Moja Kasia była głucha. Zapewne od urodzenia. Była po pseudohodowli. Nauczyła się wszystkiego na "gesty" rąk. Jedyny problem to zwrócenie uwagi, aby pies popatrzył. Dlatego nie puszczałam jej na terenie nieogrodzonym, aby nie pobiegła sobie gdzieś... Bo uwielbiała witać się ze wszystkimi i ulica pomiędzy nią a obiektem do witania nie była dla niej problemem :)
A na starość moja Zula, zwłaszcza po atakach padaczkowych, nie widziała i musiałam "kierować" nią na spacerkach aby nie wpadała na nic.