Moja część podróży przebiegła bardzo dobrze :) Olinek trochę jojczył i szalał po samochodzie na początku, ale potem się uspokoił. Zwłaszcza, jak się zatrzymaliśmy na sioo, a tu rozwolnionko małe było ;) Ulżyło mu i się potem ładnie i grzecznie położył na skotłowanym osobiście kocyku. I bardzo szybko się do mnie przywiązał. Jak na chwilę zostawał z drugim towarzyszem podróży, płakał za mną :) Kochany psiulek. Ktoś, kto go weźmie do domu będzie miał cudownego przyjaciela. :)
Bardzo jestem ciekawa, jak się odnalazł w nowym miejscu u Szafirki?