morisowa Posted October 23, 2006 Posted October 23, 2006 Postaram się dać tu aktualizację, na razie "nowych" proszę czytać od postu 82 ;) Czas dać tu aktualizację. Sytuacja generalna jest taka, że w Bielsku Podlaskim jest sporo bezdomnych psów. Nie ma tam schroniska. Mieszkają na ulicy. Ja mam tam rodzinę, bywam tam regularnie. Znam te psy i nie mogę ich tak po prostu zostawić. Obecnie mam w Warszawie u siebie Agatkę. Agatka ma około 5 miesięcy, jest mixem Parson Rusell Teriera (tak wygląda :cool3: ). Została przyniesiona w worku i wyrzucona na podwórko sąsiadki. Sąsiadka to staruszka, która nie da rady wyjść z domu i jedzenie noszą jej sąsiedzi. Zapewne jej synek, myśliwy, kupił za pół litra psa myśliwskiego... pies zamówiony, dostarczony. Ja ją karmiłam, ja jej zrobiłam posłanko. "Właściciel" dawał jej chleb raz na 2 dni. Sunia przyjechała do Warszawy w Nowy Rok. Jest kochana, garnie się do ludzi. Uwielbia leżeć na kolanach, uwielbia być głaskaną. W domu czyściutka, Ma sporo energii, życia. Chętnie się bawi. Jest tak jeszcze kilka piesów, szczenne suki, owczarek niemiecki, urocze kundelki... W lipcu było ich siedem. Dwa zniknęły (Boss i Mały), nie mam pojęcia, jaki spotkał je los. Trzy suczki (Sara, Malwina, Rebeka), szczęściary, mają super domy w Warszawie - udało się im pomóc oczywiście dzięki współpracy ludzi z dogo. To ich wątek: http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=28561 Ale został jeszcze Marmurek i Pitt. One nadal są tam, w małym miasteczku pod Białymstokiem. Żyją na ulicy, żywią się tym, co znajdą, śpią "pod chmurką". Póki było lato, nie było jeszcze tak źle... Ale teraz noce są już zimne, do zimy blisko :shake: Ludzie też są do nich różnie nastawieni. Są nieliczni, którzy resztki z obiadu zostawiają przy śmietniku, by bezdomne mogły coś zjeść. Są ludzie obojętni. Są też ci, którzy rzucają kamieniami, przeganiają - czasem ze strachu, czasem dla jakiejś chorej przyjemności :shake: A oto Marmurek: Marmurek ma 1,5 - 2 lata. Jest bardzo łagodny. Kocha ludzi i bardzo potrzebuje kontaktu. Na osiedlu bawi się z dziećmi, nigdy na nikogo nawet nie warknął. Uległy, potulny. Gdy było stado, to on był najniżej w hierarchii. Odganiany od znalezionych resztek. Bardzo chudy. Mimo to wesoły. Lubił bawić się z dziewczynami, Sarą i Malwiną, póki nie wywiozłam ich do Warszawy. One dostały szansę, on został sam. Do obcych ludzi początkowo nieufny (z wiadomych względów), ale szybko się przełamuje, podchodzi i zaraz jest "cały twój'. Bo on bardzo, bardzo chce być głaskany, chce być kochany. Wielkości jest takiej średniej - jakieś 55 cm w kłębie. Pies do pokochania, pies bez wad. oraz Pitt: Pitt też jest młodym psem, ale przyznaję, że w zęby mu nie zaglądałam. Przypuszczam, że to brat Rebeki - są bardzo podobne i ciągle trzymały się razem. Jemu też zrobiłam krzywdę, zabrałam sunię, jego zostawiłam. Pitt jest o wiele bardziej nieufny. Trzeba czasu, by dał się pogłaskać. Ale wtedy i tak pozostaje spięty, gotowy do ucieczki. Może chodzić za człowiekiem, nawet przy nodze przez całe miasto. Ale na wyciągnięcie ręki odskoczy. Chce być z cżłowiekiem, ale pozostaje czujny. Zbyt wiele złego go spotkało by mógł ot tak zaufać. Dobrze dogaduje się w stadzie psów. Byłby świetnym stróżem. Czujny, ostrzega stado szczekaniem, jest pierwszy na nogach. Od miesiąca jestem w Warszawie, ale wiem od mamy, że psiaki żyją. Do domu pojadę na 01.11. Wiem, że gdy je zobaczę, będę musiała "coś" zrobić. Dlatego już od jakiegoś czasu znów o nich myślę... one nie mogą zostać tam na zimę :-( Quote
morisowa Posted October 23, 2006 Author Posted October 23, 2006 Z Marmurkiem będzie łatwiej, Pitt może nie dać sobie pomóc :shake: Quote
Ania-Sonia Posted October 23, 2006 Posted October 23, 2006 No znalazłam w końcu drogie sercu, podlaskie psiaki. Marmurek, Pit tam zostały :-( Quote
Legion23 Posted October 24, 2006 Posted October 24, 2006 Marmurek jest niesamowity, 4 kolory ma na sobie! chyba szybko ktoś powinien się nim zachwycić... Quote
jnk Posted October 25, 2006 Posted October 25, 2006 Legion23 napisał(a):chyba szybko ktoś powinien się nim zachwycić... Legion, widzę, że nadal wierzysz w cuda :roll: Tu jest tyle orginalnych, pięknych psów... Ale zgadzam się z Tobą, że Marmurek jest dosyć wyjątkowy. No i to, że był najniżej w stadzie - zawsze najbliższe są mi psy biedne, kalekie, słabe... Morisowa, podtrzymuję to, co napisałam jakiś czas w wątku "dziewczynek" - gdyby były potrzebne pieniądze, proszę o priv lub telefon (0 600 444 114). Quote
morisowa Posted October 25, 2006 Author Posted October 25, 2006 jnk dzięki! za kilka dni jadę ze swoim psem do BP, ale mam nadzieję, że wrócę z dwoma :cool3: Na pierwszy ogień Marmurek, bo z nim będzie łatwiej. Wsadzę do pociągu i pojedziemy :evil_lol: Pitt to się pewnie nie da na smyczy prowadzić :shake: Quote
jnk Posted October 26, 2006 Posted October 26, 2006 Oj, tak, tak! Zabierz Marmurka - ja go wirtualnie kocham :loveu: Wirtualnie tylko, bo TZ jest zatwardziałym przeciwnikiem drugiego psa w domu :mad: I oczywiście służę pomocą w przyziemnych kwestiach materialnych. Quote
Ania-Sonia Posted October 27, 2006 Posted October 27, 2006 jnk napisał(a): Wirtualnie tylko, bo TZ jest zatwardziałym przeciwnikiem drugiego psa w domu :mad: Oj tam, każdy jest. Na początku :evil_lol: Pit i Marmurek tam czekają na ludzką pomoc! Quote
morisowa Posted October 27, 2006 Author Posted October 27, 2006 Ze strachem myślę o pobycie w rodzinnym miasteczku ... :shake: Marmurek i Pitt są mi wyjątkowo bliskie, bo to była część "mojego stada". Psy, które widziałam codzień. Zabrałam im dziewczyny. Psy, które z tamtejszych znam najlepiej. ale ... we wrześniu byłam tam 3 tygodnie. Przez ten czas do miasta chodziłam często z cyfrówką. Celowo. Moje zdjęcia są jednotematyczne. Proszę, popatrzcie na to, co ja tam muszę zawsze oglądać. Popatrzcie, dlaczego się boję, co tam zastanę. Choć popatrzcie, bo co można zrobić... :-( Centrum miasta, za nami rynek, po prawej ratusz, a na środku leży sobie pies. Zwyczajnie sobie spi. Nikogo to nie dziwi. Ten sam psiulek z bliska, tylna łapka już się prawie zagoiła. Rynek. Piesek z rodzinką na zakupach? tja... Dziewczynka się jeszcze ogląda za suńką, chłopak głaszcze, aż dziwne, że matka nie przegoniła brudnego kundla. Sunia z bliska. O niej akurat wiem, na którym osiedlu mieszka. Ma w sumie bardzo dobrze, jest karmiona, głaskana, czasem siedzi z młodzieżą przed blokiem. Może nawet zima wpuszczają ją do piwnicy? Pitt. Szedł momentami przy nodze tego pana. Nikogo nie dziwi taki bezpański pies. Patrząc pozytywnie - mamy sporo ludzi, którzy psa nie przegonią, nie uderzą, a nawet nakarmić potrafią. Zmiana klimatu. To mój sąsiad. Jest za płotem "od zawsze". To już staruszek. W upały nie ma wody (tzn. ma ... od nas). Potrafi wyć z pragnienia lub głodu. Zimą pusta buda, dechy ... do czasu aż moja mama czegoś tam nie zaniesie. Jje głównie, to co dostanie od nas przez płot rzucane. W jego misce zaś pojawia się coś takiego (stare pieczywo, odpadki, łącznie z całym pomidorem i flaku od herbaty...): Średniej wielkości sunia, widziałam ją kilka razy. Takie to słodkie i delikatne. Tutaj śpi pod schodami sklepu, samo centrum miasta. Chroni się przed słońcem. Gdy wracałm, były już dwa. Na pierwszym planie owczarkowaty - urwał się komuś z łańcucha i spokojnie spał na środku chodnika, w tle ta sunia. Tu "fajny" widok na dużego owczarka ot tak w mieście: Rynek, popołudnie, w tle widać ratusz. Mały rudzielec śpi na środku ulicy. Na szczęście prawie nic tu nie jeździ. Znów dla odmiany pański pies. Mój kumpel Rudy mieszka na terenie zakładów na obrzeżach miasta. Blisko mnie, więc często chodzę tamtędy z moim psem na pola. Rudy ma dobrze, bo biega luzem i ma dziure w płocie. Gdy mnie zobaczy, z daleka biegnie i tak się cieszy! - wreszcie ktoś go głaszcze, mówi do niego. Potrafi pójść z nami na 2 godziny spaceru. No i zaczęłam go dokarmiać, skoro już się "przyczepił". Bo chudziak to z niego niestety okrutny. "Lubię" te zdjęcia, na których wygląda, jakby pies był z kimś na spacerze. Ale bez złudzeń. Pan za chwilę pomagał przeganiać tego czarnulka, bo się paniusia z yorkiem przestraszyła, że jej cudeńko to coś pożre. No i zwyczajny obrazek, jakiś kundel na osiedlu, przy placu zabaw - jak to opisywane moje stado. Na marginesie - sympatyczny osobnik, raz go widziałam (żadko tam bywam), łasił się i spałaszował dużą puchę żarełka. Ten szczenior leży mi na sumieniu. Zobaczyłam go przed wyjazdem w góry. Pojechałam, wróciłam, a jego już nie było. Jestem prawie pewna, że trafił na wieś na łańcuch :-( To był szczenior, a już wielki. Kto by olbrzyma do bloku brał. Mieszkał na parkingu. Bał się, gdy podchodziłam, to mnie obszczekał. Ale żarełko go przekonało, by podejść. Choć pogłaskać zdecydowanie się nie dał. Wiele psów tam widziałam. Ale tego nie mogę zapomnieć. Pomoże się jednemu, drugiemu, ale i tak ten pozostawiony gnębi. Dorosłe sobie radzą. Ten był potwornie chudy i przelękniony. Albo nie żyje, albo wegetuje na łańcuchu. Wszysko przez mój głupi wyjazd. Żeby tak ze trzy dni później, to bym go zabrała :-( A może mu się poszczęściło? Stado co najmniej 5 psów. Teren przy jakiś zakładach. Dzikie, uciekały. Najodważniejsza była matka, tak przypuszczam, że to właśnie była matka. Matka: Wypatrzyłam szczeniorka, bo mu się żałuśnie pisnęło, o to jego "domek": O jego los jestem prawie spokojna. Maluch, samczyk, ludzi tam się sporo kręci, a on dał mi się pogłaskać, dziki nie jest. Pare dni później już go nie spotkałam, pewnie go wzięli. Jestem spokojna, bo chłopak. Suni nikt nie zechce. A że mały, to do towarzystwa a nie na łańcuch. No i w takim wieku biorą, poniżej 2 miesięcy. Na zakończenie odrobina optymizmu. No i usprawiedliwienia, że jednak "coś" zrobiłam. Przedstawiam wówczas 3-miesięczną Bezę. Suńcia żyła przy śmietnikach na osiedlu Marmurka i Pitta. Widziałam jak rano grzebała w śmieciach szukając jedzenia. Takie dzieciątko jeszcze. Ale po co komu tam suczka. Skoro w tym wieku nikt jej nie wziął, to już sprawa przesądzona. No i Bezula ma dom :cool3: To tak, żeby nie było, że nawet jednymu nie pomogłam :eviltong: PS. a rodzina mówi, że jestem nawiedzona wariatka :evil_lol: Quote
morisowa Posted October 28, 2006 Author Posted October 28, 2006 Nawet tu nikogo nie obchodzi ich los :-( tja... moja kochana rodzina ma rację, co za różnica czy biega po mieście 100 psów czy 102? po co mi ciągać te kundle? jaki to ma sens, skoro jakoś psów nie ubywa :angryy: Quote
Ania-Sonia Posted October 28, 2006 Posted October 28, 2006 Kochana, mnie bardzo obchodzi, przecież wiesz, moja Sonia pochodzi właśnie z tego miasteczka, oszczeniła się tam będąc bezpańskim psem, pewnie jej sytuacja musiała być dramatyczna, skoro nie zostawiono jej na pastwę losu, a przewieziono do schroniska. Oczywiście to nie jest jedyny powód. Mnie też potwornie boli jak jeżdzę na przepiękne Podlasie i widzę takie obrazki (to jest zresztą wszędzie w mniejszych miastach i wsiach). To jest ogromny problem cywilizacyjny, społeczny, mentalny, za to trzeba by się zabrać instytucjonalnie, systemowo, na szeroką skalę, ale z sercem, wyobraźnią, mieć jakąś wizję, zarazić nią potężnych ludzi, instytucje. Tak nie może być w cywilizowanym, europejskim kraju. Eh, nic to gadanie nie zmieni... Morisowa, jeśli masz możliwość, działaj, zabierz te psy, które możesz, pomogę trochę finansowo. Nie można uratować wszystkich, nie można zbawić świata, ale wiesz dobrze, że to JEST różnica, czy będa tam biegać 100, czy 102 psy. Różnica dla Ciebie i dla tych dwóch ocalonych istnień. Kiedy będziesz wracać po święcie do W-wy, może TZ-et mógłby pomóc z transportem? Quote
Kar0la Posted October 28, 2006 Posted October 28, 2006 Morisowa nie prawda. Każdy z tych psów ma tylko jedno życie. Wszystkim pomóc nie zdołamy, ale jeśli uda się uratować nawet tylko 1 czy 2 psy to i tak dużo, bo dostały szansę na życie. Quote
Ania-Sonia Posted October 28, 2006 Posted October 28, 2006 [quote name='morisowa'] Na zakończenie odrobina optymizmu. No i usprawiedliwienia, że jednak "coś" zrobiłam. Przedstawiam wówczas 3-miesięczną Bezę. Suńcia żyła przy śmietnikach na osiedlu Marmurka i Pitta. Widziałam jak rano grzebała w śmieciach szukając jedzenia. Takie dzieciątko jeszcze. Ale po co komu tam suczka. Skoro w tym wieku nikt jej nie wziął, to już sprawa przesądzona. No i Bezula ma dom :cool3: To tak, żeby nie było, że nawet jednymu nie pomogłam :eviltong: PS. a rodzina mówi, że jestem nawiedzona wariatka :evil_lol: Tzn. że Beza jest Twoja??? Jest śliczna! A w ogóle co ta gadanie, że tylko temu jednemu pomogłaś, ja osobiście wiem, o 4 uratowanych przez Ciebie psach (Bibi, Malwina, Sonia, Sara), a na pewno jest ich więcej. Jesienna depresja Cię dopadła??? ;) A co tego PS, to nie masz wrażenia, że to właśnie Ty jesteś NORMALNA??? (taką pewność ma ponoć każdy wariat :evil_lol: ;) ) Quote
jotpeg Posted October 28, 2006 Posted October 28, 2006 uroda Marmurak jest wyjatkowa! morrisowa, nie mozesz pomoc kazdemu, niestety. to nie ty jestes winna temu, ze sa na ulicy :shake: Quote
morisowa Posted October 28, 2006 Author Posted October 28, 2006 Dzięki dziewczyny! oj, dopadła mnie depresja, oby jesienna, bo to dobrze rokuje - zima idzie i będzie po sprawie ;) Beza nie jest moja. (gdybym miała pozwolenie na drugiego psa, to bym wzięła coś starego/chorego/ułomnego a nie pięknego szczeniorka :diabloti: ) Jechałam na dwa dni do Wawy, autobusem bezpośrednim, rano. Wyszłam wcześniej (wolałam tak niż znów prosić rodzinę o przetrzymanie psa), smycz i obroża w plecaku, książeczka zdrowia mego kota :evil_lol: , kagańczyk. Dorwałam ją pod tym śmietnikiem, zasmyczyłam, na ręce i na dworzec. Bezula grzeczna była, nawet kulturalna panienka odbierała ze mną bilety w teatrze na "Taniec Wampirów". No i domek się szybciutko udał, więcej szczęścia niż rozumu :evil_lol: Tak że Beza w Wawie mieszka, ale nie u mnie. Do Wawy bym wracała sobota, ewentualnie piątek popołudniem. Zobaczymy jak to będzie. Po pierwsze to się pozbierać jakoś muszę... Quote
Izabella Hossa Posted October 28, 2006 Posted October 28, 2006 Morisowa Ty wariatko, ja i Ty i wszyscy którzy Cię znają wiedzą, że to nie cztery tylko o wiele więcej psich i kocich żyć uratowałaś. Wiele przypadkowych, wiele Krzyczkowych, Paluchowych i sama pewnie już wszystkich nie pamiętasz...Ale obydwie wiemy , że było warto !!!!! Ps. Madziu dziękuje Ci, że i ja wiele uratowałam -dzięki Twojej pomocy. Quote
Izabella Hossa Posted October 29, 2006 Posted October 29, 2006 Pewnie jeszcze nie masz pomysłu, ale wiem, że nie zostawisz ich tam na zimę. Quote
jnk Posted October 29, 2006 Posted October 29, 2006 Morisowa, moje ulubione zdanie, najpiękniejsze i najmądrzejsze, jakie znam jest wybite na medalu "Sprawiedliwy wśród narodów świata" i brzmi tak: kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat. Warto, żebyś je zapamiętała do końca życia. Pomaga w trudnych momentach :) Wiem, co mówię :) Quote
Ania-Sonia Posted October 30, 2006 Posted October 30, 2006 Piękne powiedzenie, też mi przyszło do głowy jak czytałam smutne słowa morisowej. Morisowa, trzymaj się i dochodź do siebie! :-) Quote
morisowa Posted November 1, 2006 Author Posted November 1, 2006 No i nie zobaczę ich teraz... jestem w Wawie... Powód? w skrócie: mama zaniosła kocurka na szczepienie. Weterynarz wbił mu igłę w rdzeń kręgowy !!!! Lewostronny paraliż. Wczoraj rano pojechałam po niego i wieczorem był już pod opieką normalnych lekarzy. Na szczęście ma czucie w łapkach, jeszcze będzie chodzić! nikt tu nie może uwierzyć, że coś takiego mogło się stać... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.