Wczoraj Dylanem zachwycała się Marina. Dylan do niej przyszedł po głaski i przytulił się, a ona zakłopotana zapytała, co to za pies, bo nie wie. Zakładała, ze skoro tak pełen milości, to od niej i ją pamięta, a jej było głupio, ze ona go nie kojarzy, bo wszystkie pozostałe swoje kojarzyła i o nie pytała. Dylana nie dało sie wyprowadzić od Mariny, stale podchodził sie przytulać. Juz naprawdę nie wiem, co robic, żeby ktos go dostrzegł. Wszyscy goście się nim zachwycają, jego milościa i łagodnościa, a brak choć tego jednego człowieka, który go pokocha, tak jak my i zabierze ze sobą.