-
Posts
28422 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by szajbus
-
Zaprzyjaźnili i pewnie rozrabiają ile wlezie. Grzeją się przy tym w promykach niezachodzącego słońca i są szczęśliwe. Tylko dlaczego nas tak cholernie bardzo boli, że odeszły? Czy to kiedykolwiek przejdzie?
-
Tak sobie teraz pomyślałam, że nasze psiaki zrobiły nam przykrą niespodziankę. Twoja odeszła tuż przed 13 urodzinami, a moja w dniu swoich 10 urodzin. To dopiero nazywa się pech. Może obie chciały świętować wśród zielonych łąk w tej pięknej krainie za TM?
-
RAJKO 13.letni ONek odszedł 10.11.06 za TM [']
szajbus replied to lewkonia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Masz rację. My psiarze nie nadajemy się do życia bez psów. Dlatego mnie nie dziwią słowa Agi. Dobrze, że tych trudnych chwilach może liczyć na ciebie. Jej rozpacz po stracie przyjaciela jest doskonale przez nas rozumiana. Przechodzimy przez to samo. Jesteśmy przy niej razem z tobą. -
RAJKO 13.letni ONek odszedł 10.11.06 za TM [']
szajbus replied to lewkonia's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Rajko , biegaj szczęśliwy po soczystych łąkach za TM. -
Oj tak, a jaka była rozmowna i jak pięknie kradła słodycze i chusteczki higieniczne (nie zużyte). Oj złodziej był z niej wytrawny. Tą sztukę miała opanowaną do perfekcji.
-
Podejrzewam,że nie. Jednak z drugiej strony to chyba dobrze, bo każdy psiak jest w stanie zaskoczyć nas czymś nowym, czymś innym. Ale kto wie? Może uda ci się znaleźć bardzo podobny egzemplarz czego ci życzę z całego serca. Powiem tak, Balbinka była wzięta z marszu. Po odkarmieniu i sprzedaniu malucha(ów) miała wrócić do normalnego boksu. Były obawy, że może zostać zagryziona przez inne psy ( tu muszę dodać, że choć jest malutka 32 cm w kłębie, to niezła z niej zadziora w stosunku do innych psów). Nie było się nad czym zastanawiać. Nie wiem co by się z nię stało, gdy po 4 dobach wystapiły niznaczne objawy ropomacicza, później kaszel kenelowy. Czy zauważyliby to w schronie przy takim przepełnieniu? Czy przeżyłaby w takich warunkach? Jest z nami. Zdrowa i szczęśliwa dajac nam wiele radości.
-
Radku Dziś mija rok i 4 miesiące odkąd nie ma Psoni. Tak naprawdę nie wyleczyłam się z tęsknoty za nią i chyba nie wyleczę. Dzięki Balbince jest mi lżej, ale nie potrafię zapomnieć o Psotuni. Niby czas leczy rany. Moim zdaniem tylko zalecza. Ja również mam drugą sunię. Dwa miesiące po odejściu Psoni adoptowalismy ją ze schroniska. Jestem szczęśliwa, że moje serce otworzyło się dla tego psiego nieszczęścia, które ponownie zaufało człowiekowi, i nie musi kojarzyć ludzkiej ręki z jednym- biciem. A żebyś ty wiedział jaka się z niej zrobiła kokietka:lol: Potrafiła skraść nam serducha i dziś mogę powiedzieć, że moje obie sunie choć różne fizycznie są w jakimś sensie do siebie podobne. Może Psonia steruje Balbinką zza chmurek? Może jej duszek gdzieś krąży między nami i jej podpowiada ???
-
Witaj Słoneczko ! Dziś mija 1 rok i 4 miesiące odkąd odeszłaś. Uśmiałam się do łez i płakałam kiedy Szymon mi przypomniał jak wlazłaś do pralki automatycznej i nie mogłaś się z niej wydostać. Pamiętam, wyszliśmy wówczas z domu , a ty zostałaś sama. Po powrocie nie witałaś nas, nie tańczyłaś swojego walczyka radości, nie śpiewałaś. To nas zaskoczyło. Z niepokojem zaczęliśmy cię nawoływać- cisza. Poczułam ból w sercu , dostałam nogi jak z waty, natychmiast w głowie zaczęły mi się kłębić czarne myśli. Wpadłam w panikę, przeciez to do Ciebie nie było podobne. Po chwili jednak usłyszeliśmy jakoś dziwnie przytłumiony twój głos. Kto by pomyślał, że wpadnie ci do głowy pomysł wleźć do automatu??? Siedziałaś tam i nie byłaś w stanie się wydostać, każdy twój ruch powodował, kręciłaś się w bębnie, jak chomik na kołowrotku. Ty mała łobuźnico. Od tamtej pory drzwiczki od pralki były zamykane jak musiałaś sama zostać w domu. Ale tego nie lubiłaś prawda??? Psoniu, jak mi brakuje tych twoich numerów, nawet nie masz pojęcia. Gdzie jesteś???? Gdzie???? Dlaczego odeszłaś???:placz::placz::placz: Kocham Cię moje maleństwo i bardzo mocno tęsknię.
-
Nie jesteś sama. Rozejrzyj się choćby tutaj ile nas jest i doskonale Cię rozumiemy. Na początku niedowierzamy w to co się stało. Później kiedy dociera do nas myśl, że ta mała istota już nas nie obudzi, nie podejdzie do nas, nie zaszczeka nastepuje rozpacz, potworny , palacy ból. Gardło ściska ogromny żal, łzy bezwiednie spływają po policzkach, zadajemy sobie pytanie czy zrobiliśmy naprawdę wszystko co możliwe. Wspominamy ukochanego psiaka, ale zamiast się uśmiechąć ryczymy. Sen z oczu spedza nam ogromna tęsknota. Ja dodatkowo widząc kogoś z psem na ulicy zazdrościłam mu. Tak, nie wstydzę się o tym pisać. ZAZDROŚCIŁAM. Zdawałam sobie pytanie dlaczego mnie to spotkało, dlaczego ja nie mogę już paradować po mieście z moją ukochana Psonią. Oczami wyobraźni widziałam tego psiaka jak jego pani do niego przemawia, jak go karmi, jak tuli. Wówczas ogarniała mnie wściekłość i żal do całego świata. Sprzatając mieszkanie płakałam nad każdym znalezionym kłaczkiem z psiej sierści. Nie miałam ochoty na schowanie miseczek, zapakowanie zabawek, na nic. Żyłam jakby obok wszystkich i wszystkiego. Chodziłam smutna, z wiecznie podpuchniętymi oczami. Tu dziekuję mojej rodzinie. Mojemu mężowi, synowi za wyrozumiałość. Po dwóch miesiącach nie ja, właściwie mój mąż podjął decyzje , że tak dłużej być nie może. I nastapił przełom. W domu pojawiła sie wówczas 1,5 roczna sunia ze schroniska. Poczatkowo wiedzielismy tylko, ze psina miała małe i karmiła. Na dobę przed adopcją sprzedano jej maluszka, była w rozpaczy a do schroniska przywiozło ją dwóch meneli. Nikt nam nie powiedział, że sunia była bita, że cierpi na masę lęków ( z niektórymi walczymy do dzisiaj). Kiedy zobaczyłam tego trzęsącego się kudłacza z powplatywanymi wszędzie ostami popłakałam się. Wściekłam natomiast gdy spostrzegliśmy, że nasza nowa lokatorka bardzo boi się ludzkiej dłoni. Na jej widok cała drżała , kładła się na boczku,zasłaniała głowkę łapkami przy tym cichutko kwiląc. Mysłałam, że mnie szlag trafi. Byłam pewna, że sunia była maltretowana. To było dla mnie wyzwanie. Biedactwo nie wiedziało co to zabawki, kość z prasowanych ścięgien- niczego. Bała się podejść do miseczki z jedzeniem. Ukradła kąsek i biegem chowała się w ciemnym kącie, żeby zjeść swoją zdobycz. Swoje odchody , które początkowo zostawiała na dywanie gotowa była chyba zjeść żeby nie dostać bicia. To był przełomowy moment w mojej psiej tragedii. Tak naprawdę nie wiedziałam czy płakać za Psotką czy nad losem tego małego psiego nieszczęścia. Wziełam się za siebie i za pracę nad nowym domownikiem. Po 4 dniach Balbina wylądowała w szpitaliku na operacji. Miała ropomacicze po oszczenieniu i zapalenie obu listw mlecznych. Myśłałam, że oszaleję. Na szczęście wszystko przebiegło dobrze i po 4 dniach sunia była w domku. Znów mineły 4 dni jak nasza panienka dostała kaszel kenelowy. Ale to już była kaszka z mleczkiem. Po leczeniu zaszczepiliśmy ja na wszystko co się rusza. Dziś nasza panienka jest niesamowita pieszczochą. Kochaną przylepką i pełnoprawnym czlonkiem rodziny. Jednak nie było dnia abym nie myślała o Psoni i tak jest do dzisiaj. Nadal są momenty, że miewam nawroty rozpaczy. Wówczas wystarczy spojrzeć jak patrzy na mnie moja druga sunia. Jak przychodzi do mnie i na siłę chce mnie pocieszyć. Nie wiem, czy Psonia nam jej nie zesłała zza chmurek? Zwolniła miejsce w domku, w którym pies jest istotą kochaną i szanowaną przez wszystkich, byż może zwolniła je dla tej suni, która nie zaznała miłości, a człowiek był dla niej katem. Dziś potrafię już mówić o Psoni , a nawet wspominać jej figle i złodziejstwa z uśmiechem na twarzy, ale nie oszukujmy się, są także jak juz napisałam wczesniej chwile rozpaczy i ogromnej tęsknoty. Przepraszam, że tak sie rozpisałam. Trzymaj się . Jestem z Tobą w tych trudnych chwilach, jak i z każdym, kto stracił swojego pupila. Ps. Z opisu twojej suni wynika, że miała podobny charakterek do mojej Psoni. Oj rozbabiaja tam za TM , oj rozrabiają i gadają do upadłego.
-
Wandul66 dlaczego mnie nie dziwi twoje postepowanie? Obawiam się, że sama postąpiłabym podobnie, liczyłabym na cud i walczyła do samego końca. Jakoś w mojej, być może chorej psychice, tkwi myśl, że każdy broni się przed śmiercią- zwierzę także. I tak naprawdę nie wiem czy mamy prawo decydować sami o momencie odejścia psa. W tej kwestii nigdy nie potrafiłam sobie odpowiedzieć na to pytanie, choć rozumiem doskonale ludzi, którzy zmuszeni byli podjąć taką decyzję. Ma _ruda. Piękna psina i pełna uroku. Nie martw się, znajdziesz niedługo swoje psie szczęście. Być może wyglądem nie będzie przypominało twojej suni w ogóle ( tak jak u nas) ale obdarzy cie szczerym uczuciem, a to jest najważniejsze.
-
Dla Gabi
-
" Stoję przy Twoim łóżku, przyszłam chociaz zerknąć widziałam jak płakałeś i ciężko Ci było zasnąć. Zapiszczałam cichutko gdy ocierałeś łzę z policzka to ja- nie zostawiłam Cię, jestem tu i czuję się już dobrze. Byłam przy Tobie gdy jadłeś śniadanie, gdy nalewałeś herbatę. Zamyślony sięgnąłeś dłonią w pustkę, by mnie pogłaskać. Byłam przy Tobie, gdy stawałeś przed moim grobem i delikatnie go pielęgnowałeś, chciałam Cie zapewnic, ze ja tam nie leżę. Teraz jest możliwe,żebym była stale blisko i mogę Cię zapewnić, że nigdzie nie odeszłam. Siedziałeś bardzo cicho i nagle usmiechnąłeś się jakbyś wiedział, że tego cichego wieczoru jestem obok Ciebie. Dzień się skończył, uśmiech znikł, ziewasz dobranoc, zobaczymy się rano. Kiedy przyjdzie czas przekroczysz Tęczowy Most spotkamy się po drugiej stronie. Pobiegne do Ciebie co sił w łapach i zawsze będziemy razem. Chciałabym wtedy pokazać ci tyle rzeczy, jest tyle miejsc do zobaczenia. Bądź cierpliwy, dokończ najpierw swoja podróż, a potem wróć do mnie.... do domu...." Radku, ona odeszła ciałem, duchem jest z Tobą i zawsze tak będzie. Żyje w Twym sercu i Twej pamięci.
-
Kochałaś jej wady! To tak jak ja. Najbardziej kochałam Psotki psoty. Boze, ile razy żałowałam, ze daliśmy jej na imię Psotka? Praktycznie nie było dnia, żeby czegoś nie zmalowała. Oj miała charakterek, miała. Jedyny w swoim rodzaju- fakt. Co mnie jednak zastanawia? We wrześniu minął rok od adopcji Balbinki. Wyobraź sobie, że ten małpiszonek zaczyna momentami zachowywać się jak jej poprzedniczka. Wtedy tak sobie mówię w myślach " sterujesz nią kochaniutka" Doszło do tego, że Balbinka śpi jak Psonia. Oczywiście na mojej poduszce i robi mi nocną fryzurę. Na szczęście jest wyrozumiała podobnie jak Psonia i pozwala mi położyć pod głowę półpoduszke. Za to moje nogi niestety, wystają 30 cm poza małżeńskie łoże. Na dzień dobry dostaję w łeb kuksńca psimi łapami. Jak to nie pomaga mnie zwlec z wyrka, to na mojej gębie ląduje psi jezor i robi mi poranną toaletę. Po przebudzeniu moja fryzura wyglada jakby piorun pierdyknął w plantację szczypiorku, ale to jest właśnie wspaniałe. Takich pobudek mi brakowało. I kto ją tego nauczył? W identyczny sposób budziła mnie Psonia. Nigdy nie żałowałem, że 2 miesiące po odejściu Psoni pojawiła sie w domu Balbisia. Powiem wiecej, żałuję, że to trwało aż dwa miesiące. Pojawienie się drugiej istotki w domu znacząco złagodziło ból po stracie Psoni. Balbinka pochałaniała masę czasu. Trzeba było nauczyć ją praktycznie wszystkiego od załatwiania swoich potrzeb na zewnatrz po zbawy i gryzienie kości.Nie wiedziałam czy bardziej płakać za Psonią czy nad Balbinką, której ludzka dłoń kojarzyła z zadawanym ciosem.Cztery dni po adopcji sunia wylądowała na operacji i starach o jej życie jakby przesłonił palącą rozpacz. Cztery dni jej pobytu w szpitalu były męką. Płakałam, ale czułam, przez skórę, że Psonia nad nią czuwała i nie pozwoliła na to, żebym w tak krótkim czasie straciła kolejnego psiaka. Może dlatego, że po powrocie ze szpitala Balbinka po raz pierwszy położyła się na ulubionym miejscu Psoni. Powiem jedno, dzięki Balbisi dom przestał być cichy i jakiś dziwnie pusty. Moje obawy czy zdołam pokochać kolejnego psiaka okazaly się całkowicie bezzasadne. Kocham ją , kocham bardzo mocno, co nie przeszkadza mi nadal kochać Psonię i za nią tęsknić. Cieszę się, że nasz wybór padł na dorosłą sunie po przejściach. Dzięki nam uwierzyła ponownie w człowieka i stała się niesamowitą przylepką.
-
Sznuki bez łapki i sierści! Jest chory! :( Za TM [*] :(
szajbus replied to Mysia_'s topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Biegaj psinko kochana po soczystych łąkach za TM i baw się z naszymi psinkami. Tam nie ma okrucieństw, ani chorób. Tam, odzyskasz zdrowie, piekną sierść i pełnię szczęścia. Jestem pewna, że Psonia oprowadzi cię po wszystkich zakamarkach w tej krainie wiecznej szczęśliwości -
Będziesz tęsknić, podobnie jak ja i my wszyscy. Nie wiem jak bym przez to wszystko przeszła gdybyśmy nie zdecydowali się na adopcję Balbisi. To bardzo kochane stworzenie. Złapała nas za serducha i to całkiem mocno. Dziś nie wyobrażam sobie dommu bez tego małego urwisa i niesamowitej kokietki. Jednak to nie zmienia faktu, ze Psonia także jest z nami. Nie ma wieczoru, żebym nie odwiedziła stronek Teczowych Mostów, gdzie umieściłam jej wpisy i nie powiedziała jej DOBRANOC. Kocham ja nadal i nie tylko ja. Mąż, syn, moja sparaliżowana 85 letnia mama- codziennie o niej rozmawiamy. Tak jak powiedziałam, szukam Psoni 2 i znajdę, choćbym miała szukać jej latami, ale nie żałuję ani przez moment, że jest z nami drugie psie szczęście, wyrwane z okrutnego miejsca ( jak się okazało strasznie skrzywdzone przez los) i naprawdę kochane. Ludzkie serce jest bardzo pojemne. Starcza w nim miejsca na wiele uczuć.
-
1 LISTOPAD 2006 r. PAMIĘTAMY Dla Ciebie serdeńko moja. Byłaś, jesteś i zawsze będziesz z nami. Kochamy Cię maleńka. Ps. Dziekuję Ci za ten piekny sen. Choć po nim tęsknota stała się jeszcze silniejsza, to proszę o więcej. Kocham
-
Mój kochany Harley a teraz i Ozzy :(
szajbus replied to Alicja's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
1 listopad 2006 r. Dla ciebie Harley -
1 listopad 2006r. Dla Ciebie Atosku
-
Kraków - Drożdżówka, odeszła niezwykła sunia;(
szajbus replied to black sheep's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Biegaj sunieczko po soczystych łąkach za TM. -
Długo mnie nie było na TM, a tyle przybyło tu psiaków. Bardzo mi przykro Dla twojej suni, która przy Tobie zaznała wiele szczęścia i miłości Po odejściu mojej Psoni za TM świat zatrzymał się w miejscu. Żyłam jak w matni. Ból ściskał gardło, a łzy same spływały po policzkach. Ponieważ Psonia była sunia baaaaaaaaardzo zazdrosna o mamcię i zarazem zaborcza przyrzekłam sobie, że nigdy jej nie zdradzę. To miał być ostatni psiak w mojej rodzinie. Gdzieś w podświadomości błysneła myśl, że może kiedyś przygarniemy jakąś bidę ze schronu. Ale jak tu żyć bez cieplutkiego jęzorka , który ląduje na policzkach każdego ranka, bez dziamotania ukochanej jadaczki, bez merdającego ogonka? Rozpacz jeszcze gorsza. To mąż zdecydował , że tak żyć się nie da. Miał chyba dość widoku zaryczanej żony, zrozpaczonego syna i pustki, która bolała nawet jego jako faceta. Po dwóch miesiącach pojawiła się adoptowana 1,5 roczna sunia po przejściach( schroniskowiec). Wyglądem niczym nie przypomina Psoni. Nawet nie przypuszczalam, że uda mi się pokochać tak bardzo drugiego psa. A jednak. Balbinka to urocze i bardzo kochane stworzenie. Nie wyobrażam sobie życia bez niej, ani ja, ani mąż , ani syn. Powiem ci jedno. Minął rok i 4 miesiące od odejścia Psotusi. Nie ma dnia, żebym nie myślała o niej. Ona żyje nadal. Jest obecna w naszym życiu, bo nie wyrzuciliśmy jej z naszych serc. Czy Psonia opiekuje się Balbinką zza TM? Chyba tak. Czasami mam wrażenie, że ona naprawdę nią steruje. Są momenty, że zachowuje się tak jak jej poprzedniczka. Powiem ci jedno, choć może wydać ci się to śmieszne, ale ja wyglądam duplikatu Psoni na stronkach adopcyjnych i w schroniskach. Jak znajdę to.............. Balbinka będzie miała siostrzyczkę. Twoja sunia tak jak poprzednie zawsze będą w twoim serduchu ale starczy w nim miejsca na kolejną psinę. Pozdrawiam serdecznie.
-
Witaj Psoniu! Dziś mija 15 miesięcy. Pamiętam . Ciekawe jak długo będę jeszcze odliczała te miesiące? Chyba zawsze. Codziennie patrzę na twoja fotografię i zadaję sobie pytanie - gdzie jesteś i czy ci jest tam dobrze. Tak mocno za toba tęsknie mój maluszku, tak mocno. Mimo, że jest Balbinka często cię wspominamy. Wiesz? Coraz częściej oczami wyobraźni widzę jak obie bawicie się na dywanie, jak biegacie wokół pokojów, jak wyrywacie sobie zabaweczki. Niestety, twoje są spakowane wraz z ostatnim precelkiem, którego nie zdążyłas zjeść i kosteczka, którą ledwie napoczełaś. Cenne pamiątki ze śladami twoich ząbków. Twoje smycze, szeleczki kaganiec są nadal na swoim miejscu. Wypakowałam je. Pomimo, że Balbinka ma swoje, te wiszą nadal. Nie wiem czemu to zrobiłam. Może każdego dnia chciałam mieć na widoku coś co należało do ciebie? Nie potrafię ich schować. Koszyczek z zabawkami to inna sprawa. One szybciej by łapały kurz, a nie chciałabym ich myć. Są szczelnie zapakowane. Kocham cię mój maluszku ! Tęsknota nadl boli. Ps. Czy to przypadkiem nie za twoją sprawką z Balbinki zrobił się drugi cycuś? No, moja pannico, niedługo nigdzie bez niej nie będziemy mogli się ruszyć. Chcesz pewnie, żebyśmy przerabiali to samo co z tobą? Ok, nie ma sprawy.
-
Witaj kochana psinko! Dziś minęło 14 długich miesięcy odkąd odeszłaś za Tęczowy Most. Czas płynie, tęsknota się wzmaga. Czy kiedykolwiek bedzie mi lżej? Bardzo za tobą tęsknię Kruszyno moja. Za twoimi psotami, za chodzeniem za mna krok w krok, za radosnym merdaniem twojego ogonka. Za wszystkim. Kocham cię mój słodki maluszku. PAMIĘTAM