Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19196
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Super! Czy Ty czekasz na adres Mariny? mam go komus przekazać, a chyba mysmy o tym rozmawiały?
  2. Jeszcze nierozliczony jest metronidazol 2 opakowania na lamblie dla szczeniat - 53,80 oraz sumamed dla Fiolki 27,99 zł, które im wykupiłam. Razem wychodzi 81.79 zł. Od tego odjęłam 16.69 zł, ktore zostały na moim koncie z wpłat dogomaniackich na szczeniaki, daje 65,10 zł. Te 65 zł zapisze jako opiekę w rozliczeniu, bo fundacja nie może opłacać leków z apteki.
  3. Jesli nie przeszło po sumamedzie po 5 dniach, to lepiej nawet spróbowac z Linko spectin. Antybiotyk może działac bakteriobójczo lub bakteriostatycznie. Na ulotce jest podany sposób jego oddziaływania na bakterie. O uszkodzeniu szkliwa mozna przeczytać w ulotkach doxycykliny, ale chociaz psiego stomatologa macie we Wrocławiu właśnie. Fiolka od razu dostała sumamed i Lydium, potrzech dniach nie było sladu po kaszlu. Zawsze mam go w lodówce i moje kolezanki hodowczynie tez go chętnie stosuja. Jedno z kaszlacych szczeniąt które przyjechały wczesniej w inne miejsce przestało kaszlec dopiero po Bactrimie. Nie szukałabym mu domu na już, bo kaszel wzmocni sie na pewno po zmianie domu. Nie wiem, czy już tu wstawiałam. Rozliczenie wszystkich 3 szczeniaków na ZEA. Faktura jest wspólna z Borysem i kotką, stad osobna rozpiska lekarki.
  4. Slicznie dziękuję Pani Ani za kolejną wpłatę na kojec - 100 zł. Już wpisałam w rozliczenie kojca na pierwszej. Wczoraj odpoczywaliśmy na trawce, bo było trochę wiecej słoneczka. Wstawiam rozliczenie z przychodni od Borysa, bo faktura na fundację est wspólna.
  5. Szkoda, że nie podał Sumamedu, który najlepiej działa na kaszel u szczeniat. Na pewno potrwa leczenie, bo antybiotyk, który dostał działa tylko bakteriostatycznie. Czy lekarz uprzedził Cie, że najprawdopodobniej uszkodzi szkliwo? Nie podaje się go z tego powodu u szczeniat, jesli nie jest lekiem z koniecznosci. Ja musiałam kiedyś podawać swojej suni wg antybiorgamu i niestety, miała problem z kilkoma zebami. Poproś lekarza o podanie na odpornośc Lydium, naprawdę potrafi zdziałac cuda, juz po 2 zastrzykach. Nasze wszystkie dostały, kiedy Fiolka przyjechała z kaszlem.
  6. Nie martw się, Kokos też identycznie zareagował na swoją rodzinę, jak oni do nas przyjechali. Jednak zaproponowaliśmy im drugą próbę, czyli przyjazd z Kokosem do nich i to był strzał w dziesiatkę. Tylko do tego potrzebny jest dom niedaleko, świadomi ludzie i zabezpieczony teren. Jeszcze gorzej miałam z ukraińskim Bostonem. On przed nową panią udziekał na 20 m i jeszcze ją oszczekiwał na sztywnych lapach. Pojechaliśmy z nim do nich i też jak Kokos został, a po 1-2 dniach już wszystko było dobrze. W jego przypadku byłam pewna, że ludzie zrezygnują z adopcji, a okazało się że są świetni i stali się rewelacyjną rodziną Bostona. Boston był moim pupilkiem i ja dla niego byłam najważniejsza, ale i tak po paru dniach przekonał się do nowej pani. Margo w nowym domu była tak zdezorientowała, schowała się za krzesło i chciała ugryźć pana, kiedy chciał ja pogłaskać. na drugi dzien była juz sobą i tak kontaktowa, jak u nas. Wiele psiaków boi się obcych ludzi, ale udają się ich adopcje. Tak, jak pisze Sowa, przy tych adopcjach powiedziałam od razu ludziom, żeby nie oczekiwali, że pies zarzuci im łapy na ramiona i poliże z radosci, że chcą mu dać dom. One czują się bezpiecznie w miejscu, gdzie są i boją się każdej zmiany. Jesli rodzina jest tego świadoma, to powinno się udać. Pani od Kokosa najpierw powiedziała, że żal jej go zabierac, skoro on się u nas tak dobrze czuje. Wtedy uświadomiłam ją, że on i tak nie może zostać na zawsze i że w końcu pojedzie do innego domu, więc mu krzywdy nie zrobi, adoptując go, bo nie ma innej opcji . Lepiej dla psa szybciej, niż po wielu miesiacach czy latach.
  7. Aska7, dasz radę kupić jej cos takiego? Mam tylko maleńkie kule smakule. Tez myslałam nad aktywnoscią. Daję jej suszone uszy lub kosć, ale to nie jest za wiele. Na pewno, jak już przyzwyczai się do swojego wybiegu tak na dobre, to chciałabym jej otwierać go, żeby mogła pobyc z psami. Tylko musze wiedziec, że jest na tyle ogarnięta, że uzna to miejsce za swoje i tam wróci.
  8. Dzięki Tolu. Chyba przynosi efekty. Suvi otwiera się, daje juz sobie robić zdjecia. Bardzo cieszy się z towarzystwa, ale moje chłopaki juz dzis nie dają zagonić się do kojca. Wczoraj razem sobie lezeli, wiec już był krok do przodu. Wczesniej tylko stała, nie kładła się na wybiegu. Rano z rozpędu wbiegł Ciapciak, ale kiedy zobaczył, że reszta stoi jak wryta przed furtką, szybko wrócił, żebym go przypadkiem nie zamknęła.
  9. Odetchnęłam dziś pełną piersią. Jeszcze dobrze nie nabrałam powietrza, a już zobaczyłam szczeniaka, któego wstawiła Marina. Na razie wiadomo, że jeszcze coś ma z kręgosłupem. Gdyby z czasem przeszło, to moze udało mu się pomóc? Miałam kiedyś zarezerwowaną niechodzącą kicię i zanim przyjechała, to zaczęła chodzić. Musiał to byc tylko krwiak lub obrzek przy rdzeniu.
  10. Sowo, z całym szacunkiem, ale myśle zupełnie inaczej. Pochodzę z rodziny myśliwych od pokoleń. Takich z zasadami i własnymi lasami, nie tych aktualnych prezesików i bizmesmenów zabijających dla szpanu. Od maleńkosci wychowałam się w domu z medalowymi truchłami zwierząt na ścianach i nie tylko. Na hakach mojej hustawki w drzwiach były oprawiane upolowane zwierzeta, a ja widziałam, jak krew z ich nosów spływa do miski. Z zamkniętymi oczami, sparaliżowana strachem przechodziłam do łózka przy skórach suszących się na stojakach. Na obiad rodzina wypluwała z mięsa śrut, a ja płakałam, że nie chcę jeść czyjegos ciała. Jestem tym kim jestem, własnie przez to, czego doświadczyłam kiedyś. Moje dzieci tez nie jedzą mięsa. Najgorszym pytaniem dziecka nie bylo to, skąd się biorą dzieci, ale to skąd jest mięso. Na pytanie córki skąd jest ono jest, powiedziałam, że od martwych zwierzat. Wtedy zapytała, czy same umierają. Powiedziałam jej, ze nie, że ludzie je zabijają, zeby mogli zjadać. Nie uważam norowania za konieczność przetrwania. Lisa czy borsuka nikt nie zjada. Lis jest psowatym i zupełnie nie ogarniam jego uporczywego zwalczania pzez ludzi posiadajacych psy. Inna kwestią jest zaburzony ekosystem. Może gdyby nie próbowac już eliminowac odradzajacej sie populacji wilków coś dałoby to w powrocie do równowagi. Sama nie tknęłabym krowy czy świni, ale rozumiem, jesli ktoś nie potrafi inaczej. Tylko okrucieństwo dla sportu dla mnie jest nieakceptowalne. Tym bardziej w sytuacji, kiedy psiaka się ratuje i istnieje ryzyko, ze jednak tak naprawdę możemy pogorszyć jego zycie, a nie polepszyć. Nigdy nie bedziemy miec pewności. Po co ryzykować? Ja moge nie jeść miesa, ale mam świadomosć, że moje zwierzeta powinny. Koty dostają mięsną karmę, psy często bazują na karmie wegetarianskiej czy z robali. jednak to jest zupełnie cos innego, niż jedzenie mięsa przez ludzi i wg mnie kwestia zywienia zwierząt mięsożernych nie powinna byc argumentem w sporze o niejedzenie ciał innych istot przez ludzi. Postrzelone zwierzęta czy rozszarpywane żywcem przez psy mysliwych, gdyby mogły, to pewnie nie uważałyby, ze cierpią mniej, niz futerkowe czy rzeźne.
  11. Fajnie, że nie tylko ja cieszę się z przestrzeni dla Suvi, ale wiele kibbicujacych jej tu osób. Na wizycie u dr Olender z Amely dowiedziałam się o świetnym działaniu melatoniny na psy. Ma ja zaleconą Amely. Kupiłam też więc dla Suvi i zaczełam jej podawać. To naturalny środek, więc szkoda byłoby nie spróbowac, a Aska7 jest na wyjeździe, wiec pozwoliłam sobie zadecydować. Rozmawiałam z Tolą na ten temat i tez słyszała o stosowaniu melatoniny na problematyczne psy. Podaje się inaczej, niż u ludzi, bo 2 razy dziennie. Opakowanie kosztuje 30 zł i wystarczy na 15 dni. Próbujemy. Suvi korzysta z całego wybiegu, załatwia się już tylko na zewnątrz. Często stoi przy ogrodzeniu. Kiedy przechodze i udaję, że nie zwracam na nią uwagi, to stoi i nie reaguje. Jesli mam tel i chcę zrobić zdjecie, to odwraca sie i ucieka do kojca.
  12. Własnie rozmawiałam z panią od Margo, wszystko u nich w porządku. Dziękuję za jej ogłaszanie i mozna usunąć ogłoszenie. Margo zamieszkała niedaleko nas, dom pojechał sprawdzić mój mąż i trafiła się jej bardzo fajna rodzina oraz dom z dużym ogrodem do wybiegania. Mam obiecane zdjęcia.Od razu jak jej nowy pan zadzwonił, to poczułam, że to chyba bedzie jej dom. Dzień przed kontaktem tej rodziny miałam przejscia z panią, która ją chciała adoptować. Po ankiecie wyszło, że jest tam trójka dzieci, w tym najmłodsze 1,5 roczne. Margo to żywioł, który ma nawyk niespodziewanego skakania po ludziach. Mam po nich zdrapane całe nogi, łacznie z udami. Odmówiłam więc pani adopcji ze wzgledu na to malenkie dziecko. Po paru dniach wylądowałaby w kojcu po poprzednim psie lub u nas, bo nie wyobrazam sobie, że ktoś tolerowałby to, że pazurami i całym ciężarem ciała wskakuje na takiego maluszka i go kaleczy. Do tego nie wyobrażam sobie spacerów z trójką dzieciaków i Margo na smyczy. Pani nie wykazała zrozumienia i polały się żale. Nawet o to, że Margo jest z Ukrainy, choć o tym wiedziała wczesniej. Pani napisała mi, że juz nie zdecyduje się na adopcję przez zasady i kolezanka ją ostrzegała przed adopcją z fundacji. Kota kupuje sobie teraz z hodowli rasowego. nie chciało mi się jej pisac, że to nie kwestia fundacyjnych adopcji. Ja swoich maluchów tez absolutnie nie sprzedaję do rodzin z malymi dziecmi i w tej kwestii nie ma ze mną dyskusji. I jeszcze Pani uderzyła w płaczliwe tony, że ma nadzieję, że Margo nie spędzi wielu miesięcy w schroniskowym kojcu, bo odmówiłam jej szansy na normalny dom. Cieszę się, że przyjęłam na klatę zarzuty o dyskryminowanie, bo dzieki temu dzień później porozmawiałam z aktualnym panem Margo i Margo ma fajną nowa rodzinę. Na pewno w rasach użytkowych temperament szczeniat ma znaczenie, bo tylko niektóre maluchy idą "na kolanka". jednak ja mam rasy typowo do towarzystwa i czesto dobieram sama szczeniaka do nowej rodziny. Jesli mają wybór to wysyłam zdjecia i filmiki, ale absolutnie nie przyjmuję oglądaczy przed 2 szczepieniami. Wolę uczyć się na błędach cudzych, niż własnych. Juz w niejednej hodowli pojawilo się parwo czy kk przez przyjmowanie pielgrzymów po hodowlach. czasem rodziny potrafią zaliczyć 5 hodowli dziennie. Wystarczy, że w jednej coś będzie i rozwleką to na kolejne. Z kolei temperament adopcyjnych maluchów opisuję już w ogłoszeniu i rodziny tez dobieramy odpowiednio do tego.
  13. Sowo, naprawde uważasz że to dobry pomysł? Widziałam u dr Olender na stole jagterierkę, którą mysliwy przywiózł prosto z polowania. Podziwiam cierpliwość dr Olender, choc było widac, że w niej się kotłowało. Pies był cały spuchnięty, pokąsany, rany do szycia. Glowę miała nie do poznania, a ten durny kretyn, cieszył się, ze jak weszła do nory, to nie odpuściła. Miałam na końcu języka, że fiuta mógł sobie do tej nory wsadzić, a nie psa. Zero empatii, współczucia dla psa, który był w takim stanie przez niego. Za którymś razem, jak nie da się zeszyć, to dobije. Dla mnie to znęcanie się nad zwierzętami ( po obu stronach nory) i nigdy nie dałabym myśliwemu psiaka. Tez miałam teriera niemieckiego na DT. Dzwonili głównie myśliwi, długo trwało, zanim trafił się normalny pan dla niego. Zupełnie nie podkreślałabym podobieństwa w ogloszeniach. Tez je zauważyłam, ale zasugerowałam skrzyzowanie teriera z jamnikiem. Można wytłumaczyć charakterek, a nie będzie kusiła zwyroli.
  14. Poczekaj proszę jeszcze dziś. Dam znać. Margo to mały diabełek, zobaczymy jak się tam bedzie sprawować. Fiolka z Andrzejem własnie jedzie do nowego domu. Od siebie napisze, że wszystkie szczeniaki, jakie bywają u nas, są adoptowane bez oglądania. Uważam odwrotnie, że szczeniaka ludzie będa mieli takiego, jak go sobie wychowają i poznawanie wczesniejsze nie ma sensu. Moje rasowe szczenieta od kilku lat też rezerwuję tylko w ten sposób. Nie przyjmuję absolutnie pielgrzymek oglądaczy dla zdrowia maluchów. I ludzie, którzy chcą miec zdrowe szczenię, to doceniają. Już niejedna hodowla przejechała się na wpuszczaniu do maluchów obcych. Co innego adopcja starszego psa, z problemami. Tu warto oczywiście postarać się o wzajemne spotkanie.
  15. To bardzo dużo i jak dla mnie niepowtarzalna okazja dla psa. Chyba tylko dogo i opiekun tutaj są szansą na to, żeby psiak po życiu latami na betonie, kiedykolwiek jeszcze doznał życia poza schroniskowym boksem. Może znajdzie się dobra duszyczka, która weźmie go pod swoją opiekę? Jak napisałam, od czerwca byłoby miejsce. Suvi jest niekofliktowa, ze stoickim wręcz spokojem znosiła, dopóki nie było ogrodzenia, codzienne zaczepki yorka Jokiego, który wchodził jej do kojca.
  16. Chyba nasze wpisy pojawiły się równocześnie. Z mojej strony nie ma problemu. Jesli znajdzie się opiekun psiaka. Dopóki miałam 3 tornada z Ukrainy, to nie było takiej opcji, ale teraz, jak najbardziej. Suvi wystaje przy ogrodzeniu i chyba jej brakuje towarzystwa.
  17. Mari23, ty chyba jesteś wiedźmą ( dla mnie w pozytywnym znaczeniu - wiedząca, posiadająca wiedzę). Przygotowałam nawet druga budę wolnostojącą dla drugiego psa. Najpierw chcielismy wypróbowac z naszymi, ale to, jak miałam juz próbkę z Borysem, nie wypaliło. Wtedy pomyslelismy, że moze po jakimś czasie warto przyjąć innego psa. Teraz, kiedy wyjeżdżają po kolei absorbujące ukraińskie szczeniaki, napomknęłam meżowi o tym, że może przydałby się Suvi inny psiak do towarzystwa. W ciagu dnia wystaje przy ogrodzeniu i patrzy, a żaden z naszych tam się nie da zaciagnać. Mój mąż wyjeżdża do końca miesiaca, ale potem jak najbardziej drugi pies mógłby się pojawić. Wczoraj rozmawiałam z Tola, której na sercu leży ten czarny pies, ze teraz juz stracił swoją szansę na nowe życie i nigdy nie wyjdzie ze schroniska. Gdyby znalazł się opiekun, to bez problemu może przyjechać do nas jako hotelikowy. Ze względu na moje BDT stadko, niestety nie dam rady inaczej.
  18. Aska7, nie wiem o co Ci chodzi? Że niby gdzie chcesz trawnik z rolki? Ma trawnik z tyłu na dwukrotnej powierzchni kojca, tylko trawa cały czas rośnie, bo wiosną dopiero posiana. Ma krzewy dające cień, na murze zabudowań przymocowaliśmy drewniane panele, żeby rośliny miały się gdzie piąć. zasadziłam winorosl i ogórki , ma trawę w doniczce. Trawa jest tez pod czarnym bzem. Ten teren jest naprawde spory. W hotelikach psy zazwyczaj mają do dyspozycji kawałek wybiegu, bo jest więcej boksów i wybiegów lub wspólny "spacerniak". i żyją tak czasem nawet kilka lat. Myśmy mogli jej oddzielić taką część, bo to jedyny pies u nas żyjący na zewnatrz. Postaraliśmy się, ile się dało. Wiesz, ze psy takie jak Suvi, których nie da się wyprowadzić w hoteliku na "spacerniak" najcześciej zmieniają miejsce, nawet kilka razy. Też miałam to w głowie, jak były problemy i miałam chwile zwątpienia i brak perspektyw na wprowadzenie jej do domu, ale przekonała mnie Tola i wpisy Sowy. Tola Powiedziała, ze Suvi bedzie przerzucana z hoteliku, do hoteliku i nie bedzie mieć lepiej. Od męża wysłuchiwałam, czy zawsze musze wziać najmniej rokujacego adopcyjnie psa. Jednak wspólnie doszliśmy do wniosku, ze skoro jest, to postaramy się jej w miarę możliwości stworzyć optymalne warunki do życia. Trawa na ziemi musi miec czas dorosnąć i zagęścić się, na bruku jej nie rozlożę, więc myslę, że powinnismy sie wspólnie cieszyć tym, że Suvi opuściła schronisko, jest bezpieczna i ma zapewnione godne warunki życia.
  19. Cieszę się, że to widać. Łatwo dbac o jego sierść, bo lubi się czesać. Za większoscią psów ganiam ze szczotką, a Borys sam rozkłada się do czesania. Ma więc regularnie pielęgnowaną sierść. Borys już całkiem zżył się z nami. Nawet zaczął szczekać i jest czujny, jak coś dzieje się za bramą. Wczesniej było mu wszystko obojętne, teraz zaczyna reagować w obronie swojego miejsca. Chodzi za mną jak cień. To naprawdę bardzo sympatyczny pies.
  20. Dotarł dyfuzor dla Amely i jakoś jest bardziej ożywiona. Mam na koncie wpłaty od Limonki 255 zł na karmę Hepatic i 50 zł od Mari23. Slicznie Wam dziękuję. Szynka akurat do diety wątrobowej to tak nie bardzo ;) W takiej sytuacji wołałabym podawac zwykłe jedzenie plus leki na wątrobę. Na szczęście jakoś łączę to i Amely daje radę. Ma bardzo mało ruchu, więc to juz nie kwestia mojego podejścia, tylko jej zdrowia. Nawet jesli ją wynoszę do ogrodu, to zrobi pare kroczków i kładzie się na dłużej. Ma chyba problem z rzepką w tylne łapce i ta przednia złamana przed przyjazdem do Polski, tez może jej doskwierać. Niestety operacja rzepki u starego psa nie ma sensu.
  21. Z tym nie powiodło się. Żaden tam nie chce zostać. Po zamknięciu furtki zaczynają szczekać i z paniką w oczach patrzą, jak odchodzę. To musiałby być psiak nawykły do wybiegu i budy. Jak otworzyłam chłopakom furtkę, to mało mnie nie staranowali w biegu do domu. Ustawiliśmy tam drugą bude, ale o wejściu do niej któregoś, nie mam co marzyć. Suvi dobrze sobie radzi, załatwia się na zewnątrz, podchodzi do ogrodzenia. Kojec z budą nie są dla niej więzieniem, mimo że cały dzień ma otwartą furtkę z kojca, to w ciagu dnia idzie tam spać i wieczorem sama też wchodzi. Uznała je za swój dom. Rano już szczekała, zeby jej kojec otworzyć. Dzięki za mile słowa. Staraliśmy się jej stworzyć jak najlepsze warunki i wydaje mi się, że się nam to udało. Ma sporo miejsca, z czasem bardziej się tam zazieleni. Tam było wysypisko gór żużlu i popiołu z pieca poprzednich mieszkańców, zarośnięte pokrzywami i krzewami, z szambem z wygódki. Bardzo się cieszę, że udało się nam całkowicie zmienić to miejsce i zrobić tam psiejską oazę.
×
×
  • Create New...