Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 12/01/25 in all areas
-
Wiadomość z ostatniej chwili : Zbiórka wśród znajomych dała 4000 zł., my z mężem dopłacamy kolejne 4000 zł , z moich bazarków powinna uzbierać się reszta na spłatę długu u Murki. Tym samym cały dług zostanie spłacony. Mam nadzieję, że dzięki temu Murka nadal będzie brać pod opiekę kotki ze Szczebrzeszyna od DORA1020.11 points
-
3 points
-
2 points
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
Joli droga świat jest mały Wysyłam paczki nie tylko z dogo,cala Polska jak długa i szerokaZa granicę też się zdarza A wszystko to dla kotów Inna sprawa na co by mi były bliki InPost mobilne,wyszukiwarki,kompresję,fb na dużą skalę w moim wieku? Czyli wszystko ma swoje dobre stronyMózg mi się chyba szybko nie zestarzeje1 point
-
1 point
-
Dzień dobry, poproszę 8a, 9b, 13 b, 22, 25 i 26.1 point
-
Poker, moja mama się przejęła, że tych poduszeczek od Ciebie nie można prać i poszyła na nie pokrowce Takie jak to różowe na drugim zdjęciu Koty bardzo lubią te poduszeczki. Mam kilka używanych poszewek 40x40 cm, mogą być dla kotów. Bawełniane, z kory. Jeśli by pasowały to mogę przesłać.1 point
-
Uff, znalazłam,moja Olinka jest u nas prawie 14 lat1 point
-
Rozliczenie Luny za listopad 560 zł, zamiast 655 zł po odliczeniu karmy. Na fundację Zea. Odliczyłam w zeszłym miesiącu różnicę za karmę, ( pierwotnie 110 zl) ale Luna w międzyczasie nie miała już swoich puszek, wiec musiałam dać moje. Dostala żwacze w puszce, bo ponoc mniej podnosza cukier, niż zwykla karma. Puszki diabetic przyszły dopiero w piątek popołudniu. Luna jest coraz chudsza, nie smakuje jej karma. Nie zjada nawet swojej codziennej porcji. Dieta sucha wg jej wagi miała wystarczyć na 31 dni, czyli do jutra, ale mamy ją nadal. Dlatego proszę o zakup kolejnej suchej karmy z innej firmy. Żal patrzeć, jak sunia niknie w oczach. Jest jeszcze pełna życia, niestety bez insuliny trudno utrzymać cukrzycowego psa. No i cały czas dużo pije i sika. Nie sika już praktycznie na zewnątrz, odkąd jest chora, tylko wraca do domu i sika na podłogę. Mam nadzieję, że szybko jej się nie pogorszy.1 point
-
No cóż.. pozwól, że skomentuję to tak: weterynarze bywają różni. Myślę, że w Waszej sytuacji i tak jest bardzo dobrze, może niech mąż jak najwięcej się z nią bawi czy ją głaszcze gdy jesteście razem i ona się nie boi. Oczywiście jeśli sunia jest akurat dobrze do tego nastawiona. Po jakimś czasie sama uzna, że mąż nie jest zagrożeniem. Ty też jak najwięcej okazuj zaufania mężowi w obecności suni, pokazuj jej, że on jest w porządku Pewnie nigdy nie będzie go traktować na równi z Tobą, ale psy zawsze w rodzinie wybierają sobie jedną osobę, którą traktują jak przewodnika stada. A najważniejsze, żeby przestała go traktować jak zagrożenie. I obserwując Ciebie ona to zrozumie.1 point
-
1 point
-
28 a i b po 7,- poproszę1 point
-
Dobrego dnia, dobrego tygodnia, dobrego miesiąca.1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
Dziękuję za odpowiedź:) Trochę dały mi do myślenia słowa weterynarza, że lepiej dać psu psychotropy, żeby nie utrwalać jej traumy. Utrwalanie traumy kojarzyłoby nam się bardziej z dalszym krzywdzeniem psa,a nie z unikaniem przebodźcowania jej przez męża,gdy są sami w domu. I dodatkowo,tak jak piszesz, szkoda mi truć psa lekami, gdy nie zdążyła nas poznać i w 100% zaufać. Pozdrawiam:)1 point
-
1 point
-
Podziwiam Cię, że dajesz radę z takim stadem, co to zdolne jest. U nas było kilka miesięcy z chorą koteczką, która załatwiała się gdzie popadło i to już było wyzwanie nie lada, a u Ciebie ilość hurtowa... Rózia chyba jednak się stara - z tego, co piszesz widać postępy. Oczywiście to małe pocieszenie, ale zawsze..1 point
-
a z listopadem cała reszta, aż do wiosny, żeby nie musiały te stare psy cierpieć w schroniskach jeszcze bardziej, niż i tak cierpią1 point
-
Dziękujemy serdecznie Limonce za przysłaną paczkę i pomoc1 point
-
U nas jest jak było, pchamy ten wózek pod górę. Wypracowałam z Rózią całe dwa razy wyrzucania jej z domu na zewnątrz, z nadzieją że to tam się załatwi i będzie czasem mniej nafajdane na podłogach i legowiskach. Wygląda to mniej więcej tak, że otwieram szeroko drzwi wyjściowe, po czym staje przy stole (ona leży pod) i mówię głośno - „Rózia na dwór „ , no i wtedy zawsze pierwszy podnosił się Burton , gdziekolwiek leżał to wstawał i wychodził, a wtedy ona wyskakiwała spod stołu i leciała za nim. Dobry pies z Burtona , pomagał mi jak potrafił. Z czasem utrwaliło się Rózi na tyle „wychodzenie”, że pędzi i łapy łamie, nawet bez wspomagania ze strony Burtona. Trochę gorzej jest w drugą stronę, bo jej trzeba otworzyć drzwi i się schować, żeby wpadła do środka z powrotem. Czasem nie może zebrać odwagi, więc podbiega do drzwi i ucieka przez 10 minut, czasem wyczuje że stoję za drzwiami schowana (czekam aż wbiegnie, żeby drzwi zamknąć, bo się mieszkanie wietrzy ) - często mnie psy zdradzają, bo przyjdzie któraś sierota i się patrzy na mnie i jeszcze ogonem macha , a Rózia swój rozum ma i wtedy załapuje, że wróg za drzwiami czyha ukryty . No i taka to zabawa…. Moje obecne stado jest wyjątkowe, absolutnie niepowtarzalne. Jakie one wszystkie są uzdolnione... takiego chóru przez kilkanaście lat nie miałam . Wszystkie, co do jednego. Rózia tak się drze, że mogłaby być jednoosobową orkiestrą , jak jestem w domu to jest cicho, jak tylko drzwi się za mną zamkną, to lata po mieszkaniu i szczeka wniebogłosy, a cała reszta się dołącza i koncerty dają nie do opisania. A kończą sikaniem, albo nie tylko sikaniem. Jakaś zbiorowa histeria, hurtowy lęk separacyjny, czy coś….. Psy chore, z demencją, niesprawne – no sikają …., ale reszta .Wystarczy że czasem wyjdę tylko na 10 minut, pójdę miski pozbierać w psim domku, kupy zgrabić na dworzu, wracam a tu wszędzie nasikane i zastanawiam się kto pobiegł ze mną, a kto został i tym samym czyja to sprężyna- te kałuże na podłodze (bo kto śpiewa, to słychać wyraźnie), mokro wszędzie – i jakbym nie analizowała, wychodzi na to, że sikają wszyscy jak leci, albo Rózia ma takie moce przerobowe…. Druga podejrzana najbardziej byłaby Mania, ale Mania już praktycznie nie wychodzi z budki samodzielnie, głównie w budce pod siebie załatwia wszystkie potrzeby, więc Mania „się nie liczy” Ale żeby nie było, że tylko narzekam, to pochwalić też trzeba – czasem potrafią mnie zaskoczyć – bywa że nie ma mnie w domu dłuższy czas, wracam, a tam jedna kałuża, albo tylko jeden koc mokry, albo sucho – CUD . Wszyscy wiedzą, że cuda rzadko się zdarzają, więc trzeba doceniać psie starania o mój stan psychiczny , bo kto będzie jeździł po zakupy, przywoził mięso, gotował, rozdawał smaczki, parówki, kabanosy - kto wie lepiej, co sprawia robaczkom największe przyjemności .... A wracając w kilku słowach do Mani - Mania podupadła mocno na zdrowiu, na zewnątrz wynoszę ją na rękach – rzadko ją „męczę” bo ona strasznie nie lubi być brana na ręce, rzuca się jak ryba bez wody, kiedy się przy niej za mocno majstruje. Bardzo pogorszył się też stan płuc Matyldy. W ogóle ostatnie tygodnie to takie duże tąpnięcie u Matyldy, Matysia zapadła się kondycyjnie kilka pięter w dół, a Ja bardzo, bardzo się boję…1 point
-
Witajcie Pewnie jesteście ciekawi jak tam u Maurycego i czy te nowe próbne leki zrobiły jakąś robotę… Chciałabym jeszcze dać im trochę czasu, bo nie napiszę Wam, że nadeszły wyraźne zmiany i jeśli zrobię w tym momencie świeże zdjęcia, to zobaczycie to co zawsze – Rysia przyklejonego do kanapy (sam fakt, że nachodzę go z telefonem powoduje, że on się wycofuje), natomiast zauważam subtelne niuanse, w spojrzeniu, w reakcjach na wyciąganą rękę, ale to tylko Ja jestem w stanie wychwycić, a czy leki mają tu coś do rzeczy, czy to przypadek ?– tego nie wiem, natomiast jest coś, co jak dla mnie jest krokiem siedmiomilowym – jak przynoszę kolację, to Maurycy schodzi z kanapy i idzie do miski jeść – niby zwykła rzecz, ale jakże niezwykła, bo robi to w mojej obecności. Co prawda nie ma mnie obok, w pokoju jest sam, ale ciągle jestem w domku, coś robię w pobliżu – takie rzeczy nie wydarzyłyby się jakiś czas temu, teraz się dzieją co wieczór i aż boję się pisać, żeby raptem nie zniknęły- żeby się Maurycy nie cofnął w czasie, bo często mam takie szczęście, że coś zachwalę, to znika. Także cieszymy się powściągliwie i czekamy aż się zakorzeni w codzienności. W tym momencie nieco skomplikowaną sytuację mamy z wychodzeniem na siku. Jak było ciepło i drzwi na zewnątrz mogły być przez większość dnia uchylone, to Maurycy wychodził załatwić się kiedy nikt nie patrzył i kiedy bardzo potrzebował. Wszystkie drzwi, to znaczy główne wyjściowe i jego własne wyjściowe, zamykane były dopiero na noc. Nie zawsze Maurycy wytrzymywał do rana i pod drzwiami nierzadko było nasikane, ale to szczegół (w tym miejscu po raz kolejny ogromne dzięki za pomoc w postaci paczek z poszewkami, ręcznikami i wszystkim w co misie lubią sikać najbardziej i co bardzo, ale to bardzo ułatwia codzienność…). Odkąd ogrzewam domek całodobowo, otwieram psom drzwi tak samo, jak psom mieszkającym w domu – wychodzą, spędzają jakiś czas na dworzu, idą na spacer, wracają i są zamykane. Wraz z ciepłem i przyzwoitymi temperaturami, kończy się niestety pełna swoboda. Maurycemu nie otworze drzwi żeby wyszedł ot tak, bo wiadomo że nie wyjdzie, dlatego jego drzwi zostawiam uchylone i znikam, żeby mógł wyjść zrobić co powinien, ale to średnio działa, bo rzadko kiedy Maurycy akurat wtedy kiedy drzwi są otwarte, ma ochotę z tego skorzystać. Czasem wychodzi zrobić siku, bo po mokrych plamach widać że był na zewnątrz, a jak nie był, to tyle że ciepło uciekało i się domek wyziębiał bez potrzeby. Czekam bardzo na drzwiczki , które mam nadzieję będą jakimś rozwiązaniem, mam nadzieję że będzie chciał z nich korzystać, bo innego wyjścia na ta chwilę nie widzę. Niestety jak ze wszystkim, ktoś musi drzwiczki zrobić i zamontować, a że ktoś, rzadko bywa w domu, więc czekamy, ale powinniśmy się do końca m-ca doczekać. Póki co, Maurycy dokłada do robienia siku pod drzwiami, kupę w jakimś innym kącie i jakoś czas leci Spróbuję kliknąć zdjęcie Maurycego przy misce z kolacją, tylko muszę ostrożnie z tematem, żeby go nie wystraszyć i nie złapać u pana psa minusa1 point