-
Posts
28481 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by szajbus
-
Beluniu, świetuj radośnie w tej pieknej krainie za TM
-
Bono, świętuj w tej pięknej krainie za TM
-
Szał , świetuj radośnie w tej pięknej krainie
-
Mela-moja miłość i Dżekuś skarb najdroższy
szajbus replied to Monia70's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wesołych Świąt Meluniu -
Wspomnienie o Maxi - tak bardzo boli
szajbus replied to supergoga's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wesołych Świat Maxi -
Wesołych świąt Saruś
-
Atosku, świetuj radośnie w tej pięknej krainie za TM
-
Krajka placze i prosi o dom-nie doczekala-nie zyje...
szajbus replied to Tigraa's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wesołych Świąt Krajka, swietuj razem ze wszytkimi w tej pięknej krainie -
Nesiu kochana bądż szczęśliwa za TM [*]
szajbus replied to Maćka's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Neska, świetuj z naszymi psinkami. Bądź tam szczęsliwa. -
Lisek bezdomny od 20 lat - Odszedl za Tęczowy Most <">
szajbus replied to azzie5's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wesołych Świąt Lisku. -
Haleczko, spoczywaj w pokoju[']
szajbus replied to bellatriks's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wesołych Świat Haleczko -
Wesołych Świąt Rastuniu
-
Kudłaczek ODSZEDŁ ZA TĘCZOWY MOST...
szajbus replied to anielica's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Wesołych Świat Kudłaczku -
Mój kochany Harley a teraz i Ozzy :(
szajbus replied to Alicja's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
WESOŁYCH ŚWIĄT HARLEY -
Wesołych Świąt Lazy
-
Psotuniu kochana Nie wiem, czy ta przedświateczna atmosfera i myśl, że to drugie święta bez ciebie sprawiły, że dziś mam potwornego doła. Szymon starał sie mnie pocieszyć i przypomniał mi waszego kumpla karpia. Pamiętasz? To było 6 lat temu, kiedy mój Janusz wieczorem przyniósł żywego karpia do domu. Wpuścił go do wanny i powiedział - na jutrzejszą wigilię mamy super karpika, specjalnie karminy, nie będzie cuchnał szlamem - a niby kto go ukatrupi co? zapytałam mojego wspaniałego mężusia - chyba nie myślisz, że ja to zrobię- odparł Biedny karp był przeznaczony na pożarcie, tylko nie miał go kto pozbawić życia.Wobec powyższego nastąpiła narada pt' Kto ubije karpia" Nie zauważyliśmy skradającego się naszego syneczka, który kategorycznie zabronił dokonać tego mordu. Zaczął się płacz i czarna rozpacz. Byliśmy w kropce. Poszliśmy do łazienki z nadzieją, że karpik sam wyzionął ducha w wannie. Patrzymy i oczom nie wierzymy. Siedziałaś na klapie od kibelka i przygladałaś się temu pływającemu stworkowi. Łepetynka ci chodziła z szybkościa światła. Jak kapik płynał w prawo, łepek w prawo itp. Wygladało na to, że rybka czuła się bardzo dobrze i nie miała w planie zejść z tego świata. Ty z kolei byłaś zachycona nowym przybyszem, i ani ci w głowie nie było zejść z kibelka. Nawet nie chciałaś ruszyc swoich 4 liter gdy mama chciała skorzystać z toalety, co oczywiście skomentowała krótko - zwiariowany dom. Dziecko ryczy za kaprpiem, pies głupieje, ryba pływa. Jak myślicie, że ja go palnę w łepek to się mylicie. Trzeba przyznac, że pomyślelismy o tym. Szymon poszedł grać na kompie, ty siedziałaś na kibelku i pilnowałaś karpia a my wymyśllismy super plan. Janusz poszedł do sąsiada i poprosił go o dokonanie mordu na karpiu z samego rana, jak Szymon jeszcze będzie spał. Pan Szczepan przyszedł do nas do domu sprzedać Szymonowi super opowiastkę. Wszedł poważnie do łazienki zobaczyc ten piękny okaz i............ wyleciał z niej jak z procy - o matko, pani Aniu Psota o mało mi gaci nie wygryzła . Ona nie da dojśc do wanny i spojrzeć na niego. - to pięknie, jeszcze tego brakowało, żeby pies zbzikował na punkcie ryby( skwitował mój małzonek) Pan Szczepn wszedł do Szymka i kłamie go jak diabli , nie zważając, że jest Adwent - Szymek zrobimy tak, ja wam rano przyniosę filety a tego karpia, sobie wezmę i zawiozę koledze do stawu. Zapozna sobie w stawie dziewuchę i bedą mieli małe karpiki . Co ty na to? Jasne, że moje głupiutkie dziecko się zgodziło.Małżonek zatarł ręce i poszedł się kąpać. Zamiast wypłowić się we wannie był zmuszony się ochlapać, bo narobiłaś rabanu jak karp wylądował w ogromnej miednicy. Bidulo byłaś tym tak przejęta, że zaczęłaś go lizać a na Janusza jazgotałaś ile wlezie. Rozczarowany wyszedł z wanny , umył ją , napuścił wody i wpuścił znów karpia. Ty oczywiście zajęłas miejsce na kibelku i pilnowałaś swojego kumpla. Usiedliśmy przed telewizorem i zaczliśmy oglądać film. Nagle nasz oświecony Szymon stwierdził - wiecie co? Doszedłem do wniosku, że sam osobiście pojadę z panem Szczepanem na tą dziłkę i wpuszczę Willego ( nawet nie wiedzieliśmy, że karp został ochrzczony) do stawu. Jasny gwint, cały plan na nic. Problem polegał na tym, ze pan Szczepan nie miał kolegi z działką , a co dopiero ze stawem na działce. Co robić? Dopiero o 1 w nocy znaleźlismy wyjście. Mąż zadzwonił do swojego kolegi. On miał działkę i staw 20 km od naszego miasta. Jak się dowiedział o co chodzi , zaczął się śmiać, a ja oczami wyobraźni widziałm jak puka się w głowę. Takiej przerypanej nocy nie pamiętam. Nockę spedziłaś na kibelku, niby nic, ale jak rybka plusnęła to biegłaś do łóżka i mnie budziłaś. Cholera, noc z bani. W końcu usiadłam w łazience razem z tobą i pilnowałam karpia do świtu. Jakby to ktoś widział. To jestem pewna, że wysłaliby mnie do wariatkowa. Rano podjechał pod dom Rysiek, a my zaczęliśmy pakować karpia. Mąż delikatnie włożył go do wiaderka, w plastikowej pokrywie zrobił dziurki a ty dostawałaś szału. Biegałaś, piszczałaś,ziałaś, skakałaś, chciałaś koniecznie dostać się do wiaderka. W końcu Janusz stwierdził, - dobra bierzemy i ją , niech jedzie cała rodzina, bo jeszcze nam to małe zawału dostanie. Dojechaliśmy na dziłkę i kapika wpuściliśmy do wody z całym rytuałem wymyślonym przez naszego syneczka. Zimę przeżył, bo kolega widział go wiosną, ale narzeczonej nie poznał, bo to był jedyny karpik w tym stawie. Od tamtej pory nie jemy karpia . Jak mi Szymon przypomniał dzis ta historie to usmiechnęłam sie przez łzy. Brakuje ci Ciebie maluszku. Kocham Cię. Wiem, że mi się dziś śniłas, ale nie pamietam jak.
-
Aniołeczku kochany przysnij się swojej pańci i pociesz ja chocby we snie
-
2 psiaki sycyńskie - proszę! zapalcie świeczki
szajbus replied to supergoga's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Biegajcie Słoneczka w tej tęczowej krainie. -
Dla Areska Ares przeżył z wami 12 lat. Był otoczony troska i miłoscia. Zrobiliscie wszystko co w ludzkiej mocy, zeby go uratować. Nie udało się. Wiem jak trudno ci się pogodzić z utratą psiaka. Na ich odejście tak naprawdę nigdy nie jesteśmy przygotowani. Ares jest w twoim serduszku i zawsze tam pozostanie. Trzymaj się.
-
Bardzo ci wspólczuję z powodu trudnej sytuacji w rodzinie. Wiem jak to jest, Sama opiekuję się sparaliżowaną 85 letnią mamą ( po pierwszym udarze). Bądź dobrej myśli, a ja obiecuję - bedę trzymać kciuki.
-
Psy to tak madre stworzenia, że na kilometr wyniuchaja kto jest wróg, a kto przyjaciel. Bezbłednie odczytuja nasze uczucia i uwierz mi wiedział, wiedział o wszystkim i nie ma co wam wybaczać. Pewnie tam w chmurkach, komuś był bardziej potrzebny.
-
Aga, to będą twoje pierwsze święta bez tej śliczniutkiej pieszczoszki. Ona ta wigilię spędzi tam, daleko w pięknej krainie gdzie nigdy nie zachodzi słoneczko, gdzie nie ma bólu, chorób, gdzie jest szczęście. Ale jestem pewna, że duchem one są z nami. Tak jak pisali ci inni. Swoimi oczami ją zobaczysz. Widząc zdjęcia popłakałam się . Podobnie zachowywała sie Psonia. Ona zajmowała obowiązkowo miejsce tuż przy mnie i uwielbiała rozpakowywanie prezentów. Koleda jest piekna, wkleję ją mojej Psotuni.
-
Ale to Bono nauczył cie tej prawdziwej, bezinteresownej miłości. Zostawił ci ja w sercu jako spuściznę. Nie zamykaj swojego serca. Kiedyś sama dojdziesz do wniosku, ze nadeszła pora na kolejny mokry mosek i merdajacy ogonek.
-
Rino, biegaj sobie po tych wiecznie zielonych łąkach za TM Ja również kiedyś straciłam w podobny sposób suczkę. Byłam wówczas dzieckiem. Nasza Łajka wybiegła z mieszkania za moją siostrą, która poszła do sklepu i jej ze sobą nie zabrała. Za ten wypadek bardzo długo winiłam naszą sąsiadkę, która wchodząc do nas nie zamknęła za sobą drzwi. Łajka miała pecha, Wówczas tą ulicą (lata 60-te) przejeżdżał jeden samochód na godzinę. Przebiegała przez jezdnię i........... Nie było mowy o jakimkolwiek ratunku. Pamiętam, że bardzo długo nie kłaniałam się sąsiadce ( taki dziecięcy bunt). I wiesz co? Wiem co czujesz, starciłas swojego psiaka nagle i czujesz sie winna, ale czy słusznie? Czasami w takich sytuacjach nie jestesmy w stanie nic zrobić. Równie dobrze mógł ci sie zerwać ze smyczy. Zabrałaś go ze schroniska, ofiarowałaś mu miłość i schronienie. Odszedł za TM jako pies kochany, a nie anonimowe stworzenie z numerkiem przyczepionym do obroży.
-
Najpierw liczy się tygodnie, potem miesiące i lata. Czy przestaniesz liczyc? Chyba nie. Kiedyś mi napisała sota , że upływający czas przybliża nas do momentu spotkania z naszymi psinkami. U mnie niedługo będzie półtora roku i nadal odliczam. Wspomnienia o Psoni nadal są żywe, jej obraz pozostaje nieztarty w mych wspomnieniach. I niech tak zostanie.