Jaaga
Members-
Posts
19196 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Nowi własciciele wołaja od razu po imieniu, a maluchy reagują na "ciuciający" ton. Przywoływanie na zewnątrz nie jest potrzebne, bo małe jeszcze u nich nie wychodzą ze względu na kwarantannę poszczepienną. Wychodzą min. tydzień po 3 szczepieniu. Obserwowałam Suvi z tarasu i reagowała na każdy dzwięk i tak jak mąż wcześniej dał mi znac, na dzwiek kroków też czmycha. Jasne, zrobię mu zdjecia. Jest u nas, mimo że cały czas ma wyróżnione ogłoszenie. Chyba ludzi jego głuchota odstrasza lub to, że nie może chodzić na smyczy. Niestety nie trafił się litościwy człowiek z domem z ogródkiem.
-
Moje szczeniaki reaguja na specjalnie akcentowane zawolanie: "maluszki, maluszki". Lecą wszystkie bez wyjątku. Coś jak sposób Rozi. Podobnie na kury i gęsi "tiutam". Wystarczy ze wyjdę i jak zawołam, to wszystkie biegiem lecą z całego ogrodu. Klasniecie przy płochliwych psach u nas nie sprawdza się. Kiedy przy Lindzie pierwszy raz klasnelam w dłonie, to dostala takiego jobla, ze nie wiedziala, gdzie uciekać i długo nie dala się przekonać, że nic się nie stało. Musze pilnować się, żeby przy niej nie klasnąć. Jej kojarzy się to ze strzałem. Maly Oreo reaguje na szczebiotanie. Jak mnie widzi, a zaczynam do niego ciuciać, to od razu leci na legowisko, podwozie do góry i czeka na przytulanki przebierając łapkami w powietrzu.Do Suvi tez gadam. Wiem, ze dla niej to bełkot, ale chodzi mi o ton uspokajający i oswojenie. Jeśli natomiast p. idę z moimi na spacerze, to komendy są krótkie, jak zaleca Sowa. Tylko wtedy chodzi o konkretne moje oczekiwanie i pies ma zareagować. Dzis Rita pogoniła kurę. Jak już wydarłam się " do domu", to mąż zażartował, że Pan na sąsiedniej budowie chciał rzucić lopate i wracać do domu . Rita zareagowała na drugim końcu ogrodu i przyszła do domu.
-
Zapraszam na zakupy - ewentualny dochód chciałabym przeznaczyć też na leczenie dzikiej koteczki, którą przyjeliśmy od Toli. Pewnie kojarzycie ją z tego wątku, bo trudno aklimatyzowała się. Teraz ma wodobrzusze, jest na kroplówkach, diagnozujemy. Przyda się każda złotówka:
-
Zapraszam wszystkich na mój bazarek:
-
Obserwowałam ją z tarasu i ona reaguje na wszystko co głośne. Niestety każdy halas z drogi, rozmowy czy krzyki przejeżdżających rowerzystów powodują, że wycofuje się w pobliże budy. Dziś jednak wyjątkowo od popołudnia jest cały czas w ruchu. Przechodziłam już ileś razy kolo zagrody i nie uciekła do budy, tylko stała w połowie.
-
Otrzymałam wpłate na kojec od AnnaGR - 100 zł, slicznie dziękuję. Uzupełniam na pierwszej. Kupiłam dla Borysa jedzonko za 146,06 zł. Faktura 1532-2021 - Andrzej Pierskala.pdf
-
Jestem otwarta na wszystko. Jesli Aska 7 kogoś przysle, to serdecznie zapraszamy. Nie chciałabym mieć u siebie psa, żeby po prostu go mieć. Na początku liczyłam na szybka adopcję, jak wszyscy. Tylko wczesniej polecana przez Ciebie Pani Henia z osrodka szkoleniowego Korkusów, ma poglądy zbliżone do podejścia Sowy, czyli że u psów nie wychowanych u boku człowieka, po latach niewiele da się zrobić.
-
Wygląd jednak ma ogromne znaczenie przy adopcji. Poker wybiera w domach, a u nas przy Ricie cisza. Pocieszam się tym, że sama świadomie wybrałam najmniej adopcyjne szczeniaki, bo tam byłyby bez szans i utknęłyby na całe życie w schronisku. Nie wiadomo ile trwające przy dirofilarii i innych schroniskowych problemach. Podczytuję regularnie i dobrze, ze domy są tak rozsądnie weryfikowane i wybierane. Wylęknionemu panu od pasozytów zaproponowąłabym przed adopcją przebadanie swoich zwierząt, bo może okazac się, że akurat któreś coś ma ;) Nieogarnięte dzieci też dobrze nie rokują. Nawet dorosły młodziutki pies może nie dac rady. Z własnego doświadczenia przy dzieciach moge powiedzieć, że najlepiej sprawdzają się dojrzałe 5-6 letnie psiaki o juz ustabilizowanej psychice i temperamencie. Mam nadzieję, ze ten ostatni dom to bedzie ten własciwy. Powodzenia!
-
Dziękuję Tolu, juz uwględniłam Twoje ogłoszenie. Chyba już nikt tu nie zagląda. Rita nadal potrzebuje ogłoszeń, np. na Tychy czy Opole lub Bielsko. Siedzi u nas już zupełnie niepotrzebnie; jest zdrowa, zaszczepiona - tylko domu brak. Do tego jestem juz 4 doby uwiązana przy zamojskiej dzikiej kotce. Musze jej podawac kroplówki i karmić kilka razy dziennie strzykawką. Do tego wizyty u weta. Wkrótce ma w końcu przyjechać z Ukrainy jednooka Belsi. chciałabym, zeby choć Rita wyjechała do tego czasu do swojego domu.
-
Suvi na 100% słyszy i to naprawdę dobrze. Aurat lezała w boku budy i jak usłyszała otwieraną furtkę to od razu przeniosła się na srodek budy i zobaczyła co się dzieje. Jej wybieg ma 13 m od początku kojca, więc jakies 15 m do budy. Nie da się na taka odległosć porozumiewać gestami i to z psem, który na człowieka nie reaguje. Mogę sobie machac, klepać, a na niej to nie robi wrażenia. Ona nawet na miskę nie reaguje. Czeka aż jej ją położę. Podobnie z kongiem czy otwieraniem kojca rano. Inny pies juz wisiałby na prętach i łapami przebierał, a ona lezy w budzie i obserwuje. Wychodzi długo po tym, jak ja sobie pójdę. Obserwuję ją z tarasu.
-
Super wieści jeśli chodzi o brak przerzutów. Ona ma zrobione dokładne badania kału? Tzn na giardie i ogólne laboratoryjne? Najczęściej pasożyty sa jednak powodem stanu zapalnego jelit, szczególnie psa ze schroniska. Ma eozynofile w normie? Jesli wszystko ma przebadane i ok, to najlepiej włączyć dietę na chore jelita Gastro intestinal. Szczególnie jeśli sunia nie potrafi utyć. Jest tak opracowana, żeby wchłanialność składników i kaloryczność była maksymalna. U nas wszystko ekspresowo normuje się po diecie jelitowej. Jako że prawie kazdy przyjezdza z pasożytami lub bakteryjnym zapaleniem jelit, to mamy już to sprawdzone. No i niezastąpiony metronidazol
-
Da się leczyc, dr Olender diagnozowała i leczyla maltankę z tym problemem. Myślę że warto teraz to ogarnąć bo szkoda kota. Wielu wetów nie skojarzy tego nawet z brakiem dopływu krwi. Kolejne właśnie mogą być łapki czy dalsza część ogona.
-
Tolu, jesli kociak jest u p. Justyny, to poproś ja, zeby pojechała z nim do dr Olender. To nie jest tak, że nagle odpada kawałek uszka czy ogonka. To choroba. Krew nie dopływa do naczyń włosowatych i naprawdę duzy problem może pojawić się dopiero, kiedy bedzie zimniej. Wówczas bedą obumierać kolejne fragmenty. Trzeba podawać leki. Myslę, że samo poinformowanie ludzi to mało, bo na tych dwóch brakach może się nie skończyć. Wątpię, ze to pourazowe.
-
w przypadku Suvi niewiele to zmieni, bo pies musi współpracować z człowiekiem. Mamy przecież głuchego Barytona i on reaguje na gesty. Jak coś chcemy, to trzeba go dotykać i pokazwac lub jeśli patrzy, to tylko wykonywać gesty. Suvi jest zawsze czujna, jeśli w budzie leży, to obserwuje. Na zewnątrz stoi lub chodzi. Co do zbadania uszu, to w jej przypadku wchodzi w grę tylko Sedalin, żeby ja złapać. To stara sunia, nie wiadomo jak u niej z sercem i nie ryzykowałabym podania środka, który może ją zabić, żeby coś sprawdzić. Kto łapał dziczące psy na sedalin wie, jak on dziwnie potrafi działać. Zachowałabym tą opcję na skrajną potrzebę. Z tego co widziałam, jak oglądałam oko, to uszy sa ok. Nie było nic widać, żeby była jakaś wydzielina czy żeby były czerwone. Nie drapie ich. Przy nadarzającej się okazji spróbuję sprawdzić jej reakcje. Myślę podobnie jak Rozi, że za dużo oczekujecie od niej. To pies który żył bez człowieka i jestesmy jej potrzebni do napeniania miski i sprzątania. Co do doprowadzenia do lekarza, to również mało realne. Mam dziką Ade, której pojawił się guz i trzeba go zoperowac. będę ją łapać na Sedalin, bo to konieczność. Jest u nas 5 lat i tyle, że normalnie mieszka w domu i reaguje na imię. Jedynie kiedy jest burza, to podchodzi do człowieka, bo strach przed nią jest większy, niż przed ludźmi. Przecież nasza Amely też ma zaburzone funkcjonowanie i neurolog powiedziała, że nigdy nie będzie normalnym psem z normalnymi reakcjami i relacjami z człowiekiem z nią jest łatwiej, bo jest mała i owijamy w koc, żeby wynieść na spacer czy wziąć do weta. Jednak na dom nie ma żadnych szans, bo kto adoptuje tak dysfunkcyjnego psa, który jest na feromonach i utyka w lukach miedzy meblami. Jednak po swojemu żyje i zapewniamy jej jak najlepsze życie na jej możliwości. Czasem mimo chęci niewiele zmienimy. Suvi ma swoją budę, kojec, trawnik, naprawdę dużą zagrodę, ma możliwość wychodzenia z niej. Do tego pełna miske i kontrole człowieka. Dla niej to chyba wszystko, czego oczekuje. Wiem, ze chcielibyśmy więcej, ale czasem po prostu nie mamy już na to wpływu.
-
Witamy serdecznie. Oreo jest po pielęgnacji, wykąpany, ma usunięte filce. Nie miałam sumienia go ostrzyc, wiec rozczesywałam. Ma drożdżaki i cheyletiellę. Kąpałam go 4 razy w normalnym szamponie, potem w leczniczym. Na koniec musiałam dać 2 preparaty do rozczesywania. Jeden do wanienkowania, drugi w sprayu. Mam zdjęcia, ale wstawię jutro.
-
Czy ja wiem, czy chciałabym ją pobudzić ? Jest bardzo dziwnym psem; ucieka od człowieka, ale poza tym zachowuje się bardzo spokojnie i zrównoważenie. Nie jest szczekliwa, nie jest konfliktowa z psami, nie ucieka w panice ani nie miota się. Nie niepokojona przez czlowieka wszystko robi powolutku, rozważnie, na spokojnie.