Spotkałam dziś panią Sonkową, jak wychodziła ze sklepu mięsnego. Zakupiła ryż, makaron i mięso - bo "Sonek tak niechętnie je suche, a jest taki kochany, że mu gotuję" . Niestety, potrafi zrzucić obrożę, i choć się nie oddala, trzyma ludzi, to pani kupiła i założyła mu w czwartek szelki - mówi, ze się pogniewał i nie chce podać łapy....A umie podawać obie, i zna "siad". I imię pani zostawiła, podoba się jej.
Rano takie wieści, taka rozmowa w sklepie = dobry humor na cały dzień :)