Jump to content
Dogomania
maciaszek

Galeria białasa argentyńskiego Bazyla :) Oraz Meli nieogara ;)

Recommended Posts

Zbliża się listopad...

Coraz częściej przypomina mi się Bazylek,

Jak chorował, jak odchodził :(

Jaki był cudowny, kochany.

Znowu boli. Coraz mocniej.

Boję się tego co przyjdzie...

Tęsknię.

:(

 

ja wychodząc z cmentarza od Ozzulka zalewam się łzami :( , chyba jeszcze długo tak będzie :(

 

chyba za dużo człowiek rozpamiętuje :(

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

Na szczęście mam Melutkę malutką.

Zbója. Śmieciojada. Złośliwą sikającą (albo wręcz przeciwnie) małpę. Nieogara skaczącego po czym się da - po ludziach, meblach, ścianach. Żarłoka, który by z kuchni nie wychodził (czasem potrafi tam siedzieć - sama, po ciemku, długo - i czekać na cud ;) ). Uparciucha i roztrzepańca.

Przytulaka, który chodzi za mną po mieszkaniu i piszczy - tak bardzo bardzo chce, żebym usiadła/położyła się, bo wtedy może się we mnie wtulić i mlaskać z zadowolenia. Machacza ogonowego, wiecznie zadowolonego. Mordkę uśmiechniętą, która wita mnie gdy się budzę i gdy do domu przychodzę. Zwierzynkę, która cieszy się ze wszystkiego i wszystkich.

 

 

Melutka ziewająca.

 

092%252520-%252520Kopia.JPG

 

I patrząca, tym swoim za serce łapiącym spojrzeniem ;)

 

091%252520-%252520Kopia.JPG

minka z cyklu ,,przygarnij kropka ,, :)

 

ona wie , ze ratuje cie tą swoją obecnościa

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostatnia fota chyba zmiękczy każdego

 

;)

Mamy na piętrze panią, której Melutka nie zmiękcza. Raczej powoduje dudranie pod nosem i odsuwanie się ;)

 

Nie wiem czy tylko mi te zdjęcia sie skojarzyły z Bazylkiem :) jakoś wbiło mi sie w pamięć że gdzieś widziałam takie zdjęcia właśnie z nim, na balkonie
A przecież podczytuje po ciuchutku cały czas galerie.

 

Na pewno widziałaś tutaj takie foty. Bazylątko miało sporo fot balkonowych, bo bardzo lubił na balkonie lezeć i kontemplować okolicę. Albo wygrzewać się na słońcu.

 

Piękna jest. I to bursztynowe spojrzenie.....Takie bardziej spanielowate.....Oj, ale bym rozpuściła.....

 

Ciężko nie rozpuszczać. A rozpuszczać nie można, bo uczyć trzeba różnych rzeczy. Ale rzeczywiście ciężko oprzec się temu spojrzeniu. Z białasem było łatwiej. On tak nie patrzył ;)

 

ja wychodząc z cmentarza od Ozzulka zalewam się łzami :( , chyba jeszcze długo tak będzie :(

 

chyba za dużo człowiek rozpamiętuje

 

Chyba masz rację. Ale jak tu nie rozpamiętywać? Jak się tego oduczyć? Ciężka sprawa.

 

minka z cyklu ,,przygarnij kropka ,,

 

ona wie , ze ratuje cie tą swoją obecnościa

 

"Przygarnij kropka" to jej firmowe spojrzenie :)

A żebyście widziały jak biegnie i rzuca się w moje ramiona, gdy siąde na łóżko i wspomniane ramiona szeroko rozłożę. A jak się wtula wtedy, maleńka.

 

Ależ ona śliczna! Te oczęta mogą każde serce złamać!

 

:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jakaś głupia sucz zepsuła nam przedwczoraj psa, na półtora dnia...

Przygalopowała z drugiej strony ulicy, ze szczekiem. Zaczęły się obwąchiwać, Melka chciała już odejść, a ta łajza wystartowała z warkotem. Mela się przestraszyła, zaczęła uciekać. Ta za nią, próbując dziabnąć. Przypuściłam atak na agresora i przegoniłam gnojówkę.

Niby nic takiego strasznego, ale nasz mały psycholek zmienił się w innego psa. Nie opuszczającego mnie na krok (a jednocześnie nieco zdystansowanego), spokojnego, wycofanego, uległego, izolującego się, momentami przestraszonego, a nawet panikującego (jak kolega z pracy, którego zna, chciał ją pogłaskać to uciekła, a gdy jej dotknął delikatnie to rozdarła się tak histeryczynym wrzaskiem, że sama wyskoczyłam w powietrze). W pracy - oaza spokoju, jakby psa nie było. Nie skakała, nie plątała się, nie witała się z każdym kto wchodził, w ogóle prawie nie ruszała się z legowiska. W domu - oaza spokoju. Taka jakby na pół gwizdka, Wszystkie emocje stonowane. Żadnego szaleństwa, skakania, machania ogonem, wariacji na widok jedzenia. W nocy spała sama, na legowisku pod biurkiem (normalnie śpi w łóżku :)). W ciągu dnia zsikała się w domu. I to 3 godziny po poprzednim spacerze, tuz przed tym jak miałyśmy wyjść kolejny raz (kończyłam się ubierać). A do tego wszystkiego była taka jakaś smutna.

Naprawiła się wczoraj wieczorem :)

 

Ciekawe co się wydarzyło w jej głowie.
Chodzi o sam "napad" psa? Chodzi o to, że na psa nakrzyczałam, a ona mogła to odebrać tak, że krzyczę na nią? Jedno i drugie? Czy jeszcze coś innego?

Niezbadana jest główka Melutki...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dzisiaj, po 11:00 rano, pożegnaliśmy jamnika mojej siostry, Igora :(

Odszedł, z pomocą pani weterynarz, w domu, na kolanach swojej pani, po 17 latach wspólnego życia.

 

Ignis, bądź szczęśliwy, tam po drugiej stronie!

Pozdrów Bazylka i czekaj na panią, na nas wszystkich... Kiedyś się spotkamy...

 

:(

[i]

 

011.JPG

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo mi przykro, dożył w szczęściu sędziwego wieku i tego należy się trzymać!

 

Tak bardzo mi przykro :( [*]

 

tłoczno tam za Tęczowym Mostem ... i gwarno , a nam coraz bardziej smutno

 

Dziękuję...

 

jesu, jakie przepiękne zdjęcie !

 

 

Jedno z ostatnich... Dosłownie :(

Igorek lubił, co rzadko zdarza się psom, być tak noszony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Proszę bardzo :D

 

Zdj%2525C4%252599cie0327%252520-%252520K

kochany nieogar :) z jęzorkiem

 

 

U nas za tydzień minie 2 miesiące od dnia w którym ostatni raz przytuliłam Ozzulka , 11 listopada 2 rocznica śmierci Taty .... ciężki ten listopad

Share this post


Link to post
Share on other sites

kochany nieogar :) z jęzorkiem

 

Przyłapana w trakcie spania ;) Obudziła się jak złapałam telefon, żeby fotę zrobić.

 

U nas za tydzień minie 2 miesiące od dnia w którym ostatni raz przytuliłam Ozzulka , 11 listopada 2 rocznica śmierci Taty .... ciężki ten listopad

 

Też źle kojarzę listopad. Zresztą nigdy za nim nie przepadałam. Ale teraz to już go nie lubię...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Smutno i ciężko :(

 

Też nie ogarniam :(

 

Najgorsze jest to jak zaczyna się rozpamiętywać dzień po dniu , godzinę za godziną , minutę za minutą , każdą chwilę .... i zamiast ulgi ogarnia nas coraz większa rozpacz

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najgorsze jest to jak zaczyna się rozpamiętywać dzień po dniu , godzinę za godziną , minutę za minutą , każdą chwilę .... i zamiast ulgi ogarnia nas coraz większa rozpacz

 

Jest dokładnie tak, jak piszesz. Staram się przed tym bronić rękami i nogami, ale jest ciężko. Samoistnie, o określonych godzinach/porach, przychodzą myśli. Że rok temu w tym właśnie momencie wiozłam Łosia do lecznicy i jeszcze nie wiedziałam, że już stamtąd nie wróci. Że o tej godzinie, w zeszłym roku wracałam z lecznicy, pełna nadziei, że się uda. Że, że, że....

Staram się nie wchodzić w te tematy, nie zagłębiać się. Skupić się na Melutce malutkiej. Nie myśleć. Ale nie jest to łatwe. I szczerze mówiąc nie wiem czy mądre. Może powinno się dac wybrzmieć emocjom? W końcu one są. I najwyżej tylko je zepchnę głębiej w podświadomość. Ale nie znikną...

 

I ciągle dręczy mnie myśl, że Bazylek się męczył, że go bolało. Że taką paskudną miał końcówkę życia. Że na to nie zasłużył.
:(

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nigdy nie będziemy niczego pewni i myślę , że to jest najgorsze w tym wszystkim .

 

Pociechą w tym wszystkim jest to , ze to nam dane było przezyć mając u boku tak wspaniałe istotki , a emocjom nie dajmy zginąć wszakże one są w nas , jeśli by ich nie było , bylibyśmy puści

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie można tak bez przerwy rozpamiętywać! A co ja mam powiedzieć!

Arna zmarła w cierpieniu, umierała 5 dni. Teraz wiem, że to była babeszjoza, ale ta wiedza przyszła dopiero przy trzecim psie, który po przyjeździe z Parośli był w ciężkim stanie. Parę lat wcześniej, po 5 dniach walki zmarła Jaga, potem przy identycznych objawach Arna. Arna zmarła nam na rękach, cały czas miałam nadzieję, jeszcze na silę dawałam jej specjalna odżywkę, którą zalecił wet. Wciskałam jej do pyszczka strzykawka, a wystarczyło podać lek na babeszjozę. Jak Iga się rozchorowała to już po paru godzinach choroby wiedziałam co to jest i po podaniu leku za dwa dni była zdrowa. Też kłębią mi się myśli w głowie, a co by było gdyby... Gdym znała tą chorobę, wtedy mogłabym pomóc i Jadze i Arnie. Ale wtedy nawet weci jej nie znali. Nie można tak rozpamiętywać bo to tylko przynosi ból. Te psy nie były jeszcze stare i mogły zyć przynajmniej parę lat...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hej :)

 

Jesteśmy, żyjemy. Życie nieźle po dupie daje, wiele rzeczy przestało cieszyć (i nawet nie chce mi się tu pisać, sorrki), ale z Melutką wszystko (odpukać) ok i nieustannie bardzo się raduję, że ją mam!

Na razie niewielkie postępy robimy, bo mam strasznie mało czasu, żeby się nią porządnie zająć (w sensie dalszych wypadów, skupiania uwagi, oswajania z różnymi sytuacjami, ćwiczeń bardziej regularnych, itp.), ale mam nadzieję, że w końcu coś się w tym porąbanym życiu pozmienia i będę mogła spokojnie ogarniać temat. 

Im dłużej z nami jest, tym bardziej jestem przekonana, że ktoś musiał ją nieźle lać :( Ponieważ jest dzikusem, niewielu rzeczy nauczonym, a do tego upartym to sytuacji, w których dostawała było pewnie sporo. Widok przerażonej, skulonej, uciekającej prawie w rozpłaszczeniu, gdy czuje, że coś zrobiła źle, widzi nasze niezadowolenie i pewnie spodziewa się, że zaraz ktoś ją spierze, jest okropny :(

Ją nawet trudno skarcić słownie, bo od razu ma skojarzenia z laniem. Pewnie ktoś na nią krzyczał a potem tłukł. Teraz nawet spokojnym tonem głosu pewnych słów nie można powiedzieć.

Ma 2 źle zrośnięte żebra i jakieś krzywe zrośnięcie na mostku. Ktoś ją skopał? Przywalił jej czymś?

Dużo pracy przed nami,,, dużo czasu potrzeba. Powoli, powoli widzi, że nic złego się nie dzieje, że nikt jej nie krzywdzi. A nawet jeśli ją skarcimy (spokojnym tonem głosum, bez żadnych krzyków), to że za tym nie idzie lanie. Powolutku się zmienia. Ufa, Zżywa się z nami. To naprawdę bardzo fajny pies i wierzę, że jeszcze sporo z niej "wyciągnięmy", tylko trzeba miesięcy, a może nawet lat, żeby jakieś traumy zniwelować. Żeby przekonała się, że nic złego się nie dzieje, że wszyscy ją tu kochamy i może czuć się pewnie.

Już teraz wiem, że to jej sikanie, ni stąd ni zowąd, w domu na 100% jest na tle psychicznym. Gdy jest wytrącona w z równowagi, dzieje się coś co ją przerasta to wtedy leje. Trzeba się oswoić z tym, że na razie każdy gorszy dzień Melutki, zbyt dużo bodźców, to potencjalna plama na dywanie ;) Która najczęściej pociąga za sobą kolejne, bo takie jednorazowe wytrącenie z sikaniowej równowagi powoduje rozluźnienie Melutowego podejścia do tematu sikania na wykładzinę :D Ale i tak nie jest źle, ostatnio była 3-tygodniowa przerwa! Więc jest postęp!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kasia, małymi krokami, ważne że do przodu :)

 

btw. mniej więcej od pół roku co miesiąc podziwiam wasz katowicki dworzec kolejowy i trasę na w stronę tej takiej dużej świątyni (zapomniałam jak się nazywa)
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

Announcements

×