anorektyczna.nerka Posted August 26, 2012 Posted August 26, 2012 Tak to już jest w domu kociarzy :oops: Nie zapomnę jak przychodzili goście i widząc, że w progu witają ich 3 koty mówili "Ile kotów", a po paru minutach zaczęły wychodzić pozostałe koty: z szafek, z łóżek, z krzeseł, z foteli :evil_lol: W takim razie się cieszę. A Ben kocha mruczki? ;] Brytyjczyki są świetne, ale ja i tak jestem zakochana MCO, no i w dachowcach. Adopcja - tak, ale ze schroniska lub od prywatnych osób. Gdybym musiała zaadoptować kota z miau to bym kota nie miała, bo tam bywają ciotki baaaardzo przewrażliwione :roll::eviltong: A jednak moje kociambry na warunki nie narzekają ;] Ja swego czasu kotów miałam 16, bo dwie kocice były wysterylizowane, a trzecia dla zdrowia, wedle zaleceń weterynarza oczywiście miała kotki i dopóki im domów nie znaleźliśmy, to takie stado po domu grasowało ;D Powiem C, że ja nawet nie brałam pod uwagę dogo/miau, jeżeli chodzi po adopcję zwierzęcia. Wychodzę z założenia, że na tablicy tylu ludzi ogłasza się, że ma do oddania kocięta, w lubelskim schronie jest ich ponad sto, także spokojnie mogę sobie wybrać coś z tego i nie musowo bawić się w testy, czy aby na pewno jestem dobrym kandydatem na dom, czy mam osobne konto w banku dla każdego pupila i czy miseczki są pod kolor oczu. Ben, kiedyś próbował polować na mruczki, ale jeden z moich kotów mu dobitnie pokazał gdzie jego miejsce i od tego czasu potrafi przejść obojętnie obok kota, aczkolwiek widzę, ze ma ochotę pogonić, za takim, który przed nim ucieka. I tak będziemy je izolować, bo Benny mieszka w kojcu i w zasadzie to w domu nie siedzi, a kota będziemy brać typowo do domu, nie wiem tylko czy brać go jako wychodzącego, czy całkowicie w mieszkaniu zamknąć. Mi to się w zasadzie każdy długowłosy podoba, ale i tak kocham Brytyjczyki ;D Mama z kolei bardzo by chciała zwisouchego albo balijskiego, ale jeśli już, to chyba będziemy przygarniać, bo rasowego i tak ktoś kupi, a już się napatrzyłam na koty w schronisku. Quote
Ty$ka Posted August 26, 2012 Author Posted August 26, 2012 understandme napisał(a):haha u Ciebie tych stron w galerii przy moim braku czasu to chyba nigdy nie nadrobię :D:D E tam - wierzę w Ciebie :cool3: Ptysiak napisał(a):Hej :smile: No faktycznie mniej tego gadulstwa ale fotek też mniej jakoś... :eviltong: Hej :) Przeca pisałam (i pogrubiałam!), że nie mam czym fotek robić :placz: unikatowydiament napisał(a):doberek,głaski dla Moruska:smile: Dzień dobry :) Głaski przekazane mojemu pieszczochowi. stokrotka.af napisał(a):doberek niedzielny, my dziś z Rufolem dłuuuuuuuuuuuuugo spaliśmy ;-) mizianka dla Morusława :smile: A witamy witamy. Jak jest niedziela to i pospać można ;). Jak się czujesz? Za mizianka dziękujemy :loveu: Mada95 napisał(a):A ja znam przez moją tulaśnice dalszy ciąg zachowania 'miłośnikow ' zwierząt , kończa glaskać psa ja idę albo oni i jest wielki zawód ze piesek ma ich już gdzieś :shake::lol: A w duże mrozy też jest w domu? *** wrażliwe ma oczka Morus.... Czemu Morus to Morus ? Ojej, biedactwa :lol: Tak, jest w wielkie mrozy w domu, ale to jest złe dla psa, więc w tym roku będę robić wszystko, by jednak spędził je na dworze. Może w Waszych oczach stanę się potworzycą, trudno - jednak dzięki takiemu podejściu (tzn. wpuszczaniu psa do domu, gdy spada poniżej -20*C) pies w zimie przeżywa szok termiczny, bardzo łatwo o przeziębienie, nie pomijając tego że zamiast bardziej się zafutrzyć to on zaczyna linieć podczas zimy i po prostu nie umie sobie poradzić nawet z najmniejszymi mrozami. A M. ma baaaardzo ocieplaną budę, w dodatku ma taras i jest na podwyższeniu (więc nie jest na ziemi), dodatkowo osłoniliśmy mu ją, by nie miał przeciągów. Także uważam, że nie ma tak źle ;). Po pańci :cool3: Pisałam o tym nieraz ;). Po prostu takie imię miał nadane, kiedy go odbieraliśmy i tak już zostało :). Gdyby ode mnie zależało to by miał imię indiańskie, eskimoskie lub japońskie - imię Morus kompletnie mi się nie podoba, bo jest takie oklepane. Stąd też Morusowe pseudonimy :evil_lol: anorektyczna.nerka napisał(a):Ja swego czasu kotów miałam 16, bo dwie kocice były wysterylizowane, a trzecia dla zdrowia, wedle zaleceń weterynarza oczywiście miała kotki i dopóki im domów nie znaleźliśmy, to takie stado po domu grasowało ;D Powiem C, że ja nawet nie brałam pod uwagę dogo/miau, jeżeli chodzi po adopcję zwierzęcia. Wychodzę z założenia, że na tablicy tylu ludzi ogłasza się, że ma do oddania kocięta, w lubelskim schronie jest ich ponad sto, także spokojnie mogę sobie wybrać coś z tego i nie musowo bawić się w testy, czy aby na pewno jestem dobrym kandydatem na dom, czy mam osobne konto w banku dla każdego pupila i czy miseczki są pod kolor oczu. Ben, kiedyś próbował polować na mruczki, ale jeden z moich kotów mu dobitnie pokazał gdzie jego miejsce i od tego czasu potrafi przejść obojętnie obok kota, aczkolwiek widzę, ze ma ochotę pogonić, za takim, który przed nim ucieka. I tak będziemy je izolować, bo Benny mieszka w kojcu i w zasadzie to w domu nie siedzi, a kota będziemy brać typowo do domu, nie wiem tylko czy brać go jako wychodzącego, czy całkowicie w mieszkaniu zamknąć. Mi to się w zasadzie każdy długowłosy podoba, ale i tak kocham Brytyjczyki ;D Mama z kolei bardzo by chciała zwisouchego albo balijskiego, ale jeśli już, to chyba będziemy przygarniać, bo rasowego i tak ktoś kupi, a już się napatrzyłam na koty w schronisku. 16 kotów - o ludu mój :evil_lol: To widzę, że mamy takie same podejście co do adopcji zwierząt - dla mnie też forum nie jest do tego potrzebne, nie ubliżając nikomu. Jednak mam po prostu dość rozhisteryzowanych cioteczek, które uważają, że szczęśliwy pies to rozpieszczony i spasiony, bez żadnych ram i granic. :shake: Owszem nie demonizuję, znam wiele fajnych osób zajmującymi się adopcjami, ale dogo i miau to jednak specyficzne fora są :eviltong: Hehe, nasze koty też poustawiały sobie psa, choć i tak on goni mruczki, które mu uciekają lub po prostu ma na to taką ochotę :evil_lol: Jednak żyją sobie w zgodzie. Ja akurat w tej kwestii Ci nie pomogę, tym bardziej że zaraz mnie wszyscy zjedzą - nasze koty były i są półwychodzące, tzn. mieszkają w domu, a wychodzą tylko na ogród i na słoneczko. I uważam, że są szczęśliwe - zawsze mogą sobie podrapać drzewa, popaść się na trawce, pogonić ptaszka czy myszkę (polować to nie ma jak - przeszkadzają im obróżki z dzwoneczkiem :P), a na noc (i w ciągu dnia kiedy chcą) przychodzą do domu padnięte wrażeniami. Oczywiście te wychodzące trzeba dodatkowo odrobaczać, domowe wystarczy tylko szczepić. Także wybór zależy od Ciebie ;) U mnie u długowłosych przeszkadza pielęgnacja. Jak kiedyś rozmawiałam z hodowczynią MCO to jak doszło do tematu "pielęgnacja" to złapałam się za głowę: te wszystkie olejki, szampony, odżywki i szczotki to za dużo jak dla mnie :P. No i te kąpiele co 2miesięczne :lol:. Zwisouche są słodkie, ale na tym, moim zdaniem, kończy się ich piękno i zalety - ja tam tradycjonalistka jestem, nie lubię zbyt wielkiej ingerencji człowieka w naturę :cool3: Ano tak - w schronach to aż żal patrzeć na koty... Quote
rashelek Posted August 26, 2012 Posted August 26, 2012 Ja uważam, że bardzo słusznie, że Morus zimę spędzi na dworze ;) Mimo wszystko jest to pies podwórkowy - musi znosić temperatury lepiej niż np. Mika. A jeżeli będzie codziennie spał na dworze, to będzie miał zajebiste grube futro i żadna temperatura nie będzie mu straszna. Do tego ma super ocieploną budę, krzywda mu się nie stanie ;) Quote
Ty$ka Posted August 26, 2012 Author Posted August 26, 2012 rashelek napisał(a):Ja uważam, że bardzo słusznie, że Morus zimę spędzi na dworze ;) Mimo wszystko jest to pies podwórkowy - musi znosić temperatury lepiej niż np. Mika. A jeżeli będzie codziennie spał na dworze, to będzie miał zajebiste grube futro i żadna temperatura nie będzie mu straszna. Do tego ma super ocieploną budę, krzywda mu się nie stanie ;) Cieszę się, że mnie popierasz, bo na samą myśl na chwilę obecną uważam się za złą właścicielkę ;P Ty tak uważasz, ja tak uważam, uważają tak też osoby, które mają jakie takie doświadczenie - ale moja babcia twierdzi, że piesek będzie chory jak się go zostawi samego na dworze... Zapomina przecież, że w zimie pies dostaje ciepłe posiłki, bardziej tłuste (od jesieni dodaję psu tran i olej do menu) no i M. ma duuuże futro. A po spacerze zawsze spłukuję mu sól z łap oraz wycieram ręcznikiem - by nie przyszło mu pakować się do budy, gdy jest się mokrym. Choć i tak zazwyczaj szaleje w śniegu, ryjąc nory śnieżne, a potem idzie spać do budy ;) W ubiegłym roku pies mi zaczął linieć w środku zimy (właśnie przez to wpuszczanie psa do domu, gdy było mroźniej) i naprawdę poważnie wtedy zastanawiałam się nad ubrankiem dla niego, bo przy -15*C trząsł się jak osika... Quote
Ty$ka Posted August 26, 2012 Author Posted August 26, 2012 Pusiakowa napisał(a):A tu jak zwykle nagadane :D:D Bo nas rzadko odwiedzasz :lol: Parę dni temu były fotki :P Quote
rashelek Posted August 26, 2012 Posted August 26, 2012 Ja miałam psa podwórkowego 11 lat temu. I nie wpuszczaliśmy Puszka na zimę do domu, tylko spał w kojcu. A to był taki spory misiek, zimą był po prostu OGROMNY. Psy na zimę się bardziej ofutrzają, a te śpiące na podwórku już w ogóle niesamowicie ;) Ja np. chciałabym tego spróbować, ale nie mam jak. A. swojego poprzedniego psa nauczył spać na balkonie przez cały rok i na zimę był 2x większy niż zwykle. Najgorze co można zrobić, to przy -20 dać psu spać na dworze, a przy -25 brać go do domu. Bo pies przeżywa szok termiczny i jest jeszcze gorzej... Wiadomo, że szkoda, ale tak będzie lepiej :) Quote
Ty$ka Posted August 26, 2012 Author Posted August 26, 2012 rashelek napisał(a):Ja miałam psa podwórkowego 11 lat temu. I nie wpuszczaliśmy Puszka na zimę do domu, tylko spał w kojcu. A to był taki spory misiek, zimą był po prostu OGROMNY. Psy na zimę się bardziej ofutrzają, a te śpiące na podwórku już w ogóle niesamowicie ;) Ja np. chciałabym tego spróbować, ale nie mam jak. A. swojego poprzedniego psa nauczył spać na balkonie przez cały rok i na zimę był 2x większy niż zwykle. Najgorze co można zrobić, to przy -20 dać psu spać na dworze, a przy -25 brać go do domu. Bo pies przeżywa szok termiczny i jest jeszcze gorzej... Wiadomo, że szkoda, ale tak będzie lepiej :) A widzisz, i znów się muszę z Tobą zgodzić ;). Myślę, że za jakieś 2lata M. zamieszka w domu, by przyzwyczajał się do spania w klateczce - przyda się to nam na studiach, ale do tego czasu niestety musi mieszkać na dworze. Cóż... od dawna wiadomo, że jestem sadystką :D A tak swoją drogą to kocham zadymiarzy :loveu: Bez nich świat byłby nudny... A tak - nawet niedzieli nie mam spokojnej :) Quote
stokrotka.af Posted August 26, 2012 Posted August 26, 2012 oj tam oj tam ja znam tylko jednego Moruska-Twojego :) za to Rufoli na samym Dogo jest mnóstwo, ale że ja też psa z nadanym wcześniej imieniem brałam więc nie marudze ;) Quote
Ty$ka Posted August 26, 2012 Author Posted August 26, 2012 stokrotka.af napisał(a):oj tam oj tam ja znam tylko jednego Moruska-Twojego :) za to Rufoli na samym Dogo jest mnóstwo, ale że ja też psa z nadanym wcześniej imieniem brałam więc nie marudze ;) Ja mam to (nie)szczęście znać całe mnóstwo Morusów :lol: A mnie Rufi się bardzo podoba :loveu: Faktycznie na dogo jest ich dużo, ale to nie ujmuje wdzięku tego imienia :D Quote
Patik Posted August 26, 2012 Posted August 26, 2012 Ja znam też tylko jednego i to najwspanialszego Morusa :D Kubuś też całą zimę spędza na polu i nie płacze z tego powodu,a dobija mnie jak niektórzy piszą ,ze jestem okropna bo jednego psa mam na polu)od 13 lat0 a drugiego w domu :shake: Ale cóż .... Zresztą Kubuś przy -20 tarza się w śniegu i do budy wchodzi tylko w nocy i to nie zawsze :D Quote
stokrotka.af Posted August 26, 2012 Posted August 26, 2012 no mnie też się od razu spodobał więc został :) choć zawsze chciałam nazwać psa Gonzo ;) Quote
Ty$ka Posted August 26, 2012 Author Posted August 26, 2012 Patik napisał(a):Ja znam też tylko jednego i to najwspanialszego Morusa :D Kubuś też całą zimę spędza na polu i nie płacze z tego powodu,a dobija mnie jak niektórzy piszą ,ze jestem okropna bo jednego psa mam na polu)od 13 lat0 a drugiego w domu :shake: Ale cóż .... Zresztą Kubuś przy -20 tarza się w śniegu i do budy wchodzi tylko w nocy i to nie zawsze :D Nie podlizuj się aż tak :evil_lol: No jak możesz... wredna jesteś, na pewno nie kochasz Kubusia :shake: :diabloti: stokrotka.af napisał(a):no mnie też się od razu spodobał więc został :smile: choć zawsze chciałam nazwać psa Gonzo ;-) Gonzo - też ładnie :) Do nas idzie burza, więc ja, wredna osóbka przejawiłam odrobinę dobroci i właśnie Morus leży koło mnie. Tyle dobrego! :cool3: Quote
anorektyczna.nerka Posted August 26, 2012 Posted August 26, 2012 16 kotów - o ludu mój :evil_lol: To widzę, że mamy takie same podejście co do adopcji zwierząt - dla mnie też forum nie jest do tego potrzebne, nie ubliżając nikomu. Jednak mam po prostu dość rozhisteryzowanych cioteczek, które uważają, że szczęśliwy pies to rozpieszczony i spasiony, bez żadnych ram i granic. :shake: Owszem nie demonizuję, znam wiele fajnych osób zajmującymi się adopcjami, ale dogo i miau to jednak specyficzne fora są :eviltong: Hehe, nasze koty też poustawiały sobie psa, choć i tak on goni mruczki, które mu uciekają lub po prostu ma na to taką ochotę :evil_lol: Jednak żyją sobie w zgodzie. Ja akurat w tej kwestii Ci nie pomogę, tym bardziej że zaraz mnie wszyscy zjedzą - nasze koty były i są półwychodzące, tzn. mieszkają w domu, a wychodzą tylko na ogród i na słoneczko. I uważam, że są szczęśliwe - zawsze mogą sobie podrapać drzewa, popaść się na trawce, pogonić ptaszka czy myszkę (polować to nie ma jak - przeszkadzają im obróżki z dzwoneczkiem :P), a na noc (i w ciągu dnia kiedy chcą) przychodzą do domu padnięte wrażeniami. Oczywiście te wychodzące trzeba dodatkowo odrobaczać, domowe wystarczy tylko szczepić. Także wybór zależy od Ciebie ;-) U mnie u długowłosych przeszkadza pielęgnacja. Jak kiedyś rozmawiałam z hodowczynią MCO to jak doszło do tematu "pielęgnacja" to złapałam się za głowę: te wszystkie olejki, szampony, odżywki i szczotki to za dużo jak dla mnie :P. No i te kąpiele co 2miesięczne :lol:. Zwisouche są słodkie, ale na tym, moim zdaniem, kończy się ich piękno i zalety - ja tam tradycjonalistka jestem, nie lubię zbyt wielkiej ingerencji człowieka w naturę :cool3: Ano tak - w schronach to aż żal patrzeć na koty... Ano, mam takie zdjęcie, gdzie jestem ja na łóżku, a oprócz mnie siedzi ten kociniec, niektóre na mnie, inne na poduszkach, inne na łóżku ;D Co do cioteczek, to mi cycki opadły, jak w wątku jakiegoś pudla nowa właścicielka wstawiła jakieś tam zdjęcie, napisała, że pupil chadza w kagańcu i takie tam, ciotunia orzekła, że pies jest nieszczęśliwy, bo jest traktowany jak jakiś pitbull i nawet po zdjęciach widać, że się boi, bo ma ogon podkulony. Po raz kolejny cycki mi opadły, jak dziewczyna, niewiele starsza od nas, która włożyła mnóstwo wysiłku i pieniędzy w tymczasowanie zdecydowała się na psa rasowego, a na pwp została zwyzywana od snobek -.- A takiemu kotu długo zajmuje ogarnięcie, do czego kuweta służy, czy już dwa dni po przyjeździe będzie z niej korzystać? Też mieliśmy koty na tej zasadzie, co Ty, z tym, że pilnował ich jeszcze Oskar , który za nimi wszędzie łaził i można nawet powiedzieć, że to była taka samcza kocia mama. Nie wiem czy Ci opowiadałam, ale jak byłam w gimnazjum na wolontariacie, to był w lublinie takie świetny kocur. Jak wycierałam okna i półki w tych kocich pokojach to on mi myk po ręce na ramię i tak przez cały dzień mi na tym ramieniu potrafił wysiadywać. Pielęgnacja fakt, jest dość upierdliwa, ale to chyba zależy od osobnika, bo te dwie sterylizowane kocice z którymi się wychowałam, to obie były długowłose, jedna całkowicie biała a druga, taka hm. u nasady włos był rudy, a końce już czarne. Ta dwukolorowa kołtuniła się masakrycznie i trzeba było ją kąpać co miesiąc- dwa, natomiast tą białą wystarczyło przelecieć szczotką raz w tygodniu i futro miała piękne. Wszystko żywiłam whiskasem czy jakimś kitkatem, za co by mnie panie na miau zjadły ;d Jeżeli chcesz brać Morusa na stancję do lublina, to przygotuj się na dłuugie poszukiwania, bo ja sama dla siebie szukam mieszkania już 3 tydzień ;D Quote
rashelek Posted August 26, 2012 Posted August 26, 2012 A zadam takie techniczne pytanie - Babcia Ci nie pozwala na psa w domu a płacze, że w mrozy tam śpi? Czy ja coś poknociłam już? :lol: A co do adopcji na dogo, to dla mnie to jest paranoja ;) Gdyby w schronach mieli takie wymogi, to 3/4 psów zostałoby tam na zawsze. Mnie np. by psa nie wydali, bo po wyprawkę jechałam już z kulką w rękach, zasadniczo wiedzy też niewiele, do tego blokowisko, wizja bliskiej matury etc etc. Cioteczki na dogo by mi psa w życiu nie dały :diabloti: A już szczytem kretynizmu jest dla mnie wizyta przedadopcyjna i wymóg sterylki na zdrowej suce ;) Quote
junoo Posted August 26, 2012 Posted August 26, 2012 Dlaczego tak wielu ma koty :( a ja nie :( a ja je tak uwielbiam :placz: Quote
anorektyczna.nerka Posted August 26, 2012 Posted August 26, 2012 A zadam takie techniczne pytanie - Babcia Ci nie pozwala na psa w domu a płacze, że w mrozy tam śpi? Czy ja coś poknociłam już? :lol: A co do adopcji na dogo, to dla mnie to jest paranoja ;-) Gdyby w schronach mieli takie wymogi, to 3/4 psów zostałoby tam na zawsze. Mnie np. by psa nie wydali, bo po wyprawkę jechałam już z kulką w rękach, zasadniczo wiedzy też niewiele, do tego blokowisko, wizja bliskiej matury etc etc. Cioteczki na dogo by mi psa w życiu nie dały :diabloti: A już szczytem kretynizmu jest dla mnie wizyta przedadopcyjna i wymóg sterylki na zdrowej suce ;-) Dla mnie też kretyństwem jest wizyta przedadopcyjna, aczkolwiek, jak będę brała psa nie do hodowli, to pewnie go wykastruję (Benny jest niekastrowany, bo prawdę mówiąc boję się go dawać pod skalpel, bo młody to on nie jest), bo pies z popędami i cieczki u suk są dla mnie irytujące ;D Rozwaliło mnie za to kastrowanie psa w wieku 6-7 miesięcy, co na dogo jest powszechne. Quote
rashelek Posted August 26, 2012 Posted August 26, 2012 No wizyta przed i, co najlepsze, PO adopcyjna to podstawa. Bo przecież trzeba sprawdzić, czy piesek będzie miał 3 legowiska, 5 miseczek, 1527 zabawek i kurwilion obróżek, na każdy spacerek inną :loveu: Jak ktoś ma życzenie, to niech kastruje - to jest jego wybór. Mnie wkurza takie gadanie, że to 'dla zdrowia psa' i 'profilaktycznie, bo choroby'. Ja mam problemy z wątrobą, ale nie wycinam jej sobie, bo 'może kiedyś coś'. Po prostu przyznajmy się wprost, że to dla naszej wygody, bo cieczki irytują i psie ciągoty do nich również i tyle. Np. Cekin najpewniej pójdzie pod nóż, bo ma STRASZNE parcie na cieczki i jest z tym obrzydliwy. Ale czekamy, aż skończy 2 rok życia i dopiero będziemy myśleć o zabiegu. A wycinanie kilkumiesięcznych szczeniaków to szczyt idiotyzmu. I ten fanatyzm, z którym się to poleca ;) Quote
Ptysiak Posted August 26, 2012 Posted August 26, 2012 łeeeeeeeeeeeeee .... myślałam, że jednak coś wymyślisz z tymi fotkami i jednak będziesz miała jak robić :( Quote
Ty$ka Posted August 27, 2012 Author Posted August 27, 2012 (edited) Ale dyskusja :diabloti: Pewnie jakby co niektórzy to przeczytali to by się załamały, bo osoba, która siedzi w adopcjach (tak, nieskromnie o sobie powiem :oops:) to nie dość, że nie zjedzie wszystkich od góry na dół to jeszcze ! o zgrozo! zgadza się w zupełności z tym wszystkim. No na czym ten świat stoi! :diabloti: anorektyczna.nerka napisał(a):Ano, mam takie zdjęcie, gdzie jestem ja na łóżku, a oprócz mnie siedzi ten kociniec, niektóre na mnie, inne na poduszkach, inne na łóżku ;D Co do cioteczek, to mi cycki opadły, jak w wątku jakiegoś pudla nowa właścicielka wstawiła jakieś tam zdjęcie, napisała, że pupil chadza w kagańcu i takie tam, ciotunia orzekła, że pies jest nieszczęśliwy, bo jest traktowany jak jakiś pitbull i nawet po zdjęciach widać, że się boi, bo ma ogon podkulony. Po raz kolejny cycki mi opadły, jak dziewczyna, niewiele starsza od nas, która włożyła mnóstwo wysiłku i pieniędzy w tymczasowanie zdecydowała się na psa rasowego, a na pwp została zwyzywana od snobek -.- A takiemu kotu długo zajmuje ogarnięcie, do czego kuweta służy, czy już dwa dni po przyjeździe będzie z niej korzystać? Też mieliśmy koty na tej zasadzie, co Ty, z tym, że pilnował ich jeszcze Oskar , który za nimi wszędzie łaził i można nawet powiedzieć, że to była taka samcza kocia mama. Nie wiem czy Ci opowiadałam, ale jak byłam w gimnazjum na wolontariacie, to był w lublinie takie świetny kocur. Jak wycierałam okna i półki w tych kocich pokojach to on mi myk po ręce na ramię i tak przez cały dzień mi na tym ramieniu potrafił wysiadywać. Pielęgnacja fakt, jest dość upierdliwa, ale to chyba zależy od osobnika, bo te dwie sterylizowane kocice z którymi się wychowałam, to obie były długowłose, jedna całkowicie biała a druga, taka hm. u nasady włos był rudy, a końce już czarne. Ta dwukolorowa kołtuniła się masakrycznie i trzeba było ją kąpać co miesiąc- dwa, natomiast tą białą wystarczyło przelecieć szczotką raz w tygodniu i futro miała piękne. Wszystko żywiłam whiskasem czy jakimś kitkatem, za co by mnie panie na miau zjadły ;d Jeżeli chcesz brać Morusa na stancję do lublina, to przygotuj się na dłuugie poszukiwania, bo ja sama dla siebie szukam mieszkania już 3 tydzień ;D Pokaż kiedyś mi te zdjęcie - nie wyobrażam sobie 16 kotów w domu :evil_lol: 10 jeszcze tak, ale wtedy też miałam wrażenie, że trafiłam na kocią wyspę :P O tej historii z pudlem słyszałam, czytałam i komentowałam nawet na którymś wątku. Po prostu mnie to zmroziło zupełnie... Znam kilak osób, które właśnie pomagały PwP, a same mają psa rodowodowego i właśnie przez to zostały zjechane przez ciotunie. Ciekawe czy mamy na myśli te same osoby? ;) Dla mnie to jeden wielki absurd, nieporozumienie, no nie wiem jak to nazwać... kompletnie nie rozumiem osób, które krytykują inne, że jak mogą mieć psa z hodowli skoro tyle gnije w schronach. No jak śmią?! :shake: Przecież powinny wziąć najstarszego, najbrzydszego i najbardziej chorowitego psa ze schroniska - wtedy oznaczałoby, że kochają psy! A tak to tylko kierują się wyglądem psa i są snobami! A fe! :diabloti: :shake: Wiesz co... to zależy od kota. Nasze nie miały jakoś problemu z zaakceptowaniem kuwety (nauka tak jak kociaka: wkładanie do niej jak się chce załatwić i skrobanie w żwirku własnym palcem/łapą kota), nie mniej jednak najgorzej jest z dobraniem dla nich żwirku - bo jednemu nie pasuje taki zapach, innemu siaki, a jeszcze granulat nie taki... I wtedy załatwiają się poza kuwetą. U nas też musiały być kuwety i otwierane, i zamykane, dla każdego kota praktycznie oddzielne (w każdym pokoju jedna, dwie) oraz wymieniać żwirek co drugi dzień. Niestety są takie koty, co nie załatwią się tam, gdzie inne - teraz mamy tylko jedną kuwetę (wiem, że powinna być jedna w każdym z pokoi), no i jest czyszczona co 2 dni - bo koty w brudnej nie będą się załatwiać i jest OK ;). Jakoś z czystością kota nie miałam nigdy problemów, choć miewałam mruczki, które sikały poza kuwetą... Genialny kot :evil_lol: Akurat nasze koty jedzą surowiznę + gotowane, karmy żadnej nie zjedzą - chyba, że psiego Brita :eviltong: Aaaa, no widzisz... tak się to ma ;). Jednak i tak pewnie nigdy nie zdecyduję się na długowłosego kota. Tak jak piszę, jeśli się nie uda to będę dojeżdżać - no trudno się mówi, ale psa z rodziną nie zostawię, bo nawet spacerów by nie miał, a za to byłby nieźle spasiony i rozpuszczony... Powodzenia w szukaniu :) rashelek napisał(a):A zadam takie techniczne pytanie - Babcia Ci nie pozwala na psa w domu a płacze, że w mrozy tam śpi? Czy ja coś poknociłam już? :lol: A co do adopcji na dogo, to dla mnie to jest paranoja ;-) Gdyby w schronach mieli takie wymogi, to 3/4 psów zostałoby tam na zawsze. Mnie np. by psa nie wydali, bo po wyprawkę jechałam już z kulką w rękach, zasadniczo wiedzy też niewiele, do tego blokowisko, wizja bliskiej matury etc etc. Cioteczki na dogo by mi psa w życiu nie dały :diabloti: A już szczytem kretynizmu jest dla mnie wizyta przedadopcyjna i wymóg sterylki na zdrowej suce ;-) Tak, właśnie ta sama.... No cóż, moja Babcia specyficzna jest ;). Kocha psy, rozpuszcza mojego do granic możliwości, do domu wpuszcza go w mrozy, ale tak na stałe to nie chce go, bo nie i już. :roll: Ja akurat rozumiem ideę wizyt przed adopcyjnych, choć do końca nie jestem ich pewna; tak samo sterylkę rozumiem (teraz jest mało schronów, które tego nie robią) i nie mam nic przeciwko, ale nigdy nie zrozumiem tych wymagań co do domów. Przez to, że szukam psa na podwórze, byłby sam 7h, nie stać mnie na drogie karmy, pies na pewno miałby zakaz na łóżko, nie chodziłby do SPA ani nie bawił się z psami. Za to miałby niezłą musztrę :diabloti: i wiele zasad to zapewne nie miałabym psa, bo jestem bez serca ;P Niektórzy naprawdę przesadzają :roll: junoo napisał(a):Dlaczego tak wielu ma koty :-( a ja nie :-( a ja je tak uwielbiam :placz: Nie możesz? Ojejku, nie wyobrażam sobie domu bez kota... anorektyczna.nerka napisał(a):Dla mnie też kretyństwem jest wizyta przedadopcyjna, aczkolwiek, jak będę brała psa nie do hodowli, to pewnie go wykastruję (Benny jest niekastrowany, bo prawdę mówiąc boję się go dawać pod skalpel, bo młody to on nie jest), bo pies z popędami i cieczki u suk są dla mnie irytujące ;D Rozwaliło mnie za to kastrowanie psa w wieku 6-7 miesięcy, co na dogo jest powszechne. Co do kastracji... ja swoje suki na pewno ciachnę, bo wcześniej miałam cieczkującą i była to jedna wielka masakra... Natomiast uważam, że nie trzeba każdego psa kastrować, oczywiście nie dopuszczać go, ale jeśli bardzo nie przeżywa cieczek u suk to po co go ciachać? Mój nie jest kastrowany, szczerze to chciałabym, ale z drugiej strony nie chcę. Choć wczoraj miałam ochotę własnoręcznie pozbyć go jajek :diabloti:, bo ostatnio jak jest zbyt pobudzony lub w silnym stresie to zaczyna wszystko kopulować. Jednak nie wiem czy u nas kastracja M. wyjdzie - bo o ile moja rodzina rozumie sens sterylizacji, tak nie umie zrozumieć idei kastracji. Dlatego myślę, że zostawimy psa w spokoju... A kastracja psa w wieku 6msc to jest kompletne nieporozumienie - pies musi najpierw dojrzeć. Inna sprawa, jeśli są jakieś zdrowotne wskazania do kastracji to wtedy mogę zrozumieć tak wczesną ingerencję. rashelek napisał(a):No wizyta przed i, co najlepsze, PO adopcyjna to podstawa. Bo przecież trzeba sprawdzić, czy piesek będzie miał 3 legowiska, 5 miseczek, 1527 zabawek i kurwilion obróżek, na każdy spacerek inną :loveu: Jak ktoś ma życzenie, to niech kastruje - to jest jego wybór. Mnie wkurza takie gadanie, że to 'dla zdrowia psa' i 'profilaktycznie, bo choroby'. Ja mam problemy z wątrobą, ale nie wycinam jej sobie, bo 'może kiedyś coś'. Po prostu przyznajmy się wprost, że to dla naszej wygody, bo cieczki irytują i psie ciągoty do nich również i tyle. Np. Cekin najpewniej pójdzie pod nóż, bo ma STRASZNE parcie na cieczki i jest z tym obrzydliwy. Ale czekamy, aż skończy 2 rok życia i dopiero będziemy myśleć o zabiegu. A wycinanie kilkumiesięcznych szczeniaków to szczyt idiotyzmu. I ten fanatyzm, z którym się to poleca ;-) I znów się z Tobą zgadzam. Przed adopcyjna wizyta jest OK, jeśli osoby sprawdzające dom znają się na rasie i mogą odpowiedzieć na wątpliwości potencjalnych opiekunów. Nie mniej jednak to samo wyjdzie przez ankietę, maile i rozmowy telefoniczne. Natomiast wizyty po adopcyjne są konieczne - i tu nie ma nic do podważania. Bo jak na wizycie przed-a można nieźle zamydlić oczy, tak niezapowiadane (bo zapowiadane bywają troszkę bezsensowne moim zdaniem) wizyty po-a pozwalają skontrolować czy pies czasem nie mieszka na łańcuchu i nie jest zagłodzony. Natomiast ja jestem zwolenniczką sterylizacji, jednakże nie lubię, gdy ktoś mówi, że sterylka czy kastracja mają same zalety. Bo nie mają. Mogą być różne powikłania, choć się z nimi nie spotkałam osobiście, tak jednak pewien procent (niewielki, ale procent) suk np. przestaje utrzymywać mocz. Można to wyleczyć (ale nie zawsze), można to zaleczyć, podając hormony przez jakiś czas lub do końca życia (też nie zawsze), ale niewielka garstka suk (z właścicielami) musi się zmagać z tym problemem do końca życia. A dla mnie kompletnym nieporozumieniem jest kastrowanie psa w imię dobra, bo piesek jest agresywny lub ma inne problemy behawioralne. Owszem, kastracja MOŻE, ale NIE musi pomóc w zwalczaniu problemu, niemniej jednak najczęściej zachowanie psa nie przejdzie tylko po kastracji, bo jest po prostu już za bardzo wzmocnione. Dlatego ja lubię sterylkę (bo nie oszukujmy się - jeszcze w Polsce mało osób umie upilnować suki), sama będę je programować, ale nie na siłę (czyli pod hasłem "sterylizujmy wszystkie suki!") - bo skoro wiem, że osoba X umie upilnować sukę i nie ma ochoty jej ciachnąć to tego niech nie robi. Natomiast kastracja psa to rzecz bardziej dyskusyjna - jeśli nie przeżywa cieczek tak jak Cekin lub nie ma jakiś chorób (jak prostata) to po co mam swojego psa ciachać? Skoro i tak nie będzie dopuszczony, umie się odwołać od cieczkujących suk (tak, znam takie psy i na własne oczy widziałam) oraz nie płacze za "miłością"? Ptysiak napisał(a):łeeeeeeeeeeeeee .... myślałam, że jednak coś wymyślisz z tymi fotkami i jednak będziesz miała jak robić :-( Niestety nie mam :( patusiove napisał(a):No, a gdzie foteczki? :* Na razie możesz tylko się cofnąć parę stron... bo nie mam czym robić fotek... Edited August 27, 2012 by Ty$ka Quote
junoo Posted August 27, 2012 Posted August 27, 2012 No nie bardzo mogę. 1. mam myszy i chomika 2. Aron jak był mały nie miał okazji spotkać się z żadnym kotem... A dokładniej... mieszkam na wsi, więc te koty wiejskie przed nim uciekały. Jakiś rok temu był mały kociak na chwilę u mnie w domu i Aron był o niego dość mocno zazdrosny. Chyba bym się bała zostawić w domu ich samych. Więc na razie nie mogę kotów :( a szkoda, bo je uwielbiam. Quote
Dzikie nieporadne Posted August 27, 2012 Posted August 27, 2012 haha , ja bym nie chciała psa podwórkowego mnie już przeszkadza że Lejdi nie moze legalnie spać na łóżku.... Quote
Ty$ka Posted August 27, 2012 Author Posted August 27, 2012 [quote name='junoo']No nie bardzo mogę. 1. mam myszy i chomika 2. Aron jak był mały nie miał okazji spotkać się z żadnym kotem... A dokładniej... mieszkam na wsi, więc te koty wiejskie przed nim uciekały. Jakiś rok temu był mały kociak na chwilę u mnie w domu i Aron był o niego dość mocno zazdrosny. Chyba bym się bała zostawić w domu ich samych. Więc na razie nie mogę kotów :( a szkoda, bo je uwielbiam. 1. To nie problem. Ja miałam swego czasu chomiki i nie zostały zjedzone (choć niektóre faktycznie musiałam wyjmować z pyszczków kota) :P Jednak izolacja od kotów dawała efekty ;) 2. A to faktycznie jest problem. Mój pies też jest zaborczy, ale jednak mimo wszystko umie się pohamować z wyznaczaniem granic ;) [quote name='Mada95']haha , ja bym nie chciała psa podwórkowego mnie już przeszkadza że Lejdi nie moze legalnie spać na łóżku.... A myślisz, że ja chcę? ;) Nie, oczywiście, że nie... Chciałabym psa w domu, ale... nie na łóżku. Co to to nie! Wystarczyła mi dzisiejsza noc, kiedy w domu przebywał Morus (była burza) i pozwoliłam mu zasnąć przy mnie. Ale... może nie będę Wam tego wszystkiego opowiadać, bo znó powiecie, że jestem gadułą Quote
phase Posted August 27, 2012 Posted August 27, 2012 O kurde, ale się lektura poszerzyła! :crazyeye: Witanko. :) Poczytam sobie zaraz o czym tu piszecie. :) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.