Poswięciłam się dla dobra sprawy, wyciagnełam towarzystwo na spacer, męża z aparatem...
Pierwsza Zulka odmówiła współpracy. Jakoś małpa jedna zobaczyła aparat w ręku, i niby przypadkiem, boczkiem, chyłkiem, z podkulonym ogonkiem przeprosiła zgromadzonych i zaszyła się na tarasie w kątku. Potem kot ostentacyjnie wrócił do domu, co będzie mu doopka marzła na dworze.
Reszta biegała, skakała, kopała dołki (Pelasia, mimo zmarzniętej ziemi...), a Majeczka nawet dała sie uchwycić w locie :crazyeye: :evil_lol: