzenia zwierząt. Po pierwsze prawo zabrania sprzedawania psów w jakimkolwiek miejscu poza hodowlą. Pet to szczenię/pies nie nadające się do hodowli, ale posiadajace taką samą dokumentację, jak pozostałe. Suki pohodowlane nie są wcale poddawane eutanazji w normalnych hodowlach. To mnie i innych hodowców obraża. Suki takie są sterylizowane i pozostają w hodowli lub zostają przekazywane jako domowe pupilki. Sugerowanie uśmiercania ma na celu jedynie jak dla mnie usprawiedliwienie niewytłumaczalnej pomocy w opisywanym tu procederze. Wcale się nie dziwię że notorycznie prowadzona sprzedaż suk pohodowlanych wywołuje hejt w innych hodowcach i nie tylko w nich. To jest karygodne! Chi to rasa trudna, większosć porodów odbywa się przez cesarskie ciecie, suki moga być wczesniej kryte. czyli już 4- latki będą po 3 cesarkach i nie do rodzenia. Pierwsze co, to powinna zostać złozona skarga do oddziału ZKwP, gdzie jest zarejestrowana hodowla i koniecznie do PIW. Oczywiście, nie jakiś anonimowy telefoniczny donosik. Pisemna, z załączoną dokumentacją i prośbą o przeprowadzenie kontroli dobrostanu psów. Każdy nie przebywający w hodowli pies, jaki wczesniej był zarejestrowany na hodowcę, jest ujęty w dokumentacji. Jesli pies umiera, zostaje wydany, to oddział również powinien byc o tym poinformowany. Wpisy o tym, jakoby psy z hodowli miały wylądować w schronisku, to tez granie na uczuciach. Zazwyczaj w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości hodowca dostaje czas na poprawę warunków. Jesli interwencję odebrania zwierząt przeprowadza organizacja, to ma zapewnione miejca w DT. Zresztą nie wiem nawet, czy jakies schronisko lub przytulisko prowadzone przez interweniującą organizacje, byłoby gorsze od takiego miejsca, gdzie psy są notorycznie zaniedbywane i nie leczone.
  14. Też myslę, że dom z ogrodem byłby najlepszy. Musze go zmierzyć, powinien wazyć właśnie ok 45 kg. Na nosie są ślady zębów psów, które gryzły go w schronisku. Raczej już to zostanie, bo to są zagojone blizny. Cały jest pogryziony. Lewa tylna łapa nie chce się goić. Znowu spuchła, jak skończył dostawac Metronidazol. Dziś musi dostać nowy antybiotyk. Tak patrząc po tym, jak się zaczyna poruszać i ogólnie reaguje, to on może byc młodszy, niż mu dawano w schronisku. Te siwizny na ciele to bardziej umaszczenie merle, bo są ułozone w łaty. W filcach było to słabo widoczne, ale teraz wychodzą wyraźnie. Jest typowo domowy, ale jak ociepli się, to i tak bedzie mieszkac choć na noc w swoim kojcu, bo przy wyższych temperaturach myślę, że i dla niego to lepsza opcja. Borys jest mega żebrakiem, większosć czasu spędza aktualnie koczując pod drzwiami kuchni. Nauczył się, że co wychodze z kuchni, to coś mu dam. Nie mam odwagi go zapoznac z kotami, bo boję się, że przy wąchaniu jednym kłapnieciem może coś zrobić. Kiedy wychodziłam z pokoju po dawaniu zastrzyku królikowi, to uporczywie wąchał ręce, ciuchy, strzykawkę i był bardzo pobudzony. Kiedy zostaje sam, to szczeka. Taka dusza towarzystwa zrobiła się z niego.
  15. To jest niedopigmentowana powieka. Oko optycznie wydaje się wtedy mniejsze lub inne od drugiego. Czasem zdarza się u białych psów. Sunie są przepiękne. W weekend je poreklamuję na FB, bo w tygodniu nie warto. Jak bedą ogłaszane, to dajcie w tytule, że w typie szpica. Sa po prostu zjawiskowe!
  16. Lekarka przy pierwszym badaniu nie widziała potrzeby usg, miała zrobić badania usg i rtg, gdyby coś ją zaniepokoiło. Powiedziała, że wszystko jest ok. Tym bardziej, ze jak widac po zdjeciach, Kokos świetnie się regeneruje. Zreszta zastrzyk jest lekki, bo to dojrzały pan, więc trzeba skupić się na tym, co mu jest konieczne, żeby zdążyć. Wczoraj wymamlał sobie na boku rankę. Czyli obstawiam alergię lub bakterie i może nawet bardziej te drugie, bo Borys tez od przyjazdu wygryza się w tych samych miejscach. Jest wykąpany, na Advocate (Kokos tez go dostał). Borysowi stale nie goją się rany na łapie, a wylizany placek u Kokosa jest taki wilgoto-sączący. Miałam takie zmiany plus drapanie u pierwszej mopsicy, kiedy z krycia wróciła z pasterellą. Myślę, ze zapytam o pobranie wymazu z wylizanego miejsca. Dziś umówimy Kokosa, bo muszą minąć 3 tyg. od poprzedniego zastrzyku. Nie mam pojęcia co z tymi zmianami na skórze u zamojszczaków, bo dokładnie to samo miał Olly. U niego kapiel nie pomogła, zmiana jedzenia tez nie. Długo się drapał i wygryzał.
  17. Dziękuję :) Nie wyobrażacie sobie, jakim sprintem Borys wystartował z kojca do domu.
  18. Dziś miałam trochę wolnego czasu i poudostepniałam zbiórkę Borysa na grupach pomocowych FB. Cieszę się, bo od razu zebrało się dodatkowo 310 zł. Jednak takich zbiórek trzeba pilnowąć i je pokazywać światu.
  19. Sama nie tak bardzo, tylko ja jej trochę naruszam tę skorupę ;) Do pozostałych domowników ma raczej obojętny stosunek. Inicjuję kontakt, zachęcam. Ona sama od siebie angażuje się tylko w sprawy związane z posiłkiem. Wczoraj wieczorem tak juz chciała jeść, że wybiegła z pokoju, bo nie mogła się doczekać. Trochę trwa, zanim przyszykuję przygotowywany posiłek dla wszystkich.
  20. Jesli to tylko dla kociaków, to najlepiej podać Procox. Nie ślinia się po nim i nie ma żadnych niepożądanych objawów u kotów, jak czesto jest po leku dla świń czy nie mówiąc już o gorzkiej opcji dla drobiu. To nie jest tak, że z tym środkiem jest oryginał i podróby. Po prostu każda firma produkuje preparat z tą samą substancją pod swoją nazwą, a Bayer ma jednak spore koszty reklamy. Ten ze scancoxu działa tak samo dobrze, co mam potwierdzone badaniami kontrolnymi kału. Nie mój cyrk, tylko chciałam dać znać na przyszłosć, że jest dobra tańsza opcja, szczególnie że zostało wstawione rozliczenie grubo na minusie. Sama staram się rozsądnie oszczędzać, jak się da. Ja tez stosowałam Baycox, dopóki moja nowa wetka nie zaproponowała mi Scancoxu.
  21. Dla mnie to coś jakby porównać kasjerkę z Biedronki po całym dniu użerania się z upierdliwymi ludźmi i żołnierza wracającego z misji. Kasjerka kolejnego dnia znowu da radę. Przegada, popsioczy, ale będzie życ normalnie, a żołnierz przez lata bedzie budzić się z krzykiem, zlany potem. Tak ja to widzę i obserwuję też przy Lindzie. Niestety, obie zostały za bardzo skrzywdzone. One chciałyby, robią swoje maleńkie postepy, ale wystarczy ruch, odglos i to wszystko w momencie cofa, się. Zostaje tylko pierwotny strach. Obie tak samo odlatują. Wczoraj pierwszy raz Amely połozyła mi głowę na nogach. Potem jednak wystraszyła sie podstawy stolika, przez którą sama przeszła i z kwikiem uciekła. Na zdjęciu jest ze swoją Kotą, która zwyczajowo dzieli z Amely kazdy posiłek. Od początku jedzą jednoczesnie razem.
  22. Dziś Borys poszedł pierwszy raz do kojca. Cała noc od wieczora stał pod drzwiami swojego pokoju i monotonnie szczekał. nie lubi tam siedzieć zamknięty, ale tez nie jestem w stanie cały czas kontrolować tego, żeby nie miał kontaktów z kotami i małymi psami. W kojcu na razie jest cicho, sam wszedł do budy. Może odsypia. Po tej nocy wszystkim w domu przydałoby się. Jego pokój jest przy pokoju młodszej córki, której cziłki nie pozostawały mu dłużne. Podziwiam jej sen, bo chyba oszalałabym, gdyby mi na głowie dwa szczury darły dziuba godzinami. Ma drzwi z szybą, Borys staje pod nimi od swojej strony i szczeka, a one z łożka mu odpowiadają. Borys nabiera trochę tłuszczyku na żebrach, kregosłup dalej to wzgórki i doliny, a na udach są w kleśnięcia w miejsce mięsni. Mam mnadzieję, że powolutku i reszta bedzie się regenerować. Martwi mnie tylko tylna łapa, ta najbardziej pogryziona. Nie daje się jej zagoić i stale rozlizuje rany. Skończył dostawać metronidazol i musze poprosić o jakiś antybiotyk, bo jest nabrzmiała i lekko ją odciąża podczas chodzenia. Na pewno jednak i tak polepsza się jego kondycja, bo stale jest głodny, więc nadrabia, a na dworze już nawet biega truchcikiem lub podbiega szybciej, jak się spieszy.
×
×
  • Create New...